W tych audycjach zajmuję się sofizmatami, czyli takimi „hakami”, których ludzie używają w dyskusjach czy debatach. Z tego powodu lubiłem słuchać debat Charliego Kirka. Prawdopodobnie wiecie, że był on amerykańskim prawicowym aktywistą politycznym. Założył konserwatywną organizację Turning Point USA, która szerzyła konserwatywne ideały i była kluczowa w zebraniu poparcia wśród młodych dla Donalda Trumpa. Był też gospodarzem popularnego podcastu „The Charlie Kirk Show” i w swoich wystąpieniach na kampusach uniwersyteckich chętnie wdawał się w spory z lewicowymi studentami. Właśnie na jednym z takich kampusów zginął, zastrzelony przez osobę o przeciwnych poglądach.
Był chrześcijaninem i konserwatystą. Sprzeciwiał się aborcji, ale popierał prawo do posiadania broni. I właśnie ten ostatni pogląd spowodował falę komentarzy ludzi, którzy — w łagodny lub dosadny sposób — twierdzili, że „dostał to, co propagował”. W tej audycji będę starał się wykazać błędy logiczne w takim rozumowaniu.
Ponieważ Kirk był chrześcijaninem, wielu ludziom nasuwają się słowa Jezusa: „kto mieczem wojuje, od miecza ginie” (Mateusza 26:52). Zauważmy jednak, że Kirk nie walczył mieczem. Zapraszał ludzi o przeciwnych poglądach do rozmowy. To jego przeciwnicy odwoływali się do przemocy, próbując zakłócać jego wystąpienia, a ostatecznie pozbawiając go życia. Nie można więc do jego działalności odnieść słów Jezusa w taki sposób, by zarzucać mu hipokryzję.
Inni odwołują się do słów, które rzekomo wypowiedział: „prawo swobodnego dostępu do broni jest warte tych paru śmierci rocznie” (po angielsku: “free access to guns is worth those few deaths a year”). Komentują to mówiąc, że Kirk bagatelizował śmierć i sam stał się tą jedną z paru śmierci rocznie. Nie są to jednak jego dosłowne słowa, lecz parafraza wypowiedzi wyrwanej z kontekstu. Aby wyjaśnić to posłużę się przykładem.
Powiedzmy, że w jakimś kraju dochodzi do 1000 gwałtów rocznie. Jakiś polityk wpadł na pomysł aby rozprowadzić wśród kobiet pistolety aby mogły się bronić. W kolejnym roku liczba gwałtów spadła do 100. Można więc chyba wyciągnąć wniosek, że rozprowadzona broń uratowała jakieś 900 kobiet. Niestety, niektóre kobiety użyły tej broni do samobójstwa. Inne kobiety nie zabezpieczyły swoich pistoletów i śmiertelnym wypadkom uległy ich dzieci. Jest to hipotetyczna sytuacja. Załóżmy jednak, że samobójstwo popełniło 10 kobiet, a 5 dzieci zginęło bawiąc się bronią swojej matki. Mamy więc korzyść: 900 kobiet uniknęło gwałtu, ale mamy też koszt społeczny. 10 kobiet użyło tej broni aby się zabić oraz zginęło 5 dzieci.
I właśnie w takim sensie Kirk mówił o „cenie wolności”. Nie chodziło mu o lekceważenie ludzkiego życia, lecz o uświadomienie, że każda wolność — także ta do obrony siebie — ma swoją cenę. Tragiczne incydenty nie są jej celem ani powodem do dumy, ale nie mogą też być argumentem za odebraniem prawa, które chroni tysiące innych istnień.
Problem z takim argumentem, który właśnie przedstawiłem, polega jednak na tym, że te 900 kobiet nie zostało zgwałconych tylko hipotetycznie, a te 15 osób zginęło naprawdę. Na ten właśnie kontrast zwracają uwagę przeciwnicy posiadania broni. Podkreślają, ile osób ginie rocznie od broni palnej, nie wspominając jednak, że większość z tych przypadków to samobójstwa, a wiele innych dotyczy broni posiadanej nielegalnie. Niestety, zdarzają się też tragedie z udziałem dzieci — ofiar legalnej broni, która była niewłaściwie przechowywana.
Zwróćmy jednak uwagę na inny problem w argumentacji przeciwników posiadania broni. Twierdzą oni, że ten koszt, te 15 śmierci z mojego przykładu to zbyt dużo. Można zrozumieć taki sposób myślenia, bo przecież każde życie jest cenne, a szczególnie chyba życie dzieci. W tym rozumowaniu są jednak dwa słabe punkty.
Po pierwsze, przeciwnicy broni akceptują podobne koszty w innych dziedzinach życia. Na przykład samochody każdego roku zabijają wielu ludzi, a mimo to niewielu postuluje, by wszystkim odebrać prawo do ich posiadania.
Po drugie, zauważmy, że zaniedbań przy przechowywaniu broni — takich, które pozwalają dzieciom uzyskać do niej dostęp — dopuszcza się jedynie niewielka mniejszość. Dokładnie tak samo jest z samochodami: większość kierowców zachowuje się odpowiedzialnie, ale zawsze znajdą się tacy, którzy siadają za kierownicą po alkoholu. Czy jednak można karać wszystkich kierowców za czyny tej nieodpowiedzialnej garstki? Czy można karać wszystkich posiadaczy broni za błędy nielicznych lekkomyślnych?
Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że ja posłużyłem się tutaj wymyślonym przykładem kraju i tego 1000 gwałtów. Wystarczy jednak poszukać statystyk, aby dowieść, że w miejscach, gdzie ludzie posiadają dużo broni jest bardzo mało włamań. Można też wskazać na miejsca, w których dochodziło do masowych strzelanin. Tacy mordercy wybierali miejsca jak np. szkoły gdzie nikt poza nimi nie posiadał broni.
Na sam koniec chciałbym wyjaśnić, że moim celem nie było przekonanie was do posiadania broni. Sam jej nie posiadam i nie zamierzam tego zmienić. Chciałem tylko wskazać na błędy logiczne w argumentowaniu, że Charlie Kirk dostał to co propagował. On nie zachęcał do walki, ale do pokojowej dyskusji. Nie bagatelizował też śmierci spowodowanej legalną bronią. Jeżeli chodzi o moje poglądy to ja wolę mieszkać w miejscach, gdzie ludzie posiadają mało broni.
Sam Charlie Kirk też popełniał błędy logiczne. Najczęściej chyba argumentum ad verecundiam. Gdybyście chcieli mógłbym nagrać audycję także na ten temat.