Kat siedział przy biurku zasłanym podaniami o śmierć i czytał jedno z nich, robiąc na marginesie adnotacje czerwonym długopisem. Wiosenne słońce napełniło świat i jego biuro radością. Jutro będzie Wielkanoc.
Skończył i odłożył kartki na lewo do tekturowej teczki, starannie zawiązując bawełniane tasiemki, był bowiem bardzo dokładny. Jego praca tego wymagała. Na okładce widniał duży napis "Sprawy do późniejszego rozpatrzenia". Litery odcinały się ostro mimo starości tuszu i miały piękny kształt. Wiele czasu poświęcił na ich wykaligrafowanie.
Leżące tu podania czekały na załatwienie od wielu lat, ale kiedyś weźmie je do ręki, przeczyta ponownie, podkreśli nagłówek i obok postawi datę śmierci człowieka, który od dawna się o nią ubiegał. Potem się podpisze i po wypełnieniu delegacji służbowej pojedzie, by zabić suplikanta. Wyszuka oczywiście odpowiednie specyfiki w rejestratorze stojącym na biurku i wypisze receptę, dobierając rodzaj śmierci do indywidulanych życzeń.
Był bardzo pracowity. Czytał wszystkie podania osobiście przez osiem godzin swego urzędowania, odrywając się od pracy jedynie na krótką chwilę, by zjeść śniadanie. Odkładał wówczas podania, stawiając na nich przycisk w kształcie gilotyny, by wiatr nie strącił kartek na podłogę. Włączał czajnik i wsypawszy nieco herbaty do szklanki, zalewał ją wrzątkiem.