Minialbum "Coś z niczego" zespołu Kambo to siedem wyjątkowych utworów powstałych przez ostatnie trzy trudne lata. Muzycy z Mamy Selity połączyli siły z Leo Voznyachukiem, co nadało ich brzmieniu ożywczą energię. Album powstawał przez trzy lata "pandemicznego kiszenia się" w zespołowym studio. - Żeby powstała jakaś synergia dźwięków, potrzebny jest taki zakwas, z którego się ulepi fajną, spójną całość - wyjaśniają. - Mam wrażenie, że osiągnęliśmy tę formułę. Rzeczy większe i małe rodzą się czasem w bólach, większych i mniejszych, w euforii - wszystkie te stany odkryliśmy podczas pracy nad tym albumem - zdradza Igor.