
Sign up to save your podcasts
Or


To nie jest żaden występ — to przypadek nagrany na żywo, jakby ktoś walnął w „record” przez pomyłkę i nie miał już siły cofnąć. Całość pachnie starym kablem i przepaloną końcówką mocy. Bit się sypie, jakby chciał uciec z własnego loopu, a DJ krzyczy coś o „prawdziwej muzie”, po czym ginie w sprzężeniu zwrotnym.
Scratchy wjeżdżają jak papier ścierny na winylu, basline gnie się jak stary amortyzator w Golfie II, a garaż brzmi jak klatka schodowa po imprezie. W połowie setu coś się rozjeżdża, ale nikt nie przerywa, bo wszyscy wiedzą, że tak właśnie ma być — trochę brudno, trochę po pijaku, całkiem szczerze.
To osiem i pół minuty, które nie próbują niczego udowadniać. Po prostu istnieją, jak dźwięk z sąsiedniego pokoju, którego nie da się już odłączyć od własnych myśli.
Bon Voyage!
DJIC
By DJICTo nie jest żaden występ — to przypadek nagrany na żywo, jakby ktoś walnął w „record” przez pomyłkę i nie miał już siły cofnąć. Całość pachnie starym kablem i przepaloną końcówką mocy. Bit się sypie, jakby chciał uciec z własnego loopu, a DJ krzyczy coś o „prawdziwej muzie”, po czym ginie w sprzężeniu zwrotnym.
Scratchy wjeżdżają jak papier ścierny na winylu, basline gnie się jak stary amortyzator w Golfie II, a garaż brzmi jak klatka schodowa po imprezie. W połowie setu coś się rozjeżdża, ale nikt nie przerywa, bo wszyscy wiedzą, że tak właśnie ma być — trochę brudno, trochę po pijaku, całkiem szczerze.
To osiem i pół minuty, które nie próbują niczego udowadniać. Po prostu istnieją, jak dźwięk z sąsiedniego pokoju, którego nie da się już odłączyć od własnych myśli.
Bon Voyage!
DJIC