
Sign up to save your podcasts
Or


TL;DR
Zwolennicy prostytucji:
→ albo pochodzą z elitarnych warstw społeczeństwa albo są alfonsami, albo klientami prostytutek, stąd albo nie znają realiów prostytucji, albo te realia są im na rękę
→ używają polityki tożsamościowej, żeby atakować przeciwników prostytucji (abolicjonistów, tych, którzy chcą całkowitej eliminacji prostytucji) wykorzystują oskarżenia o rasizm, kolonializm albo wręcz „bycie białym” czy „biały przywilej”
→ odbierają platformę najbardziej dotkniętym prostytucją: dzieciom, biednym, niewykształconym kobietom, nierzadko mniejszościowego pochodzenia etnicznego, i oddają tę platformę „turystom” prostytucji: bogatym wykształconym kobietom, które zostają luksusowymi prostytutkami z nudów.
W rezultacie główno-nurtowy obraz prostytucji, promowany przez elity, różni się diametralnie od rzeczywistości prostytucji: gwałtów, przemocy, przymusu i eksploatacji najbiedniejszych warstw społeczeństwa.
Oryginalny post tu
Poniższe tłumaczenie to przedmowa do książki „The Pimping of Prostitution: Abolishing the Sex Work Myth” (Sutenerstwo prostytucji: obalenie mitu pracy seksualnej), autorstwa Julie Bindel
„Gdyby handel ludźmi istniał, to było by źle, ale jego istnienie to mit”.
„Prawo regulujące seks jest często przykrywką dla ideologii, która ogranicza kobiety, zamiast je wyzwalać. Najbardziej przeraża mnie to, że niektóre feministki ostatnimi czasy popierają łączenie w prawie i polityce handlu ludźmi i pracy seksualnej. Te kobiety [feministki] normalnie nigdy nie pomyślałyby o tym, żeby mówić innym kobietom, jak się zachowywać, bo same, walczyły z odgórnymi ograniczeniami własnego życia”.
Melissa Dittmore, była pierwsza przewodnicząca Rady Doradczej projektu Sex Workers’ Project
To podejście wyraźnie rozróżnia „pracę seksualną” (świadomą, dobrowolną, pozbawioną przemocy) od handlu ludźmi (pozbawiającego praw, wymuszonego, pełnego przemocy). Jest to kluczowy argument Global Alliance Against Traffic in Women (GAATW, [Globalny sojusz przeciwko handlowi kobietami]), organizacji, która przedstawia się jako organizacja walcząca z handlem ludźmi, ale wykorzystuje swoją platformę do prowadzenia kampanii na rzecz wyraźnego rozróżnienia między „pracą seksualną” a handlem ludźmi.
W dokumencie roboczym „Exploring Links Between Trafficking and Gender” (Badanie powiązań między handlem ludźmi a płcią) organizacja ta twierdzi, że „komercyjna praca seksualna nie jest z natury wyzyskiem” oraz że „polityka tworzona lub działania podejmowane w imię walki z handlem ludźmi czasami skutkowały rażącymi naruszeniami praw człowieka wobec osób świadczących usługi seksualne, w tym wyzyskiem ekonomicznym oraz przemocą fizyczną i seksualną ze strony organów ścigania”.
W dokumencie tym ostrzega się również przed nadmiernym skupianiem się na handlu ludźmi w celach seksualnych i sugeruje unikanie używania tego terminu: „Skupianie się wyłącznie na handlu ludźmi w celach prostytucji może również odwracać uwagę i pilnie potrzebne zasoby od naruszeń praw człowieka w innych sektorach, np. wyzysku pracowników”.
Argument ten pomija: niejasne granice między wykorzystywaniem seksualnym, handlem ludźmi i tak zwaną „dobrowolną” „pracą seksualną” oraz dowody na to, że osoby „wchodzące” w prostytucję robią to, w najlepszym przypadku, przy ograniczonych możliwościach wyboru.
We wniosku skierowanym do All Party Parliamentary Group (APPG) w sprawie prostytucji w 2016 r. Sussex Centre for Gender Studies argumentowało, że: „Zdefiniowanie prostytucji jako przemocy wobec kobiet pozbawia osoby świadczące usługi seksualne prawa do sprawczości i autonomii. Sprawia to, że wszystkie decyzje dotyczące ich życia trafiają w ręce państwa, ogranicza ich zdolność do samodzielnego działania i zwiększa prawdopodobieństwo, że będą narażone na przemoc (Światowa Organizacja Zdrowia 2013, Amnesty International 2015). Ponieważ większość osób pracujących w branży seksualnej to kobiety, utrwala to nierówność płci (GAATW 2011)”.
W opinii czytamy dalej: „Jeśli cała praca seksualna jest przemocą, nie ma możliwości odróżnienia osób świadczących usługi seksualne, które pracują dobrowolnie, od tych, które są wykorzystywane, ani stosunków seksualnych, które mają miejsce za zgodą obu stron, od tych, które takimi nie są”.
We wniosku zawarto również obronę nabywców usług seksualnych: „Klienci, którzy uważają kobiety za towar i są przekonani, że nie można zgwałcić osoby świadczącej usługi seksualne, mogą być bardziej skłonni do przemocy, wyzysku i znęcania się niż ci, którzy popierają idee praw osób świadczących usługi seksualne (np. że usługi powinny być negocjowane, a osoby świadczące usługi seksualne mają prawo do bezpieczeństwa) (GAATW 2011). O’Connell Davidson (2003) stwierdził, że mężczyźni, którzy postrzegali prostytucję jako sektor pracy, częściej zgłaszali obawy jeśli chodzi o handel ludźmi, podczas gdy ci, którzy najczęściej korzystali z usług prostytutek będących ofiarami handlu ludźmi, postrzegali kobiety jako towar i uważali, że zapłata oznacza prawo własności, a nie wymianę”.
Autor sugeruje tutaj, że abolicjoniści [ci, którzy chcą, aby prostytucja została całkowicie zdelegalizowana, przyp. tł.] – w przeciwieństwie do zwolenników podejścia opartego na „prawach pracowników seksualnych” – mogą być odpowiedzialni za agresywne i obraźliwe zachowania klientów.
Mężczyźni, którzy atakują i mordują kobiety uprawiające prostytucję, „udają klientów”
„Dekryminalizacja teraz! Stygmatyzacja zabija” – skandowali protestujący przed ambasadą Szwecji w 2013 roku. To nie stygmatyzacja zabija kobiety uprawiające prostytucję. Zabijają je mężczyźni.
W artykule zatytułowanym „To przeklęte państwo dało mu przewagę: morderstwo szwedzkiej pracownicy seksualnej” Pye Jakobsson w wywiadzie z Caty Simon (której blog The Virtues of Vice zawiera artykuły chwalące alfonsów i używanie narkotyków dożylnych) stwierdził, że „piętno” spowodowane kryminalizacją klientów doprowadziło do morderstwa Petite Jasmine, aktywistki na rzecz praw „pracowników seksualnych”.
Eva Marree Smith Kullander („Petite Jasmine” to pseudonim, którego Kullander używała w prostytucji) nie została zabita przez stygmatyzację, ale przez agresywnego byłego partnera, podczas wizytacji z dziećmi, nad którymi kilka lat wcześniej utraciła prawo do opieki. Morderca Kullander nie był alfonsem ani klientem, ale agresywnym partnerem. Kullander nie straciła swoich dzieci, dlatego, że, jak twierdziła Rose Alliance, szwedzka organizacja zajmująca się prawami „pracowników seksualnych”, że odrzucała twierdzenia, że prostytucja jest złem, ale dlatego, że została zgłoszona do służb socjalnych za nadużywanie alkoholu i narkotyków .
Organizacje zajmujące się prawami „pracowników seksualnych” zorganizowały wiece w 36 krajach na sześciu kontynentach, domagając się pełnej dekryminalizacji handlu usługami seksualnymi i zniesienia przepisów kryminalizujących popyt na te usługi.
W artykule poświęconym Kullander Gira Grant wspomina „Dorę Özer, turecką transseksualistkę, która została zamordowana przez „mężczyznę podającego się za klienta”. Nie jest jasne, dlaczego Grant zakłada, że morderca „podawał się” za nabywcę usług seksualnych, a nie był nim faktycznie. Jest to powszechna taktyka stosowana przez aktywistów „praw pracowników seksualnych” w celu zminimalizowania lub zaprzeczenia endemicznej przemocy charakterystycznej dla prostytucji.
W artykule opublikowanym w Huffington Post Kate L Gould twierdziła, że Özer została również „zabita przez stygmatyzację”, chociaż przyznała, że Özer została „zamordowana przez klienta”, a nie przez mężczyznę podszywającego się pod klienta. Gould twierdzi, że przyczyną morderstwa Özer było zamknięcie przez rząd kilku z 54 państwowych domów publicznych .
Carol Leigh, rzeczniczka COYOTE [z ang. Call Off Your Old Tired Ethics, pozbądź się swoich starych, zużytych zasad etycznych), która ukuła termin „praca seksualna”, nakręciła film o tych dwóch morderstwach i również twierdzi, że zabójca Özer „udawał” klienta. Zastanawiam się, po co istnieje Ugly Mug (programy rozpowszechniające pośród prostytutek informacje o agresywnych klientach), skoro żaden klient nie jest odpowiedzialny za przemoc wobec kobiet uprawiających prostytucję?
Od czasu dekryminalizacji prostytucji w Nowej Zelandii, jak dokumentuje to znakomity artykuł Penny White opublikowany w Feminist Current, zamordowano kilka kobiet uprawiających prostytucję. W Niemczech w ciągu ostatnich 14 lat co najmniej 55 kobiet zostało zamordowanych przez klientów, a w Holandii liczba ta wynosi 28. Nie zorganizowano ani jednej demonstracji w obronie praw „pracowników seksualnych” w imieniu tych zamordowanych kobiet.
„Prostytucja nie ma nic wspólnego z nierównością płci ani patriarchatem”
W badaniu „Statistics on Sex Work in the UK” (Statystyki dotyczące pracy seksualnej w Wielkiej Brytanii) Nicola Smith i Sarah Kingston twierdzą, że:
„Być może najbardziej dominującym stereotypem dotyczącym komercyjnej wymiany seksualnej jest to, że tylko kobiety sprzedają seks. Nie potwierdziła tego nasza analiza, która wykazała, że jedna na trzy (33%) osoby reklamujące się jako osoby do towarzystwa [czyli prostytutki, przyp. tł.] identyfikowała się jako mężczyzna. Ponadto 4% osób do towarzystwa identyfikowało się jako osoby trans, z czego 70% identyfikowało się jako kobiety, 27% jako mężczyźni, a 3% jako osoby niebinarne. Nieco poniżej 63% wszystkich osób świadczących usługi towarzyskie identyfikowało się jako kobiety. Nasze ustalenia potwierdzają wyniki innego niedawnego, szeroko zakrojonego badania, Student Sex Work Project, zgodnie z którym praca seksualna nie jest równoznaczna z „pracą kobiet” – w rzeczywistości okazało się, że studenci płci męskiej częściej niż studentki angażują się w komercyjną działalność seksualną”.
Badanie nie dotyczyło nabywców usług seksualnych. Dotyczyło wyłącznie reklam jednej strony internetowej oferującej usługi towarzyskie. Chodziło wyłącznie o reklamy, a to, co jest reklamowane, niekoniecznie jest tym, co się otrzymuje. Co jest prawdą dla wszystkich reklam, nie tylko reklam prostytucji.
Autorzy kontynuowali: „Witryna nie jest skierowana konkretnie/głównie do osób LGBT/Q, chociaż ma witrynę partnerską, która jest. Innym niedawnym, szeroko zakrojonym badaniem, które wykazało, że znacznie więcej osób świadczących usługi seksualne niż się powszechnie uważa to mężczyźni, jest Student Sex Work Project, w ramach którego stwierdzono, że studenci płci męskiej byli bardziej skłonni do angażowania się w pracę seksualną niż studentki”.
Wysłałam e-mail do Nicoli Smith, współautorki raportu, z kilkoma pytaniami, na które ona uprzejmie odpowiedziała. Na przykład, dlaczego zdecydowali się nie podawać nazwy strony internetowej, z której czerpali dane? Smith odpowiedziała, że chodziło po prostu o ochronę anonimowości osób reklamujących się na tej stronie.
Zapytałam, dlaczego autorzy doszli do wniosku, że prostytucja nie powinna być postrzegana jako problem nierówności płciowej kobiet, skoro wiadomo, że większość osób zajmujących się prostytucją to kobiety? Zapytałam również, czy zgromadzono jakieś dowody potwierdzające, poza danymi z jednej strony internetowej, że coraz więcej osób korzystających z usług seksualnych to kobiety. Smith odpowiedziała: „Nie twierdzimy, że większość klientów to kobiety, ale raczej, że duża część osób reklamujących się na stronie internetowej jako osoby do towarzystwa kieruje swoje reklamy do kobiet, co naszym zdaniem podważa założenie, że „większość” klientów to mężczyźni”. Jednak „reklamowanie się kobietom” to nie to samo, co „kobieta płacąca za seks”.
W raporcie stwierdzono: „Wezwania do wprowadzenia ogólno-krajowej kryminalizacji prostytucji, według „modelu szwedzkiego”, opierają się na postrzeganiu osób świadczących usługi seksualne jako kobiet będących ofiarami przemocy, a ich klientów jako mężczyzn będących agresorami. Nasze badania bezpośrednio zaprzeczają takim założeniom i wskazują na różnorodność tożsamości i praktyk we współczesnej branży seksualnej”.
Celem „de-genderyzacji” handlu usługami seksualnymi jest podważenie argumentów, wskazujących na systemową opresję kobiet w stosunku do mężczyzn, oraz przekonanie, że prostytucja nie powinna być uwzględniana w ustawodawstwie, regulacjach ani dyskusjach dotyczących przemocy wobec kobiet.
Dyskredytowanie abolicjonistów
„Potępienie dekryminalizacji pochodzi od dziwnego sojuszu feministek, które uważają wszystkich pracowników seksualnych (w tym gwiazdy porno i striptizerki) za ofiary ucisku, oraz chrześcijan, którzy postrzegają te kobiety jako pogrążone w deprawacji. Obie grupy wykorzystują przekonanie, że niektóre rodzaje seksu są haniebne, niebezpieczne i nie do przyjęcia – postawę, która od dawna podsyca prześladowania gejów”.
Steve Chapman, 2015
Argument ten przedstawia abolicjonistów jako pruderyjnych „przeciwników seksu”. Kluczową taktyką aktywistów posługujących się tym argumentem jest porównywanie abolicjonistów do religijnych moralistów.
Na przykład w artykule zatytułowanym „Jeśli jesteś przeciwny pracy seksualnej, jesteś bigotem” „pracownik seksualny” Conner Habib nazywa abolicjonistów „aktywistami anty-seksualnymi” i porównuje argument abolicjonistów, dotyczący fizycznego wpływu prostytucji (pęknięcia pochwy, ciąża, choroby) z argumentem chrześcijańskiego, antygejowskiego YouTubera dotyczącym szkód wyrządzanych odbytowi przez seks analny: „ To samo podejście, ta sama nienawiść, te same uproszczenia”.
Argument ten pomija fakt, że powody, dla których feministyczne abolicjonistki sprzeciwiają się legalizacji prostytucji, nie opierają się na słabych podstawach moralnych, ale na solidnych badaniach dotyczących przemocy i przymusu w prostytucji. Pomija on również silne powiązania między aktywizmem LGBT a aktywizmem feministycznym.
Atak na abolicjonistów jako rasistów i kolonialistów
W uroczym artykule napisanym przez białego aktywistę trans Paris Lees, zatytułowanym „Zakazać prostytucji? Pieprzyć białe feministki”, opublikowanym w znanym bastionie wyzwolenia kobiet, magazynie Vice, wyśmiano pogląd, że pożądane jest położenie kresu prostytucji.
Obraźliwe określenie „biały feminizm” jest obecnie powszechnie używane przez „feministki” popierające prostytucję w celu dyskredytowania abolicjonistek. W rzeczywistości stało się ono ostatnio sposobem, w jaki opisuje się radykalne feministki, zwłaszcza te, które prowadzą kampanię na rzecz zatrzymania przemocy mężczyzn wobec kobiet i dziewcząt. Sugeruje to, że osoby praktykujące „biały feminizm” , są znacznie bardziej uprzywilejowane niż te, które się z nimi politycznie nie zgadzają. W przeszłości termin ten był używany przez czarne i inne mniejszościowe feministki do krytykowania feministek, które nie rozumiały lub nie dostrzegały przywilejów białych. Nigdy nie było one używane w stosunku do kobiet kolorowych, a już na pewno nigdy nie było używane przez białe kobiety w stosunku do kobiet kolorowych. Lees sugeruje, że pośród abolicjonistek nie ma byłych prostytutek ani żadnych nie-białych kobiet. Takie ujęcie jest szczególnie szokujące i obraźliwe, biorąc pod uwagę nieproporcjonalnie dużą liczbę nie białych kobiet, zmuszanych do prostytucji.
Lees, który dorastał jako mężczyzna i przed zmianą płci przez krótki czas zajmował się prostytucją, uznał, że ma prawo pouczać abolicjonistów o tym, jak okrutne byłoby „zakazanie pracy seksualnej”, podczas gdy niektóre kobiety „polegają na bankach żywności”. Lees zacytował inną znaną pisarkę popierającą prostytucję, Molly Crabapple (również białą), pisząc: „Z jakiego innego powodu białe feministki mogłyby być przeciwne legalizacji pracy seksualnej? Jak napisała na Twitterze Molly Crabapple: „Wiele dystyngowanych białych kobiet sprzeciwia się dekryminalizacji pracy seksualnej, ponieważ uważają policjantów za miłych panów, którzy rozwiązują problemy, a nie za sprawców przemocy”
Wydaje się, że w tej analizie czegoś brakuje. Nie tylko zakłada się, że abolicjoniści przemawiają w imieniu prostytutek, ale także, że są oni biali. Lub też, zgodnie z kategorią polityczną wymyśloną przez Lees, gdzie słowo „Biali” pisane jest wielką literą, używane jest jako przymiotnik i stosowane do opisania kobiet kolorowych, które ośmielają się wypowiadać przeciwko handlowi usługami seksualnymi. Biorąc pod uwagę, że ruch abolicjonistyczny jest kierowany przez byłe prostytutki, wydaje się to nie tylko protekcjonalne, ale także wybitnie i żenująco niedoinformowane.
„Weźmy na przykład list otwarty do Amnesty International [AI], podpisany w zeszłym tygodniu przez Lenę Dunham, Meryl Streep i Emmę Thompson” – pisze Lees w innym artykule, sugerując, że skoro te trzy sygnatariuszki są białe, bogate i odnoszą sukcesy, wszystkie abolicjonistki są takie same. Nic bardziej mylnego. Poprosiłam Tainę Bien-Aimé, dyrektor wykonawczą Koalicji Przeciwko Handlowi Kobietami (CATW), o jej opinię na temat zarzutu, że list do AI został, jak sugerowała Crabapple, podpisany przez „wiele dystyngowanych białych kobiet”. W odpowiedzi Bien-Aimé, która ma haitańskie korzenie i jest bardzo zaznajomiona z argumentacją dotyczącą „białego feminizmu” w odniesieniu do ruchu abolicjonistycznego, przesłała mi zestawienie sygnatariuszy listu: „ Naliczyłam około 50 (znanych) kobiet rasy białej spośród ponad 400” – mówi Bien-Aimé. „Zdecydowana większość byłych prostytutek, które podpisały list, to kobiety kolorowe. Nie jest to zły wynik dla „białego feminizmu”.
„Pracownicy seksualni potrzebują głosu” – kontynuuje Lees w artykule dla Vice. „W przestrzeni publicznej pojawia się kilka obecnych i byłych pracowników seksualnych – na przykład Brooke Magnanti, Stoya i Molly Smith – ale stanowimy niewielką mniejszość”. Leesowi najwyraźniej umknął jeden drobny fakt: wszystkie trzy wyżej wymienione kobiety są białe. Magnanti nie jest reprezentatywna dla kobiet uprawiających prostytucję: opisuje siebie jako byłą „call girl z wyższej półki”, ma doktorat, napisała kilka książek i zarobiła fortunę na telewizyjnej adaptacji swojego życia w prostytucji. Lees wypowiada się z platformy medialnej, a Smith pochodzi z klasy średniej i angażuje się w kampanię na rzecz legalizacji handlu usługami seksualnymi.
Inną białą feministką, która czuje się urażona „białym feminizmem”, jest Gira Grant, która w artykule (w którym obwiniała „białe feministki” za wybór Donalda Trumpa) napisała, że „czarne feministki i womanistki, queerowe feministki, arabskie feministki, niepełnosprawne feministki, trans feministki i feministki zajmujące się prostytucją, żeby wymienić tylko kilka, od dawna wzywają do pogrzebu białego feminizmu”.
W 2015 roku podczas Los Angeles Porn Awards poznałam Siouxsie Q, „pracownicę seksualną”, aktorkę porno i dziennikarkę mieszkającą w Kalifornii. Q również definiuje politykę abolicjonistyczną jako „biały feminizm”: „Myślę, że problem z feministycznymi abolicjonistkami i pracą seksualną polega na tym, że są one zakorzenione w koncepcji ratowania świata przez białych, którą to koncepcję wyznaje klasa średnia. Biały feminizm był historycznie czymś, czym zajmowała się klasa średnia, a białe feministki szczerze próbowały ratować różne marginalizowane grupy społeczne, sięgając do samych początków feminizmu, pierwszej fali, kiedy był on powiązany z abolicjonistami niewolnictwa. Nie twierdzę, że to coś złego – musimy jednak przyznać, że jako biali ludzie próbujemy ratować biednych, nieszczęśliwych brązowych ludzi. W kontekście sprawiedliwości społecznej nie uważamy tego za właściwe. To, co jest właściwe, to pytanie marginalizowanych: „Czego potrzebujecie? Czego chcecie? Jak mogę pomóc, korzystając z moich uprzywilejowanych zasobów?”. Nie widzę tego podejścia u feministek, skupiających się na obalenia pracy seksualnej”.
Akademik i lobbysta, popierający prostytucję Thaddeus Gregory Blanchette, antropolog z Federalnego Uniwersytetu w Rio de Janeiro w Brazylii, również wydaje się uważać, że tylko „uprzywilejowane” feministki krytykują handel seksualny. W 2016 roku Blanchette napisał na swoim blogu: „Co tydzień odwiedzam burdele, rejestrując warunki pracy, rozmawiając z kobietami, licząc klientów, rozdając ulotki. Robię to, o czym żadna młoda, biała kobiet z klasy średniej nawet by nie śniła. A ja jestem alfonsem, tylko dlatego, że mam kontakt z dziwkami. Oczywiście dziwki mają gorzej. Myślę, że mogę powiedzieć, że w końcu czuję się częścią piętna, które je dotyka”.
To znamienne, że biali, wykształceni mężczyźni i kobiety oczerniają tych, którzy prowadzą kampanię na rzecz zakończenia handlu usługami seksualnymi, podczas gdy zdecydowana większość kobiet i dziewcząt uprawiających prostytucję jest biedna i pozbawiona jakichkolwiek przywilejów. Handel usługami seksualnymi obejmuje ogromną liczbę kobiet rdzennych i kolorowych, co znajduje odzwierciedlenie w ruchu byłych prostytutek/abolicjonistek.
Abolicjoniści nie słuchają „pracowników seksualnych”
„Jedną z najbardziej wyzyskujących praktyk stosowanych przez bigotów sprzeciwiających się prostytucji jest wybieranie głosów byłych pracowników seksualnych, którzy mieli straszne doświadczenia, i przedstawianie ich jako reprezentatywnych dla całej populacji, mimo że tak nie jest”.
– Conner Habib, „pracownik seksualny” i dziennikarz
Argument ten całkowicie pomija fakt, że większość badań pokazuje, iż ogromna większość „pracowników seksualnych” znacznie częściej niż reszta populacji staje się ofiarą gwałtów, napaści seksualnych, przemocy fizycznej i molestowania. Pomija również fakt, że pośród prostytutek, w grupie największego ryzyka – na przykład dzieci [prostytuowane w celach zarobkowych] – wielu nie może bezpiecznie bronić swoich praw, a zatem widoczne „głosy” prostytutek nigdy nie będą odzwierciedlać prawdziwego obrazu sytuacji.
Praca seksualna pomaga i wyzwala kobiety, które padły ofiarą wykorzystywania seksualnego
Prostytucja jest opisywana jako „katartyczna”, ponieważ jest sposobem radzenia sobie z negatywnymi skutkami przemocy mężczyzn, a nie jej przedłużeniem. Na przykład Alison Bass w swojej książce Getting Screwed twierdzi, że: „Tak jak praca seksualna może być dla niektórych kobiet sposobem na przejęcie kontroli w sytuacji, w której tej kontroli wcześniej nie miały, tak niektórzy pracownicy seksualni i psychologowie postrzegają prostytucję jako sposób na pokonanie tragedii. Tak właśnie ujęła to Maddy Colette, ekskluzywna prostytutka z Północnej Karoliny. Kiedy Maddy miała 17 lat i była na wakacjach w Kostaryce z matką, została brutalnie zgwałcona i pozostawiona na śmierć... W wieku 18 lat Maddy wyjechała do Hiszpanii i tam zaczęła pracować jako prostytutka”.
W wywiadzie udzielonym Bass Maddy dodała: „Moi hiszpańscy klienci płacili mi tysiące euro, co dawało mi poczucie siły. Dawali mi ekstrawaganckie prezenty, zabierali mnie do opery. To poczucie kontroli pomogło mi się wyleczyć”.
Podczas gdy byłe prostytutki rutynowo opisują codzienną rzeczywistość prostytucji jako „przemoc”, lobbyści zajmujący się prawami „pracowników seksualnych” twierdzą, że jedyna przemoc pochodzi od policji i innych podmiotów państwowych.
„Model nordycki naraża osoby świadczące usługi seksualne na większe niebezpieczeństwo”
Frankie Mullin jest brytyjska dziennikarką od dawna zajmującą się tematyką „pracy seksualnej”. Zapytałam Mullin, która pisze o „porażkach” modelu nordyckiego , dlaczego tak bardzo sprzeciwia się kryminalizacji popytu na prostytucję.
„Nerwowi, paranoiczni mężczyźni są niebezpiecznymi klientami” – mówi Mullin. „ Wyobraź sobie, że próbujesz umówić się na spotkanie z kimś, kto nie chce podać swojego imienia, lub próbujesz omówić kwestie bezpieczeństwa lub stosowania prezerwatyw na ulicy z mężczyzną, który boi się aresztowania. Będziesz zmuszona pracować w bardziej odizolowanych miejscach, prawdopodobnie późno w nocy. Będziesz miała mniej czasu na negocjacje, zanim wsiądziesz do czyjegoś samochodu. Policja będzie cię obserwować, ponieważ w ten sposób złapie nabywców”.
W ciągu 18 lat funkcjonowania modelu nordyckiego w Szwecji żadna prostytutka nie została zabita przez klienta. Jednak ten argument nadal się utrzymuje, a akademicy tacy jak Jay Levy, autor książki „Criminalising the Purchase of Sex: Lessons from Sweden” (Kryminalizacja nabywania usług seksualnych: wnioski ze Szwecji), potwierdzają te twierdzenia.
„Jak kobiety w Szwecji mogą być bardziej narażone na niebezpieczeństwo niż przed wprowadzeniem ustawy [kryminalizującej korzystanie z usług prostytutek]?” – pyta Simon Häggström, inspektor policji z jednostki ds. prostytucji policji w Sztokholmie. „Wystarczy, że [kobieta] zadzwoni do nas, nawet jeśli [klient] jest wobec niej nieuprzejmy, a my go aresztujemy, ponieważ popełnia przestępstwo”.
Wiele z tych znanych lobbystek popierających prostytucję, które wypowiadają się jako „pracownice seksualne”, nazwałabym „turystkami”. Na przykład Melissa Gira-Grant jest dobrze wykształcona i zarabia na życie jako dziennikarka; Brooke Magnanti ma tytuł doktora, napisała kilka książek i pracuje jako akademik; oraz Douglas Fox, którego partnerka jest właścicielką jednej z największych agencji towarzyskich w Wielkiej Brytanii, nie są reprezentatywni dla branży seksualnej.
Model traktowania prostytucji jako pracy i dekryminalizacji całego rynku byłby najlepszym modelem dla „turystów” i jest rozsądnym podejściem. Ale zadziałałby on tylko dlatego, że te kobiety (i mężczyźni) są nietypowymi, uprzywilejowanymi ideologami. Są oni studentami-buntownikami z lat 60. XX wieku, podejmujący pracę w fabryce, aby być blisko „ludzi”. Ten model burżuazji nie sprawdza się w przypadku tych, którzy zostali wciągnięci w branżę seksualną brutalnie i przy użyciu przemocy, a nie z powodu wyborów ideologicznych. A te kobiety stanowią większość prostytutek.
Ich argumenty są efektywne dzięki samym kobietom i mężczyznom, którzy je przedstawiają – uprzywilejowanemu jednemu procentowi społeczeństwa. Dlatego te argumenty trafiają do opinii publicznej – ponieważ pochodzą one z ust osób, które wydają się całkiem nieźle zarabiać na prostytucji. Nie ma wątpliwości, że lobby pro-prostytucyjne stało się dość biegłe w ukrywaniu szkód i okropności międzynarodowego handlu usługami seksualnymi.
Tłumaczenie: Magda Lewandowska
By Magda LewandowskaTL;DR
Zwolennicy prostytucji:
→ albo pochodzą z elitarnych warstw społeczeństwa albo są alfonsami, albo klientami prostytutek, stąd albo nie znają realiów prostytucji, albo te realia są im na rękę
→ używają polityki tożsamościowej, żeby atakować przeciwników prostytucji (abolicjonistów, tych, którzy chcą całkowitej eliminacji prostytucji) wykorzystują oskarżenia o rasizm, kolonializm albo wręcz „bycie białym” czy „biały przywilej”
→ odbierają platformę najbardziej dotkniętym prostytucją: dzieciom, biednym, niewykształconym kobietom, nierzadko mniejszościowego pochodzenia etnicznego, i oddają tę platformę „turystom” prostytucji: bogatym wykształconym kobietom, które zostają luksusowymi prostytutkami z nudów.
W rezultacie główno-nurtowy obraz prostytucji, promowany przez elity, różni się diametralnie od rzeczywistości prostytucji: gwałtów, przemocy, przymusu i eksploatacji najbiedniejszych warstw społeczeństwa.
Oryginalny post tu
Poniższe tłumaczenie to przedmowa do książki „The Pimping of Prostitution: Abolishing the Sex Work Myth” (Sutenerstwo prostytucji: obalenie mitu pracy seksualnej), autorstwa Julie Bindel
„Gdyby handel ludźmi istniał, to było by źle, ale jego istnienie to mit”.
„Prawo regulujące seks jest często przykrywką dla ideologii, która ogranicza kobiety, zamiast je wyzwalać. Najbardziej przeraża mnie to, że niektóre feministki ostatnimi czasy popierają łączenie w prawie i polityce handlu ludźmi i pracy seksualnej. Te kobiety [feministki] normalnie nigdy nie pomyślałyby o tym, żeby mówić innym kobietom, jak się zachowywać, bo same, walczyły z odgórnymi ograniczeniami własnego życia”.
Melissa Dittmore, była pierwsza przewodnicząca Rady Doradczej projektu Sex Workers’ Project
To podejście wyraźnie rozróżnia „pracę seksualną” (świadomą, dobrowolną, pozbawioną przemocy) od handlu ludźmi (pozbawiającego praw, wymuszonego, pełnego przemocy). Jest to kluczowy argument Global Alliance Against Traffic in Women (GAATW, [Globalny sojusz przeciwko handlowi kobietami]), organizacji, która przedstawia się jako organizacja walcząca z handlem ludźmi, ale wykorzystuje swoją platformę do prowadzenia kampanii na rzecz wyraźnego rozróżnienia między „pracą seksualną” a handlem ludźmi.
W dokumencie roboczym „Exploring Links Between Trafficking and Gender” (Badanie powiązań między handlem ludźmi a płcią) organizacja ta twierdzi, że „komercyjna praca seksualna nie jest z natury wyzyskiem” oraz że „polityka tworzona lub działania podejmowane w imię walki z handlem ludźmi czasami skutkowały rażącymi naruszeniami praw człowieka wobec osób świadczących usługi seksualne, w tym wyzyskiem ekonomicznym oraz przemocą fizyczną i seksualną ze strony organów ścigania”.
W dokumencie tym ostrzega się również przed nadmiernym skupianiem się na handlu ludźmi w celach seksualnych i sugeruje unikanie używania tego terminu: „Skupianie się wyłącznie na handlu ludźmi w celach prostytucji może również odwracać uwagę i pilnie potrzebne zasoby od naruszeń praw człowieka w innych sektorach, np. wyzysku pracowników”.
Argument ten pomija: niejasne granice między wykorzystywaniem seksualnym, handlem ludźmi i tak zwaną „dobrowolną” „pracą seksualną” oraz dowody na to, że osoby „wchodzące” w prostytucję robią to, w najlepszym przypadku, przy ograniczonych możliwościach wyboru.
We wniosku skierowanym do All Party Parliamentary Group (APPG) w sprawie prostytucji w 2016 r. Sussex Centre for Gender Studies argumentowało, że: „Zdefiniowanie prostytucji jako przemocy wobec kobiet pozbawia osoby świadczące usługi seksualne prawa do sprawczości i autonomii. Sprawia to, że wszystkie decyzje dotyczące ich życia trafiają w ręce państwa, ogranicza ich zdolność do samodzielnego działania i zwiększa prawdopodobieństwo, że będą narażone na przemoc (Światowa Organizacja Zdrowia 2013, Amnesty International 2015). Ponieważ większość osób pracujących w branży seksualnej to kobiety, utrwala to nierówność płci (GAATW 2011)”.
W opinii czytamy dalej: „Jeśli cała praca seksualna jest przemocą, nie ma możliwości odróżnienia osób świadczących usługi seksualne, które pracują dobrowolnie, od tych, które są wykorzystywane, ani stosunków seksualnych, które mają miejsce za zgodą obu stron, od tych, które takimi nie są”.
We wniosku zawarto również obronę nabywców usług seksualnych: „Klienci, którzy uważają kobiety za towar i są przekonani, że nie można zgwałcić osoby świadczącej usługi seksualne, mogą być bardziej skłonni do przemocy, wyzysku i znęcania się niż ci, którzy popierają idee praw osób świadczących usługi seksualne (np. że usługi powinny być negocjowane, a osoby świadczące usługi seksualne mają prawo do bezpieczeństwa) (GAATW 2011). O’Connell Davidson (2003) stwierdził, że mężczyźni, którzy postrzegali prostytucję jako sektor pracy, częściej zgłaszali obawy jeśli chodzi o handel ludźmi, podczas gdy ci, którzy najczęściej korzystali z usług prostytutek będących ofiarami handlu ludźmi, postrzegali kobiety jako towar i uważali, że zapłata oznacza prawo własności, a nie wymianę”.
Autor sugeruje tutaj, że abolicjoniści [ci, którzy chcą, aby prostytucja została całkowicie zdelegalizowana, przyp. tł.] – w przeciwieństwie do zwolenników podejścia opartego na „prawach pracowników seksualnych” – mogą być odpowiedzialni za agresywne i obraźliwe zachowania klientów.
Mężczyźni, którzy atakują i mordują kobiety uprawiające prostytucję, „udają klientów”
„Dekryminalizacja teraz! Stygmatyzacja zabija” – skandowali protestujący przed ambasadą Szwecji w 2013 roku. To nie stygmatyzacja zabija kobiety uprawiające prostytucję. Zabijają je mężczyźni.
W artykule zatytułowanym „To przeklęte państwo dało mu przewagę: morderstwo szwedzkiej pracownicy seksualnej” Pye Jakobsson w wywiadzie z Caty Simon (której blog The Virtues of Vice zawiera artykuły chwalące alfonsów i używanie narkotyków dożylnych) stwierdził, że „piętno” spowodowane kryminalizacją klientów doprowadziło do morderstwa Petite Jasmine, aktywistki na rzecz praw „pracowników seksualnych”.
Eva Marree Smith Kullander („Petite Jasmine” to pseudonim, którego Kullander używała w prostytucji) nie została zabita przez stygmatyzację, ale przez agresywnego byłego partnera, podczas wizytacji z dziećmi, nad którymi kilka lat wcześniej utraciła prawo do opieki. Morderca Kullander nie był alfonsem ani klientem, ale agresywnym partnerem. Kullander nie straciła swoich dzieci, dlatego, że, jak twierdziła Rose Alliance, szwedzka organizacja zajmująca się prawami „pracowników seksualnych”, że odrzucała twierdzenia, że prostytucja jest złem, ale dlatego, że została zgłoszona do służb socjalnych za nadużywanie alkoholu i narkotyków .
Organizacje zajmujące się prawami „pracowników seksualnych” zorganizowały wiece w 36 krajach na sześciu kontynentach, domagając się pełnej dekryminalizacji handlu usługami seksualnymi i zniesienia przepisów kryminalizujących popyt na te usługi.
W artykule poświęconym Kullander Gira Grant wspomina „Dorę Özer, turecką transseksualistkę, która została zamordowana przez „mężczyznę podającego się za klienta”. Nie jest jasne, dlaczego Grant zakłada, że morderca „podawał się” za nabywcę usług seksualnych, a nie był nim faktycznie. Jest to powszechna taktyka stosowana przez aktywistów „praw pracowników seksualnych” w celu zminimalizowania lub zaprzeczenia endemicznej przemocy charakterystycznej dla prostytucji.
W artykule opublikowanym w Huffington Post Kate L Gould twierdziła, że Özer została również „zabita przez stygmatyzację”, chociaż przyznała, że Özer została „zamordowana przez klienta”, a nie przez mężczyznę podszywającego się pod klienta. Gould twierdzi, że przyczyną morderstwa Özer było zamknięcie przez rząd kilku z 54 państwowych domów publicznych .
Carol Leigh, rzeczniczka COYOTE [z ang. Call Off Your Old Tired Ethics, pozbądź się swoich starych, zużytych zasad etycznych), która ukuła termin „praca seksualna”, nakręciła film o tych dwóch morderstwach i również twierdzi, że zabójca Özer „udawał” klienta. Zastanawiam się, po co istnieje Ugly Mug (programy rozpowszechniające pośród prostytutek informacje o agresywnych klientach), skoro żaden klient nie jest odpowiedzialny za przemoc wobec kobiet uprawiających prostytucję?
Od czasu dekryminalizacji prostytucji w Nowej Zelandii, jak dokumentuje to znakomity artykuł Penny White opublikowany w Feminist Current, zamordowano kilka kobiet uprawiających prostytucję. W Niemczech w ciągu ostatnich 14 lat co najmniej 55 kobiet zostało zamordowanych przez klientów, a w Holandii liczba ta wynosi 28. Nie zorganizowano ani jednej demonstracji w obronie praw „pracowników seksualnych” w imieniu tych zamordowanych kobiet.
„Prostytucja nie ma nic wspólnego z nierównością płci ani patriarchatem”
W badaniu „Statistics on Sex Work in the UK” (Statystyki dotyczące pracy seksualnej w Wielkiej Brytanii) Nicola Smith i Sarah Kingston twierdzą, że:
„Być może najbardziej dominującym stereotypem dotyczącym komercyjnej wymiany seksualnej jest to, że tylko kobiety sprzedają seks. Nie potwierdziła tego nasza analiza, która wykazała, że jedna na trzy (33%) osoby reklamujące się jako osoby do towarzystwa [czyli prostytutki, przyp. tł.] identyfikowała się jako mężczyzna. Ponadto 4% osób do towarzystwa identyfikowało się jako osoby trans, z czego 70% identyfikowało się jako kobiety, 27% jako mężczyźni, a 3% jako osoby niebinarne. Nieco poniżej 63% wszystkich osób świadczących usługi towarzyskie identyfikowało się jako kobiety. Nasze ustalenia potwierdzają wyniki innego niedawnego, szeroko zakrojonego badania, Student Sex Work Project, zgodnie z którym praca seksualna nie jest równoznaczna z „pracą kobiet” – w rzeczywistości okazało się, że studenci płci męskiej częściej niż studentki angażują się w komercyjną działalność seksualną”.
Badanie nie dotyczyło nabywców usług seksualnych. Dotyczyło wyłącznie reklam jednej strony internetowej oferującej usługi towarzyskie. Chodziło wyłącznie o reklamy, a to, co jest reklamowane, niekoniecznie jest tym, co się otrzymuje. Co jest prawdą dla wszystkich reklam, nie tylko reklam prostytucji.
Autorzy kontynuowali: „Witryna nie jest skierowana konkretnie/głównie do osób LGBT/Q, chociaż ma witrynę partnerską, która jest. Innym niedawnym, szeroko zakrojonym badaniem, które wykazało, że znacznie więcej osób świadczących usługi seksualne niż się powszechnie uważa to mężczyźni, jest Student Sex Work Project, w ramach którego stwierdzono, że studenci płci męskiej byli bardziej skłonni do angażowania się w pracę seksualną niż studentki”.
Wysłałam e-mail do Nicoli Smith, współautorki raportu, z kilkoma pytaniami, na które ona uprzejmie odpowiedziała. Na przykład, dlaczego zdecydowali się nie podawać nazwy strony internetowej, z której czerpali dane? Smith odpowiedziała, że chodziło po prostu o ochronę anonimowości osób reklamujących się na tej stronie.
Zapytałam, dlaczego autorzy doszli do wniosku, że prostytucja nie powinna być postrzegana jako problem nierówności płciowej kobiet, skoro wiadomo, że większość osób zajmujących się prostytucją to kobiety? Zapytałam również, czy zgromadzono jakieś dowody potwierdzające, poza danymi z jednej strony internetowej, że coraz więcej osób korzystających z usług seksualnych to kobiety. Smith odpowiedziała: „Nie twierdzimy, że większość klientów to kobiety, ale raczej, że duża część osób reklamujących się na stronie internetowej jako osoby do towarzystwa kieruje swoje reklamy do kobiet, co naszym zdaniem podważa założenie, że „większość” klientów to mężczyźni”. Jednak „reklamowanie się kobietom” to nie to samo, co „kobieta płacąca za seks”.
W raporcie stwierdzono: „Wezwania do wprowadzenia ogólno-krajowej kryminalizacji prostytucji, według „modelu szwedzkiego”, opierają się na postrzeganiu osób świadczących usługi seksualne jako kobiet będących ofiarami przemocy, a ich klientów jako mężczyzn będących agresorami. Nasze badania bezpośrednio zaprzeczają takim założeniom i wskazują na różnorodność tożsamości i praktyk we współczesnej branży seksualnej”.
Celem „de-genderyzacji” handlu usługami seksualnymi jest podważenie argumentów, wskazujących na systemową opresję kobiet w stosunku do mężczyzn, oraz przekonanie, że prostytucja nie powinna być uwzględniana w ustawodawstwie, regulacjach ani dyskusjach dotyczących przemocy wobec kobiet.
Dyskredytowanie abolicjonistów
„Potępienie dekryminalizacji pochodzi od dziwnego sojuszu feministek, które uważają wszystkich pracowników seksualnych (w tym gwiazdy porno i striptizerki) za ofiary ucisku, oraz chrześcijan, którzy postrzegają te kobiety jako pogrążone w deprawacji. Obie grupy wykorzystują przekonanie, że niektóre rodzaje seksu są haniebne, niebezpieczne i nie do przyjęcia – postawę, która od dawna podsyca prześladowania gejów”.
Steve Chapman, 2015
Argument ten przedstawia abolicjonistów jako pruderyjnych „przeciwników seksu”. Kluczową taktyką aktywistów posługujących się tym argumentem jest porównywanie abolicjonistów do religijnych moralistów.
Na przykład w artykule zatytułowanym „Jeśli jesteś przeciwny pracy seksualnej, jesteś bigotem” „pracownik seksualny” Conner Habib nazywa abolicjonistów „aktywistami anty-seksualnymi” i porównuje argument abolicjonistów, dotyczący fizycznego wpływu prostytucji (pęknięcia pochwy, ciąża, choroby) z argumentem chrześcijańskiego, antygejowskiego YouTubera dotyczącym szkód wyrządzanych odbytowi przez seks analny: „ To samo podejście, ta sama nienawiść, te same uproszczenia”.
Argument ten pomija fakt, że powody, dla których feministyczne abolicjonistki sprzeciwiają się legalizacji prostytucji, nie opierają się na słabych podstawach moralnych, ale na solidnych badaniach dotyczących przemocy i przymusu w prostytucji. Pomija on również silne powiązania między aktywizmem LGBT a aktywizmem feministycznym.
Atak na abolicjonistów jako rasistów i kolonialistów
W uroczym artykule napisanym przez białego aktywistę trans Paris Lees, zatytułowanym „Zakazać prostytucji? Pieprzyć białe feministki”, opublikowanym w znanym bastionie wyzwolenia kobiet, magazynie Vice, wyśmiano pogląd, że pożądane jest położenie kresu prostytucji.
Obraźliwe określenie „biały feminizm” jest obecnie powszechnie używane przez „feministki” popierające prostytucję w celu dyskredytowania abolicjonistek. W rzeczywistości stało się ono ostatnio sposobem, w jaki opisuje się radykalne feministki, zwłaszcza te, które prowadzą kampanię na rzecz zatrzymania przemocy mężczyzn wobec kobiet i dziewcząt. Sugeruje to, że osoby praktykujące „biały feminizm” , są znacznie bardziej uprzywilejowane niż te, które się z nimi politycznie nie zgadzają. W przeszłości termin ten był używany przez czarne i inne mniejszościowe feministki do krytykowania feministek, które nie rozumiały lub nie dostrzegały przywilejów białych. Nigdy nie było one używane w stosunku do kobiet kolorowych, a już na pewno nigdy nie było używane przez białe kobiety w stosunku do kobiet kolorowych. Lees sugeruje, że pośród abolicjonistek nie ma byłych prostytutek ani żadnych nie-białych kobiet. Takie ujęcie jest szczególnie szokujące i obraźliwe, biorąc pod uwagę nieproporcjonalnie dużą liczbę nie białych kobiet, zmuszanych do prostytucji.
Lees, który dorastał jako mężczyzna i przed zmianą płci przez krótki czas zajmował się prostytucją, uznał, że ma prawo pouczać abolicjonistów o tym, jak okrutne byłoby „zakazanie pracy seksualnej”, podczas gdy niektóre kobiety „polegają na bankach żywności”. Lees zacytował inną znaną pisarkę popierającą prostytucję, Molly Crabapple (również białą), pisząc: „Z jakiego innego powodu białe feministki mogłyby być przeciwne legalizacji pracy seksualnej? Jak napisała na Twitterze Molly Crabapple: „Wiele dystyngowanych białych kobiet sprzeciwia się dekryminalizacji pracy seksualnej, ponieważ uważają policjantów za miłych panów, którzy rozwiązują problemy, a nie za sprawców przemocy”
Wydaje się, że w tej analizie czegoś brakuje. Nie tylko zakłada się, że abolicjoniści przemawiają w imieniu prostytutek, ale także, że są oni biali. Lub też, zgodnie z kategorią polityczną wymyśloną przez Lees, gdzie słowo „Biali” pisane jest wielką literą, używane jest jako przymiotnik i stosowane do opisania kobiet kolorowych, które ośmielają się wypowiadać przeciwko handlowi usługami seksualnymi. Biorąc pod uwagę, że ruch abolicjonistyczny jest kierowany przez byłe prostytutki, wydaje się to nie tylko protekcjonalne, ale także wybitnie i żenująco niedoinformowane.
„Weźmy na przykład list otwarty do Amnesty International [AI], podpisany w zeszłym tygodniu przez Lenę Dunham, Meryl Streep i Emmę Thompson” – pisze Lees w innym artykule, sugerując, że skoro te trzy sygnatariuszki są białe, bogate i odnoszą sukcesy, wszystkie abolicjonistki są takie same. Nic bardziej mylnego. Poprosiłam Tainę Bien-Aimé, dyrektor wykonawczą Koalicji Przeciwko Handlowi Kobietami (CATW), o jej opinię na temat zarzutu, że list do AI został, jak sugerowała Crabapple, podpisany przez „wiele dystyngowanych białych kobiet”. W odpowiedzi Bien-Aimé, która ma haitańskie korzenie i jest bardzo zaznajomiona z argumentacją dotyczącą „białego feminizmu” w odniesieniu do ruchu abolicjonistycznego, przesłała mi zestawienie sygnatariuszy listu: „ Naliczyłam około 50 (znanych) kobiet rasy białej spośród ponad 400” – mówi Bien-Aimé. „Zdecydowana większość byłych prostytutek, które podpisały list, to kobiety kolorowe. Nie jest to zły wynik dla „białego feminizmu”.
„Pracownicy seksualni potrzebują głosu” – kontynuuje Lees w artykule dla Vice. „W przestrzeni publicznej pojawia się kilka obecnych i byłych pracowników seksualnych – na przykład Brooke Magnanti, Stoya i Molly Smith – ale stanowimy niewielką mniejszość”. Leesowi najwyraźniej umknął jeden drobny fakt: wszystkie trzy wyżej wymienione kobiety są białe. Magnanti nie jest reprezentatywna dla kobiet uprawiających prostytucję: opisuje siebie jako byłą „call girl z wyższej półki”, ma doktorat, napisała kilka książek i zarobiła fortunę na telewizyjnej adaptacji swojego życia w prostytucji. Lees wypowiada się z platformy medialnej, a Smith pochodzi z klasy średniej i angażuje się w kampanię na rzecz legalizacji handlu usługami seksualnymi.
Inną białą feministką, która czuje się urażona „białym feminizmem”, jest Gira Grant, która w artykule (w którym obwiniała „białe feministki” za wybór Donalda Trumpa) napisała, że „czarne feministki i womanistki, queerowe feministki, arabskie feministki, niepełnosprawne feministki, trans feministki i feministki zajmujące się prostytucją, żeby wymienić tylko kilka, od dawna wzywają do pogrzebu białego feminizmu”.
W 2015 roku podczas Los Angeles Porn Awards poznałam Siouxsie Q, „pracownicę seksualną”, aktorkę porno i dziennikarkę mieszkającą w Kalifornii. Q również definiuje politykę abolicjonistyczną jako „biały feminizm”: „Myślę, że problem z feministycznymi abolicjonistkami i pracą seksualną polega na tym, że są one zakorzenione w koncepcji ratowania świata przez białych, którą to koncepcję wyznaje klasa średnia. Biały feminizm był historycznie czymś, czym zajmowała się klasa średnia, a białe feministki szczerze próbowały ratować różne marginalizowane grupy społeczne, sięgając do samych początków feminizmu, pierwszej fali, kiedy był on powiązany z abolicjonistami niewolnictwa. Nie twierdzę, że to coś złego – musimy jednak przyznać, że jako biali ludzie próbujemy ratować biednych, nieszczęśliwych brązowych ludzi. W kontekście sprawiedliwości społecznej nie uważamy tego za właściwe. To, co jest właściwe, to pytanie marginalizowanych: „Czego potrzebujecie? Czego chcecie? Jak mogę pomóc, korzystając z moich uprzywilejowanych zasobów?”. Nie widzę tego podejścia u feministek, skupiających się na obalenia pracy seksualnej”.
Akademik i lobbysta, popierający prostytucję Thaddeus Gregory Blanchette, antropolog z Federalnego Uniwersytetu w Rio de Janeiro w Brazylii, również wydaje się uważać, że tylko „uprzywilejowane” feministki krytykują handel seksualny. W 2016 roku Blanchette napisał na swoim blogu: „Co tydzień odwiedzam burdele, rejestrując warunki pracy, rozmawiając z kobietami, licząc klientów, rozdając ulotki. Robię to, o czym żadna młoda, biała kobiet z klasy średniej nawet by nie śniła. A ja jestem alfonsem, tylko dlatego, że mam kontakt z dziwkami. Oczywiście dziwki mają gorzej. Myślę, że mogę powiedzieć, że w końcu czuję się częścią piętna, które je dotyka”.
To znamienne, że biali, wykształceni mężczyźni i kobiety oczerniają tych, którzy prowadzą kampanię na rzecz zakończenia handlu usługami seksualnymi, podczas gdy zdecydowana większość kobiet i dziewcząt uprawiających prostytucję jest biedna i pozbawiona jakichkolwiek przywilejów. Handel usługami seksualnymi obejmuje ogromną liczbę kobiet rdzennych i kolorowych, co znajduje odzwierciedlenie w ruchu byłych prostytutek/abolicjonistek.
Abolicjoniści nie słuchają „pracowników seksualnych”
„Jedną z najbardziej wyzyskujących praktyk stosowanych przez bigotów sprzeciwiających się prostytucji jest wybieranie głosów byłych pracowników seksualnych, którzy mieli straszne doświadczenia, i przedstawianie ich jako reprezentatywnych dla całej populacji, mimo że tak nie jest”.
– Conner Habib, „pracownik seksualny” i dziennikarz
Argument ten całkowicie pomija fakt, że większość badań pokazuje, iż ogromna większość „pracowników seksualnych” znacznie częściej niż reszta populacji staje się ofiarą gwałtów, napaści seksualnych, przemocy fizycznej i molestowania. Pomija również fakt, że pośród prostytutek, w grupie największego ryzyka – na przykład dzieci [prostytuowane w celach zarobkowych] – wielu nie może bezpiecznie bronić swoich praw, a zatem widoczne „głosy” prostytutek nigdy nie będą odzwierciedlać prawdziwego obrazu sytuacji.
Praca seksualna pomaga i wyzwala kobiety, które padły ofiarą wykorzystywania seksualnego
Prostytucja jest opisywana jako „katartyczna”, ponieważ jest sposobem radzenia sobie z negatywnymi skutkami przemocy mężczyzn, a nie jej przedłużeniem. Na przykład Alison Bass w swojej książce Getting Screwed twierdzi, że: „Tak jak praca seksualna może być dla niektórych kobiet sposobem na przejęcie kontroli w sytuacji, w której tej kontroli wcześniej nie miały, tak niektórzy pracownicy seksualni i psychologowie postrzegają prostytucję jako sposób na pokonanie tragedii. Tak właśnie ujęła to Maddy Colette, ekskluzywna prostytutka z Północnej Karoliny. Kiedy Maddy miała 17 lat i była na wakacjach w Kostaryce z matką, została brutalnie zgwałcona i pozostawiona na śmierć... W wieku 18 lat Maddy wyjechała do Hiszpanii i tam zaczęła pracować jako prostytutka”.
W wywiadzie udzielonym Bass Maddy dodała: „Moi hiszpańscy klienci płacili mi tysiące euro, co dawało mi poczucie siły. Dawali mi ekstrawaganckie prezenty, zabierali mnie do opery. To poczucie kontroli pomogło mi się wyleczyć”.
Podczas gdy byłe prostytutki rutynowo opisują codzienną rzeczywistość prostytucji jako „przemoc”, lobbyści zajmujący się prawami „pracowników seksualnych” twierdzą, że jedyna przemoc pochodzi od policji i innych podmiotów państwowych.
„Model nordycki naraża osoby świadczące usługi seksualne na większe niebezpieczeństwo”
Frankie Mullin jest brytyjska dziennikarką od dawna zajmującą się tematyką „pracy seksualnej”. Zapytałam Mullin, która pisze o „porażkach” modelu nordyckiego , dlaczego tak bardzo sprzeciwia się kryminalizacji popytu na prostytucję.
„Nerwowi, paranoiczni mężczyźni są niebezpiecznymi klientami” – mówi Mullin. „ Wyobraź sobie, że próbujesz umówić się na spotkanie z kimś, kto nie chce podać swojego imienia, lub próbujesz omówić kwestie bezpieczeństwa lub stosowania prezerwatyw na ulicy z mężczyzną, który boi się aresztowania. Będziesz zmuszona pracować w bardziej odizolowanych miejscach, prawdopodobnie późno w nocy. Będziesz miała mniej czasu na negocjacje, zanim wsiądziesz do czyjegoś samochodu. Policja będzie cię obserwować, ponieważ w ten sposób złapie nabywców”.
W ciągu 18 lat funkcjonowania modelu nordyckiego w Szwecji żadna prostytutka nie została zabita przez klienta. Jednak ten argument nadal się utrzymuje, a akademicy tacy jak Jay Levy, autor książki „Criminalising the Purchase of Sex: Lessons from Sweden” (Kryminalizacja nabywania usług seksualnych: wnioski ze Szwecji), potwierdzają te twierdzenia.
„Jak kobiety w Szwecji mogą być bardziej narażone na niebezpieczeństwo niż przed wprowadzeniem ustawy [kryminalizującej korzystanie z usług prostytutek]?” – pyta Simon Häggström, inspektor policji z jednostki ds. prostytucji policji w Sztokholmie. „Wystarczy, że [kobieta] zadzwoni do nas, nawet jeśli [klient] jest wobec niej nieuprzejmy, a my go aresztujemy, ponieważ popełnia przestępstwo”.
Wiele z tych znanych lobbystek popierających prostytucję, które wypowiadają się jako „pracownice seksualne”, nazwałabym „turystkami”. Na przykład Melissa Gira-Grant jest dobrze wykształcona i zarabia na życie jako dziennikarka; Brooke Magnanti ma tytuł doktora, napisała kilka książek i pracuje jako akademik; oraz Douglas Fox, którego partnerka jest właścicielką jednej z największych agencji towarzyskich w Wielkiej Brytanii, nie są reprezentatywni dla branży seksualnej.
Model traktowania prostytucji jako pracy i dekryminalizacji całego rynku byłby najlepszym modelem dla „turystów” i jest rozsądnym podejściem. Ale zadziałałby on tylko dlatego, że te kobiety (i mężczyźni) są nietypowymi, uprzywilejowanymi ideologami. Są oni studentami-buntownikami z lat 60. XX wieku, podejmujący pracę w fabryce, aby być blisko „ludzi”. Ten model burżuazji nie sprawdza się w przypadku tych, którzy zostali wciągnięci w branżę seksualną brutalnie i przy użyciu przemocy, a nie z powodu wyborów ideologicznych. A te kobiety stanowią większość prostytutek.
Ich argumenty są efektywne dzięki samym kobietom i mężczyznom, którzy je przedstawiają – uprzywilejowanemu jednemu procentowi społeczeństwa. Dlatego te argumenty trafiają do opinii publicznej – ponieważ pochodzą one z ust osób, które wydają się całkiem nieźle zarabiać na prostytucji. Nie ma wątpliwości, że lobby pro-prostytucyjne stało się dość biegłe w ukrywaniu szkód i okropności międzynarodowego handlu usługami seksualnymi.
Tłumaczenie: Magda Lewandowska