Jak się niszczy swoje życie przez co najmniej 20 lat, to konsekwencje mogą być przykre. Przekonuję się o tym od dawna, a na ostatniej wizycie u endokrynologa gdzie padło słowo- nowotwór, zmiotło mnie z planszy. Utonęłam w wyrzutach sumienia, poczuciu winy i pretensjach do siebie o krzywdę jaką wyrządziłam swemu ciału.