Co łączy Junga, Różewicza, Beksińskiego i Debussy’ego? Sny. W eseju „Oniryczne zwierciadła” wszystko splata się w jedno – pamięć, której nie mieliśmy, głosy postaci, które mówią z wnętrza snu, i obrazy, które zostają na długo po przebudzeniu.
To tekst dla tych, którzy czują, że noc nie kończy się o poranku. Dla tych, którym śnią się twarze nieznajomych i dialogi, których nie zapisano. Tu sen to nie eskapizm, ale rzeczywistość alternatywna – bardziej pierwotna, bardziej prawdziwa. Archetypy Junga, cień, trickster, dziecko – mówią tu własnym językiem, stają się nie teorią, lecz obecnością.
To podróż przez podświadomość, którą każdy z nas zna, ale rzadko ma odwagę opisać. Esej, który nie prowadzi – pozwala błądzić. I właśnie dlatego zostaje na długo.