Przypisy:
- ODCINEK SPOJLEROWY (wiadomo)
- W pewnym momencie nazwałam Mary Austin per „Mary Jane”, moja zła, sorunia :c
Czy ktokolwiek jeszcze pamięta o tym filmie? Ja niestety tak, a wynika to z prostej przyczyny: oglądałam go jakieś dziesięć razy. Moi przyjaciele ze szkoły dobrze o tym pamiętają; pierwsza połowa liceum upłynęła mi na płakaniu nad utworami Queen, który to zespół wtedy uwielbiałam. Moja fanowska miłość graniczyła z obsesją i z jednej strony bardzo się cieszę, że ten okres bezkrytycznego uwielbienia jest już za mną, a z drugiej - nadal drzemie we mnie ta pogubiona nastolatka, która w postaci Freddiego Mercurego i jego historii znalazła cząstkę siebie. Dlatego też moja relacja z filmem „Bohemian Rhapsody” z roku 2018 jest pełna skrajnych emocji (głównie negatywnych). Czekałam na odpowiedni moment, aby nagrać ten odcinek, a chyba nie ma ku temu lepszej okazji, jak zbliżająca się PIĘĆDZIESIĄTA rocznica wydania najwybitniejszego utworu Queen. Zapraszam więc was do mojego rage train, w którym omówimy sobie szczegółowo jeden z najbardziej irytujących mnie biopiców.