
Sign up to save your podcasts
Or


Chcę żyć, a nie tylko istnieć. Chcę żyć szczęśliwie i po swojemu. Chcę żyć jakby jutro miało nie być, bo życie jest na prawdę krótkie, a straconego czasu nikt mi nie zwróci. Chcę żałować, że coś zrobiłam, niż że czegoś nie zrobiłam. Chcę przestać się bać i chcę pokonać swoje lęki. Chcę mieć poczucie, że mam swoje życie pod kontrolą w takim sensie, że dopóki ja nie pozwolę na to, by mnie zranić, obrazić czy po prostu wkurzyć, moje dobre samopoczucie i wysoka motywacja będą moim wyborem. Chcę częściej mówić TAK niż NIE.
Znajdź mnie na Facebooku: https://www.facebook.com/gradowa/
Napisz do mnie: [email protected]
Dlaczego kobiety tak bardzo boją się samotności, że gotowe są odpuścić swoje życie dla faceta? Dlaczego wolą sobie wmówić, że wszystko jest ok, choć w środku rozpadają się na drobne kawałki a każdego dnia uchodzi z nich życie? Dlaczego nie umieją tego przerwać i postawić siebie na pierwszym miejscu? Dlaczego oddają swoje życie w ręce kogoś innego w imię ‘miłości’?
Znajdź mnie na Facebooku: https://www.facebook.com/gradowa/
Napisz do mnie: [email protected]
Dlaczego tak jest, że kobiety (najczęściej) tak łatwo rezygnują ze swoich ambicji, planów i marzeń na rzecz związku i partnera, obwiniając go później za taki stan rzeczy. Przerzucają na niego odpowiedzialność i wytykają mu cechy, które tak na prawdę określają je same: lenistwo, brak pewności siebie, brak ambicji, zniechęcenie, depresyjny nastrój. Dlaczego potrafimy walczyć o siebie będąc singielkami, a gdy tylko wejdziemy w rolę pani domu to odpuszczamy i stajemy się niezadowolonymi z siebie frustratkami?
Znajdź mnie na Facebooku: https://www.facebook.com/gradowa/
Czasami chciałabym miec więcej znajomych, ale gdy wychodzę do ludzi to chcę by w domu. Weź tu zrozum introweryka...
Nazywam się Magda i jestem anonimową introwertyczką
Introwertyczką jestem od urodzenia, ale uświadomiłam to sobie dopiero jakieś 2 lata temu. Całe swoje życie próbowałam się przekonać do bycia kimś innym. Obwiniałam się za to, że nie mam miliona znjomych, że nie umiem zagadywać do nieznajomych mi ludzi, a tłum i spędy mnie męczą. Dziś sobie myślę: GRADOWA, JESTEŚ SPOKO! W tym ekstrawertycznym świecie nie jest łatwo odnaleźć się jako intowertyk. Co gorsza, ludzie nie do końca to rozumieją. Ja sama swojego czasu tego nie rozumiałam i wkurzałam się na mojego ex-partnera, że jest socjopatą, a po pracy spędzonej z masą ludzi nie chce mu się gadać. Dziś sama taka jestem i absolutnie nie nazwałabym siebie socjopatką. Po całym dniu spędzonym z ludźmi uwielbiam ten spokojny czas w domowym zaciszu.
____
Znajdź mnie na Facebooku: https://www.facebook.com/gradowa/
Napisz do mnie; [email protected]
Jeszcze tylko zrobię sobie kawę i zacznę pisać ten post. Jeszcze tylko odkurzę mieszkanie i wypełnię te dokumenty. Jeszcze tylko schudnę i będę pewniejsza siebie. Jeszcze tylko przeprowadzka i już będę szczęśliwa. A gdyby tak zapomnieć o tym “jeszcze tylko”, przejąć kontrolę nad swoim życiem TERAZ i być szczęśliwym TERAZ?
Jest mi wstyd.
Stałam się najgorszą wersją siebie. Taką osobą, o której po cichu mówiłabym, że mogłaby się w końcu ogarnąć, a nie tylko siedzi i marudzi. Niech się w garść weźmie. Niech nie narzeka, bo nie ma na co. Niech przestanie się nad sobą użalać i rozkładać bezradnie ręce. Niech przestanie zwalać winę za swój nędzny los na innych i niech w końcu sama przejmie kontrolę nad swoim życiem. Tak bym jej powiedziała. Tak bym powiedziała samej sobie. Takiej sobie, którą jestem teraz. Wiem, że przez chwilę. Ale taka właśnie jestem TERAZ.
Spytasz dlaczego? Nie wiem.
Kompletnie straciłam kontakt ze sobą. Przestałam sobie ufać. Zaczęłam sama pod sobą dołki kopać, a każde niepowodzenie wytykać palcami. Tak się teraz zastanawiam… jaki to może mieć związek z tym, że ucięłam kontakt z mamą? Całkiem. Na zimno. Bez skrupułów i wyrzutów sumienia. Tak, żeby już nie musieć nikomu się ze swojego życia tłumaczyć. Odciąć się od krytyki, kiedy to nie spełniam jej oczekiwań. Bo coś zaczęło mi się w końcu układać, więc wolałam ją odsunąć, żeby czasem znowu mi tego nie zburzyła.
I wiecie co się stało? Ona pojawiła się w mojej głowie. Ja sama zaczęłam być głosem mojej mamy. Sama dla siebie!
Przez pewien moment byłam osobą, którą polubiłam.
Względnie pewną siebie, wiedzącą czego chce, z ufnością patrzącą w przyszłość. Świadomą siebie i swoich uczuć. Podążającą za głosem intuicji. Z głową. Pisałam sobie bloga, który zdobywał coraz to nowych czytelników. Dostawałam komentarze, które dodawały mi skrzydeł, które były pozytywne, a przede wszystkim bardzo budujące. Mówiące mi: Gradowa, ale jesteś fajna, jak fajnie piszesz, to co robisz jest fajne! W tym samym czasie zdecydowałam się na odważne zmiany w swoim życiu, bo wiedziałam, że obecna sytuacja mnie nie satysfakcjonuje. Mówili mi: wow, zazdroszczę Ci odwagi, super, że nie boisz się podjąć ryzyka! Przy okazji traciłam też na wadze, co stało się zauważalne dla innych. Mówili mi: Tak trzymaj Gradowa! Świetnie wyglądasz! Stałam się lepszą wersją siebie. Inspiracją. Tak jak chciałam. I co?
Zrobiłam sabotaż. Na sobie.
Przychodzi z nienacka. Wszystko jest w porządku, nawet dobrze i jakoś się trzymasz. Układasz swoje myśli w pozytywną układankę i wierzysz, że przyszłość jest w Twoich rękach, jeśli tylko mocniej się postarasz. Spisujesz plany, cele i postanowienia. Twój kalendarz jest wypieszczony pod każdym względem. Gdy na niego zerkasz, sama sobie zazdrościsz i cieszysz się, że tym razem będzie inaczej. Robisz sobie kawę i zasiadasz do komputera, by zdobywać świat. I wtedy pojawia się on.
Często zdarza mi się wpadać w pułapkę swoich myśli. Rezultatem tego jest zwykle zaniedbywanie siebie i chęć schowania się przed światem. Tracę wtedy wenę, użalam się nad sobą i rozkminiam dlaczego jestem taka poryta. Gdy trochę się uspokoję, postanawiam inspirować się wykładami TEDx. Dzięki nim udaje mi się wyznaczyć jakieś cele na najbliższy czas, jednak natłok pomysłów na siebie i swoje życie sprawia, że moja głowa pęka od ilości informacji znalezionych online. I wtedy każdego dnia budzę się z listą muszę, chcę, powinnam.
Narzucona na siebie presja doprowadza mnie do tego, że wściekam się na najmniejsze pierdoły. Potrafię wpaść w szał, bo kot zostawił ślady łap na stole, a mój ekspres do kawy zrobił za słabe latte. Wybucham wtedy niczym granat, a przez moje ciało naprzemiennie przepływają fale gorąca i chłodu. Sfrustrowana brakiem zrozumienia dla swoich własnych emocji i tego co się ze mną dzieje, zamykałam się w łazience, by się wypłakać i dać upust negatywnemu napięciu.
Emocjonalny ekshibicjonizm, który regularnie tu popełniam, pozwolił mi zrozumieć pewne rzeczy. Po pierwsze, za nasze szczęście jesteśmy odpowiedzialni tylko my sami. Obarczanie tym innych osób lub szukanie go w czynnikach zewnętrznych potęguje tylko naszą frustrację, a co gorsza, wpływa negatywnie na relacje z najbliższymi. Po drugie, człowiek nie jest wyspą – aby być szczęśliwymi, potrzebujemy otaczać się innymi ludźmi – właściwymi ludźmi. Po trzecie – bycie sobą bywa trudne, ale cholernie satysfakcjonujące, bo nie ma na świecie drugiej, tak wyjątkowej osoby jak ja czy Ty.
Nie szukaj szczęścia na zewnątrz
Konsupcjonizm, objadanie się, picie, przygodny sex, wskakiwanie ze związku w związek, namiętne oglądanie seriali to wszystko da Ci chwilową przyjemność, ale jeśli zadowolenie z życia nie wypływa z CIEBIE i TWOJEGO samopoczucia, pogłębi się tylko Twój smutek, zaczniesz podważać sens życia i wzrośnie ogólne zniechęcenie.
Dlatego…
Wsłuchaj się w siebie
To na prawdę ważne, by zacząć słuchać wewnętrznego głosu. Nikt poza Tobą nie powie Ci, jak żyć i którą drogę wybrać. Jeśli czujesz, że coś jest nie tak, najprawdopodobniej tak jest. Jeśli wiecznie chodzisz podkurwiona, to nie dlatego, że Twój TŻ zostawia skarpetki na podłodze, współlokator znów nie pozmywał po sobie naczyń, a kot strącił ogonem Twój ulubiony wazon.
Zostaw przeszłość za sobą
Taki fajny tekst ostatnio gdzieś wyczytałam: jeśli stoisz jedną nogą w przeszłości, a drugą w przyszłości to znaczy, że sikasz na teraźniejszość. Łopatologiczne podejście jest zawsze najlepsze. Zamknij przeszłość za sobą, nie próbuj jej zmieniać, wyciągnij wnioski, ucz się na błędach. Przeszłość Cię ukształtowała, to fakt, ale to w dalszym ciągu od Ciebie zależy jak Twoje życie będzie układać się teraz i w przyszłości. Co do przyszłości – nie martw się niczym na zapas. Najczęściej zamartwiamy się rzeczami, które nigdy się nie przytrafią.
Zmiany zaczynaj od siebie
Nie od chłopaka, męża, dzieci, psa czy kota. Chcesz wyższy przychód? Poszukaj nowej pracy, zamiast czepiać się partnera, że za mało zarabia. Chcesz schudnąć? Przestań się objadać wieczorami i zacznij się więcej ruszać. Chcesz, by Twoje dzieci były szczęśliwe? Pokaż im na swoim przykładzie jak to zrobić. Chcesz mieć lepsze relacje ze swoją rodziną/znajomymi/kolegami z pracy, wyjdź pierwsza z inicjatywą i zmień swoje nastawienie. Nie oglądaj się na innych!
Bądź odważna, podejmuj decyzje
Bo życie masz tylko jedno, a kto nie ryzykuje ten nie ma. Lęki nas blokują. Poza tym, czy to nie bez sensu, tak całe życie się bać?
Bądź niezależna
Czasami odwagi do zmian daje nam właśnie poczucie niezależności. Dlatego zawsze stój na własnych nogach. Nie uzależniaj się nigdy, od nikogo ani finansowo, ani emocjonalnie.
Nie odkładaj wszystkiego na wieczne nigdy
Prokrastynacja jest jednym z nawyków, które na prawdę rujnują nam życie. Bo nam się wydaje, że wiecznie na wszystko mamy czas, a to bzdura. Dlatego przestań wszystko odkładać na jutro. Życie dzieje się teraz, a straconego czasu nigdy nie odzyskasz.
Pamiętaj, to TY jesteś kreatorką swojego życia i to od Ciebie zależy jak będzie ono wyglądać. Powtarzaj to sobie przy każdej okazji jak mantrę. Jeśli wydaje Ci się, że coś Ci się od życia należy, jeśli czekasz, aż rzeczy same się staną i oczekujesz on innych, że to oni zmienią Twoje życie na lepsze – porzuć to złudzenie!
A jeśli chcesz marnować swój czas, to chociaż zrób to dobrze.
W moim zyciu po 30-tce nic się wielkiego nie wydarzyło. Żadnych spektakularnych zmian, przewrotnych decyzji, żadnych ślubów, dzieci ani awansów. Nie wspięłam się po drabinie kariery, nie zdobyłam żadnych certyfikatów ani dyplomów, nie przeczytałam tony książek. Przez chwilę miałam nawet wyrzuty sumienia, że zmarnowałam czas. To jednak nie do końca prawda.
Znacie to uczucie, kiedy nie wiecie co ze sobą zrobić?
Kiedy macie na siebie milion pomysłów, a jednocześnie żadnego? Serfujecie po internecie w poszukiwaniu inspiracji i motywacji, a w efekcie jesteście jeszcze bardziej pogubieni od nadmiaru informacji? Bombardowani z każdej strony sposobami na udane życie, czujecie presję, by w końcu COŚ ZE SOBĄ ZROBIĆ, ale im bardziej o tym myślicie, tym bardziej wpadacie w dołek?
Byłam tam.
Pamiętam tą niedającą mi spokoju myśl – OGARNIJ SIĘ, DOROŚNIJ, MUSISZ SIĘ W KOŃCU OKREŚLIĆ! Ale ja nie wiedziałam jak! Nie wiedziałam co! Od czego zacząć! Kim ja właściwie jestem? Jaka jestem? Co lubię? Co chcę w życiu robić? Aaaaaaa NIE WIEM!!!!!
Wszystko wzięło się z tego, że ja nigdy tak na prawdę nie miałam możliwości, by spędzić czas tylko ze sobą i pomyśleć.
Cały czas goniłam za spełnieniem oczekiwań społeczeństwa, mody i trendów, a przede wszystkim mojej mamy. Zawsze byłam pod jej dużym wpływem. Jej gadanie nieźle mieszało mi w głowie i w rezultacie nie zastanawiałam się nad tym, czego chcę JA, tylko krążyłam wokół tego, czego chce MAMA.
Nie było łatwo, bo: miałam pracę – a gdzie chłopak, miałam chłopaka – a kiedy ślub, nie będzie ślubu – to chociaż dziecko, a kiedy dom wybudujesz, a kiedy będziesz więcej zarabiać, a kiedy to, a kiedy tamto i dlaczego tak, a nie inaczej. O maaamooo! Właśnie dlatego wyjechałam z Polski!
Układ prawie idealny
Przez jakiś czas miałam ten komfort, że nie musiałam pracować. To znaczy pracowałam z doskoku, ale nie musiałam tego robić regularnie. Mianowałam się więc PANIĄ DOMU. Wiecie – gotowanie, sprzątanie, obiadki, deserki, zakupy i pranie. Takie tam przyziemne sprawy. Sprawiało mi przyjemność zajmowanie się domowym ogniskiem.
Niestety – po jakimś czasie zaczęłam świrować. Okazuje się, że całkowite odcięcie od świata jest cichym zabójcą. Powoli wyniszcza Cię od środka. Nagle boisz się wyjść do ludzi, bo nie wiesz jak z nimi gadać, poza tym – o czym!? Z drugiej strony, zaczyna brakować Ci towarzystwa, bo jednak człowiek to istota społeczna. I tak się stoczyłam w otchłań dołków, łez, samokrytyki, poczucia beznadziejności, smutku, płaczu, obojętności, generalnie – prawie depresja.
W końcu uświadomiłam sobie, że rozgrzebywanie przeszłości i analizowanie każdego mojego gestu doprowadza mnie na skraj wytrzymałości psychicznej. We wszystkim dopatrywałam się drugiego dnia, co zupełnie nie pomagało mi stanąć na nogi. Bez sensu.
I to własnie okazało się dość przełomowe.
Niedługo po tym postanowiłam się przeprowadzić, w międzyczasie odwiedziłam Polskę, dostałam zdrowotnego oświecenia, potem pojawiły się koty, weganizm no i ten blog. Przestałam mówić TAK, gdy myślałam NIE, usunęłam ze swojego życia ludzi, którzy nic do niego nie wnosili, ograniczyłam oglądanie seriali, które zaburzały moje poczucie rzeczywistości, przestałam się bać szczerości oraz otworzyłam na nadchodzące zmiany. No i niestety kluczową rolę odegrało ograniczenie kontaktu z mamą do minimum. Wszystko zaczęło powoli układać się w jakąś sensowną całość.
Zaczęłam w końcu poznawać siebie…
Jak dobrze zmarnowałam czas?
W dość wielkim skrócie opisałam wam syf z jakim zmagałam się przez ostatnie dwa lata. Być może mogłam ten czas wykorzystać lepiej, wziąć się za siebie wcześniej lub starać się bardziej. Mogłam, ale NIE UMIAŁAM. Bo nie rozumiałam siebie. W ogóle. Każde zetknięcie z rzeczywistością, było dla mnie jak walka z wiatrakami – przegrywałam, bo nie wiedziałam KIM JESTEM! Jakie są moje słabości? Jakie at
From the publisher's feed