Przez wiele lat sądziłem, że Sanjaya Jaraszek to taki wielkolechicki folklor, nyski działkowicz z ROD Jeziorany, który w swoim szaleństwie, ku uciesze internautów, mianował się królem Wielkiej Lechii. Okazuje się, że pierwsze wrażenie jakie robi Jaraszek, a więc niegroźnego dziwaka jest mylne. Stworzył sektę do której wciąga ludzi i to już przestaje być śmieszne. O sekciarskiej działalności Sanjayi opowiedział Mateusz ze strony „Jasna Strona Monty Pythona”, który od lat śledzi i dokumentuje działalność sekty Jaraszka.