Chociaż śląski nie jest moim pierwszym językiem i nikt mnie go nigdy nie nauczył, uwłaczające mówienie o nim gwara, wygodne powoływanie się na prof. Miodka, który od lat utrzymuje, że to nie język, a przecież wie, o czym mówi, bo to w końcu językoznawca i sam z Górnego Śląska pochodzi, to robienie ze śląskiego gwary jest dyskryminujące i dowodzi kolejnych praktyk polonizacyjnych tego regionu.
Przeciwnicy uznania śląskiego za język wszystko sprowadzają do mieszanki polskiego z niemieckim, z tym zabawnym akcentem. Nie ma w dyskusji o języku śląskim miejsca na wpływy czeskie, na omówienie faktów historycznych, działań nieśląskich polityków, na przyznanie się do trwającej od wieku (sic!) polonizacji, jakże skutecznej, tego regionu. Wystąpienie europosła Łukasza Kohuta w Brukseli na chwilę sprawiło, że znowu o śląskim było głośno. Tylko polskie media uparły się, że „język śląski” i „gwara śląska” to synonimy. No, dobrze, machnijmy ręką, nie „gwara”, a „etnolekt”. Nie, nie będziemy machać ręką. Ślązacy po raz kolejny muszą udowadniać, choć powstały niezliczone ekspertyzy językoznawcze, historyczne, choć w sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych sprawa uznania śląskiego za język regionalny regularnie powraca i regularnie zostaje odrzucona, że śląski to język.
No, to jeszcze raz o języku śląskim: czym różni się od polskiego, kiedy powstał, jaki ma alfabet, jak się w nim pisze, gdzie się go można nauczyć i czy jest trudny opowiedzą użytkownicy tak w mowie, jak piśmie: Grzegorz Kulik, tłumacz języka śląskiego i popularyzator tego języka oraz Marcin Melon, dziennikarz, pisarz, tłumacz.
I po raz pierwszy o tym, jaką drogę przebył język śląski, co to za tajemnicze ekspertyzy nie spod pióra prof. Miodka, i co na śląski Europa - posłanka Monika Rosa i europoseł Łukasz Kohut.