
Sign up to save your podcasts
Or


Mateusz:
Witajcie. W tej audycji rozmawiamy z ciekawymi osobami o błędach popełnionych w projektach, które realizowały.
Paweł:
Naszym celem jest przedstawienie historii, które pozwolą innym przedsiębiorcom unikać powielania złych działań lub decyzji.
Mateusz:
Cześć wszystkim. Witamy was w ostatnim odcinku pierwszego sezonu Failure Podcast.
Paweł:
Dziś zapraszamy was na drugą część rozmowy z Bartkiem Postkiem. Jeśli nie słuchaliście pierwszej części, zachęcamy, aby na chwilę przerwać ten odcinek i odnaleźć poprzednią część rozmowy kryjącą się pod numerem 11 w iTunes lub na www.failurepodcast.pl/odcinek11.
Mateusz:
Tymczasem my, bez zbędnego przedłużania, kontynuujemy rozmowę o FanMedia oraz… Zapraszamy.
Mateusz:
Wróćmy w takim razie do wątku związanego z FanMedia. Omówiliśmy po części FanEnglish. Gdybyś mógł wymienić, jakie były takie następne kroki milowe w historii firmy, w sumie po dzień dzisiejszy: co powstawało, jakie kursy powstawały, na jakich rynkach się pojawialiście, co było kluczowe dla dalszego rozwoju.
Bartłomiej:
Mi się wydaje, że takie główne okresy można byłoby te 6 lat podzielić na dwuletnie okresy i tak, chyba na główne okresy i te kamienie milowe w ich właśnie przedziałach się zdarzały. Tak, czyli pierwsze 2 lata to było tworzenie, stworzenie, marketingowanie i sprzedawanie produktu, jakim był FanEnglish. I te 2 lata się skończyły wspomnianym pivotem, który na szczęście zakończył się sukcesem. Ja sobie pierwsze 2 lata… no tutaj, co było bardzo ważne w tych pierwszych 2 latach, że w ogóle ten pivot był możliwy? Tak. Najważniejsze było to, że zespół, który nam się udało stworzyć w ramach tego projektu, był elastyczny. W związku z powyższym mieliśmy zasoby ludzkie finansowane w ramach tego projektu, który nam ten pivot umożliwiły, więc, za przeproszeniem, nie przepaliliśmy całego czasu i pieniędzy na to, zwłaszcza tych środków własnych, żeby skupić to tylko i wyłącznie na tym jednym produkcie. Ten produkt i ta architektura, którą stworzyliśmy, umożliwiła nam zrobienie bardzo tanio i efektywnie czasowo kolejnych produktów, na których zaczęliśmy zarabiać dużo, dużo, dużo większe pieniądze niż na FanEnglish. Czyli założenia, które były gdzieś w formie mojej architektury i produkcie, pozwoliły nam bardzo szybko tłumaczyć nasz kurs na kolejne języki, co było kluczowe w momencie wchodzenia na kolejne rynki, i dotwarzać kolejne treści, które były z kolei bardzo warte w momencie, kiedy zaczęliśmy się targetować na inne grupy docelowe. To te 2 pierwsze założenia były bardzo, bardzo… te 2 elementy były niezwykle kluczowe, czyli właśnie zasoby ludzkie plus architektura IT, która była od początku dosyć elastycznie stworzona, gdzie te 2 elementy pozwoliły nam zrobić z sukcesem pivot. Oczywiście to było wszystko określone pewną, że tak powiem, naszą husarską, tak? Czy polską fantazją, gdzie z perspektywy czasu, jak pomyślę, że od razu w dwutysięcznym dziesiątym sobie stworzyliśmy system, który był łatwy do tłumaczenia na kolejne rynki, kiedy nam się jeszcze nic nie udało sprzedać w Polsce, ist dosyć taki odważny, bym powiedział delikatnie. No ale ta nieracjonalność z punktu widzenia roku dwutysięcznego dziesiątego okazała się bardzo, bardzo racjonalna 2 lata, 2 lata później. No to to jest właśnie ten łut szczęścia, który też mieliśmy i w tej mamy, mam nadzieję, do dzisiaj. To pierwsze 2 lata no i kolejne 2 lata, żeby nie przedłużać, to skalowaliśmy, jak coś ładnie w branży mówili, to zresztą mówię o czasie, kiedy dosyć intensywnie byliście też zaangażowani dokładnie na temat już tych pierwszych 2 latach, a kolejne 2 lata to to jeszcze do naszej dwójki dołączyłeś typowe, więc tak jest, sami wiecie, no trzeba było tworzyć tych produktów na kolejne rynki, kolejnych kursów. Tak pokrótce mówiąc, tak jak zrobiliśmy angielski dla Polaków, zaraz potem był angielski dla Niemców, angielski dla Francuzów, et cetera, et cetera. Równocześnie zespół, który tworzył kolejny kurs, na przykład niemieckiego czy hiszpańskiego, kurs angielskiego zlokalizował właśnie na kolejne języki, czyli tak hiszpańskiego czy niemieckiego, jakby zaczęła nam się tworzyć i rozrastać taka macierz produktów, która doprowadziła nas do tego miejsca, gdzie jesteśmy dzisiaj, gdzie mamy aktywną sprzedaż w 50 krajach, co było o tyle ważne, że ten rynek był bardzo niestabilny i tylko dzięki tej skali mieliśmy taki bufor bezpieczeństwa, aby po ominięciu kolejnych 2 lat zrobić kolejny pivot, w trakcie którego jesteśmy już od jakiegoś roku zakładam, czyli przejście w model SaaS, płatności subskrypcyjnej i wejścia na rynki klientów instytucjonalnych, które robimy z Learnium, który jest zunifikowanym produktem połączonym z aplikacją mobilną, z możliwością tworzenia treści przez użytkowników, właśnie uruchomiliśmy z panelami administracyjnymi i nauczycielskimi dla szkół językowych, uniwersytetów i instytucji publicznych. To wszystko było możliwe dzięki czasowi, który dał nam oczywiście z jednej strony nasz wspólnik, ale przede wszystkim w dużej większości dały nam sprzedaże z tych kursów, które bardzo szeroko sprzedawaliśmy na tych kilkudziesięciu rynkach na świecie.
Paweł:
Więc powstało kilkanaście kursów?
Bartłomiej:
Tutaj kilkanaście, no dość. Ostatecznie doszliśmy do bodajże 15 kursów, jeśli dobrze pamiętam, różnie, mniejsza z tłumaczeniami.
Paweł:
Jasne, więc powstało kilkanaście kursów wraz z tłumaczeniami oraz kursy specjalistyczne. Czy z perspektywy czasu określiłbyś, że któryś z tych produktów, jego powstanie, tak było w jakiś sposób błędem i dlaczego?
Bartłomiej:
Znaczy, no jasne że tak, właśnie o którym konkretnie powiedzieć, bo z kilkunastu produktów to wtedy bym powiedział, że kilka przykładów się znajdzie. Wydaje mi się, największym można nazwać produkt, który zrobiliśmy taką pod przypływem chwili, będę powiedział, czyli Masaż 1, 2, 3. To był nasz produkt dla osób chcących nauczyć się masażu relaksacyjnego i dla osób, które interesują się wejściem bardziej zaawansowanym w metodyki masażu, że tak powiem od strony no fizjonomii i tak dalej. No grupa targetowa była niezwykle wąska, a problem po prostu, jakby dlaczego go nazywam największą porażką, bo mimo że inne produkty może finansowo niewiele lepiej sobie poradziły, ale tutaj porażka polega też na procesie decyzyjnym, który ja przeprowadziłem i nie był najwyższych lotów, więc staram się dzisiaj mieć ten proces decyzyjny jako taki przykład, jak tych rzeczy nie robić. Polegało to na tym, że mieliśmy generalnie… no musiałbym zrobić krok do tyłu, tak nie, zawsze specjalizowaliśmy się w tworzeniu fajnych treści i fajnych produktów online edukacyjnych i zawsze nasz sukces rynkowy bazował na dobrej jakości na partnerach, którzy zapewniali nam dystrybucję tych produktów. Więc każdorazowo ten sukces, tak powiem, zawsze miał dwójkę rodziców: my odpowiadaliśmy za treść, a ktoś odpowiadał za ruch i jego monetyzację. No i po prostu tutaj partner, który nas gorąco zachęcał i kibicował nam do stworzenia tego kursu i obiecywał nam dużo ruchu, nie był partnerem sprawdzonym, co to, co powinienem był przewidzieć, co powinienem był a nie zrobiłem tego dostatecznie mocno. Więc skończyło się jak się skończyło, że mamy bardzo fajny produkt, wierną grupę użytkowników płacących do dzisiaj, no ale suma sumarum w najlepszych lotach można powiedzieć, że za jakieś 2 lata wyjdziemy na zero, no jeśli w ogóle się uda, ale to nie o to chodzi. Tak, no chodzi po prostu o sam proces decyzyjny, on był niskiej jakości i tutaj była tak naprawdę porażka.
Paweł:
Jasna. Zmieniając troszkę temat, często w naszych rozmowach rozmówcy zwracają uwagę, że poznanie takich zachodnich realiów realizacji projektów technologicznych otwiera znacząco oczy i poszerza perspektywę. Ty z kolei miałeś okazję wyjechać do Doliny Krzemowej promować produkty FanMedia. Jak wspominasz ten wyjazd? Jaka była największa wykorzystana i niewykorzystana szansa tego wyjazdu?
Bartłomiej:
Może najszybciej będziemy mniej powiedzieć o niewykorzystanej szansie. Wydaje mi się, że można było zrobić więcej pod względem networkingu, ale równocześnie było to ciężko jest na tym etapie, na którym byliśmy, względu na fakt, że nie byliśmy, że tak naprawdę po powrocie ze Stanów okazało się, że musimy dokonać wspomnianego pivotu produktowego i ponieważ dopiero w trakcie tego wyjazdu doszedłem do tych wniosków i zaczęło ono być wdrażane po powrocie ze Stanów, to dopiero po powrocie ze Stanów zaczęliśmy widzieć, jakiej wiedzy nam brakuje. W momencie, kiedy zaczęliśmy się na pewnych etapach, że tak powiem, gubić, i wtedy przydałaby się kontakty, które moglibyśmy zrobić tam na Dolinie Krzemowej, mając pytania. Jakby nie chodzi o, po prostu, jakbyśmy byli świadomi naszych własnych niedostatków, jeśli chodzi o zakres wiedzy, i z tą świadomością byśmy pojechali do Stanów Zjednoczonych, to uważam, że ten networking byłby o wiele, o wiele bogatszy. Tak, bo nie skupiałbym się tak, jak się skupiałem na rozmowach z potencjalnymi dystrybutorami naszych produktów, bo generalnie no z czego to wynikało? No jechaliśmy, mieliśmy gotowe produkty, które były sprzedawane z różnych miejscach na świecie, no i pojechaliśmy skalować przy okazji sprzedaż. Oprócz faktu, że mieliśmy tam mnóstwo, 6 godzin dziennie szkoleń, to oprócz tego prawie drugie tyle dziennie razem z Pawłem poświęcaliśmy na pozyskiwanie dystrybutorów, co biorąc pod uwagę i właśnie w ramach rozmów z tymi dystrybutorami dowiedzieliśmy się, że potrzeby tych klientów, potrzeby rynku i trendy, które które mają miejsce, sprawiają, że ten produkt bardzo mocno musi zostać przeformatowany, coś, co się właśnie teraz zakończyło, bo po blisko, jakby mniej więcej 2 latach od powrotu no i no, mówi się trudno. No nie widzę sposobu, żebym był w stanie tego uniknąć na tamtym etapie, ale na pewno to była największa niewykorzystana szansa, mogłaby być wykorzystana, gdybym tę wiedzę, którą uzyskałem w Stanach, był w stanie uzyskać gdzieś tutaj bliżej, tak, czy w Polsce, czy gdzieś w jakichś krajach ościennych. Ale z różnych powodów tej wiedzy nie miałem, więc skończyło się jak się skończyło. A jeśli chodzi o wykorzystaną szansę, no to z wykorzystanych szans, jeśli chodzi o wyjazd miesięczny do Doliny Krzemowej, najlepiej oceniam bardzo dużą wiedzę z zakresu funkcjonowania w całej branży startupowej, tworzenia i finansowania innowacji, z akcentem kolejności: znaczenia społeczności, tego pomnika i w trzeciej kolejności umiejętności, skille komunikacyjne, w szczególności jakby taka świadomość przedstawienia priorytetów, że takie były bardzo mocny nacisk w ramach tych szkoleń, że jakby stworzyć, wymyślić, stworzyć produkt to jedno, a z drugiej strony trzeba umieć go zakomunikować potencjalnym użytkownikom i klientom i później trzeba mieć się z nimi komunikować na temat rzeczy, które dalej tworzymy, zmieniamy w ramach produktu. Bardzo fajnym case’em było to, że mieliśmy bardzo dużo warsztatów związanych z tak zwaną pitchem, jakby taką kondensacją przekazu na temat naszego produktu. Musieliśmy jak najbardziej skracać przekaz, co jest świetnego w naszym produkcie, i świetne było to, że im bardziej musieliśmy to skracać, tym bardziej musieliśmy się zmusić, żeby coś sensownego powstało i to bardzo, bardzo fajne wnioski dawało, gdzie coś, co możemy powiedzieć w ramach 10 minut, naprawdę jest to przekaz, do którego ja osobiście się nie muszę przygotować, mogę po prostu stanąć i zacząć improwizować. Powiedzmy, że w ramach pięciominutowych przekazów i też nie mamy większych problemów, ale w momencie, kiedy nagle się okazuje, że muszę opowiedzieć najważniejsze rzeczy w ciągu 60 sekund, to się zaczyna robić ciekawie, bo zgadzają się możliwości i ta forma sprawia, że nagle musimy przewartościować wręcz całą robotę, którą robimy, tworząc produkty i odpowiedzieć sobie na te kluczowe pytania, co tak naprawdę jest sednem tego wszystkiego, co jest taką nadrzędną wartością tego, co oferujemy w ramach naszej naszego produktu czy usługi. I to jest o tyle fajne, że to pozwoliło mi naprawdę przewartościować cały produkt i wręcz bazując na tym, nawet całą strukturę firmy i gdzieś to się toczy do dzisiaj, naprawdę fajna sprawa. Ale ja jeszcze poruszałem z te 2 poprzednie elementy, czyli znaczenie tej społeczności. Naprawdę to, co zobaczyłem w Stanach, było dla mnie nieprawdopodobne pod względem tego, jak dobrze zorganizowana społeczność funkcjonuje dookoła Krzemowej, zorganizowana wokół szeroko pojętej idei tworzenia i rozwijania technologii i komercjalizacji, bo to, ile razy naprawdę w jakichś randomowych miejscach od przypadkowych ludzi słyszałem, że jeśli tworzę jakąś firmy IT, to muszę koniecznie ją przenieść do Doliny Krzemowej, bo tutaj się ona najbardziej rozwinie i będzie super, extra i this is the place to be. Naprawdę było to niesamowite. Słyszeliśmy od kelnerki, od sprzedawcy za kasą w Tesco, po prostu. Jakby mi ktoś o tym opowiedział przed wyjazdem lotem do Stanów, to bym stwierdził, że sobie, za przeproszeniem, jaja ze mnie robi, bo po cholerę ktoś, co mi kawę przynosi, u kogo pietruszkę kupuje, ma mi, za przeproszeniem, wmawiać, jakim to świetnym miejscem dla startupowców jest Dolina Krzemowa? A takie takie rzeczy naprawdę miały miejsce i to nie były pojedyncze przypadki, to raczej była reguła. Za każdym razem, jeśli ktoś mi zadawał pytanie, skąd jestem, a Amerykanie lubią się o to pytać, to zaraz mega fajna sprawa, naprawdę zazdroszczę, powinniśmy to budować, powinniśmy to spierać. To, co tam się dzieje na imprezach networkingowych, jak szybko można nawiązać relacje z człowiekiem? Oczywiście, nie oszukujmy się, nie mówimy tu o relacjach takich typu osobistych, tak, rozumiem cię jako secondiego człowieka, rozumiem twoje doświadczenia życiowe i tak dalej i tak dalej, nie, chodzi o relacje stricte profesjonalne. Jak szybko nawiązuje się relacje wymiany wiedzy i doświadczeń? U nas to po prostu rodzi się w bólach, trwa tygodniami, jeśli nie miesiącami. A tam naprawdę przy browarze na jednej imprezie można po 4 godzinach wyjść z taką wiedzą, za którą w Polsce latałoby się po kilkunastu osobach przez 2 lata i to wszystko było tak rozproszone w czasie, że nie dawałoby takiej dawki, takiego kopa aktualizacji fajnej wiedzy i fajnych informacji. Mega, mega czasie i to było super. No i jakby kończąc, olbrzymią zaletą tego wyjazdu było to, że troszeczkę z innej perspektywy spojrzałem na tę całą branżę technologiczną. Troszeczkę bardziej zrozumiałem te modele biznesowe, które stoją za gigantycznymi inwestycjami teraz w Ubera, wcześniej w takie firmy jak Facebook i Google, no i muszę powiedzieć, że to, ile mnie to oczywiście fascynuje, to też widzę troszeczkę przez ten cały hajp przejrzałem i tak, mimo że dalej jestem olbrzymim fanem w ogóle new technologies, tworzenia startupów i tak dalej, to wtedy zobaczyłem, jak często za pieniądze z funduszy inwestycyjnych finansowane są monopole, monopole platform, które przepalają pieniądze tak długo, póki nie wytną całej konkurencji. Trzeba, co widzieliśmy parę lat temu na rynku portali społecznościowych i dzisiaj wydaje mi się Uber próbuje to zrobić z taksówkami. I jakby odchodząc od dyskusji, czy to jest nieunikniony trend i so dalej i tak dalej, no bylibyśmy naiwni, gdybyśmy krytycznie nie mieli na co spojrzeć z boku i zadali sobie pytanie, czy rzeczywiście jesteśmy w stanie konkurować, po prostu mówiąc, z takimi pieniędzmi, jakie są na ten moment dostępne tylko w tym konkretnym miejscu na świecie.
Mateusz:
Rozumiem, że po prostu generalnie taki wyjazd do Doliny Krzemowej bardzo otwiera oczy i myślę, że jeśli zadam pytanie o to, czy polecasz, no to odpowiedź chyba jest oczywista.
Bartłomiej:
Gorąco, gorąco tak. Dobra.
Mateusz:
Przechodząc w takim razie do tematów związanych z no głównym wątkiem naszego podcastu, tym tytułowym, czyli porażek. Gdybyś mógł nam powiedzieć, co twoim zdaniem było taką twoją największą porażką w dotychczasowej karierze przedsiębiorcy? Co było największym błędem? No i czy, gdybyś miał możliwość cofnąć czas, to czy zmieniłbyś to? No otwarte, twarde, otwarte pytanie.
Bartłomiej:
Największą porażką… no tych porażek naprawdę było dużo. Z największą porażką bym powiedział, że w każdym etapie przez dłuższy okres czasu uwierzyłem, że mamy już sprawdzony produkt, model biznesowy i trzeba się na tym etapie skupić na skalowaniu i bardzo mocno straciłem kontakt z produktem, a przede wszystkim z użytkownikami, z klientami. Nigdy nie było tak, żebym stracił go całkiem, ale naprawdę był długi okres czasu, kiedy nie nadążałem za zmianami, które wprowadzaliśmy, nie nadążałem za ekspansją treści, ekspansją geograficzną, którą robiliśmy. To doprowadziło do faktu, że ten pivot musiał być dużo głębszy i powiedział wręcz troszeczkę bardziej brutalny, niż mógłby być, kiedy organicznie bym cały czas uczestniczył w centrum po prostu tworzenia wartości dla użytkowników noszych serwisów, które tu na koniec dnia są jakby takim prawdziwym sednem tego całego biznesu. To nie będę tego rozwlekał, bo mi się wydaje, że to ten kontakt jest najważniejszy i ta jego utrata najgłębsze konsekwencje i największe ryzyka tak naprawdę urodziła. I dzisiaj jest, powiem wam szczerze, że dzisiaj z perspektywy tych ostatnich 2 lat, kiedy mieliśmy bardzo głębokie, właśnie zmiany w ogóle funkcjonowania i produktu i naszego zespołu, to naprawdę z niewyobrażalną radością każdego dnia przeglądam naszą działalność już w takich kanałach komunikacyjnych jak email marketing, Facebook, pushy z naszej apki czy notyfikacje wewnątrz naszej apki webowej. Jak się patrzę na te interakcje naszych użytkowników z naszymi produktami czy tam maile, które ludzie piszą do nas regularnie, naprawdę daje mi to z jednej strony olbrzymią motywację, żeby dalej pracować, ale to jest takie wręcz poczucie bezpieczeństwa, że idziemy w dobrym kierunku, tak. To to jest coś, na co na pewno zbyt mało czasu poświęcałem przez długi okres czasu i obiecałem sobie już nigdy nie doprowadzić do sytuacji, kiedy tę relację moją z użytkownikami w jakikolwiek sposób mocniej zaburzę, więc…
Mateusz:
Czyli po prostu ten kontakt z klientem, który jest taki kluczowy.
Bartłomiej:
Kontakt z klientem, kontakt z klientem, tak. Troszeczkę upodmiotawia całą tę relację bardziej. Po prostu powiedział, że brak kontaktu z tą wartością i świadomością wartości, jakie przekazujemy naszym użytkownikom i klientom. No bo to, bądźmy szczerzy, w naszej branży, jak w wielu innych, to to są często 2 różne grupy, mamy dużo więcej użytkowników niż klientów. Jedni i drudzy mają swoje potrzeby, nad którymi trzeba się pochylać, no bo inaczej nie będą się, jak to się ładnie mówi, konwertować z użytkowników na klientów, prawda? Więc chodzi o te wartości korowe, bo tak naprawdę pytanie, jaka jest wartość, którą użytkownikowi dajemy i klientowi dajemy, jest czymś, wokół czego cała firma powinna być zbudowana i cały problem.
Mateusz:
Ok. Słuchaj, ja jeszcze nawiązując właśnie do tych porażek, bo sam mówisz, że trochę ich było, stan media dobrze wiemy, przeszła przez lata sporą sinusoidę, zarówno wielu fajnych sukcesów, ale też trudniejszych momentów. Więc jak ty się odnajdujesz na tej przedsiębiorczej ścieżce? Czy są takie momenty, że się budzisz rano, masz ochotę to wszystko rzucić i iść na etat?
Paweł:
Też.
Bartłomiej:
Jasne, żeby była sprawa jasna. Słuchajcie, ja nie wykluczam, że będzie taki okres w moim życiu, że na ten etap pójdę, bo w ogóle troszeczkę skupię się na tym temacie, bo wiecie, etap versus własna firma to jest temat wielu rozmów z moimi przyjaciółmi i naprawdę, no po prostu ja osobiście jestem wkurzony wręcz na osoby, które dyskwalifikują w jakby pracę na etacie. Naprawdę to jest kaman, na koniec dnia firmy tworzą pracownicy, no miłość boską, jak wszyscy będą mieć swoje firmy, to kto będzie tworzył firmy? No to to jest po prostu nienaturalne, to jest nie do utrzymania, to jest bez sensu, wręcz. Tak poza tym wiecie, działalność gospodarcza to jest ryzyko, na różnych etapach życia mamy różną skłonność i możliwość podejmowania ryzyk, to też nie byłoby racjonalne i nie byłoby zdrowe dla takich społecznych powodów, żebyśmy w danym momencie wszyscy no, dla mnie to jest fajne, że nie wiem, dzisiaj moja żona pracuje na etacie, ja podejmuję, no powiedzmy szczerze, większe ryzyko, że skończę z torbami, pójdę z torbami za jakiś czas, a za jakiś czas te role mogą się odwrócić, tak? I i to jest naturalna kolej rzeczy, że w różnych okresach życia robimy różne rzeczy. No i nie dajmy się, na miłość boską, zwariować, ani etat nie jest czymś z natury złym czy dobrym, i tak samo prowadzenie własnej firmy nie jest tym z natury złym czy dobrym. To tak pokrótce mówiąc, a chyba trochę odbiegłem od twojego oryginalnego pytania, jest to.
Mateusz:
No generalnie pytam o to, jak ty się odnajdujesz na tej ścieżce i czy są te momenty, w sumie, że masz ochotę.
Bartłomiej:
Jasne, że są, oczywiście, że są. To jest taki fajny rysunek, słuchajcie, który akurat pokazuje praca w dużej firmie versus prowadzenie własnego startupu, które w fajny sposób zamyka wiele takich dylematów jednej i drugiej roli. Osoba, która pracuje w dużej organizacji, często czuje się jak taki chomik na kołowrotku, który bez sensu biegnie przed siebie, ale stoi w miejscu, tak, ja oczywiście mówimy o percepcji danej osoby i o frustracjach, które się rodzą. I z opowieści, czy tam z moich doświadczeń poprzednich, czy z opowieści moich znajomych, to to jest jeden z największych takich bólów egzystencjalnych, które odczuwają. Z kolei prowadząc własną firmę, troszeczkę czujemy się jak ten Syzyf, który wtacza ten głaz i ma wrażenie, że to się po prostu nigdy nie skończy, ten głaz na nas napiera, lubi nas zrzucić w dół, nie widzimy, co jest z przodu, w sensie takim, że nie wiemy, jak to się wszystko skończy. Mamy jakieś takie wyobrażenie, po co go w ogóle toczymy, ale czy to wszystko ma sens i czy dobrze się skończy, nie wiemy, pewnie się te rzeczy nie zdarzą. Więc jasne, że mam takie wątpliwości od czasu do czasu. Ja, szczęśliwie, zawsze się śmieję, mam po mojej świętej pamięci dziadku bardzo niskie ciśnienie, więc potrzebuję dosyć dużo bodźców, żeby w ogóle mieć wyższe tętno, więc dzięki temu ryzyko zawału jest stosunkowo niskie, szczęśliwie, i po prostu dzięki temu zanim się zestresuje, to mam taki bardzo długi okres, po prostu kiedy się czuję pobudzony, jest fajnie, zanim ten stres zaczyna mnie denerwować. I mam z kolei jakiś taki, nie wiem, no naturalne, wynikające chyba też nie wiem czy z wychowania, czy z faktu, że mam bardzo fajnych przyjaciół dookoła siebie, jest, mam coś takiego, że jest pewna górna granica, powyżej której na ten moment nie byłem w stanie się stresować bardziej. I w pewnym momencie, jak ta bariera zostaje przekroczona, gdzieś mi się włącza jakiś bezpiecznik w głowie i myślę, rozglądam się dookoła, patrzę na tych właśnie moich bliskich dookoła mnie, osoby, które ja szanuję, które mnie szanują, i zadaję sobie pytanie, co tak naprawdę jest ważne w tym wszystkim, tak? Czyli w sensie, co zostanie, jak, za przeproszeniem, firma wyleci w powietrze, tak, nie wiem, spłonie serwer, użytkownicy powiedzą, że produkt jest beznadziejny, to jak kurz opadnie, to co zostaje, tak? I czy ta wizja tego, co zostaje, tych doświadczeń, z którymi zostanę, nie zadowala, satysfakcjonuje? I jak odpowiadam w momencie, kiedy odpowiadam sobie, że tak, no to to o co chodzi, tak? To to nie jest tak źle. Tak, moim zdaniem najgorsza w prowadzeniu biznesu jest ta niepewność i i tym trzeba zarządzać, bo przecież trzeba sobie zadawać pytanie, co w tym najgorszym scenariuszu, tak? Co ze mną? To co, wiadomo, jakiś czas jest bałagan, jest burdel, no nie wiem, co po miesiącu, co po kwartale, co po pół roku, w jakiej sytuacji prawdopodobnie zostanę, jak się będę z tym wszystkim czuł. I na ten moment zawsze sobie odpowiadałem i dalej mam takie głębokie uczucie, że to, co robię, nawet jeśli na koniec dnia finansowo będę w plecy, bo bo dużo zainwestowałem nie tylko czasu, ale też pieniędzy swoich własnych w swoje biznesy, i ja po prostu traktuję, staram się wychodzić z założenia takiego, że na koniec dnia jakiś tam bufor bezpieczeństwa takiego finansowego, materialnego muszę mieć i staram się, żeby on był. Ryzyka nie mogą przekraczać, nie mogą wkraczać właśnie na ten, na ten obszar bezpieczeństwa, który jest mi potrzebny do normalnego funkcjonowania, to nie budzenia się z krzykiem w środku nocy. Ale oprócz tego po prostu jestem jakoś pogodzony, że cała reszta to będzie albo nie będzie i nie ma się po prostu co tym przejmować, trzeba robić swoje. Dlaczego? Bo przejmowanie się na zapas tym, tak, czy na koniec dnia, za przeproszeniem, na rachunku bankowym będę mieć 5000 zł, czy jak dobrze pójdzie 5 milionów złotych, to różnica nie jest istotna? No jest, jest fakt taki, czy jestem w stanie przez 3 miesiące przeżyć, żeby sobie załatwić jakieś inne źródło utrzymania. No i póki odpowiedź jest twierdząca, to co zostaje w pakiecie? W pakiecie zostaje nieprawdopodobna doza przygód i doświadczeń, które przyjąłem na klatę i i to jest coś, czego po prostu nie oddałbym za żadne skarby. Dlaczego? Po prostu to jest jakby podejmowanie pewnych wyzwań i mierzenie się z nimi i robienie tego przede wszystkim z fajnymi ludźmi to jest sposób, w jaki chcę całe życie swoje przeżyć i tak długo, póki ten warunek jest spełniony, ja jestem szczęśliwym człowiekiem i i tyle w temacie, więc więc myślę, że…
Paweł:
Dziękuję bardzo, pozytywne i fajne spuentowanie naszej dzisiejszej rozmowy. Dziękujemy za podzielenie się swoją historią. Na koniec jeszcze ostatnie pytanie, które wszystkim zadajemy. Gdyby ktoś słuchaczy podcastu chciał się z tobą skontaktować, jak najlepiej się powinien do tego zabrać?
Bartłomiej:
Jasne, no wiecie, opcje no najłatwiej przez platformy społecznościové, tak? Jest albo Facebook, albo Twitter, albo LinkedIn. Każdy z nich sprawdzam. Facebook ma taką niemiłą tendencję, że gdzieś tam te informacje na Messengerze gdzieś tam ukrywa, ale generalnie staram się je regularnie przyjmować. Na Facebooku też do znajomych staram się w miarę ludzi przyjmować, nie mam tu jakiejś restrykcyjnej polityki. Z kolei na Twitterze i na LinkedInie mam notyfikację, kiedy ktoś mi wysłał wiadomość czy zaproszenie, więc prędzej czy później się skontaktuję z powrotem, a co więcej, gorąco do tego zachęcam, bo bo tak jak mówiłem, trzeba sobie pomagać.
Mateusz:
Super, na pewno kontakty do tych profili dodamy w notatkach do tego odcinka. No i cóż, no chcieliśmy podziękować za rozmowę, którą przeprowadziliśmy i za to, że zgodziłeś się podzielić swoim doświadczeniem, także tym nie nie, nie, nie, nie zawsze pozytywnym, ale myślę, że fajne wnioski z tego nam wychodzą.
Bartłomiej:
Mam nadzieję.
Paweł:
Dzięki wielkie. Dziękujemy za twój czas i do usłyszenia.
Mateusz:
Do usłyszenia.
Bartłomiej:
Dzięki, panowie. Hej.
Paweł:
I tak kończy się druga część rozmowy z Bartkiem Postkiem z FanMedia. Notatki z tej części rozmowy znajdziecie na www.failurepodcast.pl/odcinek12. A pytań do Bartka zebrało się naprawdę sporo.
Mateusz:
Tym sposobem dotarliśmy do końca pierwszej serii naszej audycji. Osoby, które rozpoczęły słuchanie podcastu w trakcie sezonu, zachęcamy do wejścia do iTunes lub na www.failurepodcast.pl, aby zapoznać się ze wszystkimi ciekawymi historiami, między innymi historią naszego projektu Lingley (nie mylić z Learning), tego odcinka. Lingley było realizowane przez nas, a projekt zakończył się stuprocentową klapą.
Paweł:
Zachęcamy do śledzenia naszego profilu na Facebooku, do którego sprowadzać się będzie nasza aktywność w okresie wakacyjnym, aby być na bieżąco z informacjami, kiedy wracamy z kolejnymi odcinkami. Odwiedzajcie też www.failurepodcast.pl. Tam również możecie zapisać się do newslettera, w ramach którego poinformujemy o zakończeniu przerwy wakacyjnej.
Mateusz:
Dziękujemy wam bardzo, że byliście z nami i zachęcamy do dzielenia się informacjami o naszej audycji wśród grona waszych kontaktów oraz znajomych.
Paweł:
Pierwszy sezon podcastu przygotowywali dla was: Paweł Antkowiak, kontaktować się z nami można przez [email protected] lub przez Facebook oraz Twitter. Na Twitterze małpka @pawel.
Mateusz:
Oraz Mateusz Pośpieszny, kierownik marketingu szkoły inwestowania oraz współwłaściciel SkySide PL, fotografia i filmowanie z powietrza. Kontakt ze mną poprzez [email protected] lub dowolną z sieci społecznościowych, ostatnio ze Snapchatem też.
Paweł:
Do usłyszenia ponownie za 2, 3 miesiące. Życzymy udanych wakacji.
Mateusz:
Cześć wam. Do usłyszenia.
By FailurePodcast.plMateusz:
Witajcie. W tej audycji rozmawiamy z ciekawymi osobami o błędach popełnionych w projektach, które realizowały.
Paweł:
Naszym celem jest przedstawienie historii, które pozwolą innym przedsiębiorcom unikać powielania złych działań lub decyzji.
Mateusz:
Cześć wszystkim. Witamy was w ostatnim odcinku pierwszego sezonu Failure Podcast.
Paweł:
Dziś zapraszamy was na drugą część rozmowy z Bartkiem Postkiem. Jeśli nie słuchaliście pierwszej części, zachęcamy, aby na chwilę przerwać ten odcinek i odnaleźć poprzednią część rozmowy kryjącą się pod numerem 11 w iTunes lub na www.failurepodcast.pl/odcinek11.
Mateusz:
Tymczasem my, bez zbędnego przedłużania, kontynuujemy rozmowę o FanMedia oraz… Zapraszamy.
Mateusz:
Wróćmy w takim razie do wątku związanego z FanMedia. Omówiliśmy po części FanEnglish. Gdybyś mógł wymienić, jakie były takie następne kroki milowe w historii firmy, w sumie po dzień dzisiejszy: co powstawało, jakie kursy powstawały, na jakich rynkach się pojawialiście, co było kluczowe dla dalszego rozwoju.
Bartłomiej:
Mi się wydaje, że takie główne okresy można byłoby te 6 lat podzielić na dwuletnie okresy i tak, chyba na główne okresy i te kamienie milowe w ich właśnie przedziałach się zdarzały. Tak, czyli pierwsze 2 lata to było tworzenie, stworzenie, marketingowanie i sprzedawanie produktu, jakim był FanEnglish. I te 2 lata się skończyły wspomnianym pivotem, który na szczęście zakończył się sukcesem. Ja sobie pierwsze 2 lata… no tutaj, co było bardzo ważne w tych pierwszych 2 latach, że w ogóle ten pivot był możliwy? Tak. Najważniejsze było to, że zespół, który nam się udało stworzyć w ramach tego projektu, był elastyczny. W związku z powyższym mieliśmy zasoby ludzkie finansowane w ramach tego projektu, który nam ten pivot umożliwiły, więc, za przeproszeniem, nie przepaliliśmy całego czasu i pieniędzy na to, zwłaszcza tych środków własnych, żeby skupić to tylko i wyłącznie na tym jednym produkcie. Ten produkt i ta architektura, którą stworzyliśmy, umożliwiła nam zrobienie bardzo tanio i efektywnie czasowo kolejnych produktów, na których zaczęliśmy zarabiać dużo, dużo, dużo większe pieniądze niż na FanEnglish. Czyli założenia, które były gdzieś w formie mojej architektury i produkcie, pozwoliły nam bardzo szybko tłumaczyć nasz kurs na kolejne języki, co było kluczowe w momencie wchodzenia na kolejne rynki, i dotwarzać kolejne treści, które były z kolei bardzo warte w momencie, kiedy zaczęliśmy się targetować na inne grupy docelowe. To te 2 pierwsze założenia były bardzo, bardzo… te 2 elementy były niezwykle kluczowe, czyli właśnie zasoby ludzkie plus architektura IT, która była od początku dosyć elastycznie stworzona, gdzie te 2 elementy pozwoliły nam zrobić z sukcesem pivot. Oczywiście to było wszystko określone pewną, że tak powiem, naszą husarską, tak? Czy polską fantazją, gdzie z perspektywy czasu, jak pomyślę, że od razu w dwutysięcznym dziesiątym sobie stworzyliśmy system, który był łatwy do tłumaczenia na kolejne rynki, kiedy nam się jeszcze nic nie udało sprzedać w Polsce, ist dosyć taki odważny, bym powiedział delikatnie. No ale ta nieracjonalność z punktu widzenia roku dwutysięcznego dziesiątego okazała się bardzo, bardzo racjonalna 2 lata, 2 lata później. No to to jest właśnie ten łut szczęścia, który też mieliśmy i w tej mamy, mam nadzieję, do dzisiaj. To pierwsze 2 lata no i kolejne 2 lata, żeby nie przedłużać, to skalowaliśmy, jak coś ładnie w branży mówili, to zresztą mówię o czasie, kiedy dosyć intensywnie byliście też zaangażowani dokładnie na temat już tych pierwszych 2 latach, a kolejne 2 lata to to jeszcze do naszej dwójki dołączyłeś typowe, więc tak jest, sami wiecie, no trzeba było tworzyć tych produktów na kolejne rynki, kolejnych kursów. Tak pokrótce mówiąc, tak jak zrobiliśmy angielski dla Polaków, zaraz potem był angielski dla Niemców, angielski dla Francuzów, et cetera, et cetera. Równocześnie zespół, który tworzył kolejny kurs, na przykład niemieckiego czy hiszpańskiego, kurs angielskiego zlokalizował właśnie na kolejne języki, czyli tak hiszpańskiego czy niemieckiego, jakby zaczęła nam się tworzyć i rozrastać taka macierz produktów, która doprowadziła nas do tego miejsca, gdzie jesteśmy dzisiaj, gdzie mamy aktywną sprzedaż w 50 krajach, co było o tyle ważne, że ten rynek był bardzo niestabilny i tylko dzięki tej skali mieliśmy taki bufor bezpieczeństwa, aby po ominięciu kolejnych 2 lat zrobić kolejny pivot, w trakcie którego jesteśmy już od jakiegoś roku zakładam, czyli przejście w model SaaS, płatności subskrypcyjnej i wejścia na rynki klientów instytucjonalnych, które robimy z Learnium, który jest zunifikowanym produktem połączonym z aplikacją mobilną, z możliwością tworzenia treści przez użytkowników, właśnie uruchomiliśmy z panelami administracyjnymi i nauczycielskimi dla szkół językowych, uniwersytetów i instytucji publicznych. To wszystko było możliwe dzięki czasowi, który dał nam oczywiście z jednej strony nasz wspólnik, ale przede wszystkim w dużej większości dały nam sprzedaże z tych kursów, które bardzo szeroko sprzedawaliśmy na tych kilkudziesięciu rynkach na świecie.
Paweł:
Więc powstało kilkanaście kursów?
Bartłomiej:
Tutaj kilkanaście, no dość. Ostatecznie doszliśmy do bodajże 15 kursów, jeśli dobrze pamiętam, różnie, mniejsza z tłumaczeniami.
Paweł:
Jasne, więc powstało kilkanaście kursów wraz z tłumaczeniami oraz kursy specjalistyczne. Czy z perspektywy czasu określiłbyś, że któryś z tych produktów, jego powstanie, tak było w jakiś sposób błędem i dlaczego?
Bartłomiej:
Znaczy, no jasne że tak, właśnie o którym konkretnie powiedzieć, bo z kilkunastu produktów to wtedy bym powiedział, że kilka przykładów się znajdzie. Wydaje mi się, największym można nazwać produkt, który zrobiliśmy taką pod przypływem chwili, będę powiedział, czyli Masaż 1, 2, 3. To był nasz produkt dla osób chcących nauczyć się masażu relaksacyjnego i dla osób, które interesują się wejściem bardziej zaawansowanym w metodyki masażu, że tak powiem od strony no fizjonomii i tak dalej. No grupa targetowa była niezwykle wąska, a problem po prostu, jakby dlaczego go nazywam największą porażką, bo mimo że inne produkty może finansowo niewiele lepiej sobie poradziły, ale tutaj porażka polega też na procesie decyzyjnym, który ja przeprowadziłem i nie był najwyższych lotów, więc staram się dzisiaj mieć ten proces decyzyjny jako taki przykład, jak tych rzeczy nie robić. Polegało to na tym, że mieliśmy generalnie… no musiałbym zrobić krok do tyłu, tak nie, zawsze specjalizowaliśmy się w tworzeniu fajnych treści i fajnych produktów online edukacyjnych i zawsze nasz sukces rynkowy bazował na dobrej jakości na partnerach, którzy zapewniali nam dystrybucję tych produktów. Więc każdorazowo ten sukces, tak powiem, zawsze miał dwójkę rodziców: my odpowiadaliśmy za treść, a ktoś odpowiadał za ruch i jego monetyzację. No i po prostu tutaj partner, który nas gorąco zachęcał i kibicował nam do stworzenia tego kursu i obiecywał nam dużo ruchu, nie był partnerem sprawdzonym, co to, co powinienem był przewidzieć, co powinienem był a nie zrobiłem tego dostatecznie mocno. Więc skończyło się jak się skończyło, że mamy bardzo fajny produkt, wierną grupę użytkowników płacących do dzisiaj, no ale suma sumarum w najlepszych lotach można powiedzieć, że za jakieś 2 lata wyjdziemy na zero, no jeśli w ogóle się uda, ale to nie o to chodzi. Tak, no chodzi po prostu o sam proces decyzyjny, on był niskiej jakości i tutaj była tak naprawdę porażka.
Paweł:
Jasna. Zmieniając troszkę temat, często w naszych rozmowach rozmówcy zwracają uwagę, że poznanie takich zachodnich realiów realizacji projektów technologicznych otwiera znacząco oczy i poszerza perspektywę. Ty z kolei miałeś okazję wyjechać do Doliny Krzemowej promować produkty FanMedia. Jak wspominasz ten wyjazd? Jaka była największa wykorzystana i niewykorzystana szansa tego wyjazdu?
Bartłomiej:
Może najszybciej będziemy mniej powiedzieć o niewykorzystanej szansie. Wydaje mi się, że można było zrobić więcej pod względem networkingu, ale równocześnie było to ciężko jest na tym etapie, na którym byliśmy, względu na fakt, że nie byliśmy, że tak naprawdę po powrocie ze Stanów okazało się, że musimy dokonać wspomnianego pivotu produktowego i ponieważ dopiero w trakcie tego wyjazdu doszedłem do tych wniosków i zaczęło ono być wdrażane po powrocie ze Stanów, to dopiero po powrocie ze Stanów zaczęliśmy widzieć, jakiej wiedzy nam brakuje. W momencie, kiedy zaczęliśmy się na pewnych etapach, że tak powiem, gubić, i wtedy przydałaby się kontakty, które moglibyśmy zrobić tam na Dolinie Krzemowej, mając pytania. Jakby nie chodzi o, po prostu, jakbyśmy byli świadomi naszych własnych niedostatków, jeśli chodzi o zakres wiedzy, i z tą świadomością byśmy pojechali do Stanów Zjednoczonych, to uważam, że ten networking byłby o wiele, o wiele bogatszy. Tak, bo nie skupiałbym się tak, jak się skupiałem na rozmowach z potencjalnymi dystrybutorami naszych produktów, bo generalnie no z czego to wynikało? No jechaliśmy, mieliśmy gotowe produkty, które były sprzedawane z różnych miejscach na świecie, no i pojechaliśmy skalować przy okazji sprzedaż. Oprócz faktu, że mieliśmy tam mnóstwo, 6 godzin dziennie szkoleń, to oprócz tego prawie drugie tyle dziennie razem z Pawłem poświęcaliśmy na pozyskiwanie dystrybutorów, co biorąc pod uwagę i właśnie w ramach rozmów z tymi dystrybutorami dowiedzieliśmy się, że potrzeby tych klientów, potrzeby rynku i trendy, które które mają miejsce, sprawiają, że ten produkt bardzo mocno musi zostać przeformatowany, coś, co się właśnie teraz zakończyło, bo po blisko, jakby mniej więcej 2 latach od powrotu no i no, mówi się trudno. No nie widzę sposobu, żebym był w stanie tego uniknąć na tamtym etapie, ale na pewno to była największa niewykorzystana szansa, mogłaby być wykorzystana, gdybym tę wiedzę, którą uzyskałem w Stanach, był w stanie uzyskać gdzieś tutaj bliżej, tak, czy w Polsce, czy gdzieś w jakichś krajach ościennych. Ale z różnych powodów tej wiedzy nie miałem, więc skończyło się jak się skończyło. A jeśli chodzi o wykorzystaną szansę, no to z wykorzystanych szans, jeśli chodzi o wyjazd miesięczny do Doliny Krzemowej, najlepiej oceniam bardzo dużą wiedzę z zakresu funkcjonowania w całej branży startupowej, tworzenia i finansowania innowacji, z akcentem kolejności: znaczenia społeczności, tego pomnika i w trzeciej kolejności umiejętności, skille komunikacyjne, w szczególności jakby taka świadomość przedstawienia priorytetów, że takie były bardzo mocny nacisk w ramach tych szkoleń, że jakby stworzyć, wymyślić, stworzyć produkt to jedno, a z drugiej strony trzeba umieć go zakomunikować potencjalnym użytkownikom i klientom i później trzeba mieć się z nimi komunikować na temat rzeczy, które dalej tworzymy, zmieniamy w ramach produktu. Bardzo fajnym case’em było to, że mieliśmy bardzo dużo warsztatów związanych z tak zwaną pitchem, jakby taką kondensacją przekazu na temat naszego produktu. Musieliśmy jak najbardziej skracać przekaz, co jest świetnego w naszym produkcie, i świetne było to, że im bardziej musieliśmy to skracać, tym bardziej musieliśmy się zmusić, żeby coś sensownego powstało i to bardzo, bardzo fajne wnioski dawało, gdzie coś, co możemy powiedzieć w ramach 10 minut, naprawdę jest to przekaz, do którego ja osobiście się nie muszę przygotować, mogę po prostu stanąć i zacząć improwizować. Powiedzmy, że w ramach pięciominutowych przekazów i też nie mamy większych problemów, ale w momencie, kiedy nagle się okazuje, że muszę opowiedzieć najważniejsze rzeczy w ciągu 60 sekund, to się zaczyna robić ciekawie, bo zgadzają się możliwości i ta forma sprawia, że nagle musimy przewartościować wręcz całą robotę, którą robimy, tworząc produkty i odpowiedzieć sobie na te kluczowe pytania, co tak naprawdę jest sednem tego wszystkiego, co jest taką nadrzędną wartością tego, co oferujemy w ramach naszej naszego produktu czy usługi. I to jest o tyle fajne, że to pozwoliło mi naprawdę przewartościować cały produkt i wręcz bazując na tym, nawet całą strukturę firmy i gdzieś to się toczy do dzisiaj, naprawdę fajna sprawa. Ale ja jeszcze poruszałem z te 2 poprzednie elementy, czyli znaczenie tej społeczności. Naprawdę to, co zobaczyłem w Stanach, było dla mnie nieprawdopodobne pod względem tego, jak dobrze zorganizowana społeczność funkcjonuje dookoła Krzemowej, zorganizowana wokół szeroko pojętej idei tworzenia i rozwijania technologii i komercjalizacji, bo to, ile razy naprawdę w jakichś randomowych miejscach od przypadkowych ludzi słyszałem, że jeśli tworzę jakąś firmy IT, to muszę koniecznie ją przenieść do Doliny Krzemowej, bo tutaj się ona najbardziej rozwinie i będzie super, extra i this is the place to be. Naprawdę było to niesamowite. Słyszeliśmy od kelnerki, od sprzedawcy za kasą w Tesco, po prostu. Jakby mi ktoś o tym opowiedział przed wyjazdem lotem do Stanów, to bym stwierdził, że sobie, za przeproszeniem, jaja ze mnie robi, bo po cholerę ktoś, co mi kawę przynosi, u kogo pietruszkę kupuje, ma mi, za przeproszeniem, wmawiać, jakim to świetnym miejscem dla startupowców jest Dolina Krzemowa? A takie takie rzeczy naprawdę miały miejsce i to nie były pojedyncze przypadki, to raczej była reguła. Za każdym razem, jeśli ktoś mi zadawał pytanie, skąd jestem, a Amerykanie lubią się o to pytać, to zaraz mega fajna sprawa, naprawdę zazdroszczę, powinniśmy to budować, powinniśmy to spierać. To, co tam się dzieje na imprezach networkingowych, jak szybko można nawiązać relacje z człowiekiem? Oczywiście, nie oszukujmy się, nie mówimy tu o relacjach takich typu osobistych, tak, rozumiem cię jako secondiego człowieka, rozumiem twoje doświadczenia życiowe i tak dalej i tak dalej, nie, chodzi o relacje stricte profesjonalne. Jak szybko nawiązuje się relacje wymiany wiedzy i doświadczeń? U nas to po prostu rodzi się w bólach, trwa tygodniami, jeśli nie miesiącami. A tam naprawdę przy browarze na jednej imprezie można po 4 godzinach wyjść z taką wiedzą, za którą w Polsce latałoby się po kilkunastu osobach przez 2 lata i to wszystko było tak rozproszone w czasie, że nie dawałoby takiej dawki, takiego kopa aktualizacji fajnej wiedzy i fajnych informacji. Mega, mega czasie i to było super. No i jakby kończąc, olbrzymią zaletą tego wyjazdu było to, że troszeczkę z innej perspektywy spojrzałem na tę całą branżę technologiczną. Troszeczkę bardziej zrozumiałem te modele biznesowe, które stoją za gigantycznymi inwestycjami teraz w Ubera, wcześniej w takie firmy jak Facebook i Google, no i muszę powiedzieć, że to, ile mnie to oczywiście fascynuje, to też widzę troszeczkę przez ten cały hajp przejrzałem i tak, mimo że dalej jestem olbrzymim fanem w ogóle new technologies, tworzenia startupów i tak dalej, to wtedy zobaczyłem, jak często za pieniądze z funduszy inwestycyjnych finansowane są monopole, monopole platform, które przepalają pieniądze tak długo, póki nie wytną całej konkurencji. Trzeba, co widzieliśmy parę lat temu na rynku portali społecznościowych i dzisiaj wydaje mi się Uber próbuje to zrobić z taksówkami. I jakby odchodząc od dyskusji, czy to jest nieunikniony trend i so dalej i tak dalej, no bylibyśmy naiwni, gdybyśmy krytycznie nie mieli na co spojrzeć z boku i zadali sobie pytanie, czy rzeczywiście jesteśmy w stanie konkurować, po prostu mówiąc, z takimi pieniędzmi, jakie są na ten moment dostępne tylko w tym konkretnym miejscu na świecie.
Mateusz:
Rozumiem, że po prostu generalnie taki wyjazd do Doliny Krzemowej bardzo otwiera oczy i myślę, że jeśli zadam pytanie o to, czy polecasz, no to odpowiedź chyba jest oczywista.
Bartłomiej:
Gorąco, gorąco tak. Dobra.
Mateusz:
Przechodząc w takim razie do tematów związanych z no głównym wątkiem naszego podcastu, tym tytułowym, czyli porażek. Gdybyś mógł nam powiedzieć, co twoim zdaniem było taką twoją największą porażką w dotychczasowej karierze przedsiębiorcy? Co było największym błędem? No i czy, gdybyś miał możliwość cofnąć czas, to czy zmieniłbyś to? No otwarte, twarde, otwarte pytanie.
Bartłomiej:
Największą porażką… no tych porażek naprawdę było dużo. Z największą porażką bym powiedział, że w każdym etapie przez dłuższy okres czasu uwierzyłem, że mamy już sprawdzony produkt, model biznesowy i trzeba się na tym etapie skupić na skalowaniu i bardzo mocno straciłem kontakt z produktem, a przede wszystkim z użytkownikami, z klientami. Nigdy nie było tak, żebym stracił go całkiem, ale naprawdę był długi okres czasu, kiedy nie nadążałem za zmianami, które wprowadzaliśmy, nie nadążałem za ekspansją treści, ekspansją geograficzną, którą robiliśmy. To doprowadziło do faktu, że ten pivot musiał być dużo głębszy i powiedział wręcz troszeczkę bardziej brutalny, niż mógłby być, kiedy organicznie bym cały czas uczestniczył w centrum po prostu tworzenia wartości dla użytkowników noszych serwisów, które tu na koniec dnia są jakby takim prawdziwym sednem tego całego biznesu. To nie będę tego rozwlekał, bo mi się wydaje, że to ten kontakt jest najważniejszy i ta jego utrata najgłębsze konsekwencje i największe ryzyka tak naprawdę urodziła. I dzisiaj jest, powiem wam szczerze, że dzisiaj z perspektywy tych ostatnich 2 lat, kiedy mieliśmy bardzo głębokie, właśnie zmiany w ogóle funkcjonowania i produktu i naszego zespołu, to naprawdę z niewyobrażalną radością każdego dnia przeglądam naszą działalność już w takich kanałach komunikacyjnych jak email marketing, Facebook, pushy z naszej apki czy notyfikacje wewnątrz naszej apki webowej. Jak się patrzę na te interakcje naszych użytkowników z naszymi produktami czy tam maile, które ludzie piszą do nas regularnie, naprawdę daje mi to z jednej strony olbrzymią motywację, żeby dalej pracować, ale to jest takie wręcz poczucie bezpieczeństwa, że idziemy w dobrym kierunku, tak. To to jest coś, na co na pewno zbyt mało czasu poświęcałem przez długi okres czasu i obiecałem sobie już nigdy nie doprowadzić do sytuacji, kiedy tę relację moją z użytkownikami w jakikolwiek sposób mocniej zaburzę, więc…
Mateusz:
Czyli po prostu ten kontakt z klientem, który jest taki kluczowy.
Bartłomiej:
Kontakt z klientem, kontakt z klientem, tak. Troszeczkę upodmiotawia całą tę relację bardziej. Po prostu powiedział, że brak kontaktu z tą wartością i świadomością wartości, jakie przekazujemy naszym użytkownikom i klientom. No bo to, bądźmy szczerzy, w naszej branży, jak w wielu innych, to to są często 2 różne grupy, mamy dużo więcej użytkowników niż klientów. Jedni i drudzy mają swoje potrzeby, nad którymi trzeba się pochylać, no bo inaczej nie będą się, jak to się ładnie mówi, konwertować z użytkowników na klientów, prawda? Więc chodzi o te wartości korowe, bo tak naprawdę pytanie, jaka jest wartość, którą użytkownikowi dajemy i klientowi dajemy, jest czymś, wokół czego cała firma powinna być zbudowana i cały problem.
Mateusz:
Ok. Słuchaj, ja jeszcze nawiązując właśnie do tych porażek, bo sam mówisz, że trochę ich było, stan media dobrze wiemy, przeszła przez lata sporą sinusoidę, zarówno wielu fajnych sukcesów, ale też trudniejszych momentów. Więc jak ty się odnajdujesz na tej przedsiębiorczej ścieżce? Czy są takie momenty, że się budzisz rano, masz ochotę to wszystko rzucić i iść na etat?
Paweł:
Też.
Bartłomiej:
Jasne, żeby była sprawa jasna. Słuchajcie, ja nie wykluczam, że będzie taki okres w moim życiu, że na ten etap pójdę, bo w ogóle troszeczkę skupię się na tym temacie, bo wiecie, etap versus własna firma to jest temat wielu rozmów z moimi przyjaciółmi i naprawdę, no po prostu ja osobiście jestem wkurzony wręcz na osoby, które dyskwalifikują w jakby pracę na etacie. Naprawdę to jest kaman, na koniec dnia firmy tworzą pracownicy, no miłość boską, jak wszyscy będą mieć swoje firmy, to kto będzie tworzył firmy? No to to jest po prostu nienaturalne, to jest nie do utrzymania, to jest bez sensu, wręcz. Tak poza tym wiecie, działalność gospodarcza to jest ryzyko, na różnych etapach życia mamy różną skłonność i możliwość podejmowania ryzyk, to też nie byłoby racjonalne i nie byłoby zdrowe dla takich społecznych powodów, żebyśmy w danym momencie wszyscy no, dla mnie to jest fajne, że nie wiem, dzisiaj moja żona pracuje na etacie, ja podejmuję, no powiedzmy szczerze, większe ryzyko, że skończę z torbami, pójdę z torbami za jakiś czas, a za jakiś czas te role mogą się odwrócić, tak? I i to jest naturalna kolej rzeczy, że w różnych okresach życia robimy różne rzeczy. No i nie dajmy się, na miłość boską, zwariować, ani etat nie jest czymś z natury złym czy dobrym, i tak samo prowadzenie własnej firmy nie jest tym z natury złym czy dobrym. To tak pokrótce mówiąc, a chyba trochę odbiegłem od twojego oryginalnego pytania, jest to.
Mateusz:
No generalnie pytam o to, jak ty się odnajdujesz na tej ścieżce i czy są te momenty, w sumie, że masz ochotę.
Bartłomiej:
Jasne, że są, oczywiście, że są. To jest taki fajny rysunek, słuchajcie, który akurat pokazuje praca w dużej firmie versus prowadzenie własnego startupu, które w fajny sposób zamyka wiele takich dylematów jednej i drugiej roli. Osoba, która pracuje w dużej organizacji, często czuje się jak taki chomik na kołowrotku, który bez sensu biegnie przed siebie, ale stoi w miejscu, tak, ja oczywiście mówimy o percepcji danej osoby i o frustracjach, które się rodzą. I z opowieści, czy tam z moich doświadczeń poprzednich, czy z opowieści moich znajomych, to to jest jeden z największych takich bólów egzystencjalnych, które odczuwają. Z kolei prowadząc własną firmę, troszeczkę czujemy się jak ten Syzyf, który wtacza ten głaz i ma wrażenie, że to się po prostu nigdy nie skończy, ten głaz na nas napiera, lubi nas zrzucić w dół, nie widzimy, co jest z przodu, w sensie takim, że nie wiemy, jak to się wszystko skończy. Mamy jakieś takie wyobrażenie, po co go w ogóle toczymy, ale czy to wszystko ma sens i czy dobrze się skończy, nie wiemy, pewnie się te rzeczy nie zdarzą. Więc jasne, że mam takie wątpliwości od czasu do czasu. Ja, szczęśliwie, zawsze się śmieję, mam po mojej świętej pamięci dziadku bardzo niskie ciśnienie, więc potrzebuję dosyć dużo bodźców, żeby w ogóle mieć wyższe tętno, więc dzięki temu ryzyko zawału jest stosunkowo niskie, szczęśliwie, i po prostu dzięki temu zanim się zestresuje, to mam taki bardzo długi okres, po prostu kiedy się czuję pobudzony, jest fajnie, zanim ten stres zaczyna mnie denerwować. I mam z kolei jakiś taki, nie wiem, no naturalne, wynikające chyba też nie wiem czy z wychowania, czy z faktu, że mam bardzo fajnych przyjaciół dookoła siebie, jest, mam coś takiego, że jest pewna górna granica, powyżej której na ten moment nie byłem w stanie się stresować bardziej. I w pewnym momencie, jak ta bariera zostaje przekroczona, gdzieś mi się włącza jakiś bezpiecznik w głowie i myślę, rozglądam się dookoła, patrzę na tych właśnie moich bliskich dookoła mnie, osoby, które ja szanuję, które mnie szanują, i zadaję sobie pytanie, co tak naprawdę jest ważne w tym wszystkim, tak? Czyli w sensie, co zostanie, jak, za przeproszeniem, firma wyleci w powietrze, tak, nie wiem, spłonie serwer, użytkownicy powiedzą, że produkt jest beznadziejny, to jak kurz opadnie, to co zostaje, tak? I czy ta wizja tego, co zostaje, tych doświadczeń, z którymi zostanę, nie zadowala, satysfakcjonuje? I jak odpowiadam w momencie, kiedy odpowiadam sobie, że tak, no to to o co chodzi, tak? To to nie jest tak źle. Tak, moim zdaniem najgorsza w prowadzeniu biznesu jest ta niepewność i i tym trzeba zarządzać, bo przecież trzeba sobie zadawać pytanie, co w tym najgorszym scenariuszu, tak? Co ze mną? To co, wiadomo, jakiś czas jest bałagan, jest burdel, no nie wiem, co po miesiącu, co po kwartale, co po pół roku, w jakiej sytuacji prawdopodobnie zostanę, jak się będę z tym wszystkim czuł. I na ten moment zawsze sobie odpowiadałem i dalej mam takie głębokie uczucie, że to, co robię, nawet jeśli na koniec dnia finansowo będę w plecy, bo bo dużo zainwestowałem nie tylko czasu, ale też pieniędzy swoich własnych w swoje biznesy, i ja po prostu traktuję, staram się wychodzić z założenia takiego, że na koniec dnia jakiś tam bufor bezpieczeństwa takiego finansowego, materialnego muszę mieć i staram się, żeby on był. Ryzyka nie mogą przekraczać, nie mogą wkraczać właśnie na ten, na ten obszar bezpieczeństwa, który jest mi potrzebny do normalnego funkcjonowania, to nie budzenia się z krzykiem w środku nocy. Ale oprócz tego po prostu jestem jakoś pogodzony, że cała reszta to będzie albo nie będzie i nie ma się po prostu co tym przejmować, trzeba robić swoje. Dlaczego? Bo przejmowanie się na zapas tym, tak, czy na koniec dnia, za przeproszeniem, na rachunku bankowym będę mieć 5000 zł, czy jak dobrze pójdzie 5 milionów złotych, to różnica nie jest istotna? No jest, jest fakt taki, czy jestem w stanie przez 3 miesiące przeżyć, żeby sobie załatwić jakieś inne źródło utrzymania. No i póki odpowiedź jest twierdząca, to co zostaje w pakiecie? W pakiecie zostaje nieprawdopodobna doza przygód i doświadczeń, które przyjąłem na klatę i i to jest coś, czego po prostu nie oddałbym za żadne skarby. Dlaczego? Po prostu to jest jakby podejmowanie pewnych wyzwań i mierzenie się z nimi i robienie tego przede wszystkim z fajnymi ludźmi to jest sposób, w jaki chcę całe życie swoje przeżyć i tak długo, póki ten warunek jest spełniony, ja jestem szczęśliwym człowiekiem i i tyle w temacie, więc więc myślę, że…
Paweł:
Dziękuję bardzo, pozytywne i fajne spuentowanie naszej dzisiejszej rozmowy. Dziękujemy za podzielenie się swoją historią. Na koniec jeszcze ostatnie pytanie, które wszystkim zadajemy. Gdyby ktoś słuchaczy podcastu chciał się z tobą skontaktować, jak najlepiej się powinien do tego zabrać?
Bartłomiej:
Jasne, no wiecie, opcje no najłatwiej przez platformy społecznościové, tak? Jest albo Facebook, albo Twitter, albo LinkedIn. Każdy z nich sprawdzam. Facebook ma taką niemiłą tendencję, że gdzieś tam te informacje na Messengerze gdzieś tam ukrywa, ale generalnie staram się je regularnie przyjmować. Na Facebooku też do znajomych staram się w miarę ludzi przyjmować, nie mam tu jakiejś restrykcyjnej polityki. Z kolei na Twitterze i na LinkedInie mam notyfikację, kiedy ktoś mi wysłał wiadomość czy zaproszenie, więc prędzej czy później się skontaktuję z powrotem, a co więcej, gorąco do tego zachęcam, bo bo tak jak mówiłem, trzeba sobie pomagać.
Mateusz:
Super, na pewno kontakty do tych profili dodamy w notatkach do tego odcinka. No i cóż, no chcieliśmy podziękować za rozmowę, którą przeprowadziliśmy i za to, że zgodziłeś się podzielić swoim doświadczeniem, także tym nie nie, nie, nie, nie zawsze pozytywnym, ale myślę, że fajne wnioski z tego nam wychodzą.
Bartłomiej:
Mam nadzieję.
Paweł:
Dzięki wielkie. Dziękujemy za twój czas i do usłyszenia.
Mateusz:
Do usłyszenia.
Bartłomiej:
Dzięki, panowie. Hej.
Paweł:
I tak kończy się druga część rozmowy z Bartkiem Postkiem z FanMedia. Notatki z tej części rozmowy znajdziecie na www.failurepodcast.pl/odcinek12. A pytań do Bartka zebrało się naprawdę sporo.
Mateusz:
Tym sposobem dotarliśmy do końca pierwszej serii naszej audycji. Osoby, które rozpoczęły słuchanie podcastu w trakcie sezonu, zachęcamy do wejścia do iTunes lub na www.failurepodcast.pl, aby zapoznać się ze wszystkimi ciekawymi historiami, między innymi historią naszego projektu Lingley (nie mylić z Learning), tego odcinka. Lingley było realizowane przez nas, a projekt zakończył się stuprocentową klapą.
Paweł:
Zachęcamy do śledzenia naszego profilu na Facebooku, do którego sprowadzać się będzie nasza aktywność w okresie wakacyjnym, aby być na bieżąco z informacjami, kiedy wracamy z kolejnymi odcinkami. Odwiedzajcie też www.failurepodcast.pl. Tam również możecie zapisać się do newslettera, w ramach którego poinformujemy o zakończeniu przerwy wakacyjnej.
Mateusz:
Dziękujemy wam bardzo, że byliście z nami i zachęcamy do dzielenia się informacjami o naszej audycji wśród grona waszych kontaktów oraz znajomych.
Paweł:
Pierwszy sezon podcastu przygotowywali dla was: Paweł Antkowiak, kontaktować się z nami można przez [email protected] lub przez Facebook oraz Twitter. Na Twitterze małpka @pawel.
Mateusz:
Oraz Mateusz Pośpieszny, kierownik marketingu szkoły inwestowania oraz współwłaściciel SkySide PL, fotografia i filmowanie z powietrza. Kontakt ze mną poprzez [email protected] lub dowolną z sieci społecznościowych, ostatnio ze Snapchatem też.
Paweł:
Do usłyszenia ponownie za 2, 3 miesiące. Życzymy udanych wakacji.
Mateusz:
Cześć wam. Do usłyszenia.