
Sign up to save your podcasts
Or


Mateusz: Witamy w kolejnym odcinku naszego podcastu. Naszym gościem dzisiaj jest Kamil Stanuch i chcielibyśmy się skupić na projekcie NearBox. Cześć, Kamilu.
Kamil: Cześć, cześć Mateusz, cześć Paweł.
Paweł: Cześć, witamy cię w naszym podcaście.
Kamil: Dzięki. Miło mi tutaj być i dziękuję za zaproszenie.
Mateusz: A my dziękujemy, że zgodziłeś się je przyjąć. Myślę, że od słowa wstępu, żeby słuchacze mieli wiedzę, czym się zajmowałeś i czym się zajmujesz, może byś powiedział właśnie czym był NearBox, jak ten projekt miał funkcjonować, jaką miał wartość oferować użytkownikom, jaki był model biznesowy, abyśmy mogli od tego zacząć i przejść do kolejnych pytań.
Kamil: Dobrze. To ja jeszcze zanim NearBox się rozpoczął, my zaczęliśmy razem z moimi dwoma wspólnikami Software House Sigma Point w 2012 roku i NearBox w zasadzie powstał pewnego dnia jako taki side project i to się wydarzyło po prostu jednego dnia. Wpadliśmy na taki pomysł, że ten cały NearBox opierał się na potrzebie, micie założycielskim NearBoxa, który opierał się o potrzeby zamówienia pizzy i skomunikowania się z ludźmi z innych pięter w biurowcu. Wtedy się wprowadziliśmy do takiego biura, ono było puste i idea polegała na tym, że każde miejsce to jest taką skrzynką pocztową, w której można zostawić wiadomość i odczytać ją, co oznacza, że ja mogę wysłać wiadomość do skrzynki na Rynku Głównym w Krakowie z pytaniem na przykład, co tam się dzieje, i ktoś inny może odpowiedzieć, zostawiając tę wiadomość też w skrzynce, czyli zamiast forum tematycznego mamy miejsce i tak jak też zamiast obserwować konkretnych ludzi, obserwujemy to, co dokładnie tam się dzieje. No i oczywiście to było w formie aplikacji mobilnej. My bardzo zafascynowani całym Lean Startup, zrobiliśmy to, że tak powiem, niemalże książkowo, bo stworzyliśmy w kilka godzin taki landing page, który opisaliśmy, co to będzie robić, tam zostawiliśmy miejsce na maila, wrzuciliśmy to na serwis BetaList, to jest taki serwis, gdzie umieszcza się linki do stron, na których informacja jest, że niebawem ruszamy, różni ludzie z całego świata mogą się zapisywać tam jako beta testerzy, którzy chcą mieć dostęp do tych aplikacji. No i najczęściej robi się to w ten sposób, że testujemy wtedy, ile osób się zapisze; nam się zapisało około chyba 300 osób w ciągu 2 dni. No i w ciągu 7 dni mój wspólnik Mateusz napisał taką podstawową aplikację MVP i ruszyliśmy z tym. Pytałeś tutaj o model biznesowy, no jak w większości serwisów społecznościowych, nie rozważaliśmy na początkowym etapie żadnego modelu biznesowego, tylko chcieliśmy zbudować jakąś masę krytyczną i później się nad tym zastanowić.
Paweł: Kamilu, podsumowując jak ma działać aplikacja, ja byłem chyba jednym z użytkowników pierwszych w aplikacji albo aplikacji podobnej, ciężko jest mi teraz stwierdzić.
Kamil: Bardzo mi miło.
Paweł: Ja szukałem aplikacji, która pozwoliłaby szybko zrobić forum osiedlowe, tak, czyli żeby na osiedlu nie trzeba było zakładać forum, osobnego skryptu gdzieś stawiać, tylko znaleźć aplikację, w której można by było znaleźć kanał komunikacji z osobami, które mieszkają w pobliżu. Rozumiem, że to też jakby mogłoby być pewne zastosowanie waszego NearBoxa, czyli takiego, nazwijmy to, geolokalizacyjnego Twittera, tak?
Kamil: Tak, my nawet w pewnym momencie nazywaliśmy to czymś w rodzaju lokalnego grafu i jednym z use case’ów zastosowań było właśnie umieszczenie NearBoxa, zastosowanie tego na osiedlach czy w lokalnych społecznościach.
Mateusz: Chciałem przejść do kwestii finansowych, ale może jeszcze chciałbym się skupić na kwestiach związanych z zespołem. Rozumiem, że była was dwójka osób, tak?
Kamil: Wtedy już była piątka, bo było trzech moich wspólników i dwóch pracowników. Prowadziliśmy wtedy równolegle Sigma Point, niemniej jednak skupialiśmy się po połowie na NearBoxie, połowie na Sigma Point. Jak dostaliśmy tę inwestycję, tę mikroinwestycję, no to wówczas się skupiliśmy bardziej na NearBoxie.
Mateusz: Może trzy słowa o tym, jak się podzieliliście waszymi obowiązkami i kompetencjami w zespole założycieli.
Kamil: Tutaj podział był dosyć naturalny, ponieważ moi dwaj wspólnikami, Mateusz Pluta i Kamil Burczyk, oni byli programistami. Mateusz zajmował się aplikacją na Androida, Kamil aplikacją na iOS-a, no a ja wypełniałem te wszystkie pozostałe nieprogramistyczne funkcje, czyli ja się kontaktowałem z inwestorem, ja gdzieś prowadziłem mailing, kontakt z tymi użytkownikami. Więc więc ten podział wydaje mi się był taki naturalny. Nie mieliśmy za bardzo designera, więc był ten hacker, hustler, może gdzieś czasem otwierałem Photoshopa, fill, czyli może wtedy ja byłem tym hipster designerem, ale fill wydaje mi się, że ten podział był dosyć naturalny w tym przypadku.
Mateusz: Okej, mówisz, że też zajmowałeś się właśnie kontaktem z inwestorem, czy możesz więcej powiedzieć na temat inwestycji, którą pozyskaliście i czy było to trudne, jaki był jej wysokość, na jakich zasadach, jakie błędy popełniliście pozyskując inwestycję, abyśmy mogli więcej na ten temat porozmawiać?
Kamil: To nie było trudne. To znaczy, my się z funduszem Innovation Nest poznaliśmy na konferencji Internet Beta 2012, tam otrzymaliśmy nagrodę publiczności i poznaliśmy się z Kamilem Szelągiem, który powiedział nam, że Innovation Nest wtedy rozpoczynał taki własny program akceleracyjny, akcelerator, który oni też testowali. Można powiedzieć, że też wtedy byli takim startupem, który testował ten mechanizm. I tutaj zasady były proste, to znaczy oni obejmowali 8% udziału w zamian za 25,000$ i obejmował to też wyjazd do San Francisco, więc mówiąc krótko, ten proces nie był za bardzo skomplikowany, był dość przejrzysty и в miarę szybki to przeszło. Jeszcze przed samą inwestycją Innovation Nest organizował przez 2 miesiące warsztaty, na których uczyli właśnie tej winy startup, Customer Development, były spotkania z innymi zespołami, także to było bardzo fajne doświadczenie. Wydaje mi się, że była to też chyba taka nowość na rynku polskim, znaczy wiem, że były chyba jeszcze jakieś takie akceleratory, no ale to z tego względu, że była to mała inwestycja i ona była taka akceleracyjna, nie było w tym żadnych komplikacji.
Mateusz: Czyli rozumiem, że przez nie było komplikacji, masz na myśli w momencie, kiedy projekt się nie udał, nie mieliście jakichś negatywnych konsekwencji, rezygnacji z dalszego rozwoju tego projektu. Jak to wyglądało właśnie w momencie, gdy ostatecznie doszliście do wniosku, że dalszy rozwój projektu nie będzie miał sensu?
Kamil: Mhm, no my się wtedy spotkaliśmy, inwestor zawsze bierze na siebie to ryzyko. My przetestowaliśmy naprawdę to z Innovation Nest, bardzo też blisko współpracowaliśmy, oni nie inwestują w wiele projektów, więc mogą poświęcić czas na rozmowy z każdą ze spółek i też są w Krakowie, my jesteśmy w Krakowie, więc te spotkania na pewno częściej się odbywały. I na jednym spotkaniu widzieliśmy, że to nie rośnie w takim tempie, jakbyśmy chcieli, przetestowaliśmy wiele hipotez, czy jakiś sposób na pozyskiwanie tych użytkowników, no nie było tutaj tego tak zwanego product-market fit i w pewnym momencie stwierdziliśmy, że wiecie co, no chyba nie ma co tego kontynuować i doszliśmy wspólnie do wniosku, że trzeba ten projekt przerwać. Jeśli chodzi o tę porażkę, to była ona przeszła ona dosyć sprawnie i nie było tak, jak wspomniałem, nie było żadnych komplikacji na tym etapie, wydaje mi się obie strony bardzo dobrze to zrozumiały. My też dołożyliśmy wszelkich starań, żeby zwalidować ten pomysł i tyle.
Mateusz: Wspomniałeś wcześniej, że dostaliście nagrodę publiczności na Internet Beta, czyli otrzymaliście jakąś nagrodę, produkt został doceniony w sumie przez publiczność, więc rozumiem tam przez to, że są to potencjalni klienci, pero jak się okazuje, nawet to nie daje pewnej gwarancji powodzenia. Czy jesteś w stanie powiedzieć, czy jest coś takiego, co daje gwarancję powodzenia, bo jeśli nagroda od publiczności od potencjalnych klientów nią nie jest, to co nią mogłoby być?
Kamil: Znaczy, wydaje mi się, że chętnie bym się wypowiedział na temat konferencji i konkursów, bo wydaje mi się, że trochę o to chyba zahaczasz w tym pytaniu. Po roku mieliśmy kilka tysięcy użytkowników, co jest jakąś absolutną porażką? Moim zdaniem nie, nie rosło to w takim tempie, jakbyśmy chcieli. I konkursy, mówiąc krótko, nie są walidacją, po prostu walidacją są użytkownicy i klienci, którzy płacą, nie ma tutaj co do tego najmniejszej dyskusji. Oczywiście fajnie jest mieć odznaki, fajnie jest mieć 16 konkursów, w których zajęliśmy jakieś miejsce, wygraliśmy nagrodę publiczności, tylko konferencje i konkursy dają rozgłos, dają PR, pozwalają znaleźć partnerów i inwestorów, klientów jeśli to jest jakieś rozwiązanie B2B, to jak najbardziej, ale w przypadku takich produktów konsumenckich, jakim był NearBox, to nie dają nic. Znaczy wynika to z tego, że na konferencjach częściej są ci sami ludzie, którzy po prostu klepią się po ramionach, spotykają za rok i wspominają o tym, że rok temu była taka aplikacja i tyle. Dodatkowo, jakby może nie umniejszając wszystkim konkursom czy jakimś startup weekendom, no ale to, że nagrodę przyznaje juror, który jest blogerem, albo mentor, który słynie z tego, że przez niejako zasiedzenie na konkursach i eventes branżowych został mentorem, no co najwyżej świadczyć może o tym, że albo konkurencja była słaba, albo potrafisz po prostu dobrze prezentować pomysł. Jak dobrze potrafisz prezentować pomysł i nie ist to produkt konsumencki, to powinieneś prezentować ten pomysł, czy to rozwiązanie, klientom docelowym i biznesom.
Mateusz: Czyli ogólnie jest fajnie, ale nic z tego nie wynika podczas takiego eventu.
Kamil: Wiem, to jest, wydaje mi się, że wszyscy to podskórnie wiedzą i był ten czas takiego zachłyśnięcia się chyba startupami w Polsce, konkursy, startup weekendy i tak dalej, i tak dalej, i chyba dobrze, że to się wydarzyło, ludzie się zintegrowali, ludzie poznali, że okej są inni założyciele, czy programiści, którzy pracują nad pomysłami, realizują je, na pewno płynie z tego ogromna wartość, że to środowisko się poznaje, ale nie jest to żadną jakąkolwiek walidacją, podobnie jak walidacją powiedzmy nie ist to, że dostaliśmy inwestycję nawet od prestiżowego inwestora, bo to to tylko potwierdzenie, że ktoś w nas wierzy, a uwierzyć ma klient.
Paweł: Kamilu, tak troszkę ślizgamy się po tym, czemu wasz play tak naprawdę nie wyszedł, jeszcze na koniec to podsumujemy, natomiast jakby jednym z elementów działających na plus bądź na minus, na pewno szczególnie w budżecie na minus, był wasz wyjazd do USA w ramach którego budowaliście aplikacje czy też poznawaliście tamten rynek. I powiedz mi, czy z perspektywy czasu to była dobra decyzja, żeby z rozwijanym produktem na tak wczesnym etapie wyjeżdżać do Doliny Krzemowej? Czy jakbyś dzisiaj projekt powtarzał, zostałbyś na miejscu, a te fundusze przeznaczył w inny sposób?
Kamil: Zdecydowanie tak, szczerze mówiąc przeznaczyłbym więcej tych funduszy na pojechanie do Stanów. Przede wszystkim zawsze warto jechać do Stanów bez względu na etap. Nie, kiedyś wydawało mi się, że to jest strata czasu, bo przecież najpierw trzeba to zbudować, nie można jechać z pustymi rękami czy z jakimś półproduktem i to było oczywiście podejście, które wydaje mi się pokutuje u niemal wszystkich założycieli, to znaczy strach przed, lęk przed przed launch’em. Tak Reid Hoffman powiedział, nauczyciel LinkedIna, że jeśli nie byłeś zażenowany pierwszą wersją swojej aplikacji czy produktu, to znaczy, że za późno wypuściłeś. No my byliśmy do pewnego stopnia zażenowani, więc chyba nie było aż tak źle. Ale dlaczego ten wyjazd istotny? No wynika to z tego, że dzisiaj problemem nie jest zbudowanie aplikacji czy serwisu, problemem jest zbudowanie biznesu wokół tego, czy czegoś działającego. No i mamy także w Polsce mamy świetnych deweloperów, zawsze powtarzam, że brak nam jeszcze dobrych biznes deweloperów. Podobnie mamy dobrych designerów, ale brak nam product managerów. Oczywiście to są pewne takie niuanse, ale widać to, jak na przykład te startupy, które pozyskały duże rundy finansowania typu Base, Estimote, one mają swój development w Polsce, ale cały biznes odbywa się w USA, to wynika z tego, że tam rynek jest dojrzalszy no i znacznie większą wiedzę jak to robić. Wyjazd do Stanów, do San Francisco, to niekoniecznie musi oznaczać w większości wypadków, moim zdaniem to nie powinno oznaczać, że jedziemy tam szukać klientów i ja każdemu doradziłbym pojechać na 2-4 tygodnie do San Francisco, a potem do Nowego Jorku, a potem jeszcze do Tel Awiwu, bo to jest taka trochę terapia szokowa, bo jak tam jesteśmy, to okazuje się, że w San Francisco jest już 10 zespołów, które robią to, co my, są 5 razy lepsze i to, że wygraliśmy konkurs w startupowy, prezentując 5 slajdów z aplikacją, no to okazuje się, że to nic nie znaczy, że trzeba zrobić coś więcej. Moim zdaniem największą wartością to jest inspiracja, jaką można tam zdobyć, czyli pojechać, wrócić, zbudować coś jeszcze, wrócić jeszcze raz tam do Stanów, pokazać to, co mamy, zebrać jakieś świeże pomysły. Ja dlatego mówię nie tylko o Stanach, bo 2 lata temu w grudniu byłem w Tel Awiwie, tam pojechałem na 10 dni razem z Martą Ryłko z DropSport, tam jeszcze Kasia Gola, która w FlowBox pracowała i tam praktycznie przez 10 dni networkowaliśmy się, chodziliśmy na różne eventy, na meetupy w Google Campus, chcieliśmy i poznaliśmy wiele ludzi, zobaczyliśmy nad czym oni pracują. Nie ukrywam, że to nie dało może jakichś takich wymiernych korzyści, nie wiem, coś sprzedaliśmy, pozyskaliśmy klienta, ale dało na pewno szerszą perspektywę. Więc podsumowując, tak, warto na każdym etapie jechać i trzeba jechać, bo bez tego nie da się zbudować jakiegoś globalnego biznesu, przede wszystkim dlatego, że nie mamy tej wiedzy, czy tego oglądu, który zdobywamy tam jadąc.
Paweł: Jasne, mówiłeś, że warto czy można budować aplikację właśnie z poziomu Polski i rozwijać biznesowo projekt za granicą? Dodatkowo aplikację, którą budowaliście na początku oparta była na waszym koncepcie i nie korzystała z danych zewnętrznych. Powiedz mi, czy z Twojej perspektywy i z doświadczeń w NearBoxie warto budować coś, w cudzysłowie, innowacyjnego, czy warto budować integrator narzędzi, które już istnieją, tak, jaki jest najlepszy model działania, kiedy tak jak mówisz, bardzo często dany projekt jest już rozwijany przez kilka innych zespołów na świecie.
Kamil: Ja powiem tak, trochę przewrotnie, że zawsze gdzieś doradzam nie bądź innowacyjny. To znaczy innowacja jest trochę przereklamowana. To Larry Page powiedział, że nie jest problemem, nie ist wyzwaniem rozwiązywanie dużych problemów, wyzwaniem jest rozwiązywanie małych problemów. Małe problemy nas codziennie otaczają i powiedzmy 20 lat temu, gdyby nam ktoś powiedział, że będziemy korzystać ze smartfona, który daje nam dostęp do jakichś serwisów społecznościowych, nikt oczywiście nie wiedział, co to są serwisy społecznościowe, ale że będziemy mieli pocztę pod ręką, no każdy powiedziałby, że nie, to w zasadzie nie ist mi tak potrzebne, czyli powiedzmy z map Google, to to jest pierwsza rzecz. Natomiast jak chodzi o ten aspekt agregacji i innowacji, no popatrz, jeśli weźmiemy sobie pod uwagę największe serwisy obecnie na świecie czy różne firmy technologiczne, może nie największe, ale Uber? Uber jest w zasadzie agregatorem aut, nie posiada żadnego auta. Airbnb też nie posiada żadnego domu, są po prostu pośrednikiem, który łączy. Na początku wydaje mi się, że jest, że znacznie łatwiej jest zacząć od takiego agregatora, nie budować nie budować czegoś od zupełnych podstaw. Wydaje mi się, że to też się wpisuje w cały ten, to się nazywa teraz API economy, czyli bazujemy na rozwiązaniach, które już istnieją. Powiedzmy jest taka aplikacja Segment.io, która co robi, no zbiera wszystkie narzędzia analityczne w jedno, przez co mamy, wystawia nam jeden taki dashboard, który pozwala nam te wszystkie informacje z różnych aplikacji analitycznych zebrać. My zaczęliśmy od tego, że aplikacja była pusta, to znaczy każdy użytkownik musiał tam zostawić jakąś wiadomość i to powodowało, że jak wchodziłeś do takiej skrzynki, no to ona była pusta, to był efekt pustej klasy, no i zawsze ryzykowne jest opieranie rozwiązania na jakimś obcym API, znaczy na przykład jeśli stosujemy logowanie przez Facebooka, no to ma to swoje korzyści, bo jest łatwiejsza rejestracja użytkownika za pomocą jednego kliknięcia, możemy zaciągnąć cały ten w cudzysłowie kontekst w postaci informacji, na przykład znajomych i tak dalej. Ma to jednak też swoje wady, bo w każdym momencie inna aplikacja może nas obciąć i wtedy mamy problem. No ale w przypadku NearBoxa my w pewnym momencie się zorientowaliśmy, że żeby rozwiązać ten problem pustej klasy, to zróbmy w takim razie taki trochę agregator, że zbieramy informacje lokalne z Foursquare’a, Instagrama i wyświetlamy w danych miejscach, czyli użytkownik może wejść do aplikacji i nawet jeśli nie ma tam znajomych, to on coś widzi, coś musi wyświetlać, czyli jakaś jest dostarczana wartość i gdybym teraz cokolwiek zaczynał, czy ja już bym się nigdy nie, nie będę się już pakował w produkty konsumenckie, to zacząłbym najpierw od tego, żeby wykorzystać po najmniejszej linii oporu, wykorzystać to, co się ma i później na bazie tego budować, dodawać jakieś własne kontent czy treści.
Paweł: Czyli taki hak na pobranie części zawartości z zewnątrz, żebyśmy nie startowali od zera tylko budowali na jakimś kontencie, który jest zaciągnięty z zewnątrz.
Kamil: Tak, to prosta zasada Pareto, czyli 20% wysiłku stanowi 80% efektu.
Mateusz: Myślę, że fajne wnioski nam to płyną, a przechodząc do takich tematów związanych z dotarciem do potencjalnego użytkownika, czego próbowaliście, jakich działań reklamowych i promocyjnych, co waszym zdaniem działało, co nie działało, co należało poprawić?
Kamil: No próbowaliśmy chyba już wszystkiego. Oczywiście próbowaliśmy reklamy na Facebooku, jakieś tam oczywiście też różne działania mające na celu retencję użytkownika, puszhe, mailingi, ale to coś, zorientowałem się teraz, że to się wpisuje idealnie w to, co mówił Paul Graham, czyli „rób rzeczy, które się nie skalują”. To była jedna najskuteczniejsza akcja w szkole, gdzie przez 2-3 dni stał stent z hostessami zachęcający do pobrania aplikacji i tam były ciastka, tam była pizza. Tutaj w realizacji pomagała nam zewnętrzna firma, która powiedziała, że nam coś takiego zrobi. No my oczywiście wtedy myśleliśmy trochę tak, no ale to takie nie jest skalowalne, to to nie są reklamy, przecież my tutaj jesteśmy tacy innowacyjni w obszarze aplikacji mobilnych, to pewnie trzeba zrobić reklamę na Facebooku. No i się okazało, że uczniowie tych 2 krakowskich liceów faktycznie zaczęli korzystać z naszej aplikacji, pobrali ją, ona ta hostessa codziennie ich zachęcała i zaczęli między sobą korzystać z tego NearBoxa. Bo dlaczego to wypaliło? To wypaliło dlatego, że jest ogromna mentalna bariera, żeby przekonać się do zainstalowania nieznanej aplikacji i założenia konta i to trzeba zminimalizować w ten sposób, taki no, stosując pewien taki ludzki pierwiastek, to znaczy nie jakieś odhumanizowane reklamy na Facebooku, mimo że testowaliśmy aplikacje reklamy na Facebooku kierowane powiedzmy do ludzi, którym, którzy lubią dane miejsce, czyli żeby zbudować tę masę krytyczną, powiedzmy, wyświetlało się to ludziom, którzy odwiedzali jakąś knajpę w Warszawie i te reklamy też zawierały opisy „Pobierz NearBoxa, żeby rozmawiać z ludźmi z tego miejsca”. Ludzie klikali w te reklamas, ale nie instalowali aplikacji, nie konwertowało to. Natomiast najlepiej konwertowało takie działanie face to face i jak spojrzymy na inne aplikacje, które odniosły sukces, to zauważmy, że one w podobny sposób się rozprzestrzeniały na początku, czyli na przykład Tinder jest świetnym tego przykładem, tam ich marketing manager, marketing director, powiedziałem za marketing, ona chodziła po college’ach, po campusach i najpierw szła do tych sororities, szaleństwa, nie wiem jaki jest polskie tłumaczenie, i tam zachęcała dziewczyny do pobrania tej aplikacji, czyli spotkałeś się im, bo tam 50 czy 100 dziewczyn zachęcała, jej później szła do bractwa, gdzie byli studenci i mówiła, spójrzcie tutaj już na Tinderze jest około 100 dziewczyn, więc możecie zacząć z niej korzystać i chodziła tak po kampusach, po każdym kampusie i w ten sposób się budowała ta masa. Z perspektywy czasu też żałuję, że nie poszliśmy mocniej w stronę tych szkół i liceów, to może byśmy spięli, ogarnęli coś w formę jakiegoś Yik Yak’a czy zawęzili się na tę grupę docelową, która jak się później okazało była dosyć podatna na takie aplikacje jak Snapchat, czy ten wspomniany Yik Yak.
Paweł: Jakie działania marketingowe najbardziej wam nie wypaliło? Gdzie najwięcej utopiliście środków?
Kamil: Nie było takiego, na którym byśmy utopili dużo środków. Nie wypaliło działanie na evencie, bo taki event i tam ludzie byli zachęcani do tego, żeby zrobić zdjęcie i zostawić w skrzynce i coś mogą, coś mogą wygrać, ale to nie były duże koszty, bardzo to no powiem, że dobrze tutaj zaatakowaliśmy kapitał, bo każdy z tych kanałów testowaliśmy na małej próbie, super.
Mateusz: Okej, Kamil, gdybyś tak mógł w sumie trochę przechodząc do finiszu tego projektu, powiedzieć, dlaczego rzeczywiście nie wyszło i co było tym momentem, w którym powiedzieliście sobie, że wystarczy, stop.
Kamil: Dobra, to przy czym my często analizowaliśmy te przyczyny, czemu to nie wypaliło, czemu ten projekt był też taki trudny. Więc pierwsze to jest, zawsze powtarzam, że jest problem kury i jajka. To jest w każdym serwisie społecznościowym. Problem polega na tym, że najpierw muszą być użytkownicy, żeby wygenerować treści, zarazem musi być treść, żeby przyciągnąć użytkowników. No to jest jasne. W przypadku serwisu lokalnego jeszcze jest taki problem, że te jajka i kury muszą być w jednym miejscu, żeby zaczęła się dyskusja, żeby zaczęła się interakcja. To jest pierwszy problem, to próbowaliśmy rozwiązać za pomocą zaciągania tych danych z Instagrama i Foursquare’a. Generalnie taka nauka płynie od Andrew Chen, to to opisał na swoim blogu, żeby zacząć od aplikacji, która nie jest społecznościowa, która dostarcza jakąś wartość użytkownikowi, kiedy on może korzystać z niej niezależnie od innych użytkowników. Podawał tam przykład Instagram, że zauważmy, że Instagram zaczynał od aplikacji, która umożliwiała dodanie filtra i udostępnienie w innych serwisach społecznościowych. W momencie, kiedy powstała ta masa krytyczna, wtedy dodaje komponent społecznościowy w obrębie samej aplikacji. Druga rzecz to było to, że to był produkt konsumencki. My nie byliśmy predestynowani do tego, nie dokładaliśmy zbyt dużego, nie przykładaliśmy wielkiej wagi do designu, natomiast nie było też tego takiego sexiness factor, jak to, jak to ktoś nam powiedział. W San Francisco my prowadziliśmy Software House, potrafiliśmy robić aplikacje biznesowe B2B, natomiast w aplikacjach, w takich B2C, 80% powiedziałbym to jest design, marketing, tutaj nieważne jak ta aplikacja będzie działać, tam nie ważna jest technologia, oczywiście, ale tam ważniejsze jest to po stokroć ważniejsze jest to, żeby była ładna animacja. Czyli mówiąc krótko nie ma w przypadku rozwiązań B2C nie ma czegoś tak jak MVP, minimum viable product, co musi być minimum amazing product. Na drugi raz to ja bym zainwestował z tych 25,000$ najwięcej zainwestowałbym w design i marketing, znaczy wynajął, zatrudniłbym bardzo dobry zespół designerów albo designera, prawdopodobnie ze Stanów albo z zagranicy, który zaprojektuje tę aplikację. Trzeci problem to jest ta lokalność i wymiar społecznościowy to jest bardzo złe połączenie, mimo że brzmi to bardzo intuicyjnie, że są lokalne społeczności, że wszystko przechodzi w taką lokalność i tak dalej, no może to sobie powiedzieć Facebook, który od miliarda użytkowników może schodzić sobie do małych grup, bo ma ku temu skalę, ale na początku zaczynanie od lokalnej społeczności jest bardzo problematyczne z tego względu, że tutaj nie ma czynnika, który przy takim modelu freemium, gdzie serwis musi sam rosnąć, to jest niezbędne. Dlaczego? Bo newsy lokalne nie są po pierwsze sexy, nie są wiralne, to znaczy to, że zaginął na osiedlu kot, no jedna osoba może udostępni na Facebooku, ale nikt nie będzie tego szerował dalej dlatego, że nie jest to istotne dla mieszkańców powiedzmy innego osiedla. To, co istotne dla tej dzielnicy, prawdopodobnie nie będzie dla innej. I kolejny błąd, jaki my popełniliśmy, to jest to, że mieliśmy zbyt uniwersalny produkt, przynajmniej go tak prezentowaliśmy, który nie rozwiązywał jednego problemu, nie miał też jakiegoś jednego konkretnego zastosowania, bo w NearBoxie możesz porozumieć z sąsiadami i możesz spytać się, czy ktoś w pobliżu nie ma ładowarki do iPhone’a, a żaden z near nie był wystarczająco atrakcyjny, znaczy użytkownik gubi się jak widzi aplikację do wszystkiego. My się za bardzo też staraliśmy zracjonalizować przypadki użycia, to znaczy szukaliśmy my takich ugrzecznionych przypadków, powiedzmy chcesz się skontaktować z sąsiadami, ludzie zobaczyli, potrzebują kontaktować gdzieś się z sąsiadami, a jeśli już to mają jakieś kupę workaroundów typu właśnie forum, typu grupa na Facebooku, natomiast żeby produkt się rozszedł to musi mieć jakąś nutkę pikanterii i takiej irracjonalności. Znaczy Dave McClure powiedział w takiej prezentacji, że aplikacje, które czy serwisy, które wypaliły, one rozwiązują jeden z 3 problemów: albo get rich, get famous, albo get laid, service randkowy. No i spójrzcie na przykład Snapchat, on się nie odwołuje do żadnych racjonalnych pobudek, tylko dali jedno proste zastosowanie, czyli wyślij głupie lub żenujące zdjęcie do znajomego i nie przejmuj się, że pokażę je komuś innemu i tyle, nie rozwiązuje żadnego problemu, nie próbuje nawet gdzieś prezentować się jako taka aplikacja, po prostu daje frajdę. Czyli my nie potrafiliśmy tego zrobić, fill, produktu, który robi jedną rzecz dobrze i ludzie, którzy obserwowali NearBoxa, mówili, że na początku im się bardzo podobał, w momencie, kiedy mieliśmy to totalny MVP, gdzie zakładało się skrzynkę, zostawiało wiadomość, można było odczytać, ludziom się to podobało, a my później już zaczęliśmy z tego robić Frankensteina, bo tutaj możesz się zaczepinować, tu możesz zrobić to, tu możesz wrzucić zdjęcie i tak dalej, i tak dalej, czyli za bardzo za bardzo popłynęliśmy co?
Mateusz: Co jest w sumie największą lekcją przez was wyciągniętą? Po powiedzmy to sobie szczerze porażce tego projektu tak, czego coś, czego się nauczyliście i rzeczywiście wiecie, że będzie procentować na wszystkie wasze dalsze działania.
Kamil: Myślałem o takich 2 nauczkach, ale wydaje mi się, że najważniejsza to są kanały dystrybucji, znaczy zawsze jak słyszałem kanały dystrybucji, to myślałem o jakimś nudnym temacie z zakresu logistyki albo jak jest ten cały biznes model canvas tam są kanały dystrybucji. Zawsze to gdzieś myślałem, że jakaś nuda. Najważniejsze to jest in to value proposition mieć klienta. Natomiast ktoś kiedyś mądrze na na Twitterze napisał, że Karol marks jakby się dzisiaj urodził, nie, to kapitaliści nie przypisywał by tego, że kapitalista posiada środki produkcji, tylko że właśnie kapitalista posiada środki dystrybucji tego swojego produktu czy czy usługi. Dlaczego to najsilniej właśnie poznaliśmy się na tym przy przy near boksie, gdzie problemem był była dystrybucja tej aplikacji, skłonienie ludzi do zainstalowania ani nie zbudowanie tego. Wiem, że to nie jest jakaś, to nie jest jakaś odkrywcza lekcja, ale bardzo mocno się tego nauczyliśmy. Teraz w każdym jakimś przedsięwzięciu zawsze myślimy no dobrze, nawet jeśli mamy pomysł, to czy uda mi się własnymi kanałami spotkać powiedzmy 1000 1000 użytkowników już pierwszego dnia, czyli nie mam jakichś kontaktów, czy nie znam? Nie znam firm, które pomogą mi rozdystrybuowaniu tego. Czy jakiegoś blogera, na przykład, który, który który, który może to pchnąć do swoich do swoich followersów. To chyba ta ta ta pierwsza lekcja. No druga lekcja to mówi się, że jest jeszcze ten taki produkt product Market fit, ale oprócz tego musi być coś takiego jak product founder fit. Czyli my nie byliśmy predestynowany do produktów konsumenckich. Mówiąc krótko, my się najlepiej czujemy w takim b tu b Enterprise i chyba tego się też nauczyliśmy, to znaczy, że to nie jest dla nas i to jest super nauczka, bo wiesz już na na przyszłość okej, tego nie będę robił. Produkty społecznościowe to nie jest moja broszka zajmuje się czymś innym.
Mateusz: Ok, myślę, że bardzo fajny wniosek, ponieważ wiele osób nie jest w stanie powiedzieć samym przed sobą, że po prostu one nie były gotowe i nie są przygotowane do prowadzenia danego typu projektów.
Kamil: Jest to, bo może to znaczy. Chciałem tylko dodać, że bardzo fajny dla dla dla wszystkich, którzy mają jakieś, jeśli słuchają tego podcastu mają jakiś pomysł, jeszcze nie, nie niezrealizowane. To jest bardzo fajna lekcja, którą którą którą podzielił się Ryan Hoover, czyli założycielem tego serwisu product hand. On opisywał kiedyś na na na na blogu w taki takiej notce jak wpadł na pomysł rozwiązania stworzenia aplikacji dla pralni dla osób, które korzystają z pralni, no i opisał ten pomysł, że widzi tutaj taką niszę. Widzi, jak można by to rozwiązać, że może nawet jest całkiem spory rynek na to, bo tam kilkadziesiąt milionów czy kilkaset milionów ludzie rocznie wydają na tą pralnię, tylko szybko sobie zadał pytanie, które każdy założyciel firmy musi sobie zadać, czyli czy przez kolejne 10 15 lat chcę pracować nad apką dla prali? Czy to jest obszar, który mnie kręci i i czy temu chce się poświęcić? No jeśli odpowiedź jest negatywna, to nie powinniśmy się za to zabierać?
Mateusz: Dokładnie to powinno nam też sprawiać przyjemność. Powinniśmy się czuć w tym, co robimy.
Mateusz: To to może takie jeszcze jedno pytanie podczas krakspotu opowiadałeś o projekcie i powiedziałeś coś takiego, że być może za wcześnie wycofaliście się z tego projektu? Czy uważasz z perspektywy czasu, że rzeczywiście mógł to być błąd i jeszcze był potencjał do wzrostu i do budowy near boksa?
Kamil: Nie, nie był to błąd, a być może był potencjał wzrostu. Tutaj nawiązuję do tego, co wcześniej powiedziałem do tego product funder fitz między naszym zespołem, a tym produktem. Tym obszarem nie było tej tej zgodności, dlatego dobrze, że się wycofaliśmy. W pewnym momencie nie nie kopaliśmy się z koniem, tylko stwierdziliśmy to to nie jest nasza nasza działka. Ja też się od pewnego czasu kieruję taką. Jest też takie jak headshot Concept jim collins swojej książce good to Great on analizował firmy, które na amerykańskiej giełdzie miały lepszą stopę zwrotu na przestrzeni kilkudziesięciu lat niż niż średnie niż średni indeks giełdowy Nasdaq czy czy czy standards and pure i on wychodzi tam od takiego właśnie konceptu headshot Concept, w którym który opiera się on na tym, że lis wie wszystko wszystkiego po trochu, a jeszcze i ten hedhog on jest dobry w jednej rzeczy i pokazuje tam na przykładzie wielu firm, że firma, które odniosły sukces one były na przecięciu takich 3 rzeczy, które robiły dobrze, to znaczy robiły rzecz, którą lubią, którą, której której której czują się dobrze, które lubią robić i to też odnosi się do nas jako do do do osób zaczynających firmę, czyli lub. Rób rzeczy, które lubisz, kierujesz się pasją. Druga rzecz, to jest rzeczy, w których jesteś dobry, bo możemy są rzeczy, które lubimy robić, ale wcale nie jesteśmy w nich dobrzy. Nie jesteśmy najlepsi i trzecia rzecz to są rzeczy, które przynoszą pieniądze. No i w momencie, kiedy te wszystkie 3 rzeczy. No oczywiście, to jest trudno znaleźć taką rzecz, to więc trochę też jest takie idealistyczne, co co on pisał, no to wówczas mamy wydaje mi się zgodność między między założycielami a a projektem, który chcemy chcemy robić w momencie, kiedy nie ma, przynajmniej znaczy nie ma jednego z tych z tych z tych elementów, czyli robimy rzeczy, które, które lubimy, w których naprawdę jesteśmy dobrzy. No często może nie być z tego z tego pieniędzy, więc wydaje mi się, że że że odpowiadając na twoje pytanie, tak był potencjał, natomiast nie uważam, że był to błąd, że się wycofaliśmy.
Mateusz: Fajnie, dzięki, dzięki za odpowiedź.
Paweł: Bardzo dużo ciekawych spostrzeżeń, którymi się dzisiaj z nami podzieliłeś. Bardzo dziękuję ci, że znalazłeś dla nas czas dla słuchaczy podcastu fail podcast.
Kamil: No i mam sprawy.
Paweł: W jaki sposób można się z tobą skontaktować w internecie?
Kamil: Chyba najlepiej na linkedinie tam Jestem Kamil stanuch nie wiem czy są inne Kamile Stanuchy na linkedinie, ale na pewno pewnie pewnie są, ale można mnie znaleźć na linkedinie można mnie znaleźć na Twitterze, ja Jestem bardzo aktywnym użytkownikiem Twittera, mój mój mój login to jest Kamil stanu. Więc można do mnie do mnie tam zagadać. Jestem też na snapchacie, ale może tego nie będę udostępniał. I chyba chyba chyba tyle najlepiej na linkedinie.
Mateusz: Pozwolimy sobie naszym słuchaczom dodać Link do twoich profili, także pod opisem odcinka.
Kamil: Jak najbardziej jak najbardziej.
Paweł: Jeszcze raz dzięki wielkie, że znalazłeś na nas chwilę, to myślę powiedzieć bardzo pouczający i ciekawy odcinek dzięki Jeszcze raz i do usłyszenia.
Mateusz: Dzięki wielkie.
Kamil: Na razie.
Paweł: Tym sposobem dotarliśmy do końca nagrania. Dziękujemy, że byliście z nami.
Mateusz: Przypominamy, że notatki do tego odcinka znajdziecie na www.failurepodcast.pl/002 na Twitterze. Dyskusję prowadzimy z użyciem hasztaga fire podcast. Zachęcamy do pozostawienia waszych opinii i jeśli podobało wam się nagranie, miło nam będzie, jeśli ocenicie nas na 5 gwiazdek. Fitując kolejny odcinek zostanie opublikowany już za 2 tygodnie, a naszym gościem będzie Kamil Muras, twórca projektu UpMenu.
Paweł: Jeszcze raz dzięki i do ponownego usłyszenia.
Odcinek 2 – Kamil Stanuch, Nearbox
W drugim odcinku rozmawiamy z naszym pierwszym „zewnętrznym” gościem, a jest nim Kamil Stanuch, współtwórca projektu Nearbox.
Podstawowym pomysłem na Nearbox było stworzenie aplikacji, która będzie działać jak skrzynka kontaktowa, dla osób w danej lokalizacji. Wiele osób porównywało pomysł na projekt do „geolokalizacyjnego Twittera” lub mobilnej odpowiedzi na fora osiedlowe i budowanie lokalnych grup, których wspólnym mianownikiem jest lokalizacja.
Idea powstała z problemu, czyli chęci zamówienia pizzy ( ), a żeby złożyć większe zamówienie, ekipa chciała skontaktować się z innymi osobami w budynku, a nie było na to prostego rozwiązania. Bardzo szybko powstał podstawowy landing page, rozpoczęła się promocja pomysłu na portalu BetaList (http://betalist.com) i już po 2óch dniach, Nearbox miał ponad 300 zainteresowanych osób. W ciągu zaledwie 7 dni powstała pierwsza wersja aplikacji – projekt zrealizowany wręcz „książkowo” metodą lean startup.
Dlaczego się nie udało?
2 ważne lekcje założycieli Nearbox:
Pozostałe rady:
Inne nawiązania / materiały referencyjne z rozmowy:
Kontakt do Kamila:
Dziękujemy za uwagę i zapraszamy do kolejnego odcinka #FailurePodcast już 16 lutego! Naszym gościem będzie Marcin Muras, twórca UpMenu.
By FailurePodcast.plMateusz: Witamy w kolejnym odcinku naszego podcastu. Naszym gościem dzisiaj jest Kamil Stanuch i chcielibyśmy się skupić na projekcie NearBox. Cześć, Kamilu.
Kamil: Cześć, cześć Mateusz, cześć Paweł.
Paweł: Cześć, witamy cię w naszym podcaście.
Kamil: Dzięki. Miło mi tutaj być i dziękuję za zaproszenie.
Mateusz: A my dziękujemy, że zgodziłeś się je przyjąć. Myślę, że od słowa wstępu, żeby słuchacze mieli wiedzę, czym się zajmowałeś i czym się zajmujesz, może byś powiedział właśnie czym był NearBox, jak ten projekt miał funkcjonować, jaką miał wartość oferować użytkownikom, jaki był model biznesowy, abyśmy mogli od tego zacząć i przejść do kolejnych pytań.
Kamil: Dobrze. To ja jeszcze zanim NearBox się rozpoczął, my zaczęliśmy razem z moimi dwoma wspólnikami Software House Sigma Point w 2012 roku i NearBox w zasadzie powstał pewnego dnia jako taki side project i to się wydarzyło po prostu jednego dnia. Wpadliśmy na taki pomysł, że ten cały NearBox opierał się na potrzebie, micie założycielskim NearBoxa, który opierał się o potrzeby zamówienia pizzy i skomunikowania się z ludźmi z innych pięter w biurowcu. Wtedy się wprowadziliśmy do takiego biura, ono było puste i idea polegała na tym, że każde miejsce to jest taką skrzynką pocztową, w której można zostawić wiadomość i odczytać ją, co oznacza, że ja mogę wysłać wiadomość do skrzynki na Rynku Głównym w Krakowie z pytaniem na przykład, co tam się dzieje, i ktoś inny może odpowiedzieć, zostawiając tę wiadomość też w skrzynce, czyli zamiast forum tematycznego mamy miejsce i tak jak też zamiast obserwować konkretnych ludzi, obserwujemy to, co dokładnie tam się dzieje. No i oczywiście to było w formie aplikacji mobilnej. My bardzo zafascynowani całym Lean Startup, zrobiliśmy to, że tak powiem, niemalże książkowo, bo stworzyliśmy w kilka godzin taki landing page, który opisaliśmy, co to będzie robić, tam zostawiliśmy miejsce na maila, wrzuciliśmy to na serwis BetaList, to jest taki serwis, gdzie umieszcza się linki do stron, na których informacja jest, że niebawem ruszamy, różni ludzie z całego świata mogą się zapisywać tam jako beta testerzy, którzy chcą mieć dostęp do tych aplikacji. No i najczęściej robi się to w ten sposób, że testujemy wtedy, ile osób się zapisze; nam się zapisało około chyba 300 osób w ciągu 2 dni. No i w ciągu 7 dni mój wspólnik Mateusz napisał taką podstawową aplikację MVP i ruszyliśmy z tym. Pytałeś tutaj o model biznesowy, no jak w większości serwisów społecznościowych, nie rozważaliśmy na początkowym etapie żadnego modelu biznesowego, tylko chcieliśmy zbudować jakąś masę krytyczną i później się nad tym zastanowić.
Paweł: Kamilu, podsumowując jak ma działać aplikacja, ja byłem chyba jednym z użytkowników pierwszych w aplikacji albo aplikacji podobnej, ciężko jest mi teraz stwierdzić.
Kamil: Bardzo mi miło.
Paweł: Ja szukałem aplikacji, która pozwoliłaby szybko zrobić forum osiedlowe, tak, czyli żeby na osiedlu nie trzeba było zakładać forum, osobnego skryptu gdzieś stawiać, tylko znaleźć aplikację, w której można by było znaleźć kanał komunikacji z osobami, które mieszkają w pobliżu. Rozumiem, że to też jakby mogłoby być pewne zastosowanie waszego NearBoxa, czyli takiego, nazwijmy to, geolokalizacyjnego Twittera, tak?
Kamil: Tak, my nawet w pewnym momencie nazywaliśmy to czymś w rodzaju lokalnego grafu i jednym z use case’ów zastosowań było właśnie umieszczenie NearBoxa, zastosowanie tego na osiedlach czy w lokalnych społecznościach.
Mateusz: Chciałem przejść do kwestii finansowych, ale może jeszcze chciałbym się skupić na kwestiach związanych z zespołem. Rozumiem, że była was dwójka osób, tak?
Kamil: Wtedy już była piątka, bo było trzech moich wspólników i dwóch pracowników. Prowadziliśmy wtedy równolegle Sigma Point, niemniej jednak skupialiśmy się po połowie na NearBoxie, połowie na Sigma Point. Jak dostaliśmy tę inwestycję, tę mikroinwestycję, no to wówczas się skupiliśmy bardziej na NearBoxie.
Mateusz: Może trzy słowa o tym, jak się podzieliliście waszymi obowiązkami i kompetencjami w zespole założycieli.
Kamil: Tutaj podział był dosyć naturalny, ponieważ moi dwaj wspólnikami, Mateusz Pluta i Kamil Burczyk, oni byli programistami. Mateusz zajmował się aplikacją na Androida, Kamil aplikacją na iOS-a, no a ja wypełniałem te wszystkie pozostałe nieprogramistyczne funkcje, czyli ja się kontaktowałem z inwestorem, ja gdzieś prowadziłem mailing, kontakt z tymi użytkownikami. Więc więc ten podział wydaje mi się był taki naturalny. Nie mieliśmy za bardzo designera, więc był ten hacker, hustler, może gdzieś czasem otwierałem Photoshopa, fill, czyli może wtedy ja byłem tym hipster designerem, ale fill wydaje mi się, że ten podział był dosyć naturalny w tym przypadku.
Mateusz: Okej, mówisz, że też zajmowałeś się właśnie kontaktem z inwestorem, czy możesz więcej powiedzieć na temat inwestycji, którą pozyskaliście i czy było to trudne, jaki był jej wysokość, na jakich zasadach, jakie błędy popełniliście pozyskując inwestycję, abyśmy mogli więcej na ten temat porozmawiać?
Kamil: To nie było trudne. To znaczy, my się z funduszem Innovation Nest poznaliśmy na konferencji Internet Beta 2012, tam otrzymaliśmy nagrodę publiczności i poznaliśmy się z Kamilem Szelągiem, który powiedział nam, że Innovation Nest wtedy rozpoczynał taki własny program akceleracyjny, akcelerator, który oni też testowali. Można powiedzieć, że też wtedy byli takim startupem, który testował ten mechanizm. I tutaj zasady były proste, to znaczy oni obejmowali 8% udziału w zamian za 25,000$ i obejmował to też wyjazd do San Francisco, więc mówiąc krótko, ten proces nie był za bardzo skomplikowany, był dość przejrzysty и в miarę szybki to przeszło. Jeszcze przed samą inwestycją Innovation Nest organizował przez 2 miesiące warsztaty, na których uczyli właśnie tej winy startup, Customer Development, były spotkania z innymi zespołami, także to było bardzo fajne doświadczenie. Wydaje mi się, że była to też chyba taka nowość na rynku polskim, znaczy wiem, że były chyba jeszcze jakieś takie akceleratory, no ale to z tego względu, że była to mała inwestycja i ona była taka akceleracyjna, nie było w tym żadnych komplikacji.
Mateusz: Czyli rozumiem, że przez nie było komplikacji, masz na myśli w momencie, kiedy projekt się nie udał, nie mieliście jakichś negatywnych konsekwencji, rezygnacji z dalszego rozwoju tego projektu. Jak to wyglądało właśnie w momencie, gdy ostatecznie doszliście do wniosku, że dalszy rozwój projektu nie będzie miał sensu?
Kamil: Mhm, no my się wtedy spotkaliśmy, inwestor zawsze bierze na siebie to ryzyko. My przetestowaliśmy naprawdę to z Innovation Nest, bardzo też blisko współpracowaliśmy, oni nie inwestują w wiele projektów, więc mogą poświęcić czas na rozmowy z każdą ze spółek i też są w Krakowie, my jesteśmy w Krakowie, więc te spotkania na pewno częściej się odbywały. I na jednym spotkaniu widzieliśmy, że to nie rośnie w takim tempie, jakbyśmy chcieli, przetestowaliśmy wiele hipotez, czy jakiś sposób na pozyskiwanie tych użytkowników, no nie było tutaj tego tak zwanego product-market fit i w pewnym momencie stwierdziliśmy, że wiecie co, no chyba nie ma co tego kontynuować i doszliśmy wspólnie do wniosku, że trzeba ten projekt przerwać. Jeśli chodzi o tę porażkę, to była ona przeszła ona dosyć sprawnie i nie było tak, jak wspomniałem, nie było żadnych komplikacji na tym etapie, wydaje mi się obie strony bardzo dobrze to zrozumiały. My też dołożyliśmy wszelkich starań, żeby zwalidować ten pomysł i tyle.
Mateusz: Wspomniałeś wcześniej, że dostaliście nagrodę publiczności na Internet Beta, czyli otrzymaliście jakąś nagrodę, produkt został doceniony w sumie przez publiczność, więc rozumiem tam przez to, że są to potencjalni klienci, pero jak się okazuje, nawet to nie daje pewnej gwarancji powodzenia. Czy jesteś w stanie powiedzieć, czy jest coś takiego, co daje gwarancję powodzenia, bo jeśli nagroda od publiczności od potencjalnych klientów nią nie jest, to co nią mogłoby być?
Kamil: Znaczy, wydaje mi się, że chętnie bym się wypowiedział na temat konferencji i konkursów, bo wydaje mi się, że trochę o to chyba zahaczasz w tym pytaniu. Po roku mieliśmy kilka tysięcy użytkowników, co jest jakąś absolutną porażką? Moim zdaniem nie, nie rosło to w takim tempie, jakbyśmy chcieli. I konkursy, mówiąc krótko, nie są walidacją, po prostu walidacją są użytkownicy i klienci, którzy płacą, nie ma tutaj co do tego najmniejszej dyskusji. Oczywiście fajnie jest mieć odznaki, fajnie jest mieć 16 konkursów, w których zajęliśmy jakieś miejsce, wygraliśmy nagrodę publiczności, tylko konferencje i konkursy dają rozgłos, dają PR, pozwalają znaleźć partnerów i inwestorów, klientów jeśli to jest jakieś rozwiązanie B2B, to jak najbardziej, ale w przypadku takich produktów konsumenckich, jakim był NearBox, to nie dają nic. Znaczy wynika to z tego, że na konferencjach częściej są ci sami ludzie, którzy po prostu klepią się po ramionach, spotykają za rok i wspominają o tym, że rok temu była taka aplikacja i tyle. Dodatkowo, jakby może nie umniejszając wszystkim konkursom czy jakimś startup weekendom, no ale to, że nagrodę przyznaje juror, który jest blogerem, albo mentor, który słynie z tego, że przez niejako zasiedzenie na konkursach i eventes branżowych został mentorem, no co najwyżej świadczyć może o tym, że albo konkurencja była słaba, albo potrafisz po prostu dobrze prezentować pomysł. Jak dobrze potrafisz prezentować pomysł i nie ist to produkt konsumencki, to powinieneś prezentować ten pomysł, czy to rozwiązanie, klientom docelowym i biznesom.
Mateusz: Czyli ogólnie jest fajnie, ale nic z tego nie wynika podczas takiego eventu.
Kamil: Wiem, to jest, wydaje mi się, że wszyscy to podskórnie wiedzą i był ten czas takiego zachłyśnięcia się chyba startupami w Polsce, konkursy, startup weekendy i tak dalej, i tak dalej, i chyba dobrze, że to się wydarzyło, ludzie się zintegrowali, ludzie poznali, że okej są inni założyciele, czy programiści, którzy pracują nad pomysłami, realizują je, na pewno płynie z tego ogromna wartość, że to środowisko się poznaje, ale nie jest to żadną jakąkolwiek walidacją, podobnie jak walidacją powiedzmy nie ist to, że dostaliśmy inwestycję nawet od prestiżowego inwestora, bo to to tylko potwierdzenie, że ktoś w nas wierzy, a uwierzyć ma klient.
Paweł: Kamilu, tak troszkę ślizgamy się po tym, czemu wasz play tak naprawdę nie wyszedł, jeszcze na koniec to podsumujemy, natomiast jakby jednym z elementów działających na plus bądź na minus, na pewno szczególnie w budżecie na minus, był wasz wyjazd do USA w ramach którego budowaliście aplikacje czy też poznawaliście tamten rynek. I powiedz mi, czy z perspektywy czasu to była dobra decyzja, żeby z rozwijanym produktem na tak wczesnym etapie wyjeżdżać do Doliny Krzemowej? Czy jakbyś dzisiaj projekt powtarzał, zostałbyś na miejscu, a te fundusze przeznaczył w inny sposób?
Kamil: Zdecydowanie tak, szczerze mówiąc przeznaczyłbym więcej tych funduszy na pojechanie do Stanów. Przede wszystkim zawsze warto jechać do Stanów bez względu na etap. Nie, kiedyś wydawało mi się, że to jest strata czasu, bo przecież najpierw trzeba to zbudować, nie można jechać z pustymi rękami czy z jakimś półproduktem i to było oczywiście podejście, które wydaje mi się pokutuje u niemal wszystkich założycieli, to znaczy strach przed, lęk przed przed launch’em. Tak Reid Hoffman powiedział, nauczyciel LinkedIna, że jeśli nie byłeś zażenowany pierwszą wersją swojej aplikacji czy produktu, to znaczy, że za późno wypuściłeś. No my byliśmy do pewnego stopnia zażenowani, więc chyba nie było aż tak źle. Ale dlaczego ten wyjazd istotny? No wynika to z tego, że dzisiaj problemem nie jest zbudowanie aplikacji czy serwisu, problemem jest zbudowanie biznesu wokół tego, czy czegoś działającego. No i mamy także w Polsce mamy świetnych deweloperów, zawsze powtarzam, że brak nam jeszcze dobrych biznes deweloperów. Podobnie mamy dobrych designerów, ale brak nam product managerów. Oczywiście to są pewne takie niuanse, ale widać to, jak na przykład te startupy, które pozyskały duże rundy finansowania typu Base, Estimote, one mają swój development w Polsce, ale cały biznes odbywa się w USA, to wynika z tego, że tam rynek jest dojrzalszy no i znacznie większą wiedzę jak to robić. Wyjazd do Stanów, do San Francisco, to niekoniecznie musi oznaczać w większości wypadków, moim zdaniem to nie powinno oznaczać, że jedziemy tam szukać klientów i ja każdemu doradziłbym pojechać na 2-4 tygodnie do San Francisco, a potem do Nowego Jorku, a potem jeszcze do Tel Awiwu, bo to jest taka trochę terapia szokowa, bo jak tam jesteśmy, to okazuje się, że w San Francisco jest już 10 zespołów, które robią to, co my, są 5 razy lepsze i to, że wygraliśmy konkurs w startupowy, prezentując 5 slajdów z aplikacją, no to okazuje się, że to nic nie znaczy, że trzeba zrobić coś więcej. Moim zdaniem największą wartością to jest inspiracja, jaką można tam zdobyć, czyli pojechać, wrócić, zbudować coś jeszcze, wrócić jeszcze raz tam do Stanów, pokazać to, co mamy, zebrać jakieś świeże pomysły. Ja dlatego mówię nie tylko o Stanach, bo 2 lata temu w grudniu byłem w Tel Awiwie, tam pojechałem na 10 dni razem z Martą Ryłko z DropSport, tam jeszcze Kasia Gola, która w FlowBox pracowała i tam praktycznie przez 10 dni networkowaliśmy się, chodziliśmy na różne eventy, na meetupy w Google Campus, chcieliśmy i poznaliśmy wiele ludzi, zobaczyliśmy nad czym oni pracują. Nie ukrywam, że to nie dało może jakichś takich wymiernych korzyści, nie wiem, coś sprzedaliśmy, pozyskaliśmy klienta, ale dało na pewno szerszą perspektywę. Więc podsumowując, tak, warto na każdym etapie jechać i trzeba jechać, bo bez tego nie da się zbudować jakiegoś globalnego biznesu, przede wszystkim dlatego, że nie mamy tej wiedzy, czy tego oglądu, który zdobywamy tam jadąc.
Paweł: Jasne, mówiłeś, że warto czy można budować aplikację właśnie z poziomu Polski i rozwijać biznesowo projekt za granicą? Dodatkowo aplikację, którą budowaliście na początku oparta była na waszym koncepcie i nie korzystała z danych zewnętrznych. Powiedz mi, czy z Twojej perspektywy i z doświadczeń w NearBoxie warto budować coś, w cudzysłowie, innowacyjnego, czy warto budować integrator narzędzi, które już istnieją, tak, jaki jest najlepszy model działania, kiedy tak jak mówisz, bardzo często dany projekt jest już rozwijany przez kilka innych zespołów na świecie.
Kamil: Ja powiem tak, trochę przewrotnie, że zawsze gdzieś doradzam nie bądź innowacyjny. To znaczy innowacja jest trochę przereklamowana. To Larry Page powiedział, że nie jest problemem, nie ist wyzwaniem rozwiązywanie dużych problemów, wyzwaniem jest rozwiązywanie małych problemów. Małe problemy nas codziennie otaczają i powiedzmy 20 lat temu, gdyby nam ktoś powiedział, że będziemy korzystać ze smartfona, który daje nam dostęp do jakichś serwisów społecznościowych, nikt oczywiście nie wiedział, co to są serwisy społecznościowe, ale że będziemy mieli pocztę pod ręką, no każdy powiedziałby, że nie, to w zasadzie nie ist mi tak potrzebne, czyli powiedzmy z map Google, to to jest pierwsza rzecz. Natomiast jak chodzi o ten aspekt agregacji i innowacji, no popatrz, jeśli weźmiemy sobie pod uwagę największe serwisy obecnie na świecie czy różne firmy technologiczne, może nie największe, ale Uber? Uber jest w zasadzie agregatorem aut, nie posiada żadnego auta. Airbnb też nie posiada żadnego domu, są po prostu pośrednikiem, który łączy. Na początku wydaje mi się, że jest, że znacznie łatwiej jest zacząć od takiego agregatora, nie budować nie budować czegoś od zupełnych podstaw. Wydaje mi się, że to też się wpisuje w cały ten, to się nazywa teraz API economy, czyli bazujemy na rozwiązaniach, które już istnieją. Powiedzmy jest taka aplikacja Segment.io, która co robi, no zbiera wszystkie narzędzia analityczne w jedno, przez co mamy, wystawia nam jeden taki dashboard, który pozwala nam te wszystkie informacje z różnych aplikacji analitycznych zebrać. My zaczęliśmy od tego, że aplikacja była pusta, to znaczy każdy użytkownik musiał tam zostawić jakąś wiadomość i to powodowało, że jak wchodziłeś do takiej skrzynki, no to ona była pusta, to był efekt pustej klasy, no i zawsze ryzykowne jest opieranie rozwiązania na jakimś obcym API, znaczy na przykład jeśli stosujemy logowanie przez Facebooka, no to ma to swoje korzyści, bo jest łatwiejsza rejestracja użytkownika za pomocą jednego kliknięcia, możemy zaciągnąć cały ten w cudzysłowie kontekst w postaci informacji, na przykład znajomych i tak dalej. Ma to jednak też swoje wady, bo w każdym momencie inna aplikacja może nas obciąć i wtedy mamy problem. No ale w przypadku NearBoxa my w pewnym momencie się zorientowaliśmy, że żeby rozwiązać ten problem pustej klasy, to zróbmy w takim razie taki trochę agregator, że zbieramy informacje lokalne z Foursquare’a, Instagrama i wyświetlamy w danych miejscach, czyli użytkownik może wejść do aplikacji i nawet jeśli nie ma tam znajomych, to on coś widzi, coś musi wyświetlać, czyli jakaś jest dostarczana wartość i gdybym teraz cokolwiek zaczynał, czy ja już bym się nigdy nie, nie będę się już pakował w produkty konsumenckie, to zacząłbym najpierw od tego, żeby wykorzystać po najmniejszej linii oporu, wykorzystać to, co się ma i później na bazie tego budować, dodawać jakieś własne kontent czy treści.
Paweł: Czyli taki hak na pobranie części zawartości z zewnątrz, żebyśmy nie startowali od zera tylko budowali na jakimś kontencie, który jest zaciągnięty z zewnątrz.
Kamil: Tak, to prosta zasada Pareto, czyli 20% wysiłku stanowi 80% efektu.
Mateusz: Myślę, że fajne wnioski nam to płyną, a przechodząc do takich tematów związanych z dotarciem do potencjalnego użytkownika, czego próbowaliście, jakich działań reklamowych i promocyjnych, co waszym zdaniem działało, co nie działało, co należało poprawić?
Kamil: No próbowaliśmy chyba już wszystkiego. Oczywiście próbowaliśmy reklamy na Facebooku, jakieś tam oczywiście też różne działania mające na celu retencję użytkownika, puszhe, mailingi, ale to coś, zorientowałem się teraz, że to się wpisuje idealnie w to, co mówił Paul Graham, czyli „rób rzeczy, które się nie skalują”. To była jedna najskuteczniejsza akcja w szkole, gdzie przez 2-3 dni stał stent z hostessami zachęcający do pobrania aplikacji i tam były ciastka, tam była pizza. Tutaj w realizacji pomagała nam zewnętrzna firma, która powiedziała, że nam coś takiego zrobi. No my oczywiście wtedy myśleliśmy trochę tak, no ale to takie nie jest skalowalne, to to nie są reklamy, przecież my tutaj jesteśmy tacy innowacyjni w obszarze aplikacji mobilnych, to pewnie trzeba zrobić reklamę na Facebooku. No i się okazało, że uczniowie tych 2 krakowskich liceów faktycznie zaczęli korzystać z naszej aplikacji, pobrali ją, ona ta hostessa codziennie ich zachęcała i zaczęli między sobą korzystać z tego NearBoxa. Bo dlaczego to wypaliło? To wypaliło dlatego, że jest ogromna mentalna bariera, żeby przekonać się do zainstalowania nieznanej aplikacji i założenia konta i to trzeba zminimalizować w ten sposób, taki no, stosując pewien taki ludzki pierwiastek, to znaczy nie jakieś odhumanizowane reklamy na Facebooku, mimo że testowaliśmy aplikacje reklamy na Facebooku kierowane powiedzmy do ludzi, którym, którzy lubią dane miejsce, czyli żeby zbudować tę masę krytyczną, powiedzmy, wyświetlało się to ludziom, którzy odwiedzali jakąś knajpę w Warszawie i te reklamy też zawierały opisy „Pobierz NearBoxa, żeby rozmawiać z ludźmi z tego miejsca”. Ludzie klikali w te reklamas, ale nie instalowali aplikacji, nie konwertowało to. Natomiast najlepiej konwertowało takie działanie face to face i jak spojrzymy na inne aplikacje, które odniosły sukces, to zauważmy, że one w podobny sposób się rozprzestrzeniały na początku, czyli na przykład Tinder jest świetnym tego przykładem, tam ich marketing manager, marketing director, powiedziałem za marketing, ona chodziła po college’ach, po campusach i najpierw szła do tych sororities, szaleństwa, nie wiem jaki jest polskie tłumaczenie, i tam zachęcała dziewczyny do pobrania tej aplikacji, czyli spotkałeś się im, bo tam 50 czy 100 dziewczyn zachęcała, jej później szła do bractwa, gdzie byli studenci i mówiła, spójrzcie tutaj już na Tinderze jest około 100 dziewczyn, więc możecie zacząć z niej korzystać i chodziła tak po kampusach, po każdym kampusie i w ten sposób się budowała ta masa. Z perspektywy czasu też żałuję, że nie poszliśmy mocniej w stronę tych szkół i liceów, to może byśmy spięli, ogarnęli coś w formę jakiegoś Yik Yak’a czy zawęzili się na tę grupę docelową, która jak się później okazało była dosyć podatna na takie aplikacje jak Snapchat, czy ten wspomniany Yik Yak.
Paweł: Jakie działania marketingowe najbardziej wam nie wypaliło? Gdzie najwięcej utopiliście środków?
Kamil: Nie było takiego, na którym byśmy utopili dużo środków. Nie wypaliło działanie na evencie, bo taki event i tam ludzie byli zachęcani do tego, żeby zrobić zdjęcie i zostawić w skrzynce i coś mogą, coś mogą wygrać, ale to nie były duże koszty, bardzo to no powiem, że dobrze tutaj zaatakowaliśmy kapitał, bo każdy z tych kanałów testowaliśmy na małej próbie, super.
Mateusz: Okej, Kamil, gdybyś tak mógł w sumie trochę przechodząc do finiszu tego projektu, powiedzieć, dlaczego rzeczywiście nie wyszło i co było tym momentem, w którym powiedzieliście sobie, że wystarczy, stop.
Kamil: Dobra, to przy czym my często analizowaliśmy te przyczyny, czemu to nie wypaliło, czemu ten projekt był też taki trudny. Więc pierwsze to jest, zawsze powtarzam, że jest problem kury i jajka. To jest w każdym serwisie społecznościowym. Problem polega na tym, że najpierw muszą być użytkownicy, żeby wygenerować treści, zarazem musi być treść, żeby przyciągnąć użytkowników. No to jest jasne. W przypadku serwisu lokalnego jeszcze jest taki problem, że te jajka i kury muszą być w jednym miejscu, żeby zaczęła się dyskusja, żeby zaczęła się interakcja. To jest pierwszy problem, to próbowaliśmy rozwiązać za pomocą zaciągania tych danych z Instagrama i Foursquare’a. Generalnie taka nauka płynie od Andrew Chen, to to opisał na swoim blogu, żeby zacząć od aplikacji, która nie jest społecznościowa, która dostarcza jakąś wartość użytkownikowi, kiedy on może korzystać z niej niezależnie od innych użytkowników. Podawał tam przykład Instagram, że zauważmy, że Instagram zaczynał od aplikacji, która umożliwiała dodanie filtra i udostępnienie w innych serwisach społecznościowych. W momencie, kiedy powstała ta masa krytyczna, wtedy dodaje komponent społecznościowy w obrębie samej aplikacji. Druga rzecz to było to, że to był produkt konsumencki. My nie byliśmy predestynowani do tego, nie dokładaliśmy zbyt dużego, nie przykładaliśmy wielkiej wagi do designu, natomiast nie było też tego takiego sexiness factor, jak to, jak to ktoś nam powiedział. W San Francisco my prowadziliśmy Software House, potrafiliśmy robić aplikacje biznesowe B2B, natomiast w aplikacjach, w takich B2C, 80% powiedziałbym to jest design, marketing, tutaj nieważne jak ta aplikacja będzie działać, tam nie ważna jest technologia, oczywiście, ale tam ważniejsze jest to po stokroć ważniejsze jest to, żeby była ładna animacja. Czyli mówiąc krótko nie ma w przypadku rozwiązań B2C nie ma czegoś tak jak MVP, minimum viable product, co musi być minimum amazing product. Na drugi raz to ja bym zainwestował z tych 25,000$ najwięcej zainwestowałbym w design i marketing, znaczy wynajął, zatrudniłbym bardzo dobry zespół designerów albo designera, prawdopodobnie ze Stanów albo z zagranicy, który zaprojektuje tę aplikację. Trzeci problem to jest ta lokalność i wymiar społecznościowy to jest bardzo złe połączenie, mimo że brzmi to bardzo intuicyjnie, że są lokalne społeczności, że wszystko przechodzi w taką lokalność i tak dalej, no może to sobie powiedzieć Facebook, który od miliarda użytkowników może schodzić sobie do małych grup, bo ma ku temu skalę, ale na początku zaczynanie od lokalnej społeczności jest bardzo problematyczne z tego względu, że tutaj nie ma czynnika, który przy takim modelu freemium, gdzie serwis musi sam rosnąć, to jest niezbędne. Dlaczego? Bo newsy lokalne nie są po pierwsze sexy, nie są wiralne, to znaczy to, że zaginął na osiedlu kot, no jedna osoba może udostępni na Facebooku, ale nikt nie będzie tego szerował dalej dlatego, że nie jest to istotne dla mieszkańców powiedzmy innego osiedla. To, co istotne dla tej dzielnicy, prawdopodobnie nie będzie dla innej. I kolejny błąd, jaki my popełniliśmy, to jest to, że mieliśmy zbyt uniwersalny produkt, przynajmniej go tak prezentowaliśmy, który nie rozwiązywał jednego problemu, nie miał też jakiegoś jednego konkretnego zastosowania, bo w NearBoxie możesz porozumieć z sąsiadami i możesz spytać się, czy ktoś w pobliżu nie ma ładowarki do iPhone’a, a żaden z near nie był wystarczająco atrakcyjny, znaczy użytkownik gubi się jak widzi aplikację do wszystkiego. My się za bardzo też staraliśmy zracjonalizować przypadki użycia, to znaczy szukaliśmy my takich ugrzecznionych przypadków, powiedzmy chcesz się skontaktować z sąsiadami, ludzie zobaczyli, potrzebują kontaktować gdzieś się z sąsiadami, a jeśli już to mają jakieś kupę workaroundów typu właśnie forum, typu grupa na Facebooku, natomiast żeby produkt się rozszedł to musi mieć jakąś nutkę pikanterii i takiej irracjonalności. Znaczy Dave McClure powiedział w takiej prezentacji, że aplikacje, które czy serwisy, które wypaliły, one rozwiązują jeden z 3 problemów: albo get rich, get famous, albo get laid, service randkowy. No i spójrzcie na przykład Snapchat, on się nie odwołuje do żadnych racjonalnych pobudek, tylko dali jedno proste zastosowanie, czyli wyślij głupie lub żenujące zdjęcie do znajomego i nie przejmuj się, że pokażę je komuś innemu i tyle, nie rozwiązuje żadnego problemu, nie próbuje nawet gdzieś prezentować się jako taka aplikacja, po prostu daje frajdę. Czyli my nie potrafiliśmy tego zrobić, fill, produktu, który robi jedną rzecz dobrze i ludzie, którzy obserwowali NearBoxa, mówili, że na początku im się bardzo podobał, w momencie, kiedy mieliśmy to totalny MVP, gdzie zakładało się skrzynkę, zostawiało wiadomość, można było odczytać, ludziom się to podobało, a my później już zaczęliśmy z tego robić Frankensteina, bo tutaj możesz się zaczepinować, tu możesz zrobić to, tu możesz wrzucić zdjęcie i tak dalej, i tak dalej, czyli za bardzo za bardzo popłynęliśmy co?
Mateusz: Co jest w sumie największą lekcją przez was wyciągniętą? Po powiedzmy to sobie szczerze porażce tego projektu tak, czego coś, czego się nauczyliście i rzeczywiście wiecie, że będzie procentować na wszystkie wasze dalsze działania.
Kamil: Myślałem o takich 2 nauczkach, ale wydaje mi się, że najważniejsza to są kanały dystrybucji, znaczy zawsze jak słyszałem kanały dystrybucji, to myślałem o jakimś nudnym temacie z zakresu logistyki albo jak jest ten cały biznes model canvas tam są kanały dystrybucji. Zawsze to gdzieś myślałem, że jakaś nuda. Najważniejsze to jest in to value proposition mieć klienta. Natomiast ktoś kiedyś mądrze na na Twitterze napisał, że Karol marks jakby się dzisiaj urodził, nie, to kapitaliści nie przypisywał by tego, że kapitalista posiada środki produkcji, tylko że właśnie kapitalista posiada środki dystrybucji tego swojego produktu czy czy usługi. Dlaczego to najsilniej właśnie poznaliśmy się na tym przy przy near boksie, gdzie problemem był była dystrybucja tej aplikacji, skłonienie ludzi do zainstalowania ani nie zbudowanie tego. Wiem, że to nie jest jakaś, to nie jest jakaś odkrywcza lekcja, ale bardzo mocno się tego nauczyliśmy. Teraz w każdym jakimś przedsięwzięciu zawsze myślimy no dobrze, nawet jeśli mamy pomysł, to czy uda mi się własnymi kanałami spotkać powiedzmy 1000 1000 użytkowników już pierwszego dnia, czyli nie mam jakichś kontaktów, czy nie znam? Nie znam firm, które pomogą mi rozdystrybuowaniu tego. Czy jakiegoś blogera, na przykład, który, który który, który może to pchnąć do swoich do swoich followersów. To chyba ta ta ta pierwsza lekcja. No druga lekcja to mówi się, że jest jeszcze ten taki produkt product Market fit, ale oprócz tego musi być coś takiego jak product founder fit. Czyli my nie byliśmy predestynowany do produktów konsumenckich. Mówiąc krótko, my się najlepiej czujemy w takim b tu b Enterprise i chyba tego się też nauczyliśmy, to znaczy, że to nie jest dla nas i to jest super nauczka, bo wiesz już na na przyszłość okej, tego nie będę robił. Produkty społecznościowe to nie jest moja broszka zajmuje się czymś innym.
Mateusz: Ok, myślę, że bardzo fajny wniosek, ponieważ wiele osób nie jest w stanie powiedzieć samym przed sobą, że po prostu one nie były gotowe i nie są przygotowane do prowadzenia danego typu projektów.
Kamil: Jest to, bo może to znaczy. Chciałem tylko dodać, że bardzo fajny dla dla dla wszystkich, którzy mają jakieś, jeśli słuchają tego podcastu mają jakiś pomysł, jeszcze nie, nie niezrealizowane. To jest bardzo fajna lekcja, którą którą którą podzielił się Ryan Hoover, czyli założycielem tego serwisu product hand. On opisywał kiedyś na na na na blogu w taki takiej notce jak wpadł na pomysł rozwiązania stworzenia aplikacji dla pralni dla osób, które korzystają z pralni, no i opisał ten pomysł, że widzi tutaj taką niszę. Widzi, jak można by to rozwiązać, że może nawet jest całkiem spory rynek na to, bo tam kilkadziesiąt milionów czy kilkaset milionów ludzie rocznie wydają na tą pralnię, tylko szybko sobie zadał pytanie, które każdy założyciel firmy musi sobie zadać, czyli czy przez kolejne 10 15 lat chcę pracować nad apką dla prali? Czy to jest obszar, który mnie kręci i i czy temu chce się poświęcić? No jeśli odpowiedź jest negatywna, to nie powinniśmy się za to zabierać?
Mateusz: Dokładnie to powinno nam też sprawiać przyjemność. Powinniśmy się czuć w tym, co robimy.
Mateusz: To to może takie jeszcze jedno pytanie podczas krakspotu opowiadałeś o projekcie i powiedziałeś coś takiego, że być może za wcześnie wycofaliście się z tego projektu? Czy uważasz z perspektywy czasu, że rzeczywiście mógł to być błąd i jeszcze był potencjał do wzrostu i do budowy near boksa?
Kamil: Nie, nie był to błąd, a być może był potencjał wzrostu. Tutaj nawiązuję do tego, co wcześniej powiedziałem do tego product funder fitz między naszym zespołem, a tym produktem. Tym obszarem nie było tej tej zgodności, dlatego dobrze, że się wycofaliśmy. W pewnym momencie nie nie kopaliśmy się z koniem, tylko stwierdziliśmy to to nie jest nasza nasza działka. Ja też się od pewnego czasu kieruję taką. Jest też takie jak headshot Concept jim collins swojej książce good to Great on analizował firmy, które na amerykańskiej giełdzie miały lepszą stopę zwrotu na przestrzeni kilkudziesięciu lat niż niż średnie niż średni indeks giełdowy Nasdaq czy czy czy standards and pure i on wychodzi tam od takiego właśnie konceptu headshot Concept, w którym który opiera się on na tym, że lis wie wszystko wszystkiego po trochu, a jeszcze i ten hedhog on jest dobry w jednej rzeczy i pokazuje tam na przykładzie wielu firm, że firma, które odniosły sukces one były na przecięciu takich 3 rzeczy, które robiły dobrze, to znaczy robiły rzecz, którą lubią, którą, której której której czują się dobrze, które lubią robić i to też odnosi się do nas jako do do do osób zaczynających firmę, czyli lub. Rób rzeczy, które lubisz, kierujesz się pasją. Druga rzecz, to jest rzeczy, w których jesteś dobry, bo możemy są rzeczy, które lubimy robić, ale wcale nie jesteśmy w nich dobrzy. Nie jesteśmy najlepsi i trzecia rzecz to są rzeczy, które przynoszą pieniądze. No i w momencie, kiedy te wszystkie 3 rzeczy. No oczywiście, to jest trudno znaleźć taką rzecz, to więc trochę też jest takie idealistyczne, co co on pisał, no to wówczas mamy wydaje mi się zgodność między między założycielami a a projektem, który chcemy chcemy robić w momencie, kiedy nie ma, przynajmniej znaczy nie ma jednego z tych z tych z tych elementów, czyli robimy rzeczy, które, które lubimy, w których naprawdę jesteśmy dobrzy. No często może nie być z tego z tego pieniędzy, więc wydaje mi się, że że że odpowiadając na twoje pytanie, tak był potencjał, natomiast nie uważam, że był to błąd, że się wycofaliśmy.
Mateusz: Fajnie, dzięki, dzięki za odpowiedź.
Paweł: Bardzo dużo ciekawych spostrzeżeń, którymi się dzisiaj z nami podzieliłeś. Bardzo dziękuję ci, że znalazłeś dla nas czas dla słuchaczy podcastu fail podcast.
Kamil: No i mam sprawy.
Paweł: W jaki sposób można się z tobą skontaktować w internecie?
Kamil: Chyba najlepiej na linkedinie tam Jestem Kamil stanuch nie wiem czy są inne Kamile Stanuchy na linkedinie, ale na pewno pewnie pewnie są, ale można mnie znaleźć na linkedinie można mnie znaleźć na Twitterze, ja Jestem bardzo aktywnym użytkownikiem Twittera, mój mój mój login to jest Kamil stanu. Więc można do mnie do mnie tam zagadać. Jestem też na snapchacie, ale może tego nie będę udostępniał. I chyba chyba chyba tyle najlepiej na linkedinie.
Mateusz: Pozwolimy sobie naszym słuchaczom dodać Link do twoich profili, także pod opisem odcinka.
Kamil: Jak najbardziej jak najbardziej.
Paweł: Jeszcze raz dzięki wielkie, że znalazłeś na nas chwilę, to myślę powiedzieć bardzo pouczający i ciekawy odcinek dzięki Jeszcze raz i do usłyszenia.
Mateusz: Dzięki wielkie.
Kamil: Na razie.
Paweł: Tym sposobem dotarliśmy do końca nagrania. Dziękujemy, że byliście z nami.
Mateusz: Przypominamy, że notatki do tego odcinka znajdziecie na www.failurepodcast.pl/002 na Twitterze. Dyskusję prowadzimy z użyciem hasztaga fire podcast. Zachęcamy do pozostawienia waszych opinii i jeśli podobało wam się nagranie, miło nam będzie, jeśli ocenicie nas na 5 gwiazdek. Fitując kolejny odcinek zostanie opublikowany już za 2 tygodnie, a naszym gościem będzie Kamil Muras, twórca projektu UpMenu.
Paweł: Jeszcze raz dzięki i do ponownego usłyszenia.
Odcinek 2 – Kamil Stanuch, Nearbox
W drugim odcinku rozmawiamy z naszym pierwszym „zewnętrznym” gościem, a jest nim Kamil Stanuch, współtwórca projektu Nearbox.
Podstawowym pomysłem na Nearbox było stworzenie aplikacji, która będzie działać jak skrzynka kontaktowa, dla osób w danej lokalizacji. Wiele osób porównywało pomysł na projekt do „geolokalizacyjnego Twittera” lub mobilnej odpowiedzi na fora osiedlowe i budowanie lokalnych grup, których wspólnym mianownikiem jest lokalizacja.
Idea powstała z problemu, czyli chęci zamówienia pizzy ( ), a żeby złożyć większe zamówienie, ekipa chciała skontaktować się z innymi osobami w budynku, a nie było na to prostego rozwiązania. Bardzo szybko powstał podstawowy landing page, rozpoczęła się promocja pomysłu na portalu BetaList (http://betalist.com) i już po 2óch dniach, Nearbox miał ponad 300 zainteresowanych osób. W ciągu zaledwie 7 dni powstała pierwsza wersja aplikacji – projekt zrealizowany wręcz „książkowo” metodą lean startup.
Dlaczego się nie udało?
2 ważne lekcje założycieli Nearbox:
Pozostałe rady:
Inne nawiązania / materiały referencyjne z rozmowy:
Kontakt do Kamila:
Dziękujemy za uwagę i zapraszamy do kolejnego odcinka #FailurePodcast już 16 lutego! Naszym gościem będzie Marcin Muras, twórca UpMenu.