
Sign up to save your podcasts
Or


Mateusz
Witajcie w Failure Podcast. W tej audycji rozmawiamy z ciekawymi osobami o błędach popełnionych w projektach, które realizowali.
Paweł A.
Naszym celem jest przedstawienie historii, które pozwolą innym przedsiębiorcom unikać powielania złych działań.
Mateusz
Witajcie, startupowcy i inni słuchacze naszego podcastu. Cieszymy się, że jesteście z nami. To już siódmy odcinek Failure Podcast, w którym gościć będziemy Pawła Siedkiewicza z firmy telemedi.co.
Paweł A.
Paweł opowie, oprócz obecnego projektu, którym się zajmuje, również o projekcie wcześniejszym, który realizował, a którym był Dinner Club.
Mateusz
Nie przedłużając, zapraszamy do rozmowy.
Paweł A.
Dzisiaj z nami, naszym gościem, jest Paweł Siedkiewicz. Cześć, Pawle.
Paweł S.
Cześć, witajcie. Witam was, witam słuchaczy. Jak to fajnie być po drugiej stronie jako podcaster.
Paweł A.
Dokładnie. Paweł mówi po drugiej stronie, ponieważ prowadzi dłużej niż my podcast Startup Talks.
Paweł S.
Bardzo miło, że zaczęliśmy od razu od reklamy.
Paweł A.
Dokładnie. Pawle, czym się zajmujesz?
Paweł S.
Obecnie, w skrócie, gdy ktoś mnie pyta, czym się zajmuję, to opowiadam o tym, że głównie poświęcam się telemedycynie, czyli prowadzimy telemedi.co, czyli serwis pozwalający skonsultować się z lekarzem online za pomocą wideo, audio albo czata tekstowego. Oprócz tego założyłem kiedyś Software House i pomagam kilku spółkom jako advisor.
Paweł A.
Świetnie. Poruszymy dzisiaj temat telemedi.co. Poruszymy jeszcze jeden projekt, który wcześniej realizowałeś i ponieważ będziemy mówić o dwóch projektach, postaramy się troszeczkę w czasie zmieścić, żeby naszego odcinka nie przedłużać. Więc może zacznijmy od naszego sztandarowego, kluczowego pytania, które zadajemy wszystkim naszym rozmówcom. Czym dla ciebie jest porażka w kontekście realizacji projektu, startupu, rozwijania firmy?
Paweł S.
No to musimy chyba trochę głębiej też zajść do jeszcze do moich korzeni, które sięgają wczesnych lat, byłem jeszcze młodszy niż teraz jestem i zacząłem od sportu. Generalnie pewnie bardzo dużo mi tu tak naprawdę dało w życiu to, czym zajmowałem się, bo to jest sport mocno kontaktowy, mówię na to mordobicie, i wyglądało to w ten sposób, że zawsze byli lepsi ode mnie pod warunkami fizycznych i tak dalej, tylko że razem z tym, z takim ćwiczeniem regularnie, to się zmieniało i ta technika i wytrwałość zawsze procentowała i podobnie przekuwałem to na biznes, czyli wiedząc, że jak to chłopaki na siłowni mówią, plecy same się nie zrobiły, szedłem do przodu. I porażka w biznesie to jest po prostu jeden z… ktoś mądry kiedyś powiedział, że to jest informacja zwrotna po prostu, że ta metoda nie działa, trzeba spróbować inną, ale że skoro są ludzie na świecie, którym się już udawało, znaczy się, że da się zrobić tak, żeby i mi też wyszło, tylko kwestia wystarczającej ilości prób i braku zniechęcania się.
Mateusz
Ok, no to w takim razie mi się warto byłoby przejść do jednego z projektów. Zaraz zobaczymy, czy opiszesz to go może w taki sposób, że coś nie wyszło i trzeba iść dalej, ponieważ no jak wiemy, jeszcze w drugiej połowie 2013 roku, w pierwszym 2014 roku, a dzisiaj została po tym projekcie nie działająca domena. Czy mógłbyś nam powiedzieć, czym był jeden z twoich projektów, czyli Dinner Club, w swoich założeniach, jaka była jego geneza?
Paweł S.
Tak, Dinner Club. Mogę go opisać w kontekście modelu biznesowego i mogę go opisać w kontekście idei takiej, którą sprzedawaliśmy prospectom. To miało być miejsce, gdzie możesz umówić się ze znajomymi albo z nieznajomymi, po to, żeby poznać new osoby na wspólne gotowanie. Coś, co teraz z powodzeniem realizują projekty jak bodajże Eatwith albo It with Us, już nie pamiętam, natomiast bo zaczęły się zaczęły odnosić sukcesy takie projekty parę lat później. Ja nie mówię, że wtedy po prostu był zły timing, tylko najprawdopodobniej był też dobry timing, tylko zła egzekucja. A od strony modelu biznesowego był to zwyczajnie marketplace, z którym, jak przy każdym marketplace’u, mieliśmy problem jajka i kury, czyli po jednej stronie były osoby, które organizują eventy, po drugiej stronie były osoby, które dołączają na takie eventy. I dużo jest osób, które przyjdą na eventy w momencie, kiedy jest dużo fajnych eventów, a z drugiej strony jest dużo fajnych eventów, jeżeli jest dużo osób, które chcą chodzić i płacić za takie eventy. Udało nam się zorganizować kilkadziesiąt lub nawet ponad 100 takich eventów, które były na platformie, które nie wiemy, czy wszystkie się odbyły, natomiast one były zarejestrowane na platformie. Więc zaczęliśmy powoli łapać trakcję w kontekście robienia tych eventów, natomiast nie było tam modelu biznesowego, który pozwoliłby nam zarabiać, albo on był, natomiast przy założeniu dopiero, że takich eventów odbędzie się mnóstwo. To było totalnie niewspółmierne do wysiłku, jaki trzeba było złożyć w to, żeby taką liczbę użytkowników przyciągnąć na portal.
Mateusz
Czyli brakowało tak naprawdę pomysłu na monetyzację? Teraz, bo tak naprawdę zarówno eventy, jak i zainteresowanie tymi eventami byli… czy dobrze rozumiem?
Paweł S.
Zainteresowanie eventami było, natomiast takie, które było stale podgrzewane artykułami w prasie. Gdy artykuły w prasie przestawały na jakiś moment się ukazywać, to i zainteresowanie tymi eventami spadało. To było takie dość impulsywne, dość emocjonalne i bazowało trochę na takim trendzie gotowania, który wtedy był bardzo mocny, mocno widoczny. Zresztą ciągle jest w telewizji, wtedy był chyba największy pęk programów takich kulinarnych, blogi kulinarne były na największym hypie. Już chyba obecnie nawet na takim nie są, choć pewnie rosną im statystyki, to mniej się o tym mówi niż wtedy się mówiło.
Mateusz
Czyli jeśli dobrze rozumiem, w momencie, kiedy gdzieś te ukazania zaczęły znikać, no to też ten wzrost liczby waszych użytkowników zainteresowanych spadał. Tak, czyli gdzieś dotarliście do takiej ściany, w której nie szło przeskoczyć, bo nie było nowego, ciekawego kontentu? Tak to można rozumieć.
Paweł S.
Zgadza się, natomiast no mówię, to co sobie zakładaliśmy jako KPI, ilości eventów, to było spełniane. Gorzej było z tym, w jaki sposób przekuć te eventy na prowizję dla nas. No bo generalnie na koniec to kasa musiała się zgadzać, a nie było tam poza teoretyczną możliwością praktycznie możliwości na jej robienie przy małej liczbie tych eventów w sensie.
Mateusz
To jakbyś jeszcze mógł opisać właśnie, jak to wyglądało pod tym kątem takim biznesowym? Na czym wy zarabialiście?
Paweł S.
Realnie założenie było takie, że osoby, które organizują taki event, będą chciały zrzucić sobie z głowy robienie zakupów i będą chciały zamówić te składniki przez Frisco.pl na przykład i tak dalej, więc jednym ze źródeł miały być prowizje od delikatesów online, a drugim zwyczajnie te eventy miały być biletowane, czyli ja chcąc dołączyć takiego eventu, powinienem zapłacić za bilet, coś jak BlaBlaCar, ja płacę za zwrot paliwa, tak tam powinienem zapłacić kucharzowi albo organizatorowi, komuś to udostępnia lokal, za to, że kupuję składniki i tak dalej.
Mateusz
A powiedz jeszcze w takim razie od tej drugiej strony, bo powiedziałeś około setki eventów, jak to wyglądało po stronie zainteresowania ludzi? No nie jesteś w stanie może ocenić, ile z tych eventów faktycznie się odbyło, no ale jest jakaś na pewno baza użytkowników, do jakich dotarliście, którą potem zamknęliście i nie wykorzystaliście tego dalej, ponieważ do jakiegoś momentu ten wzrost był pewnie realizowany. Czy możesz powiedzieć, jak wyglądała ta dynamika i jak pozyskiwaliście tych użytkowników? Czy to było jedynie zainteresowanie przez te artykuły prasowe i inne medialne?
Paweł S.
Tak, to było głównie obecność w social mediach, bo no i PR. Nie wydawaliśmy pieniędzy na Facebooka z tego co pamiętam, zrobiliśmy kilka eventów takich nawet w realu, po to, żeby zaprosić znajomych, sprawdzić jak to działa, żeby nie być tylko teoretykiem, który organizuje eventy, a sam nigdy nie brał udziału, więc trochę takich gotowań zrobiliśmy sami. Ale to już było dość dawno, pamiętam tylko, coś co mi utkwiło w głowie, że to były głównie duże miasta, użytkownicy wchodzili głównie z dużych miast và chyba wcale nie było dużej przewagi kobiet nad mężczyznami.
Paweł A.
A jakbyś mógł powiedzieć, w jaki sposób się promowaliście?
Paweł S.
To był projekt, który był nastawiony na ten hype kulinarny, bazując na tym, że coś się działo w telewizji, czyli szliśmy po tym trendzie i sporo zwyczajnie ukazywało się artykułów o tym, że w internecie też ta moda kulinarność się rozwija i my się w to zapotrzebowanie dziennikarzy na pisanie o tym temacie wpisywaliśmy z tym projektem. No strategia marketingowa opierała się zwyczajnie o dystrybucję PR.
Paweł A.
Okej, czyli jeżeli chodzi o budżety, to rozumiem, że to typ projektu niskobudżetowego, który się opierał na prostym narzędziu.
Paweł S.
Robót przeze mnie i grupkę znajomych.
Paweł A.
Ok, a co zaważyło, że przyszedł taki moment, gdzie powiedzieliście „ok, to nie ma sensu, idziemy dalej, zostawiamy, zamykamy, nie robimy tego dalej”? Czy była to tylko kwestia tych prowizji czy coś jeszcze, znaczy kwestia tego modelu finansowego, czy coś coś jeszcze się tam pojawiało?
Paweł S.
To jest trochę jak przy innych startupach i wszędzie, gdzie jest ludzka psychika. W momencie kiedy robisz coś długo, nie przynosi to efektów, albo nie widzisz nawet, że jakby poruszasz się w głąb tego lejka sprzedażowego, że już niedługo coś coś coś będzie, tylko po prostu ciągle stoisz i pukasz i za bardzo nie ma kolejnych efektów. No to ludzie się zniechęcają, więc w momencie, kiedy zaczął nam się zespół zniechęcać, coraz więcej osób się zniechęcało, zostaliśmy na polu walki tak naprawdę ja jeszcze i jednym wspólnikem, z Piotrkiem wtedy, zresztą też też był Piotrek, z nawiązaniem do obecnego wspólnika telemedi.co, to to wtedy zaczęliśmy też już myśleć o tym, żeby jednak zająć się czymś, co może mieć większy sens. I z takiej porażki też nauczyliśmy się to, w jaki sposób dobierać projekt, już zanim cokolwiek się w nim zrobi, analizować, jaki jest jego potencjał.
Paweł A.
Kolejny projekt, w jaki sposób teraz byś podszedł do analizy, czy jest warto w niego wchodzić?
Paweł S.
Sprawdzałbym, jaki będzie koszt pozyskania użytkownika, ile użytkownik albo klient obecnie wydaje na podobne usługi, w jaki sposób rozwiązuje obecnie swój problem, czy problem istotnie w jakikolwiek sposób rozwiązywany. Jeżeli nie jest, czyli tak standardowe, takie słynne dzisiaj… no też na konferencji, u PCI, strzałem „my nie mamy konkurencji”, to jeżeli obecnie nie rozwiązuje tego problemu w jakikolwiek sposób, to nie chce go rozwiązywać. Tu znowu, wracając, ile on wydaje na rozwiązanie tego problemu, jak bardzo moje rozwiązanie, które chcę zaproponować, usprawni to, co obecnie on robi i jak duży jest rynek, czyli ilu takich użytkowników mogę znaleźć.
Mateusz
To jeszcze tak, no w sumie trochę może kończąc wątek akurat projektu, czy mógłbyś powiedzieć, jaka była najważniejsza lekcja z tego projektu dla ciebie, coś, co się przełożyło i że i się przekłada na twoje dalsze działania.
Paweł S.
Tak, w sensie z każdym projektem, z którym dochodzimy do jakiegoś momentu, to trochę jak zdobywaniem doświadczenia. No znowu do sportu porównam, bo to jest mi najprościej. Jak się pierwszy, drugi, trzeci, czwarty raz wychodzi do walki, to tak za każdym razem odkrywa się jakieś dodatkowe niuanse, które się powtarzają. Mówię o samym, na przykład, rozgrzewaniu się do walki, natomiast już się rozgrzewa piąty, szósty, siódmy raz, to już wiem, jakich błędów nie popełnić. I w sensie za każdym razem, jeżeli jak przechodziłem te same kroki przy jakimś projekcie, to już coraz szybciej dochodziłem do tego momentu, gdzie miałem przed sobą coś, czego jeszcze nie robiłem. W poprzednim projekcie po prostu doszedłem dalej, była mniejsza szansa, że się wywrócę, jak już przechodziłem parę razy ten moment. A to najczęściej jest budowanie technologii. Miałem przez to, że już zrobiłem wiele projektów dla siebie oraz dla innych osób poprzez prowadzenie Software House’u, dla mnie nigdy nie stanowiło problemu dowiezienie technologii do momentu takiego, żeby to produkt i i się można go było skalować w tej początkowej fazie, coś, co dla innych stanowiło problem. Dla mnie to była po prostu, no można powiedzieć, produkcja taśmowa, byłem w stanie w taki sposób produkować projekt, natomiast dużo trudniejsze było skalowanie, bo to gdzie w tym momencie jesteśmy z telemedycyną, nigdy nie robiliśmy ekspansji zagranicznej, dla mnie to jest trochę błądzenie, uczenie się na żywym organizmie, pewnie za parę lat chciałbym, żeby tak było, żeby dla mnie to było czymś naturalnym, że mógłbym to robić taśmowo i wykorzystać kasy, które kiedyś używałem, których się już nauczyłem na jakiś innych projektach. Na razie trzymam za siebie kciuki. A niczego się najważniejszego nauczyłem? Na modelu biznesowym marketplace’u jest taki, że jak najszybciej trzeba zautomatyzować jedną ze stron marketplace’u, żeby ten problem jajka i kury nie występował, czyli w przypadku, kiedy mieliśmy problem z tym, żeby złapać hostów, czyli osoby, które organizowały te eventy, trzeba było w jakiś mądry sposób zadbać o to, żeby oni zawsze byli na platformie, czyli chociażby podpiąć się pod jakieś szkoły gotowania, które zawsze zapewniłyby dostępność tych eventów i wtedy skupić się tylko i wyłącznie na pozyskiwaniu osób, które chcą dołączyć do takich eventów.
Mateusz
Nie, jedną stronę tak naprawdę przejmujecie, automatyzujecie, a na drugiej się koncentrujecie i rzeczywiście w nią wkładacie wszystkie wysiłki.
Paweł S.
Tak. Przykład w telemedycynie to już zrobiliśmy, dużo łatwiej było zatrudnić lekarzy niż niż zagwarantować dostęp pacjentów, więc zapewniliśmy dostęp do lekarzy poprzez zatrudnienie ich normalnie na dyżury i przez to jest nam dużo łatwiej. Oczywiście nie jest to łatwe, tylko jest nam dużo łatwiej niż jakbyśmy mieli się skupiać na dostępności lekarza. Skupiamy się na tym, żeby dostarczać pacjentów.
Mateusz
Tutaj już tak przeszedłeś trochę do tego tematu telemedycyny i myślę, że warto, żebyśmy się jeszcze cofnęli dosłownie o krok i gdybyś mógł powiedzieć krótko dla naszych słuchaczy, czym jest telemedi.co, kiedy powstało i czym się zajmujecie i wrócimy oczywiście do tego wątku.
Paweł S.
Nasza telemedycyna powstała w taki śmieszny sposób, że razem z moim wspólnikiem pojechaliśmy na Startup Weekend z Warszawy do Łodzi, nie znając się, spotkaliśmy się, obaj pojechaliśmy z Warszawy na imprezę do Łodzi i tam się dopiero poznaliśmy i Piotrek z tym pomysłem startował na startup weekendzie. Ja byłem w innej grupie, byłem inny projekt, ale przypadliśmy sobie do gustu, zakumplowaliśmy się i gdzieś tak utrzymywaliśmy kontakt, by po pół roku zacząć pracować nad tymi lekarzami online. Stworzyliśmy platformę, pojawiły się pierwsze konsultacje, można było umawiać wideokonsultacje przez internet na konkretną godzinę. Lekarze mieli profile uzupełnionymi godzinami przyjmowania i na to jak przyznanego lekarza można się było umówić na wizytę offline, tak u nas można się było umówić na wideokonsultację. Postanowiliśmy aplikować do akceleratorów, dostaliśmy się. Wysłaliśmy chyba zgłoszenie do 3, dostaliśmy się do 2, no i między innymi była to czeska Praga, czyli Wayra, czyli akcelerator, który organizowała Telefonika, taka spora hiszpańska firma telekomunikacyjna i tam przez rok, mieszkając w czeskiej Pradze i rozwijając się z tymi dużo mądrzejszymi ludźmi od nas, nasz projekt ewoluował, my urośliśmy jako osoby i przeszliśmy mocno, myślę, szkołę biznesu i tego, jak to wygląda w Europie i tego, że absolutnie nie możemy mieć w Polsce kompleksów, że jest sporo rzeczy, które się robi inaczej, co nie znaczy, że zawsze lepiej niż u nas. Nas zainwestowała pieniądze, potem osoby, które były mentorami, że też dołożyły swoją cegiełkę, bo uznali, tak myślę, że pewnie spodobało im to się to, w jaki sposób pracujemy, albo to, że projekt może być z sensem. Potem wróciliśmy do Polski, zaczęliśmy rozmowy ze znanym lekarzem z Mariuszem i tak to ostatnio dopięliśmy. Coś, co było przełomowe, to było… podkreślałem o tym, że można było umawiać tylko konsultacje na kalendarz. Przełomowe było to, jak stworzyliśmy dyżury lekarskie, czyli posadziliśmy lekarzy, zagwarantowaliśmy ich dostępność, tak, żeby można było kiedykolwiek zadzwonić się w godzinach dyżurów, od razu połączyć się z lekarzem i to jako taki moment jeden z bardziej przełomowy poznajemy, a potem historia jest, dochodzimy do momentu, w którym jesteśmy i i cóż, to jest ta niewiadoma przed nami, takie karczowanie maczetą puszczy, bo nie wiemy, co się kryje za następnym zakrętem.
Mateusz
To ja jeszcze wrócę do początku. Fajnie, że zacząłeś od wątku Startup Weekend, dlatego, że w odcinku od poprzednim odcinku rozmawialiśmy na ten temat, rozmawialiśmy o wielu projektach, rozmawialiśmy dość sporo z jednym z organizatorów startup weekendów, fajnie, że tutaj pojawiacie się jako jeden z projektów, który się wywodzi, który się wywodzi ze startup weekendów.
Paweł S.
No tak, bo tak, niedługo już nawiązuje do tematu, będę zresztą prowadził Startup Weekend w Kielcach. To tak, z ciekawostek, a w mojej przygodzie startupowej bodajże to będzie mój piętnasty Startup Weekend już.
Paweł A.
Wow.
Mateusz
Super, super, czyli serial Startup Weekend Enterprise.
Paweł S.
Jeżeli to cokolwiek mógłby znaczyć, to tak, chociaż mnie to po prostu za każdym razem było porządkowanie wiedzy i mega okazja do poznawania ludzi, którzy mają te same ambicje i cele.
Mateusz
Jasne, jasne, słuchaj. I jeszcze nawiązując do kwestii tej akceleratora Wayra, Praga. Wypowiedziałeś się, znaleźliśmy takie twoje stwierdzenie, że jeśli nie weźmiesz od akceleratora samodzielnie tego, czego potrzebujesz, to sama akceleracja nic ci nie da. Czy mógłbyś dla słuchaczy powiedzieć więcej na ten temat? Ponieważ niejednokrotnie wobec akceleratora każdy buduje jakieś oczekiwania, które no nie są spełniane. Jeśli rzeczywiście my nie nie wyciągniemy tego od tego akceleratora i jak ty to rozumiesz, jak wy działaliście w akceleratorze i co wam rzeczywiście dała ta akceleracja?
Paweł S.
Może nawet zróbmy jeszcze krok wcześniej, opowiedzmy czym jest, bo akcelerator to jest miejsce, w którym projekty przychodzą by się zaakcelerować, czyli przyspieszyć swoje działanie, najczęściej w kontekście sprzedaży. Były projekte, które przychodziły, żeby zaklerować je w kontekście budowy produktu, czyli miały coś, ale postanowiły zrobić pivot i dobudować więcej lub zmienić to, co totalnie robią, albo miały już produkt, miały już jakąś drobną walidację na rynku i chciałyby teraz to przeskalować, żeby urosnąć w kontekście sprzedażowym poprzez marketing albo poprzez kanały dystrybucji, które miały dać im akcelerator. Akceleratory dzielą się na takie, które są organizowane przez fundusze, tak głównie, wiadomo, oczywiście coś pominę, ale takie, z którymi się spotkałem, głównie były organizowane przez fundusze inwestycyjne, po to, żeby zrobić takie swoje sito skautingowe, wybrać tych, którzy najlepiej pracują, bo organizując akcelerator, widzisz tych ludzi najczęściej na co dzień, patrzysz, jakie oni robią progres, jak się przekładają, dzięki temu nie inwestujesz od razu kupy kasy w jakiś projekt, tak można powiedzieć, w ciemno, jeżeli nie znasz jakiś ludzi, tylko na podstawie tego, jakich obserwujesz, jakie są ich postępy, nie postępy. A z drugiej strony są akceleratory organizowane przez korporacje, czyli takie jak była Wayra, czyli oni wyszukują projekty, które wspinają się z ich modelem biznesowym, z ich usługami, które oferują i tam, gdzie Wayra ma klientów, tym klientom mogłaby zaoferować kolejną usługę typu typu konsultacji online z lekarzami jako dodatek do abonamentów telefonicznych. I jako firma telekomunikacyjna jest takim, Telefonika jako firma telekomunikacyjna jest w takim momencie, że ich kolorowy produkt, czyli abonamenty, gdzie ludzie dostawali na przykład darmowe minuty, albo dostawali internet, trochę przestaje być opłacalny, dlatego, że te abonamenty są coraz tańsze, ludzi, raczej, którzy to kupują, nie przybywa albo nie przybywa tak szybko, jak spadają ceny i przez to taka firma musi szukać kolejnych modeli biznesowych albo kolejnych produktów, które może zaoferować tym samym użytkownikom, żeby powrotem te rachunki były warte tyle, ile były warte przed laty, bo bo nie zmieniły się, nie zmieniła się albo w założeniu się nie zmieniasz liczba ludzi, którzy oni zatrudniają i ostatecznie, żeby bilans był na plus. Takim jednym z produktów byliśmy my, inny produkt to był na przykład inny polski, polski startup Audio Trip, czyli przewodniki audio, przewodniki, które można też również byłoby sprzedawać jako dodatek do abonamentów. Inne produkty mobilne polegały chociażby na ocenianiu pracowników, jak jesteśmy w jakimś miejscu, jesteśmy na przykład w restauracji, możemy dać ocenę konkretnej kelnerce, albo jesteśmy w urzędzie skarbowym i możemy konkretnemu urzędnikowi wystawić ocenę jako feedback, jaki jest poziom jego obsługi klienta.
Mateusz
To mogłoby być ciekawe tak i.
Paweł S.
Takich projektów było 8 w naszym w naszym batchu. I teraz tak, od akceleratora z jednej strony my możemy oczekiwać na podstawie tego, jak on się promuje, czyli co oni obiecują, że dadzą, ale z drugiej strony idąc do akceleratora, musimy sobie zadać takie główne pytanie, no jaki jest nasz główny cel na pobyt w tym akceleratorze i na tym się skupić, czyli nie tylko, że idę i a nóż coś z tego będzie, tylko szanując swój czas i ich czas, czyli co tak naprawdę chcę osiągnąć i to trzeba wprost komunikować, bo w momencie, kiedy to komunikujemy, to oni wiedzą, co nam mogą dać, a w inny sposób nie będą tego zgadywać. I takim przykładem jest to, że akcelerator oczywiście według swojego programu organizował warsztaty, ale te często warsztaty były nietrafione, bo wszystkie projekty nie potrzebowały konkretnie tego, więc dając szybko feedback na samym początku już organizującym te warsztaty, razem z innymi projektami dobieraliśmy to, co jest pod nas, to, czego tak naprawdę nam było potrzeba, a oni stając na wysokości zadania, bardzo szybki organizowali takich mentorów, na których nam było potrzeba. Ale były projekty takie, które polegały tylko i wyłącznie na takich warsztatach, nie skupiając się na tym, co można jeszcze więcej dostać, no i takie projekty po prostu przeszły przez program, zaliczając kilka szkoleń, nie robiąc tak naprawdę większego progresu i to jest to, co miałem na myśli, mówiąc, że no nic nie zostanie podane na tacy, bo to ostatecznie my pracujemy nad swoim projektem i wiemy, co takiej pracy day to day nam potrzeba następny dzień z.
Paweł A.
Jakimi problemami spotkaliście się będąc w akceleratorze i później, które były takimi elementami przeszkodami, które musieliście ominąć, żeby móc projekt dalej rozwijać tak, czyli.
Paweł S.
Teraz masz na myśli problemy organizacyjno-logistyczne przebywania albo współpracy z akceleratorem czy budowy naszego produktu budowy.
Paweł A.
Produktu już przechodząc konkretnie do telemedi.co jako projektu.
Paweł S.
To były problemy dotyczące skalowania technologii, pivotów, rozwoju o kolejnej funkcjonalności, czyli priorytetyzowania, co jest ważne, żeby zrobić w kolejnej następnej kolejności, albo czego nie robić, user experience, wszystko to, z czym na koniec spotyka się użytkownik i co go rozprasza od tego, żeby zrobić to, czego od niego oczekujemy.
Paweł A.
Mógłbyś podać przykład sytuacji, gdzie z perspektywy czasu wiesz, że coś zrobiliście źle i musieliście zrobić krok w tył, żeby rozwijać się dalej z jeszcze większą prędkością.
Paweł S.
Tu wchodząc bardzo bardzo w szczegóły to chociażby testy A/B tworzenia konsultacji i danych pobieranych w trakcie tworzenia konsultacji, bo 2 totalnie wykluczające się hipotezy polegające na tym, że im mniej formularzy, tym będzie wyższa konwersja versus hipoteza, że właśnie my w medycynie powinniśmy brać dużo danych, bo to do tego ludzie są przyzwyczajeni w medycynie i wcale nie będzie im to przeszkadzało. I testowanie takich takich rzeczy, czyli trochę sprzeczne podejście do tego, co się no to totalnie mówi w case’ach natomiast na temat uproszczania uproszczenia flow, przez które przychodzi użytkownik. Takie trochę stawanie na przekór, bo bo my w medycynie musieliśmy brać pod uwagę też te doświadczenia użytkowników z z offline’u, do tego trzeba są przyzwyczajeni.
Paweł A.
Chyba dużym elementem była edukacja rynku.
Paweł S.
Ciągle jest, nigdy bym nie powiedział, że jesteśmy chociażby w przedszkolu, jeżeli chodzi o edukację rynku, to jest ogromna sprawa do zrobienia i ogromny potencjał do do do do wykorzystania.
Paweł A.
Mógłbyś coś więcej powiedzieć choćby z początkowych rad, jak wyglądała taka edukacja rynku, co robiliście, w jaki sposób informowaliście czy uczyliście waszych użytkowników, jak odbyć wizytę, którą znają z ze świata offline przez.
Paweł S.
Kompletnie Jeszcze raz podkreślę, że my naprawdę to jest jeszcze tak dużo do zrobienia w tym zakrese, że mogę powiedzieć co robimy, bo się to jest coś, co ciągle trwa i polega to na tym, że my pokazujemy się w tych momentach, w tych kontekstach, w tych punktach styku, gdzie użytkownik szuka kontaktu z lekarzem, albo szuka porady medycznej. Kiedy użytkownik googluje na temat symptomów konkretnej choroby, to my pojawiamy się tam, by zaciekawić go, że jego problem, który obecnie ma, którego rozwiązania szuka, można rozwiązać również w inny sposób, nie tylko czytając na forach internetowych o tym, że ktoś miał już podobny problem i inna osoba z forum daje mu radę, że to prawdopodobnie prawdopodobnie będzie rak, tylko że on to samo pytanie może zadać bezpośrednio lekarzowi. I w momencie, gdy zaciekawimy takiego użytkownika, próbujemy go szybko uświadomić, w jaki sposób taka konsultacja będzie wyglądała, jakie są jej wady, jakie są jej plusy i tak wygląda ta nasza piramidka, czyli od zaciekawienia albo inaczej od potrzeby użytkownika staramy się wyłapać te momenty, kiedy on ma tę potrzebę, następnie próbujemy go zaciekawić, potem bardzo szybki sposób wyedukować po to, żeby nie stracić jego atencji i czwarte, zaprosić go do skorzystania z usługi.
Mateusz
Pawle, to powiedz nam jeszcze w takim razie, ponieważ testujecie tutaj dużo różnych opcji podejść do do tego końcowego użytkownika klienta tak, zatrudniania lekarzy, problemów różnego rodzaju. Czy macie wzorce, na których się wzorujecie, czy są wzorce zagraniczne, z których korzystacie? Czy robicie to całkowicie na własną rękę własnym autorskim pomysłem, jak to wygląda w waszym?
Paweł S.
Mnóstwo konkurencji na całym świecie, więc oczywiście cały czas podpatrujemy, co robią ciekawego, co robią.
Mateusz
To branża też, jak może jeszcze pogłębię to pytanie, Przepraszam, że ci przerywam, ale jak wygląda ta branża rzeczywiście globalnie, bo tego nie poruszyliśmy, a to jest coś, czego myślałem, wiele osób wcale nie jest świadome. Jak wygląda branża telemedycyny?
Paweł S.
Gdy jakieś pół roku temu robiliśmy liczenie albo spis powszechny naszych konkurentów, było 13 konkurentów w Stanach Zjednoczonych, takich, którzy uznajemy, liczą się, czyli mają dość duże finansowanie i fajną trakcję. W Europie takich kluczowych mamy 3, z czego 2 w Anglii, jeden jeden projekt z Finlandii. A rynki, które nas interesują, to jest Europa głównie i Ameryka Południowa, więc te Stany są dla nas bardzo fajnymi wzorcami na podstawie tego, co im działa, albo inaczej co robili jeszcze jakiś czas temu. Nie sprawdzamy coś 2 miesiące później, co zmienili i wtedy zakładamy, że jeżeli coś zmieniają, znaczy się tamto, co akurat jest zmieniane, poddawane testom, nie za bardzo działa. I dzięki temu mamy też taką wymianę informacji z nimi, zresztą z naszymi konkurentami jesteśmy często w kontakcie i wymieniamy się doświadczeniami. Jeżeli działamy na innych rynkach, naprawdę nie jest problemem, że z naszymi, można powiedzieć, pośrednio konkurentami albo nawet bezpośrednio konkurentami, wymieniamy się informacjami i i o planach, dlatego, że wszyscy jesteśmy świadomi tego, że trzeba edukować ten rynek i ostatecznie startupy nie przegrywają z konkurencją, tylko przegrywają z walidacją na rynku.
Mateusz
No myślę, że to jest podejście niespotykane, niespotykane podejście dla wielu branż i w wielu przypadkach na pewno wzbudzi to trochę zaskoczenia. Wypowiedź, którą właśnie powiedziałeś i nie ukrywam, że też jestem zaskoczony, aczkolwiek jest to pozytywny sygnał, taki wzajemnej też edukacji, wsparcia pod kątem edukacji całego rynku.
Paweł S.
Wiadomo, nie jest wszystkim tak, to utrzymujemy, ale to są projekte, z którymi się spotykamy. Wyglądało to zwyczajnie w ten sposób, że napisaliśmy na LinkedInie do naszych konkurentów, będąc akurat w Londynie i spotkaliśmy się z nimi, rozmawialiśmy i jesteśmy w kontakcie. Co samo w Stanach, jakbyśmy w Dolinie Krzemowej.
Mateusz
Jeszcze mam jedno pytanie pod kątem kwestii finansowych projektu. Realizacja projektu własnymi siłami versus realizacja w oparciu o zewnętrzną inwestycję. Jak wy to widzicie, jakie błędy w tym zakresie popełniliście?
Paweł S.
Nie generalizowałbym tutaj pod tym względem, bo to bardzo wszystko zależy od projektu i od tego, na jakich fill dostawców zewnętrznego finansowania jesteśmy w stanie trafić fill i czy to finansowanie nam naprawdę bardzo pomoże w tym momencie urosnąć. I tutaj nie wchodzę znowu w wwalanie smart money, bo może być po prostu akurat moment, kiedy wszystko już mamy opracowane, znamy lifetime value użytkownika, mamy metody jego pozyskiwania, pozyskiwanie użytkownika jest dużo tańsze niż jego lifetime value, które możemy ostatecznie osiągnąć i tutaj zwyczajnie money nie jest potrzebne. Trzeba wtedy wybrać jak najtańsze money, czyli jak najwięcej pieniędzy, jak najmniej udziałów i i trzeba lecieć. Natomiast w przypadku, kiedy potrzebujemy jeszcze tego doświadczenia mądrzejszych osób od siebie, to oczywiście mocno rekomenduje jakby to powiedzieć, zapraszanie na pokład takich osób, to to jest bardzo pomocne. To, co zresztą nie przestaje chwalić naszych obecnych partnerów pod tym względem, bo naprawdę bardzo bardzo duże nam pomagają to.
Mateusz
Jest na pewno duża wartość.
Paweł S.
A pytanie wychodząc od tego, czy czy swoimi siłami, czy za pomocą kogoś, to to też zależy, na ile jesteśmy sobie w stanie pozwolić, bo jeżeli startujemy tak naprawdę swoją zawodową karierę, nie mając oszczędności, mając swoje umiejętności, to jak najwięcej zróbmy oczywiście swoimi siłami, ale ubijamy projekt też nie biorąc szybko pieniędzy, dlatego, że w pewnym momencie przystopujemy i w momencie na przykład, jak już skończyły nam się pieniądze, dopiero zaczynamy szukać finansowania i przez to projekt nam się nie rozwija, bo zamiast skupiać się na biznesie, szukamy wtedy finansowania. To też nie jest, nie jest taka super metoda, żeby jak najdłużej ciągnąć bez bez inwestora, nie oddając udziałów, bo po prostu w pewnym momencie sami się zapychamy, a jakbyśmy zrobili to dużo mądrzej, czyli wiemy, kiedy nam się te pieniądze skończą, wcześniej rozpoczęli ten proces, tak, żebyśmy dostali zastrzyk gotówki wcześniej, zanim one nam się zdążą skończyć. No to dużo więcej jesteśmy w stanie ugrać według zasady, że lepiej mieć 1% ze 100 niż 100% z jednego.
Mateusz
Słuchaj, to Paweł, powiedz nam jeszcze jedną rzecz, co dalej? Jakie cele przed sobą teraz stawiacie, czego, co chcielibyście osiągnąć w przeciągu najbliższego roku, 2 lat? Powiedzmy tak.
Paweł S.
Naprawdę wszystko mamy oparte albo wypisane w KPI’ach, które sobie, które sobie planujemy. Górnolotnie mówiąc, chcemy pojawić się na rynkach europejskich i w Ameryka Południowej. Ale nie skończyła się praca, tak naprawdę ona jest jeszcze ogromna do zrobienia, jeżeli chodzi o głębokość nawet polskiego rynku, na którym pracujemy. Jeżeli chodzi o tę edukację, jeżeli chodzi o sprawdzenie wszystkich naszych założeń biznesowych albo propozycji biznesowych w kontekście dodawania się do produktów, po nasza usługa doskonale spisuje się jako dodatek do istniejących usług abonamentowych, chociażby w ubezpieczeniach czy bankach, nawet jako dodatek do kart kredytowych. Więc takich biznes case’ów jest jeszcze mnóstwo do sprawdzenia jeżeli chodzi o jeden kraj, a następnie ekspandowanie tego na inne kraje to jest jeszcze wielka i ekscytująca wizja przed nami, więc to jest to. To jest wprowadzenie na inne rynki.
Paweł A.
Trzymamy kciuki. Jeżeli chodzi o tematy telemedi.co myślę, że jeszcze wielibyśmy ciekawych znaleźli, natomiast powoli już kończąc naszą rozmowę, w jaki sposób można się z tobą skontaktować?
Paweł S.
Zapraszam do kontaktu na Facebooku, na na maila Paweł małpa telemedi.co i naprawdę jeżeli w jakikolwiek sposób będę mógł pomóc, to czuję się zobowiązany przez to, że wiele osób okazało mi ogromną życzliwość na tej mojej drodze młodego przedsiębiorcy, to czuję się mega zobowiązany i myślę, że to dalej by swój czas również poświęcać na to, żeby innym pomagać. Jeżeli ktokolwiek w ogóle uznaje, że jakieś tam moje słowo, moja rada, kontakt ze mną, może mu cokolwiek przynieść.
Paweł A.
Tak jak wspomnieliśmy na początku, Pawła można również posłuchać w jego podcaście Startup Talks. Gdyby ktoś z naszych słuchaczy jeszcze nie subskrybował, gorąco zachęcamy, a dzisiaj już dziękujemy ci bardzo za wizytę, za poświęcony czas, życzymy powodzenia i jeszcze raz dzięki za za wizytę za.
Mateusz
Rozmowę i garść rad.
Paweł A.
Tak jest, dzięki.
Paweł S.
Ogromne, panowie. I pamiętacie, plecy same się nie zrobiły.
Paweł A.
Do zobaczenia, do usłyszenia.
Mateusz
Cześć, wielkie na razie.
Mateusz
Jeśli lubisz słuchać kolejnych odcinków naszego podcastu, prosimy, przekaż znajomym informacje o nas, share’uj na Fejsbuku, oceniaj nas w iTunes. Dzięki temu dotrzemy do większej liczby osób, takich jak ty.
Paweł A.
Już za 2 tygodnie nawiedzi nas Przemek Kadula z firmy Notatek.pl. Notatki do dzisiejszego odcinka znajdziecie pod adresem www.failurepodcast.pl. łamane przez 007. Dziękuję, że byliście z nami i do zobaczenia za 2 tygodnie.
Mateusz
Do usłyszenia.
By FailurePodcast.plMateusz
Witajcie w Failure Podcast. W tej audycji rozmawiamy z ciekawymi osobami o błędach popełnionych w projektach, które realizowali.
Paweł A.
Naszym celem jest przedstawienie historii, które pozwolą innym przedsiębiorcom unikać powielania złych działań.
Mateusz
Witajcie, startupowcy i inni słuchacze naszego podcastu. Cieszymy się, że jesteście z nami. To już siódmy odcinek Failure Podcast, w którym gościć będziemy Pawła Siedkiewicza z firmy telemedi.co.
Paweł A.
Paweł opowie, oprócz obecnego projektu, którym się zajmuje, również o projekcie wcześniejszym, który realizował, a którym był Dinner Club.
Mateusz
Nie przedłużając, zapraszamy do rozmowy.
Paweł A.
Dzisiaj z nami, naszym gościem, jest Paweł Siedkiewicz. Cześć, Pawle.
Paweł S.
Cześć, witajcie. Witam was, witam słuchaczy. Jak to fajnie być po drugiej stronie jako podcaster.
Paweł A.
Dokładnie. Paweł mówi po drugiej stronie, ponieważ prowadzi dłużej niż my podcast Startup Talks.
Paweł S.
Bardzo miło, że zaczęliśmy od razu od reklamy.
Paweł A.
Dokładnie. Pawle, czym się zajmujesz?
Paweł S.
Obecnie, w skrócie, gdy ktoś mnie pyta, czym się zajmuję, to opowiadam o tym, że głównie poświęcam się telemedycynie, czyli prowadzimy telemedi.co, czyli serwis pozwalający skonsultować się z lekarzem online za pomocą wideo, audio albo czata tekstowego. Oprócz tego założyłem kiedyś Software House i pomagam kilku spółkom jako advisor.
Paweł A.
Świetnie. Poruszymy dzisiaj temat telemedi.co. Poruszymy jeszcze jeden projekt, który wcześniej realizowałeś i ponieważ będziemy mówić o dwóch projektach, postaramy się troszeczkę w czasie zmieścić, żeby naszego odcinka nie przedłużać. Więc może zacznijmy od naszego sztandarowego, kluczowego pytania, które zadajemy wszystkim naszym rozmówcom. Czym dla ciebie jest porażka w kontekście realizacji projektu, startupu, rozwijania firmy?
Paweł S.
No to musimy chyba trochę głębiej też zajść do jeszcze do moich korzeni, które sięgają wczesnych lat, byłem jeszcze młodszy niż teraz jestem i zacząłem od sportu. Generalnie pewnie bardzo dużo mi tu tak naprawdę dało w życiu to, czym zajmowałem się, bo to jest sport mocno kontaktowy, mówię na to mordobicie, i wyglądało to w ten sposób, że zawsze byli lepsi ode mnie pod warunkami fizycznych i tak dalej, tylko że razem z tym, z takim ćwiczeniem regularnie, to się zmieniało i ta technika i wytrwałość zawsze procentowała i podobnie przekuwałem to na biznes, czyli wiedząc, że jak to chłopaki na siłowni mówią, plecy same się nie zrobiły, szedłem do przodu. I porażka w biznesie to jest po prostu jeden z… ktoś mądry kiedyś powiedział, że to jest informacja zwrotna po prostu, że ta metoda nie działa, trzeba spróbować inną, ale że skoro są ludzie na świecie, którym się już udawało, znaczy się, że da się zrobić tak, żeby i mi też wyszło, tylko kwestia wystarczającej ilości prób i braku zniechęcania się.
Mateusz
Ok, no to w takim razie mi się warto byłoby przejść do jednego z projektów. Zaraz zobaczymy, czy opiszesz to go może w taki sposób, że coś nie wyszło i trzeba iść dalej, ponieważ no jak wiemy, jeszcze w drugiej połowie 2013 roku, w pierwszym 2014 roku, a dzisiaj została po tym projekcie nie działająca domena. Czy mógłbyś nam powiedzieć, czym był jeden z twoich projektów, czyli Dinner Club, w swoich założeniach, jaka była jego geneza?
Paweł S.
Tak, Dinner Club. Mogę go opisać w kontekście modelu biznesowego i mogę go opisać w kontekście idei takiej, którą sprzedawaliśmy prospectom. To miało być miejsce, gdzie możesz umówić się ze znajomymi albo z nieznajomymi, po to, żeby poznać new osoby na wspólne gotowanie. Coś, co teraz z powodzeniem realizują projekty jak bodajże Eatwith albo It with Us, już nie pamiętam, natomiast bo zaczęły się zaczęły odnosić sukcesy takie projekty parę lat później. Ja nie mówię, że wtedy po prostu był zły timing, tylko najprawdopodobniej był też dobry timing, tylko zła egzekucja. A od strony modelu biznesowego był to zwyczajnie marketplace, z którym, jak przy każdym marketplace’u, mieliśmy problem jajka i kury, czyli po jednej stronie były osoby, które organizują eventy, po drugiej stronie były osoby, które dołączają na takie eventy. I dużo jest osób, które przyjdą na eventy w momencie, kiedy jest dużo fajnych eventów, a z drugiej strony jest dużo fajnych eventów, jeżeli jest dużo osób, które chcą chodzić i płacić za takie eventy. Udało nam się zorganizować kilkadziesiąt lub nawet ponad 100 takich eventów, które były na platformie, które nie wiemy, czy wszystkie się odbyły, natomiast one były zarejestrowane na platformie. Więc zaczęliśmy powoli łapać trakcję w kontekście robienia tych eventów, natomiast nie było tam modelu biznesowego, który pozwoliłby nam zarabiać, albo on był, natomiast przy założeniu dopiero, że takich eventów odbędzie się mnóstwo. To było totalnie niewspółmierne do wysiłku, jaki trzeba było złożyć w to, żeby taką liczbę użytkowników przyciągnąć na portal.
Mateusz
Czyli brakowało tak naprawdę pomysłu na monetyzację? Teraz, bo tak naprawdę zarówno eventy, jak i zainteresowanie tymi eventami byli… czy dobrze rozumiem?
Paweł S.
Zainteresowanie eventami było, natomiast takie, które było stale podgrzewane artykułami w prasie. Gdy artykuły w prasie przestawały na jakiś moment się ukazywać, to i zainteresowanie tymi eventami spadało. To było takie dość impulsywne, dość emocjonalne i bazowało trochę na takim trendzie gotowania, który wtedy był bardzo mocny, mocno widoczny. Zresztą ciągle jest w telewizji, wtedy był chyba największy pęk programów takich kulinarnych, blogi kulinarne były na największym hypie. Już chyba obecnie nawet na takim nie są, choć pewnie rosną im statystyki, to mniej się o tym mówi niż wtedy się mówiło.
Mateusz
Czyli jeśli dobrze rozumiem, w momencie, kiedy gdzieś te ukazania zaczęły znikać, no to też ten wzrost liczby waszych użytkowników zainteresowanych spadał. Tak, czyli gdzieś dotarliście do takiej ściany, w której nie szło przeskoczyć, bo nie było nowego, ciekawego kontentu? Tak to można rozumieć.
Paweł S.
Zgadza się, natomiast no mówię, to co sobie zakładaliśmy jako KPI, ilości eventów, to było spełniane. Gorzej było z tym, w jaki sposób przekuć te eventy na prowizję dla nas. No bo generalnie na koniec to kasa musiała się zgadzać, a nie było tam poza teoretyczną możliwością praktycznie możliwości na jej robienie przy małej liczbie tych eventów w sensie.
Mateusz
To jakbyś jeszcze mógł opisać właśnie, jak to wyglądało pod tym kątem takim biznesowym? Na czym wy zarabialiście?
Paweł S.
Realnie założenie było takie, że osoby, które organizują taki event, będą chciały zrzucić sobie z głowy robienie zakupów i będą chciały zamówić te składniki przez Frisco.pl na przykład i tak dalej, więc jednym ze źródeł miały być prowizje od delikatesów online, a drugim zwyczajnie te eventy miały być biletowane, czyli ja chcąc dołączyć takiego eventu, powinienem zapłacić za bilet, coś jak BlaBlaCar, ja płacę za zwrot paliwa, tak tam powinienem zapłacić kucharzowi albo organizatorowi, komuś to udostępnia lokal, za to, że kupuję składniki i tak dalej.
Mateusz
A powiedz jeszcze w takim razie od tej drugiej strony, bo powiedziałeś około setki eventów, jak to wyglądało po stronie zainteresowania ludzi? No nie jesteś w stanie może ocenić, ile z tych eventów faktycznie się odbyło, no ale jest jakaś na pewno baza użytkowników, do jakich dotarliście, którą potem zamknęliście i nie wykorzystaliście tego dalej, ponieważ do jakiegoś momentu ten wzrost był pewnie realizowany. Czy możesz powiedzieć, jak wyglądała ta dynamika i jak pozyskiwaliście tych użytkowników? Czy to było jedynie zainteresowanie przez te artykuły prasowe i inne medialne?
Paweł S.
Tak, to było głównie obecność w social mediach, bo no i PR. Nie wydawaliśmy pieniędzy na Facebooka z tego co pamiętam, zrobiliśmy kilka eventów takich nawet w realu, po to, żeby zaprosić znajomych, sprawdzić jak to działa, żeby nie być tylko teoretykiem, który organizuje eventy, a sam nigdy nie brał udziału, więc trochę takich gotowań zrobiliśmy sami. Ale to już było dość dawno, pamiętam tylko, coś co mi utkwiło w głowie, że to były głównie duże miasta, użytkownicy wchodzili głównie z dużych miast và chyba wcale nie było dużej przewagi kobiet nad mężczyznami.
Paweł A.
A jakbyś mógł powiedzieć, w jaki sposób się promowaliście?
Paweł S.
To był projekt, który był nastawiony na ten hype kulinarny, bazując na tym, że coś się działo w telewizji, czyli szliśmy po tym trendzie i sporo zwyczajnie ukazywało się artykułów o tym, że w internecie też ta moda kulinarność się rozwija i my się w to zapotrzebowanie dziennikarzy na pisanie o tym temacie wpisywaliśmy z tym projektem. No strategia marketingowa opierała się zwyczajnie o dystrybucję PR.
Paweł A.
Okej, czyli jeżeli chodzi o budżety, to rozumiem, że to typ projektu niskobudżetowego, który się opierał na prostym narzędziu.
Paweł S.
Robót przeze mnie i grupkę znajomych.
Paweł A.
Ok, a co zaważyło, że przyszedł taki moment, gdzie powiedzieliście „ok, to nie ma sensu, idziemy dalej, zostawiamy, zamykamy, nie robimy tego dalej”? Czy była to tylko kwestia tych prowizji czy coś jeszcze, znaczy kwestia tego modelu finansowego, czy coś coś jeszcze się tam pojawiało?
Paweł S.
To jest trochę jak przy innych startupach i wszędzie, gdzie jest ludzka psychika. W momencie kiedy robisz coś długo, nie przynosi to efektów, albo nie widzisz nawet, że jakby poruszasz się w głąb tego lejka sprzedażowego, że już niedługo coś coś coś będzie, tylko po prostu ciągle stoisz i pukasz i za bardzo nie ma kolejnych efektów. No to ludzie się zniechęcają, więc w momencie, kiedy zaczął nam się zespół zniechęcać, coraz więcej osób się zniechęcało, zostaliśmy na polu walki tak naprawdę ja jeszcze i jednym wspólnikem, z Piotrkiem wtedy, zresztą też też był Piotrek, z nawiązaniem do obecnego wspólnika telemedi.co, to to wtedy zaczęliśmy też już myśleć o tym, żeby jednak zająć się czymś, co może mieć większy sens. I z takiej porażki też nauczyliśmy się to, w jaki sposób dobierać projekt, już zanim cokolwiek się w nim zrobi, analizować, jaki jest jego potencjał.
Paweł A.
Kolejny projekt, w jaki sposób teraz byś podszedł do analizy, czy jest warto w niego wchodzić?
Paweł S.
Sprawdzałbym, jaki będzie koszt pozyskania użytkownika, ile użytkownik albo klient obecnie wydaje na podobne usługi, w jaki sposób rozwiązuje obecnie swój problem, czy problem istotnie w jakikolwiek sposób rozwiązywany. Jeżeli nie jest, czyli tak standardowe, takie słynne dzisiaj… no też na konferencji, u PCI, strzałem „my nie mamy konkurencji”, to jeżeli obecnie nie rozwiązuje tego problemu w jakikolwiek sposób, to nie chce go rozwiązywać. Tu znowu, wracając, ile on wydaje na rozwiązanie tego problemu, jak bardzo moje rozwiązanie, które chcę zaproponować, usprawni to, co obecnie on robi i jak duży jest rynek, czyli ilu takich użytkowników mogę znaleźć.
Mateusz
To jeszcze tak, no w sumie trochę może kończąc wątek akurat projektu, czy mógłbyś powiedzieć, jaka była najważniejsza lekcja z tego projektu dla ciebie, coś, co się przełożyło i że i się przekłada na twoje dalsze działania.
Paweł S.
Tak, w sensie z każdym projektem, z którym dochodzimy do jakiegoś momentu, to trochę jak zdobywaniem doświadczenia. No znowu do sportu porównam, bo to jest mi najprościej. Jak się pierwszy, drugi, trzeci, czwarty raz wychodzi do walki, to tak za każdym razem odkrywa się jakieś dodatkowe niuanse, które się powtarzają. Mówię o samym, na przykład, rozgrzewaniu się do walki, natomiast już się rozgrzewa piąty, szósty, siódmy raz, to już wiem, jakich błędów nie popełnić. I w sensie za każdym razem, jeżeli jak przechodziłem te same kroki przy jakimś projekcie, to już coraz szybciej dochodziłem do tego momentu, gdzie miałem przed sobą coś, czego jeszcze nie robiłem. W poprzednim projekcie po prostu doszedłem dalej, była mniejsza szansa, że się wywrócę, jak już przechodziłem parę razy ten moment. A to najczęściej jest budowanie technologii. Miałem przez to, że już zrobiłem wiele projektów dla siebie oraz dla innych osób poprzez prowadzenie Software House’u, dla mnie nigdy nie stanowiło problemu dowiezienie technologii do momentu takiego, żeby to produkt i i się można go było skalować w tej początkowej fazie, coś, co dla innych stanowiło problem. Dla mnie to była po prostu, no można powiedzieć, produkcja taśmowa, byłem w stanie w taki sposób produkować projekt, natomiast dużo trudniejsze było skalowanie, bo to gdzie w tym momencie jesteśmy z telemedycyną, nigdy nie robiliśmy ekspansji zagranicznej, dla mnie to jest trochę błądzenie, uczenie się na żywym organizmie, pewnie za parę lat chciałbym, żeby tak było, żeby dla mnie to było czymś naturalnym, że mógłbym to robić taśmowo i wykorzystać kasy, które kiedyś używałem, których się już nauczyłem na jakiś innych projektach. Na razie trzymam za siebie kciuki. A niczego się najważniejszego nauczyłem? Na modelu biznesowym marketplace’u jest taki, że jak najszybciej trzeba zautomatyzować jedną ze stron marketplace’u, żeby ten problem jajka i kury nie występował, czyli w przypadku, kiedy mieliśmy problem z tym, żeby złapać hostów, czyli osoby, które organizowały te eventy, trzeba było w jakiś mądry sposób zadbać o to, żeby oni zawsze byli na platformie, czyli chociażby podpiąć się pod jakieś szkoły gotowania, które zawsze zapewniłyby dostępność tych eventów i wtedy skupić się tylko i wyłącznie na pozyskiwaniu osób, które chcą dołączyć do takich eventów.
Mateusz
Nie, jedną stronę tak naprawdę przejmujecie, automatyzujecie, a na drugiej się koncentrujecie i rzeczywiście w nią wkładacie wszystkie wysiłki.
Paweł S.
Tak. Przykład w telemedycynie to już zrobiliśmy, dużo łatwiej było zatrudnić lekarzy niż niż zagwarantować dostęp pacjentów, więc zapewniliśmy dostęp do lekarzy poprzez zatrudnienie ich normalnie na dyżury i przez to jest nam dużo łatwiej. Oczywiście nie jest to łatwe, tylko jest nam dużo łatwiej niż jakbyśmy mieli się skupiać na dostępności lekarza. Skupiamy się na tym, żeby dostarczać pacjentów.
Mateusz
Tutaj już tak przeszedłeś trochę do tego tematu telemedycyny i myślę, że warto, żebyśmy się jeszcze cofnęli dosłownie o krok i gdybyś mógł powiedzieć krótko dla naszych słuchaczy, czym jest telemedi.co, kiedy powstało i czym się zajmujecie i wrócimy oczywiście do tego wątku.
Paweł S.
Nasza telemedycyna powstała w taki śmieszny sposób, że razem z moim wspólnikiem pojechaliśmy na Startup Weekend z Warszawy do Łodzi, nie znając się, spotkaliśmy się, obaj pojechaliśmy z Warszawy na imprezę do Łodzi i tam się dopiero poznaliśmy i Piotrek z tym pomysłem startował na startup weekendzie. Ja byłem w innej grupie, byłem inny projekt, ale przypadliśmy sobie do gustu, zakumplowaliśmy się i gdzieś tak utrzymywaliśmy kontakt, by po pół roku zacząć pracować nad tymi lekarzami online. Stworzyliśmy platformę, pojawiły się pierwsze konsultacje, można było umawiać wideokonsultacje przez internet na konkretną godzinę. Lekarze mieli profile uzupełnionymi godzinami przyjmowania i na to jak przyznanego lekarza można się było umówić na wizytę offline, tak u nas można się było umówić na wideokonsultację. Postanowiliśmy aplikować do akceleratorów, dostaliśmy się. Wysłaliśmy chyba zgłoszenie do 3, dostaliśmy się do 2, no i między innymi była to czeska Praga, czyli Wayra, czyli akcelerator, który organizowała Telefonika, taka spora hiszpańska firma telekomunikacyjna i tam przez rok, mieszkając w czeskiej Pradze i rozwijając się z tymi dużo mądrzejszymi ludźmi od nas, nasz projekt ewoluował, my urośliśmy jako osoby i przeszliśmy mocno, myślę, szkołę biznesu i tego, jak to wygląda w Europie i tego, że absolutnie nie możemy mieć w Polsce kompleksów, że jest sporo rzeczy, które się robi inaczej, co nie znaczy, że zawsze lepiej niż u nas. Nas zainwestowała pieniądze, potem osoby, które były mentorami, że też dołożyły swoją cegiełkę, bo uznali, tak myślę, że pewnie spodobało im to się to, w jaki sposób pracujemy, albo to, że projekt może być z sensem. Potem wróciliśmy do Polski, zaczęliśmy rozmowy ze znanym lekarzem z Mariuszem i tak to ostatnio dopięliśmy. Coś, co było przełomowe, to było… podkreślałem o tym, że można było umawiać tylko konsultacje na kalendarz. Przełomowe było to, jak stworzyliśmy dyżury lekarskie, czyli posadziliśmy lekarzy, zagwarantowaliśmy ich dostępność, tak, żeby można było kiedykolwiek zadzwonić się w godzinach dyżurów, od razu połączyć się z lekarzem i to jako taki moment jeden z bardziej przełomowy poznajemy, a potem historia jest, dochodzimy do momentu, w którym jesteśmy i i cóż, to jest ta niewiadoma przed nami, takie karczowanie maczetą puszczy, bo nie wiemy, co się kryje za następnym zakrętem.
Mateusz
To ja jeszcze wrócę do początku. Fajnie, że zacząłeś od wątku Startup Weekend, dlatego, że w odcinku od poprzednim odcinku rozmawialiśmy na ten temat, rozmawialiśmy o wielu projektach, rozmawialiśmy dość sporo z jednym z organizatorów startup weekendów, fajnie, że tutaj pojawiacie się jako jeden z projektów, który się wywodzi, który się wywodzi ze startup weekendów.
Paweł S.
No tak, bo tak, niedługo już nawiązuje do tematu, będę zresztą prowadził Startup Weekend w Kielcach. To tak, z ciekawostek, a w mojej przygodzie startupowej bodajże to będzie mój piętnasty Startup Weekend już.
Paweł A.
Wow.
Mateusz
Super, super, czyli serial Startup Weekend Enterprise.
Paweł S.
Jeżeli to cokolwiek mógłby znaczyć, to tak, chociaż mnie to po prostu za każdym razem było porządkowanie wiedzy i mega okazja do poznawania ludzi, którzy mają te same ambicje i cele.
Mateusz
Jasne, jasne, słuchaj. I jeszcze nawiązując do kwestii tej akceleratora Wayra, Praga. Wypowiedziałeś się, znaleźliśmy takie twoje stwierdzenie, że jeśli nie weźmiesz od akceleratora samodzielnie tego, czego potrzebujesz, to sama akceleracja nic ci nie da. Czy mógłbyś dla słuchaczy powiedzieć więcej na ten temat? Ponieważ niejednokrotnie wobec akceleratora każdy buduje jakieś oczekiwania, które no nie są spełniane. Jeśli rzeczywiście my nie nie wyciągniemy tego od tego akceleratora i jak ty to rozumiesz, jak wy działaliście w akceleratorze i co wam rzeczywiście dała ta akceleracja?
Paweł S.
Może nawet zróbmy jeszcze krok wcześniej, opowiedzmy czym jest, bo akcelerator to jest miejsce, w którym projekty przychodzą by się zaakcelerować, czyli przyspieszyć swoje działanie, najczęściej w kontekście sprzedaży. Były projekte, które przychodziły, żeby zaklerować je w kontekście budowy produktu, czyli miały coś, ale postanowiły zrobić pivot i dobudować więcej lub zmienić to, co totalnie robią, albo miały już produkt, miały już jakąś drobną walidację na rynku i chciałyby teraz to przeskalować, żeby urosnąć w kontekście sprzedażowym poprzez marketing albo poprzez kanały dystrybucji, które miały dać im akcelerator. Akceleratory dzielą się na takie, które są organizowane przez fundusze, tak głównie, wiadomo, oczywiście coś pominę, ale takie, z którymi się spotkałem, głównie były organizowane przez fundusze inwestycyjne, po to, żeby zrobić takie swoje sito skautingowe, wybrać tych, którzy najlepiej pracują, bo organizując akcelerator, widzisz tych ludzi najczęściej na co dzień, patrzysz, jakie oni robią progres, jak się przekładają, dzięki temu nie inwestujesz od razu kupy kasy w jakiś projekt, tak można powiedzieć, w ciemno, jeżeli nie znasz jakiś ludzi, tylko na podstawie tego, jakich obserwujesz, jakie są ich postępy, nie postępy. A z drugiej strony są akceleratory organizowane przez korporacje, czyli takie jak była Wayra, czyli oni wyszukują projekty, które wspinają się z ich modelem biznesowym, z ich usługami, które oferują i tam, gdzie Wayra ma klientów, tym klientom mogłaby zaoferować kolejną usługę typu typu konsultacji online z lekarzami jako dodatek do abonamentów telefonicznych. I jako firma telekomunikacyjna jest takim, Telefonika jako firma telekomunikacyjna jest w takim momencie, że ich kolorowy produkt, czyli abonamenty, gdzie ludzie dostawali na przykład darmowe minuty, albo dostawali internet, trochę przestaje być opłacalny, dlatego, że te abonamenty są coraz tańsze, ludzi, raczej, którzy to kupują, nie przybywa albo nie przybywa tak szybko, jak spadają ceny i przez to taka firma musi szukać kolejnych modeli biznesowych albo kolejnych produktów, które może zaoferować tym samym użytkownikom, żeby powrotem te rachunki były warte tyle, ile były warte przed laty, bo bo nie zmieniły się, nie zmieniła się albo w założeniu się nie zmieniasz liczba ludzi, którzy oni zatrudniają i ostatecznie, żeby bilans był na plus. Takim jednym z produktów byliśmy my, inny produkt to był na przykład inny polski, polski startup Audio Trip, czyli przewodniki audio, przewodniki, które można też również byłoby sprzedawać jako dodatek do abonamentów. Inne produkty mobilne polegały chociażby na ocenianiu pracowników, jak jesteśmy w jakimś miejscu, jesteśmy na przykład w restauracji, możemy dać ocenę konkretnej kelnerce, albo jesteśmy w urzędzie skarbowym i możemy konkretnemu urzędnikowi wystawić ocenę jako feedback, jaki jest poziom jego obsługi klienta.
Mateusz
To mogłoby być ciekawe tak i.
Paweł S.
Takich projektów było 8 w naszym w naszym batchu. I teraz tak, od akceleratora z jednej strony my możemy oczekiwać na podstawie tego, jak on się promuje, czyli co oni obiecują, że dadzą, ale z drugiej strony idąc do akceleratora, musimy sobie zadać takie główne pytanie, no jaki jest nasz główny cel na pobyt w tym akceleratorze i na tym się skupić, czyli nie tylko, że idę i a nóż coś z tego będzie, tylko szanując swój czas i ich czas, czyli co tak naprawdę chcę osiągnąć i to trzeba wprost komunikować, bo w momencie, kiedy to komunikujemy, to oni wiedzą, co nam mogą dać, a w inny sposób nie będą tego zgadywać. I takim przykładem jest to, że akcelerator oczywiście według swojego programu organizował warsztaty, ale te często warsztaty były nietrafione, bo wszystkie projekty nie potrzebowały konkretnie tego, więc dając szybko feedback na samym początku już organizującym te warsztaty, razem z innymi projektami dobieraliśmy to, co jest pod nas, to, czego tak naprawdę nam było potrzeba, a oni stając na wysokości zadania, bardzo szybki organizowali takich mentorów, na których nam było potrzeba. Ale były projekty takie, które polegały tylko i wyłącznie na takich warsztatach, nie skupiając się na tym, co można jeszcze więcej dostać, no i takie projekty po prostu przeszły przez program, zaliczając kilka szkoleń, nie robiąc tak naprawdę większego progresu i to jest to, co miałem na myśli, mówiąc, że no nic nie zostanie podane na tacy, bo to ostatecznie my pracujemy nad swoim projektem i wiemy, co takiej pracy day to day nam potrzeba następny dzień z.
Paweł A.
Jakimi problemami spotkaliście się będąc w akceleratorze i później, które były takimi elementami przeszkodami, które musieliście ominąć, żeby móc projekt dalej rozwijać tak, czyli.
Paweł S.
Teraz masz na myśli problemy organizacyjno-logistyczne przebywania albo współpracy z akceleratorem czy budowy naszego produktu budowy.
Paweł A.
Produktu już przechodząc konkretnie do telemedi.co jako projektu.
Paweł S.
To były problemy dotyczące skalowania technologii, pivotów, rozwoju o kolejnej funkcjonalności, czyli priorytetyzowania, co jest ważne, żeby zrobić w kolejnej następnej kolejności, albo czego nie robić, user experience, wszystko to, z czym na koniec spotyka się użytkownik i co go rozprasza od tego, żeby zrobić to, czego od niego oczekujemy.
Paweł A.
Mógłbyś podać przykład sytuacji, gdzie z perspektywy czasu wiesz, że coś zrobiliście źle i musieliście zrobić krok w tył, żeby rozwijać się dalej z jeszcze większą prędkością.
Paweł S.
Tu wchodząc bardzo bardzo w szczegóły to chociażby testy A/B tworzenia konsultacji i danych pobieranych w trakcie tworzenia konsultacji, bo 2 totalnie wykluczające się hipotezy polegające na tym, że im mniej formularzy, tym będzie wyższa konwersja versus hipoteza, że właśnie my w medycynie powinniśmy brać dużo danych, bo to do tego ludzie są przyzwyczajeni w medycynie i wcale nie będzie im to przeszkadzało. I testowanie takich takich rzeczy, czyli trochę sprzeczne podejście do tego, co się no to totalnie mówi w case’ach natomiast na temat uproszczania uproszczenia flow, przez które przychodzi użytkownik. Takie trochę stawanie na przekór, bo bo my w medycynie musieliśmy brać pod uwagę też te doświadczenia użytkowników z z offline’u, do tego trzeba są przyzwyczajeni.
Paweł A.
Chyba dużym elementem była edukacja rynku.
Paweł S.
Ciągle jest, nigdy bym nie powiedział, że jesteśmy chociażby w przedszkolu, jeżeli chodzi o edukację rynku, to jest ogromna sprawa do zrobienia i ogromny potencjał do do do do wykorzystania.
Paweł A.
Mógłbyś coś więcej powiedzieć choćby z początkowych rad, jak wyglądała taka edukacja rynku, co robiliście, w jaki sposób informowaliście czy uczyliście waszych użytkowników, jak odbyć wizytę, którą znają z ze świata offline przez.
Paweł S.
Kompletnie Jeszcze raz podkreślę, że my naprawdę to jest jeszcze tak dużo do zrobienia w tym zakrese, że mogę powiedzieć co robimy, bo się to jest coś, co ciągle trwa i polega to na tym, że my pokazujemy się w tych momentach, w tych kontekstach, w tych punktach styku, gdzie użytkownik szuka kontaktu z lekarzem, albo szuka porady medycznej. Kiedy użytkownik googluje na temat symptomów konkretnej choroby, to my pojawiamy się tam, by zaciekawić go, że jego problem, który obecnie ma, którego rozwiązania szuka, można rozwiązać również w inny sposób, nie tylko czytając na forach internetowych o tym, że ktoś miał już podobny problem i inna osoba z forum daje mu radę, że to prawdopodobnie prawdopodobnie będzie rak, tylko że on to samo pytanie może zadać bezpośrednio lekarzowi. I w momencie, gdy zaciekawimy takiego użytkownika, próbujemy go szybko uświadomić, w jaki sposób taka konsultacja będzie wyglądała, jakie są jej wady, jakie są jej plusy i tak wygląda ta nasza piramidka, czyli od zaciekawienia albo inaczej od potrzeby użytkownika staramy się wyłapać te momenty, kiedy on ma tę potrzebę, następnie próbujemy go zaciekawić, potem bardzo szybki sposób wyedukować po to, żeby nie stracić jego atencji i czwarte, zaprosić go do skorzystania z usługi.
Mateusz
Pawle, to powiedz nam jeszcze w takim razie, ponieważ testujecie tutaj dużo różnych opcji podejść do do tego końcowego użytkownika klienta tak, zatrudniania lekarzy, problemów różnego rodzaju. Czy macie wzorce, na których się wzorujecie, czy są wzorce zagraniczne, z których korzystacie? Czy robicie to całkowicie na własną rękę własnym autorskim pomysłem, jak to wygląda w waszym?
Paweł S.
Mnóstwo konkurencji na całym świecie, więc oczywiście cały czas podpatrujemy, co robią ciekawego, co robią.
Mateusz
To branża też, jak może jeszcze pogłębię to pytanie, Przepraszam, że ci przerywam, ale jak wygląda ta branża rzeczywiście globalnie, bo tego nie poruszyliśmy, a to jest coś, czego myślałem, wiele osób wcale nie jest świadome. Jak wygląda branża telemedycyny?
Paweł S.
Gdy jakieś pół roku temu robiliśmy liczenie albo spis powszechny naszych konkurentów, było 13 konkurentów w Stanach Zjednoczonych, takich, którzy uznajemy, liczą się, czyli mają dość duże finansowanie i fajną trakcję. W Europie takich kluczowych mamy 3, z czego 2 w Anglii, jeden jeden projekt z Finlandii. A rynki, które nas interesują, to jest Europa głównie i Ameryka Południowa, więc te Stany są dla nas bardzo fajnymi wzorcami na podstawie tego, co im działa, albo inaczej co robili jeszcze jakiś czas temu. Nie sprawdzamy coś 2 miesiące później, co zmienili i wtedy zakładamy, że jeżeli coś zmieniają, znaczy się tamto, co akurat jest zmieniane, poddawane testom, nie za bardzo działa. I dzięki temu mamy też taką wymianę informacji z nimi, zresztą z naszymi konkurentami jesteśmy często w kontakcie i wymieniamy się doświadczeniami. Jeżeli działamy na innych rynkach, naprawdę nie jest problemem, że z naszymi, można powiedzieć, pośrednio konkurentami albo nawet bezpośrednio konkurentami, wymieniamy się informacjami i i o planach, dlatego, że wszyscy jesteśmy świadomi tego, że trzeba edukować ten rynek i ostatecznie startupy nie przegrywają z konkurencją, tylko przegrywają z walidacją na rynku.
Mateusz
No myślę, że to jest podejście niespotykane, niespotykane podejście dla wielu branż i w wielu przypadkach na pewno wzbudzi to trochę zaskoczenia. Wypowiedź, którą właśnie powiedziałeś i nie ukrywam, że też jestem zaskoczony, aczkolwiek jest to pozytywny sygnał, taki wzajemnej też edukacji, wsparcia pod kątem edukacji całego rynku.
Paweł S.
Wiadomo, nie jest wszystkim tak, to utrzymujemy, ale to są projekte, z którymi się spotykamy. Wyglądało to zwyczajnie w ten sposób, że napisaliśmy na LinkedInie do naszych konkurentów, będąc akurat w Londynie i spotkaliśmy się z nimi, rozmawialiśmy i jesteśmy w kontakcie. Co samo w Stanach, jakbyśmy w Dolinie Krzemowej.
Mateusz
Jeszcze mam jedno pytanie pod kątem kwestii finansowych projektu. Realizacja projektu własnymi siłami versus realizacja w oparciu o zewnętrzną inwestycję. Jak wy to widzicie, jakie błędy w tym zakresie popełniliście?
Paweł S.
Nie generalizowałbym tutaj pod tym względem, bo to bardzo wszystko zależy od projektu i od tego, na jakich fill dostawców zewnętrznego finansowania jesteśmy w stanie trafić fill i czy to finansowanie nam naprawdę bardzo pomoże w tym momencie urosnąć. I tutaj nie wchodzę znowu w wwalanie smart money, bo może być po prostu akurat moment, kiedy wszystko już mamy opracowane, znamy lifetime value użytkownika, mamy metody jego pozyskiwania, pozyskiwanie użytkownika jest dużo tańsze niż jego lifetime value, które możemy ostatecznie osiągnąć i tutaj zwyczajnie money nie jest potrzebne. Trzeba wtedy wybrać jak najtańsze money, czyli jak najwięcej pieniędzy, jak najmniej udziałów i i trzeba lecieć. Natomiast w przypadku, kiedy potrzebujemy jeszcze tego doświadczenia mądrzejszych osób od siebie, to oczywiście mocno rekomenduje jakby to powiedzieć, zapraszanie na pokład takich osób, to to jest bardzo pomocne. To, co zresztą nie przestaje chwalić naszych obecnych partnerów pod tym względem, bo naprawdę bardzo bardzo duże nam pomagają to.
Mateusz
Jest na pewno duża wartość.
Paweł S.
A pytanie wychodząc od tego, czy czy swoimi siłami, czy za pomocą kogoś, to to też zależy, na ile jesteśmy sobie w stanie pozwolić, bo jeżeli startujemy tak naprawdę swoją zawodową karierę, nie mając oszczędności, mając swoje umiejętności, to jak najwięcej zróbmy oczywiście swoimi siłami, ale ubijamy projekt też nie biorąc szybko pieniędzy, dlatego, że w pewnym momencie przystopujemy i w momencie na przykład, jak już skończyły nam się pieniądze, dopiero zaczynamy szukać finansowania i przez to projekt nam się nie rozwija, bo zamiast skupiać się na biznesie, szukamy wtedy finansowania. To też nie jest, nie jest taka super metoda, żeby jak najdłużej ciągnąć bez bez inwestora, nie oddając udziałów, bo po prostu w pewnym momencie sami się zapychamy, a jakbyśmy zrobili to dużo mądrzej, czyli wiemy, kiedy nam się te pieniądze skończą, wcześniej rozpoczęli ten proces, tak, żebyśmy dostali zastrzyk gotówki wcześniej, zanim one nam się zdążą skończyć. No to dużo więcej jesteśmy w stanie ugrać według zasady, że lepiej mieć 1% ze 100 niż 100% z jednego.
Mateusz
Słuchaj, to Paweł, powiedz nam jeszcze jedną rzecz, co dalej? Jakie cele przed sobą teraz stawiacie, czego, co chcielibyście osiągnąć w przeciągu najbliższego roku, 2 lat? Powiedzmy tak.
Paweł S.
Naprawdę wszystko mamy oparte albo wypisane w KPI’ach, które sobie, które sobie planujemy. Górnolotnie mówiąc, chcemy pojawić się na rynkach europejskich i w Ameryka Południowej. Ale nie skończyła się praca, tak naprawdę ona jest jeszcze ogromna do zrobienia, jeżeli chodzi o głębokość nawet polskiego rynku, na którym pracujemy. Jeżeli chodzi o tę edukację, jeżeli chodzi o sprawdzenie wszystkich naszych założeń biznesowych albo propozycji biznesowych w kontekście dodawania się do produktów, po nasza usługa doskonale spisuje się jako dodatek do istniejących usług abonamentowych, chociażby w ubezpieczeniach czy bankach, nawet jako dodatek do kart kredytowych. Więc takich biznes case’ów jest jeszcze mnóstwo do sprawdzenia jeżeli chodzi o jeden kraj, a następnie ekspandowanie tego na inne kraje to jest jeszcze wielka i ekscytująca wizja przed nami, więc to jest to. To jest wprowadzenie na inne rynki.
Paweł A.
Trzymamy kciuki. Jeżeli chodzi o tematy telemedi.co myślę, że jeszcze wielibyśmy ciekawych znaleźli, natomiast powoli już kończąc naszą rozmowę, w jaki sposób można się z tobą skontaktować?
Paweł S.
Zapraszam do kontaktu na Facebooku, na na maila Paweł małpa telemedi.co i naprawdę jeżeli w jakikolwiek sposób będę mógł pomóc, to czuję się zobowiązany przez to, że wiele osób okazało mi ogromną życzliwość na tej mojej drodze młodego przedsiębiorcy, to czuję się mega zobowiązany i myślę, że to dalej by swój czas również poświęcać na to, żeby innym pomagać. Jeżeli ktokolwiek w ogóle uznaje, że jakieś tam moje słowo, moja rada, kontakt ze mną, może mu cokolwiek przynieść.
Paweł A.
Tak jak wspomnieliśmy na początku, Pawła można również posłuchać w jego podcaście Startup Talks. Gdyby ktoś z naszych słuchaczy jeszcze nie subskrybował, gorąco zachęcamy, a dzisiaj już dziękujemy ci bardzo za wizytę, za poświęcony czas, życzymy powodzenia i jeszcze raz dzięki za za wizytę za.
Mateusz
Rozmowę i garść rad.
Paweł A.
Tak jest, dzięki.
Paweł S.
Ogromne, panowie. I pamiętacie, plecy same się nie zrobiły.
Paweł A.
Do zobaczenia, do usłyszenia.
Mateusz
Cześć, wielkie na razie.
Mateusz
Jeśli lubisz słuchać kolejnych odcinków naszego podcastu, prosimy, przekaż znajomym informacje o nas, share’uj na Fejsbuku, oceniaj nas w iTunes. Dzięki temu dotrzemy do większej liczby osób, takich jak ty.
Paweł A.
Już za 2 tygodnie nawiedzi nas Przemek Kadula z firmy Notatek.pl. Notatki do dzisiejszego odcinka znajdziecie pod adresem www.failurepodcast.pl. łamane przez 007. Dziękuję, że byliście z nami i do zobaczenia za 2 tygodnie.
Mateusz
Do usłyszenia.