Ozeasz ostrzega nas byśmy nie wrócili do swojego Egiptu. Psalmista wyśmiewa idolatrie. Jezus objawia, że jest Emmanuelem i leczy wszystkie choroby i słabości…(Oz 8,4-7. 11-13; Ps 115, 3-10; Mt 4,23; Mt 9,32-38)
Obraz na miniaturze:
Chrispijn van den Broeck, „Chrystus uzdrawiający chorych”, 1577
Autorem obrazu jest Chrispijn van den Broeck, flamandzki malarz, rysownik i projektant grafik, działający głównie w XVI-wiecznej Antwerpii. Dzieło „Chrystus uzdrawiający chorych” powstało w 1577 roku. To obraz olejny na płótnie, o wymiarach 90,7 × 142,2 cm. Reprodukcja pochodzi ze zbiorów Royal Collection Trust i jest dostępna w Wikimedia Commons.
Obraz bardzo dobrze koresponduje z dzisiejszą Ewangelią. Święty Mateusz pokazuje Jezusa, który obchodzi miasta i wioski, naucza, głosi Ewangelię królestwa i leczy „wszystkie choroby i wszystkie słabości”. W tej scenie van den Broeck skupia uwagę właśnie na Chrystusie obecnym pośród ludzi potrzebujących ratunku. Jezus znajduje się w centrum wydarzenia, otoczony przez tłum chorych, cierpiących, proszących i oczekujących. Jego postać jest spokojna, a zarazem pełna łagodnego autorytetu. To nie tylko centrum kompozycji, ale centrum nadziei — Ten, ku któremu kierują się spojrzenia, gesty i całe napięcie sceny.
Malarz prowadzi wzrok widza przez gęsto zbudowany tłum. Widzimy osoby stojące, pochylone, siedzące i leżące, zwrócone ku Jezusowi z różnych stron. Każda z nich wnosi do obrazu własną historię: ktoś wyciąga rękę, ktoś podpiera ciało, ktoś zbliża się z ufnością, ktoś inny patrzy z napięciem i oczekiwaniem. Ta wielość postaci sprawia, że scena staje się obrazem ludzkiego świata dotkniętego słabością. Choroba nie jest tu tylko problemem jednej osoby. To doświadczenie całej wspólnoty, tłumu, który potrzebuje pasterza, lekarza i Zbawiciela.
Szczególnie znaczący jest drobny, ale bardzo wymowny szczegół: z ust jednej z leżących postaci wychodzi mała, ciemna istota przypominająca smoka lub skrzydlatego demona. W języku dawnej sztuki taki motyw oznacza złego ducha opuszczającego człowieka. Van den Broeck pokazuje więc nie tylko uzdrowienie z choroby ciała, ale także wyzwolenie duchowe. Chrystus przywraca człowiekowi zdrowie, mowę, wolność i godność. Ten szczegół bardzo mocno łączy obraz z dzisiejszą Ewangelią, w której do Jezusa przyprowadzono niemowę opętanego, a po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskuje głos.
W tym kontekście obraz staje się jeszcze głębszy. Jezus nie jest ukazany jedynie jako cudotwórca, który usuwa widzialne cierpienie. Jest Tym, który dotyka także tego, co ukryte: lęku, zniewolenia, niemocy, duchowego zamknięcia. Człowiek leżący u Jego stóp zostaje uwolniony od siły, która odbierała mu głos i wolność. To mocny obraz Ewangelii: Bóg żywy przychodzi tam, gdzie człowiek nie potrafi już sam mówić, wołać ani prosić.
Szczególnie mocno wybrzmiewa tu zdanie z Ewangelii:
Obraz van den Broecka można odczytać jako przeciwieństwo świata martwych bożków. Tam, gdzie człowiek szuka ratunku w tym, co nieme i bezsilne, Chrystus objawia Boga żywego. Tam, gdzie człowiek jest porzucony, Jezus staje pośrodku. Tam, gdzie tłum jest rozproszony i zmęczony, On gromadzi, uzdrawia i przywraca sens. Tam, gdzie zło odbiera człowiekowi głos, Jezus przywraca mu mowę.
Dzisiejsza Ewangelia kończy się wezwaniem do modlitwy o robotników na żniwo. W obrazie widzimy, dlaczego ta modlitwa jest tak pilna: świat jest pełen ludzi, którzy potrzebują nie obojętności, lecz spojrzenia Chrystusa; nie pustych słów, lecz Ewangelii; nie martwych bożków, lecz Boga, który ma serce poruszone współczuciem. Tłum zgromadzony wokół Jezusa przypomina, że żniwo naprawdę jest wielkie — bo wielka jest ludzka bieda, wielkie jest zagubienie, ale jeszcze większe jest Boże miłosierdzie.
Ten obraz przypomina, że Jezus nie patrzy na człowieka z dystansu. Wchodzi w sam środek ludzkiego cierpienia. Pozwala się otoczyć tym, którzy są słabi, chorzy, niesieni przez innych, zmęczeni życiem i zniewoleni przez zło.