
Sign up to save your podcasts
Or


Jan Rulewski wspomina, że stan wojenny był "pierwszym aktem upadku komuny". Wskazuje, że rozliczenia zbrodni tego okresu prędko się nie skończą. Gość "Popołudnia Wnet" z ubolewaniem stwierdza, że: Po 1989 r. indywidualizm zabił w nas solidarność.
Cezary Kaźmierczak komentuje bieżącą sytuację gospodarczą w Polsce. Wspomina też dzień wprowadzenia stanu wojennego.
Krzysztof Wyszkowski przyznaje, że na początku stanu wojennego naiwnie podchodził do władz PRL-u. Został wówczas aresztowany razem z Tadeuszem Mazowieckim w Grand Hotelu.
Działacz opozycji antykomunistycznej w PRL sądził, że komuniści popełnili błąd "wyciągając nóż w czasie negocjacji. Jak zauważa, nie rozumiał wówczas, że
Polska została zamrożona na 8 lat, a potem okaleczona Okrągłym Stołem. Wyszkowski podkreśla, że stan wojenny był operacją mającą zniszczyć Polskę w interesie Sowietów.
Publicysta zauważa, że decyzja o stanie wojennym była podjęta gdy gen. Wojciech Jaruzelski zostawał pierwszym sekretarzem. Jego poprzednik Stanisław Kania zwlekał z wprowadzeniem stanu wojennego. Członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej wspomina słowa Tadeusza Mazowieckiego, który po aresztowaniu w Grand Hotelu stwierdził, iż
Rozmówca Łukasza Jankowskiego komentuje niedawno ujawnione nagranie z 2000 r. na którym Adam Michnik brata się z gen. Wojciechem Jaruzelskim. Redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” deklaruje na nim miłość do generała i stwierdza m.in., że
Wyszkowski podkreśla, że jest to żenujące, a przy tym niedostatecznie kompromitujące człowieka, który pozostaje redaktorem naczelnym "potężnego ośrodka wpływu na polską opinię publiczną". "GW" tworzy zaś, jak mówi, wspólny front z telewizją TVN oraz portalami takimi jak Onet.pl, czy Wirtualna Polska.
Nasz gość zaznacza, że Michnik jest "kłamcą, oszustem, łajdakiem bez sumienia. Przypuszcza, że motywem wizyty Michnika u Jaruzelskiego w 2000 r. była chęć ukrycia prawdy na temat jego relacji z Sowietami i innych tajemnic z przeszłości.
Wyszkowski stwierdza, że Jacek Kuroń i Adam Michnik przygotowywali już w 1981 r. rząd jedności narodowej. Jednak ich nadzieje okazały się przedwczesne.
Gośćmi Grzegorza Milko są: komentator skoków narciarskich Marek Rudziński, dziennikarz tygodnika "Piłka Nożna" Zbigniew Mroziński oraz dyrektor sportowy Górnika Łęczna Veljko Nikitović.
Jan Martini wspomina stan wojenny. Jak stwierdza,
Zauważa, że pracując w regionalnej "Solidarności" nie zrezygnował z etatów w teatrze. Dzień dzielił między pracę w Regionie i w teatrze. Po mowie na zebraniu Regionu niektórzy chcieli go wybrać na przewodniczącego. On jednak nie chciał zostać przewodniczącym związku stwierdzając, że powinien być nim ktoś mający kontakt z robotnikami. Tak też się stało- został nim inżynier z największej fabryki w Koszalinie. Martini został przewodniczącym komisji informacji, oświaty i kultury.
Członek opozycji antykomunistycznej wyjaśnia, że nie został internowany od razu. Wynikało to z tego, że
On zaś zaczął działać w maju 1981 r. Po wprowadzeniu stanu wojennego, 17 grudnia przyszli do niego do domu na rozmowę. Zobowiązał się do przestrzegania prawa w czasie stanu wojennego.
Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego podkreśla, że wbrew temu, co się czasami sądzi, podpisanie tzw. lojalki nie było równoznaczne z podpisaniem zgody na współpracę. Dodaje, że
W ten sposób komuniści dezorientowali swych przeciwników. Martini zaangażował się w wydawanie od lutego w wydawanie gazety "Grudzień 1981". W maju w czasie rewizji znaleźli u niego bibułę. Nasz gość siedział 11 miesięcy, z czego trzy w areszcie śledczym. Wskazuje, że
Dziwi się, że śledztwo było tak łagodne. Nie naciskali na niego w sprawie tego skąd się wzięły u niego gazety.
Zauważa, że był to fragment pierestrojki. Komuniści nie mogli sobie pozwolić na zbytnią brutalność. Martini wskazuje na pracę Jerzego Targalskiego "Służby specjalne i pieriestrojka".
Józef Maria Ruszar opowiada o czasach stanu wojennego, podczas którego został internowany. Przedstawia groteskowość tak trudnych czasów, jakim był stan. Ponadto ubolewa nad brakiem rozliczeń komunistów oraz nad moralnym zamazaniem winy.
Grzegorz Surdy wspomina wprowadzenie stanu wojennego. Pojawił się wówczas duży opór społeczny. Nasz gość podkreśla, że skutki stanu wojennego są odczuwalne do dziś. Z jednej strony powodem jest drenaż elit opozycyjnych.
Joanna i Andrzej Gwiazdowie mówią, że komunistom udało się przestraszyć opozycjonistów z „Solidarności” w czasie stanu wojennego. Zdaniem Andrzeja Gwiazdy skutki stanu wojennego odczuwalne są do dnia dzisiejszego. Przyczyną tego jest nowelizacja prawa, według którego komuniści mogli uwłaszczyć państwowe mienie.
Adam Borowski wspomina dzień wprowadzenia stanu wojennego. Działacze opozycji antykomunistycznej chcieli strajkować. Niemniej komuniści szybko pacyfikowali zakłady pracy, gdzie występowali opozycjoniści. Nasz gość został internowany w grudniu. W więzieniu odsiedział dwa lata.
Małgorzata i Paweł Materka o Fundacji Planeta Życia oraz o Warsztatach Życia i Mocy.
From the publisher's feed