Nie udawajmy, że nic się nie dzieje przy granicy z Białorusią. Ludzie wyrzucani na druty żyletkowe, to uchodźcy i migranci z obszarów objętych konfliktami zbrojnymi lub z krajów objętych reżimem totalitarnym z Syrii, Afganistanu, Iraku, którzy zostali sprowokowani przez reżim Łukaszenki. Należy mówić o tym, jeśli wiemy co się dzieje, aby nie pozwalać na uleganie prymitywnej socjotechnice. Nasze milczenie to zgoda na patologię, na krzywdzenie innych ludzi, na nazywanie cierpiących zwierzętami, zoofilami, terrorystami. To zgoda też na ich śmierć.
To się dzieje w kraju z dramatyczną historią, w kraju, gdzie władza inicjuje apele o ochronę wartości chrześcijańskich.