15. Ziemia była wiosenna, mokra, młode pędy wyrastały z niej tuż obok suchych łodyg z poprzedniej jesieni. Układaliśmy Marzanny nad brzegiem i czekaliśmy aż podpłynie łódź. Ściskałam mocno krawędź fartuszka, z którego rozkwitały blade przebiśniegi. Zdarzyło się, że płakałam, kiedy przychodziła nasza kolej, żeby podać strojną pannę staremu rybakowi; uśmiechał się wtedy, głaskał mnie niezdarnie po włosach, i układał ją na dnie łodzi. Gdy łódka była pełna, odpychał się od brzegu długim wiosłem i płynął tam, gdzie Wisła rwała najmocniej.