Dwór w Cudzynowicach w województwie świętokrzyskim jeszcze niedawno był opuszczoną ruiną. Dziś to znów dom – i to dom z niezwykłą historią. Marta i Michał Żołnowscy, którzy przeprowadzili się tu z Krakowa, przyznają, że początki były trudne.
„Mieszkamy tutaj w ogóle od, równo właściwie z dokładnością, do kilku dni od roku. Sprowadziliśmy się tutaj zupełnie na wariackich papierach, jak to się mówi. Nie było wielu, wielu podstawowych rzeczy. W pralni mieliśmy tymczasową kuchnię, łazienkę, sypialnia była nieskończona. A fachowcy krzątali się od rana do wieczora.”
Dwór wzniesiono w 1820 roku dla rodziny Krzyżanowskich, związanych z Krakowem i Uniwersytetem Jagiellońskim. Ostatni przedwojenni właściciele, Włodzimierz i Stefania Krzyżanowscy, prowadzili tu nowoczesne gospodarstwo.
„Dwór został wybudowany w 1820 roku przez rodzinę Krzyżanowskich, którzy kupili tę posiadłość, te pola, wieś od Żeleńskich. (…) Włodzimierz i Stefania Krzyżanowscy to byli ostatni właściciele tego dworu w okresie międzywojennym. Krzyżanowski był prawnikiem. Był też, mówiąc współczesnym językiem, biznesmenem, któremu się dosyć wiodło. Byli właścicielem cukrowni buraków tutaj w Kazimierzy. Był też takim innowatorem. Pomagał wybudować kolej wąskotorową w okolicy.”
Wojna brutalnie przerwała ten świat. Włodzimierz Krzyżanowski, oficer Wojska Polskiego został aresztowany i uwięziony w Ostaszkowie.
„Jak przyszła wojna, był oficerem. Został powołany do żandarmerii polskiej. Został pojmany przez Rosjan i w 40 roku zginął strzałem w tył głowy. Nawet nie znaleziono jego ciała później.”
Stefania została we dworze sama z córką Haliną, prowadząc gospodarstwo i życie kulturalne mimo okupacji. To właśnie wtedy w Cudzynowicach rozegrała się sensacyjna historia alianckiego lotnika RAAF, Alana Huntera Hammetta.
„Historia z pilotem RAAFu, Alanem Hunterem Hammettem. Jest w ogóle wyjątkowa. To jest scenariusz na doskonały film sensacyjny, wojenny, z pewnością. Z wątkiem romantycznym zresztą.”
W sierpniu 1944 roku, podczas lotów z Włoch z pomocą dla powstańczej Warszawy, nad okolicą został zestrzelony Liberator. Większość załogi zginęła, część dostała się do niewoli.
„Przeżył tak naprawdę jeden nawigator z tego samolotu, właśnie niejaki Alan Hunter Hammett, który na tym spadochronie gdzieś tutaj spadł w okolicy i mieszkał przez kilka miesięcy w Cudzynowicach. Tutaj właśnie u Stefani Krzyżanowskiej, ona go ukrywała. On, żeby też nie został wydany, żeby nie doszło do konspiracji, udawał głuchoniemego, ale był zaangażowany w walki partyzanckie w okolicy.”
Do tej historii Żołnowscy doszli jak do układanki – przez rodzinne archiwa Krzyżanowskich i spotkania z pasjonatami historii Podgórza w Krakowie. Zderzenie zdjęcia z wojennej gazety z fotografiami z dworu nie pozostawiło wątpliwości.
„Michał wrócił do domu, zaczął przeglądać te zdjęcia i mówi, zobacz, to on. Ma niezwykle charakterystyczne rysy twarzy. Nie było żadnej wątpliwości, że to jest dokładnie ten człowiek. (…) To jest zdjęcie, które było przez miłośników historii Podgórze pokazane, znajduje się w internecie, a to jest zdjęcie, które my dostaliśmy od znajomych córki Krzyżanowskich i to jest ten sam człowiek.”
W opowieść wpisany jest również wątek miłosny – aliancki lotnik zakochał się w młodej Polce ze Święcic.
„Poznał Wielowiejską, która w dworze w Święcicach mieszkała i zakochali się w sobie na tyle mocno, że pobrali się. Wyjechali razem do Australii. (…) I tam z tą wielowiejską żyli, mieli bliźniaków, którzy żyją do tej pory. Michael i Peter zresztą.”
Po wojnie dwór został zbombardowany, upaństwowiony i zamieniony w szkołę rolniczą, a potem internat. Stefania z córką uciekły w styczniu 1945 roku. Halina została później znaną scenografką – pracowała m.in. przy filmach Barei i serialu „Czterdziestolatek”.
„Nigdy nie chciała odzyskać tego dworu i nigdy nie chciała tu wrócić. Miała tak smutne, tak traumatyczne wspomnienia z tego okresu dzieciństwa, gdzie straciła ojca, gdzie była okupacja, gdzie potem z mamą opuszczały ten dwór w stresie i w takiej traumie można powiedzieć, że nigdy nie chciała tutaj wrócić.”
Kiedy internat zamknięto, budynek zaczął popadać w ruinę. Dwór został wystawiony na licytację komorniczą. I tu zaczyna się współczesny rozdział historii.
„Formalnie właścicielami jesteśmy od 2022 roku, czyli raptem trzy lata. Był luty 2022 roku, dosłownie tydzień po inwazji rosyjskiej na Ukrainę (…). Pojechaliśmy na licytację komorniczą w Kazimierzy Wielkiej i w sądzie okazało się, że nie było nikogo. Byłem tylko ja, z chętnych, którzy mogli kupić to miejsce, więc wróciłem do domu, do Krakowa z radosną nowiną, że słuchajcie, jesteśmy właścicielami dworu w Cudzynowicach.”
To mama pana Michała, krakowska przewodniczka i miłośniczka historii, wypatrzyła ogłoszenie o sprzedaży. To jej upór zapoczątkował tę historię.
„Mama przyszła pewnego dnia z iPadem do mnie i mówi, Michał popatrz się, tutaj jest taki fajny dwór do sprzedania. (…) Natomiast niestety moja mama, która znalazła to miejsce i tu przyjeżdżała nie raz, jak były te remonty i miała być też mieszkańcem tego miejsca, zmarła niespodziewanie rok temu. Także ta historia ma taki swój bardzo smutny wątek. Ale to właśnie dzięki mamie znaleźliśmy to miejsce i tutaj jesteśmy dzisiaj.”
Skala prac okazała się gigantyczna: od odwodnienia lochów i pomp pracujących non-stop, przez wymianę wszystkich instalacji, po odtwarzanie detali i wnętrz.
„Zaczęliśmy od tych najważniejszych, których nie widać, czyli właśnie odwodnienia, system odciągnięcia wód gruntowych do pobliskiej rzeczki, do Nidzicy, po takie rzeczy związane faktycznie z wystrojem, czyli wymiana wszystkich tynków, całej instalacji elektrycznej, zbudowanie ogrzewania na nowo, hydrauliki, wszystkiego, tak naprawdę zostały tutaj tylko i wyłącznie same ściany. Wszystko inne musieliśmy zrobić.”
Żołnowscy przyznają, że gdyby znali cały zakres koniecznych remontów, być może nie podjęliby takiej decyzji – ale dziś nie żałują.
„Gdyby ktoś nam wtedy… przed tą licytacją, powiedział jaka jest skala prac tutaj do zrobienia, to z całą pewnością byśmy nigdy w życiu się na to nie zgodzili. (…) Nasz budżet kilkukrotnie został zwielokrotniony, ale nie żałujemy. Jesteśmy szczęśliwi. (…) To jest taki stary dom z duszą. Mimo, że jesteśmy tutaj obcy, nigdy nie mieliśmy niczego wspólnego z tym miejscem, ani jakichś tam wątków rodzinnych, nie wiem, jakikolwiek, to czujemy się, że tutaj należymy do tego miejsca.”
Jednym z najmocniej zaskakujących wątków rozmowy jest kosmos – dosłownie. Obecny właściciel dworu jest astronomem amatorem, współodkrywcą komety „Polonia” i współtwórcą sieci 11 zdalnych obserwatoriów astronomicznych na świecie. We dworze trzyma fragment izolacji z Apollo 13, kawałek kliszy fotograficznej użytej na Księżycu i – co najcenniejsze – pył księżycowy z misji Apollo 15.
„To jest fragment specjalnej takiej torby, takiego zasobnika, którego Amerykanie w misji Apollo 15 mieli do przechowywania próbę księżycowych. (…) Ale można mieć pył księżycowy. I tutaj takie poszarzenie takie widać, prawda? (…) to jest właśnie pył księżycowy.”
Latem Żołnowscy postawili przy dworze obserwatorium astronomiczne, dzięki któremu współpracujące m.in. z Europejską Agencją Kosmiczną.
Codzienność w Cudzynowicach okazuje się paradoksalnie prostsza niż w mieście.
„Niewiargodnie dobrze się mieszka, w skrócie. (…) To, co sobie cenimy, będąc tu na miejscu w porównaniu z życiem w dużym mieście, no po pierwsze spokój. Jest nieprawdopodobnie cicho i jest takie zwolnienie. To, że człowiek wychodzi i w zasadzie po ...