Wyobraźmy sobie uczelnię, która z dumą reklamuje swoją różnorodność.
Na folderach widzimy ludzi wszystkich ras, narodowości i orientacji. W gabinetach działają kolejne biura do spraw integracji, równości i włączania. Studenci wypełniają ankiety dotyczące poczucia przynależności, a kandydaci do pracy opisują swój stosunek do DEI.
Można różnić się kolorem skóry, płcią i pochodzeniem.
Lepiej tylko nie różnić się poglądami.