Są takie historie, które brzmią jak legenda z karczmy, bajka opowiadana przy ognisku albo scenariusz do filmu fantasy. A potem okazuje się, że naukowcy naprawdę pochylają się nad tym pod mikroskopem.
W chińskiej prowincji Junnan od lat znany jest grzyb o nazwie Lanmaoa asiatica. Lokalnie mówi się na niego jian shou qing, co można przetłumaczyć mniej więcej jako „siniejący w dłoni” albo „ten, który robi się niebieski po dotknięciu”. Jest ceniony jako przysmak — ma bogaty, intensywny smak i trafia na targi, do restauracji oraz domowych kuchni.
Ale ma też drugą, znacznie mroczniejszą reputację.
Jeśli zostanie zjedzony niedogotowany, potrafi wywołać niezwykle dziwne halucynacje. Nie ogólne „kolory”, nie typowe psychodeliczne wizje, ale bardzo konkretny motyw: ludzie widzą małe postacie. Maleńkich ludzi. Czasem kolorowych, czasem przypominających elfy, czasem maszerujących po stole, wspinających się po meblach, przechodzących pod drzwiami albo pojawiających się na talerzach podczas jedzenia.
Brzmi absurdalnie? Właśnie dlatego ta historia jest tak fascynująca.