Chińczycy z takim zapałem rzucili się do produkcji aut, że nie mają ich gdzie sprzedać. I nie chodzi tylko o modele elektryczne, także te spalinowe. Rynek jest zalany taką ilością marek i modeli, że producenci kombinują jak mogą, żeby gdzieś ten nadmiar upłynnić. Pierwszy pomysł, to oczywiście cena: samochód, wyjeżdżając z fabryki, jest od razu przeceniany o połowę, drugi pomysł - kreatywna księgowość: żeby poprawić statystyki sprzedaży, fabryki kupują swoje własne auta i wstawiają je później do komisów jako używane, a trzeci pomysł - wysłać jak najdalej: Chińczycy jak szaleni pakują samochody na specjalne statki, które rozwożą je po świecie. W europejskich portach na chińskie auta nie ma już miejsca, bo parkingi są nimi zastawione pod korek. Dlatego chińska flotylla zmierza teraz do Ameryki Południowej. A fabryki produkują dalej, dwojąc się i trojąc w innowacjach, jak ostatnio drony latające nad samochodem. Choroba nadmiaru jednak się rozprzestrzenia, a sytuacji przestraszyło się nawet chińskie kierownictwo polityczne, dlatego zaapelowało do branży o... inwolucję! Co miałoby to oznaczać? Posłuchaj!
Sponsorem odcinka jest OANDA TMS Brokers.