
Sign up to save your podcasts
Or


Niełatwo mi się nagrywało ten felieton. Długo dojrzewał. Trudność polegała przede wszystkim na tym, aby tę szaloną galopkę myśli okiełzać i zamknąć w 10 -minutową ramę. A jednocześnie wypluć to, co mnie od dłuższego czasu dusi. Cholera.... Jakoś mi tak dziwnie...
Boli. Och, jak strasznie boli wczorajsze upokorzenie z Belgią w rozgrywkach Ligi Narodów w piłkę kopaną. Niestety, my Polacy, nie potrafimy grać zespołowo. Ani w piłkę, ani w życie.
Dziś będzie o brutalizacji społeczeństwa. O walce siły i okrucieństwa z mądrością i dobrocią. Czyli o tym, jak łatwo stajemy się potworami.
Obsesyjnie przywiązany do zasady jeśli już coś robisz - rób dobrze, cierpię katusze, gdy obserwuję wszechobecne olewactwo i tumiwisizm. Gdy dziś przeczytałem w internetach, że urzędnicy odpowiedzialni za wprowadzenie do obiegu bubla stulecia, czyli Polskiego Ładu, przytulili w sumie około półtora miliona złociszy premii uznaniowych, westchnąłem tylko mając przekonanie, że w mej piwnicy zgnił właśnie ostatni, bohaterski ziemniak.
Każdy dzień niesie większe lub mniejsze niespodzianki. Dziś, bladym świtem, swoim cenzorskim, zakrzywionym paluchem pogroził mi Facebook. Poprzez wyświetlony na ekranie komunikat poinformował mnie, że zacząłem uprawiać mowę nienawiści i jako dowód przedstawił mi mój niedawny wpis, w którym widniały dwa słowa ...
Każdego z nas, raz w roku dopada jeden szczególny dzień - dzień urodzin. W jakimś momencie zameldowaliśmy się na świecie i rozpoczęliśmy mozolną wędrówkę przez życie. Statystyczny żywot człowieka możemy podzielić na cztery główne okresy: dzieciństwo, wiek młodzieńczy, dorosłość i starość. Wszystko to zamknięte jest nienegocjowalną klamrą narodziny-śmierć.
Człowiek to durny jest, bo ciągle w innego człowieka wierzy . Ile razy by się nie sparzył, ile razy nie zawiódł i tak gotów jest dać jeszcze jedną szansę, bo ponoć nadzieja umiera ostatnia.
O tym jak niewielki można mieć wpływ na długość swojego życia. I trochę o tym, co w nas - ludziach - siedzi, ze podświadomie dążymy do samounicestwienia....
Zwykli - a raczej niezwykli (!) Polacy pomagają uchodźcom ukraińskim na różne sposoby. W cieple ich dobrych serc czym prędzej ruszyły ogrzać się wszelkie miernoty polityczne, liczące na zbicie jakiegoś kapitału wyborczego. Niektórym nie wystarcza jednak domowe podwórko i postanowili zaistnieć w Europie. Ba! W świecie! I o tym jest ta bajka kochane przedszkolaki.
Pytanie postawione w tytule nurtuje mnie już od jakiegoś czasu, więc pozwolę sobie spróbować rozjaśnić mroki codzienności i zniwelować stan nieufności do rządzących, natarczywie generowany przez tego Niemca Tuska.
From the publisher's feed