Są słowa, które przez wieki nie mogły być wypowiadane lekko. Niosły ze sobą ryzyko, odpowiedzialność, czasem konsekwencje nie do cofnięcia. Wypowiedzenie ich było aktem – wejściem w relację ze światem i z innymi ludźmi.
Dziś te same słowa krążą w obiegu publicznym bez oporu. Prawda, wolność, demokracja, bezpieczeństwo – pojawiają się w wypowiedziach seryjnie, automatycznie, często bez związku z realnym doświadczeniem. Nie zatrzymują myśli. Nie domagają się doprecyzowania. Nie ważą.
Ten odcinek nie jest krytyką konkretnych poglądów ani stron sporu. Jest próbą opisania głębszego procesu: inflacji języka, w której słowa zachowują prestiż, ale tracą zdolność orientowania w rzeczywistości. Gdy język przestaje służyć poznaniu, zaczyna regulować emocje, napięcia i reakcje. Zamiast otwierać pytania – zamyka je.
To rozmowa o tym, co dzieje się ze wspólnotą, gdy słowo przestaje kosztować. Gdy wypowiedź nie pociąga już za sobą odpowiedzialności, a cisza staje się podejrzana. O zmęczeniu, które nie rodzi buntu, lecz wycofanie. O porządku, w którym formalny język demokracji trwa, ale zdolność wspólnego rozpoznania sensu słabnie.
Ten odcinek jest czytany wolno. Z pauzami. Z miejscem na ciszę.
Bo być może tylko tam można jeszcze sprawdzić, czy słowa potrafią coś unieść.