Kiedy stałem przed obrazami Jaksona Hilla ze zdziwieniem spoglądałem na strukturę farb nakładanej na płótno. Obrazy były malowane, tak jak je określano w okresie Młodej Polski: na tłusto. Dopiero kiedy przeczytałem opis jednego z obrazów zrozumiałem, gdzie tkwi tajemnica warsztatowa: na przykład w obrazie „The island” artysta fragmenty obrazu przedstawiające ludzkie szkielet wykonał z kości lisa i zatopił je w żywicy epoksydowej wprost na płótnie, potem zaś całość zamalował. Ta technika jest powtarzana w wielu obrazach z aplikacjami suchych liści czy igliwia. Ale to, co zrobiło na mnie największe wrażenie, kiedy patrzyłem na obrazy Hilla, to ich kolorystyka. Jest w nich feeria barw, wręcz eksplozja kolorów i to aplikowanych w nieoczywisty sposób, niespotykany w naturze. Może i przez to niektóre z obrazów są zbyt karykaturalne, ale na pewno nie są pstrokato-jarmarczne, jest w nich zachowana całościowa wizja chromatyczna. A to, może się podobać.