
Sign up to save your podcasts
Or


"Dźwięki muzyki" to ostatni wspólny musical słynnego duetu Richard Rodgers i Oscar Hammerstein II, czyli ojców amerykańskiego musicalu. Spektakl opowiada o muzykującej rodzinie von Trappów, która ucieka z Austrii przed nadchodzącym nazizmem, w Polsce jest przed wszystkim znana jego filmowa wersja z Julie Andrews i Christopherem Plummerem w rolach głównych. "Dźwięki muzyki" to pierwszy musical, w którym występowała gromadka dzieci i jeden z niewielu, które zmiażdżyli krytycy (zarzucając mu ogólne przesłodzenie), a pokochali widzowie. Jak słusznie zauważono w jednej z gazet, ten tytuł "nie podobał się nikomu z wyjątkiem widzów".
Święta trójca najśmieszniejszych musicali XXI wieku według dyrektora artystycznego Teatru Syrena Jacka Mikołajczyka to „Producenci”, „The Book of Mormon” oraz „Spamalot”. Dwóm pierwszym już poświęcił odcinki swojego podcastu, teraz przyszedł czas na trzeci tytuł, czyli musicalową adaptację kultowego filmu „Monty Python i Święty Graal”.
Ta "najlepsza amerykańska komedia muzyczna w historii” jest w Polsce niemal nieznana. Fabułę stanowi miłosna historia w półświatku doby prohibicji. To jeden z najczęściej wznawianych musicali, który przecierał nowe szlaki samej instytucji wznowienia - w jednym z nich zagrali tylko czarni artyści, kolejne miało rozmach premierowej produkcji, a ubiegłoroczna wersja z West Endu czyni widzów współbohaterami tej opowieści. I udowadnia, że nawet stereotypowy, niedzisiejszy materiał można uwspółcześnić dzięki wybitnemu aktorstwu i kreowaniu silnych ról kobiecych.
Czegoś takiego jeszcze na Broadwayu nie grali! Królowały tam lekkie komedie dla podstarzałej publiczności, kiedy pojawił się ten musical - z nagością, odważnymi scenami z narodową flagą, rockową muzyką, antywojennym przesłaniem i obsadą grającą często na haju. Miał pokazać szerokiej publiczności, na czym polega hippisowski świat. Oto "Hair".
"Mężczyzna, kobieta, wóda i spluwa” - to tytuł tekstu z "Chicago Tribune” o dwóch kobietach oskarżonych o zabicie kochanków. Obie wyszły z sądu uniewinnione i sławne, prasa wykreowała je na gwiazdy. Sprawa stała się kanwą sztuki "Chicago", którą na musical przerobili Bob Fosse i spółka Kander&Ebb. Spektakl powstawał w potwornych bólach i w latach 70. nie odniósł sukcesu. Ten przyszedł dopiero po wznowieniu tytułu w latach 90. I tak grane od 28 lat "Chicago” stało się najdłużej pokazywanym na Broadwayu amerykańskim musicalem, a jego kinowa wersja reanimowała musical filmowy.
Co może być takiego w sztuce o singlu z Manhattanu, który przygląda się małżeństwom znajomych i sam się zastanawia nad ożenkiem? Otóż zmieniające się relacje damsko-męskie sportretowali w "Company" dwaj single i geje (Stephen Sondheim napisał muzykę i teksty piosenek, a George Furth libretto). Postawili na formę, której Broadway nie widział. Zerwali z tradycyjną fabułą, linearną historyjką. Kazali widzom śledzić obserwacje głównego bohatera, a o innych postaciach opowiadali m.in. za pomocą nowatorskiej konstrukcji piosenek. Ten z pozoru trudny spektakl okazał się sukcesem artystycznym i kasowym.
Początkowy umiarkowany sukces tego musicalu jego reżyser tłumaczył tym, że "kanibalizm raczej słabo się sprzedaje". Ale opowieść o golibrodzie z londyńskiej Fleet Street, który wraz ze wspólniczką morduje klientów i przerabia ich ciała na paszteciki, stała się musicalową klasyką. A jej autor Stephen Sondheim ze swoimi dziwnymi pomysłami stał się twórcą wyznaczającym najbardziej ambitną ścieżkę rozwoju gatunku. W Polsce jego musicale wystawiono... tylko trzy razy. Okazją, by lepiej poznać jego twórczość, będzie koncert sondheimowski w Syrenie.
From the publisher's feed
"Nawet lubię musicale" to podcast, który prowadzi dyrektor artystyczny Teatru Syrena Jacek Mikołajczyk. O teatrze, w którym jednocześnie się gra, śpiewa i tańczy, wie całkiem dużo. Pisze o nim…