NEW

NEW

By Free Range Productions, Kolegium Europy WschodniejSociety & CultureDocumentaryNewsNews CommentaryPolitics
Download on the App Store

NEW episodes

  • Najemnicy rosyjscy zamiast Francuzów w Mali

    Sytuacja w 20-milionowym Mali nie poprawia się pomimo tego, że od 2013 r. w kraju stacjonują oddziały francuskie. Odpowiedzią na chroniczną niestabilność mają być członkowie tzw. Grupy Wagnera, czyli prywatnej firmy wojskowej ściśle powiązanej z Ministerstwem Obrony w Moskwie. 

    - To próba innego, odmiennego podejścia władz Mali do tej kwestii, do zagrożeń, które w tym kraju są od lat - powiedział afrykanista, dr Cyprian Kozera, w podcaście Po prostu Wschód Piotra Pogorzelskiego.

    Teraz Francja zapowiada zmniejszenie liczebności swojego kontyngentu w Mali o połowę, do 2,5 tysiąca żołnierzy. Jednocześnie Paryż wyraża głośno niezadowolenie z powodu zaproszenia Rosjan przez rząd w Bamako. Dr Kozera zwraca uwagę, że już sama zapowiedź ewentualnego przyjazdu Grupy Wagnera wywołała głęboki kryzys między Francją a Mali, co samo w sobie jest pewnym sukcesem Rosjan. Moskwa  bowiem systematycznie  dąży do osłabiania więzi różnych państw na świecie z Zachodem. 

    "Grupa Wagnera" to nieoficjalna nazwa formacji, która - według światowych mediów i ekspertów - brała udział w walkach w ukraińskim Zagłębiu Donieckim (po stronie prorosyjskich separatystów), czy w Syrii (po stronie prezydenta Baszara Asada). Wagnerowcy od lat działają także w Afryce, od Libii na północy, przez Republikę Środkowoafrykańską i Sudan  po Madagaskar na południu kontynentu. Specjaliści wiążą "prywatną firmę wojskową" ze zbliżonym do Kremla biznesmenem Jewgienijem Prigożynem obłożonym sakcjami przez USA za rolę w wojnie w Ukrainie.

    Podcast został udostępniony bezpłatnie w ramach współpracy pomiędzy autorem i portalem Nowa Europa Wschodnia. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite.

    15 min
  • NEWs: Pandora Papers w Czechach
    Dlaczego Czesi nie przywiązują wagi do informacji na temat „dziwnych” milionów euro wydanych przez premiera? Lider partii ANO jest jednocześnie jednym z najbogatszych obywateli Czech. Czy twarda polityka wobec Rosjan podoba się jego wyborcom? Andrej Babiš i Viktor Orbán – o co chodzi w tym najnowszym europejskim politycznym romansie i jak on może wpływać na decyzje wyborcze Czechów? Na pytania Michała Żakowskiego odpowiada Mateusz Gniazdowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.
    8 min
  • Babi Jar - Wojna o pamięć

    Na placu między wysokimi drzewami w kijowskim parku stoi, wysoka na półtora metra, menora wykonana z czarnego żelaza. U jej podnóża, na dwóch kamiennych tablicach zapisano jedno zdanie, po hebrajsku i ukraińsku „Głos krwi brata twego woła do mnie z ziemi". Wokół z głośników rozbrzmiewają hebrajskie lamenty. 

    Niedaleko, na skarpie, stoi niewielka drewniana synagoga o nietypowej, na wpół otwartej konstrukcji. Jej sufit pokazuje symboliczne, rozgwieżdżone niebo nad Kijowem 29 września 1941 r. Wtedy, w najświętszy dzień judaizmu, Jom Kipur, Niemcy rozpoczęli masowe rozstrzeliwania Żydów w Babim Jarze. W ciągu dwóch dni zamordowano tutaj 33 771 osób.

    Babi Jar jest symbolem Holokaustu w Ukrainie. Chociaż od masakry minęło osiemdziesiąt lat, wciąż toczy się walka o to, jak upamiętnić zbrodnię, a co za tym idzie, odpowiedzieć na pytania o sposób upamiętniania historii w kraju, który nadal walczy o swoją przyszłość. Pamięć o Babim Jarze zawsze była tu problematyczna, a teraz pobrzmiewają w niej nawet echa trwającej wojny z Rosją.

    Współczesny park nie przypomina piaszczystego parowu sprzed osiemdziesięciu lat, w którym w czasie wojny Niemcy zamordowali prawie 100 tys. ludzi, w większości Żydów, choć także sowieckich jeńców wojennych i partyzantów, ludzi chorych psychicznych, zwykłych, aresztowanych Kijowian i ukraińskich nacjonalistów. Po wojnie milicja nie pozwalała upamiętniać tutaj ofiar, a do wąwozu odprowadzano szlam z pobliskiej cegielni. W 1961 r. doszło do katastrofy i błoto wymieszane z ludzkimi kośćmi zalało okolicę grzebiąc setki ludzi. 

    Jar zasypano, a władze komunistyczne postawiły monument, który nawet nie wspominał o Żydach. Teraz znajduje się tu park i wiele różnych instalacji i pomników poświęconych ofiarom. O utworzenie nowoczesnego, godnego miejsca pamięci konkurują dwie instytucje. Jedna, wspierana przez oligarchów, krytykowana jest za wpisywanie się w rosyjską politykę historyczną i plany stworzenia "Disneylandem Holocaustu”. Jej twórcy stanowczo te oskarżenia odrzucają podkreślając potrzebę przemawiania do odwiedzających w sposób współczesny. Historycy, intelektualiści i aktywiści, którzy nie podzielają tej multimedialnej, „produktowej” wizji pamięci cierpią jednak na brak środków na realizację własnych pomysłów. 

    - Dla mnie bardzo ważne jest to by powstała ukraińska polityka pamięci, nie rosyjska, nie amerykańska, czy nawet polska – mówi Josyf Zisels, przewodniczący związku gmin i organizacji żydowskich w Ukrainie. - Powinna być to ukraińska polityka pamięci, która wyrosła z ukraińskiej kultury pamięci. Oznacza to wypracowany przez naród ukraiński punkt widzenia na obecność Żydów w ich kraju, na II wojnę światową, na Holocaust i na Babi Jar.

    To jednak wymaga jedności, której w Ukrainie nie ma, a nawet poglądy na upamiętnianie Holokaustu są powodem podejrzeń o udział w rosyjskiej wojnie hybrydowej. Bez wątpienia pamięć o przeszłości jest niezwykle istotna dla umacniania młodego państwa, a tragedia Babiego Jaru stała się jednym z symbolicznych pól bitewnych, na których trwa walka o tożsamość narodową Ukraińców.

    Podcast został zrealizowany przez Jerzego Sobottę i Aleksandra Ralikota dla Bayerischer Rundfunk. Adaptacja na język polski - Free Range Productions.

    28 min
  • Jesteśmy zakładnikami uzbrojonego wariata

    - Człowiek nosi swoje niebo ze sobą, mówi bohater książki białoruskiego pisarza, Władimira Kratkiewicza. Każdy Białorusin nosi swoją Białoruś ze sobą na tyle, na ile może – podkreśla Andriej Chadanowicz, pisarz, tłumacz, który między innymi, przetłumaczył na język białoruski piosenkę Mury w Polsce znaną z wykonań Jacka Kaczmarskiego. – Niezależnie od tego ma ją ze sobą w Kijowie, we Lwowie, w Wilnie, Berlinie, w Krakowie. Z tego nie powstanie niepodległa Białoruś jako państwo, ale uchodząc przed fizycznym zniszczeniem mnożymy i powielamy Białoruś tam, gdzie jesteśmy – dodaje.

    Chadanowicz zastanawia się nad tym, jak powinna wyglądać Białoruś „dzień po” i kim jest Białorusin. Z radości jego rodacy wykupią cały zapas szampana ze sklepów, a ulice Mińska zablokują samochody świętujących. To odpowiedź anegdotyczna, ale ma świadomość, że sytuacja nie będzie prosta i natychmiast wybuchnie spór o kształt demokracji. Wielojęzyczność i zróżnicowanie, czyli to, w czym wielu widzi problem, dla pisarza jest jednak siłą społeczeństwa. 

    Dla Chadanowicza nie jest ważne, czy ktoś pisze książki po białorusku, rosyjsku czy po ukraińsku . Nadal jest pisarzem białoruskim z kraju, w którym obok siebie stać będą cerkiew, kościół, synagoga i pomnik Lenina. Artysta podkreśla, że siła jego rodaków leży gdzie indziej. Jej źródłem są cierpliwości i metodyczne działanie. 

    Ukraińcy są Białorusinom najbliżsi spośród sąsiadów, jednak już na pierwszy rzut oka widać różnice. Białorusin ludzi wiedzieć, co będzie się działo jutro, a znając, co przyniesie pojutrze czuł się będzie jeszcze lepiej. Chadanowicz zaznacza, że jego rodacy nie są skorzy do przemocy czy publicznego dawania upustu emocjom. 

    Co prawda reżim Alaksandra Łukaszenki teraz wykorzystuje to przywiązanie do pokoju i praworządności i brutalnie tłumi wszelką krytykę. Zdaniem artysty, jest jak wariat z bronią, który terroryzuje cały kraj, ale i to przeminie.

    - Nasz wariat zrozumiał, że nikt go już nie lubi – mówi Chadanowicz. Artysta uważa, że właśnie utrata zaufania oraz fakt, że na ulice wychodziły kobiety i nikt nie rzucał kamieniami w OMON świadczy o determinacji jego rodaków, którym droga do wolności zajmie więcej czasu, niż Ukraińcom, ale z niej już nie zawrócą. 

    Projekt dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

    30 min
  • Finlandia przygotowuje się do obrony granic

    Finlandia nie jest członkiem NATO, ale w nowej strategii obronnej powtórzono, że Helsinki zastrzegają sobie prawo do przystąpienia do Sojuszu. Na razie jednak nie takie działania nie zostaną podjęte. Większość Finów jest co do tego zgodna. Obecnie Helsinki stawiają na współpracę wojskową głównie  ze Szwecją, Norwegią i Stanami Zjednoczonymi. Wynika to z tego, że Finlandia przede wszystkim obawia się rywalizacji o Arktykę oraz w basenie Morza Bałtyckiego, co wyraźnie wskazuje na Rosję, jako na źródło zagrożenia. 

    - Strategia odnotowuje pogarszające się środowisko bezpieczeństwa Finlandii - zaznaczył Piotr Szymański z Ośrodka Studiów Wschodnich. 

    Fińskie siły zbrojne oparte są na poborze, co pozwala  krajowi posiadającemu nieco ponad 5,5 mln mieszkańców stworzyć armię liczącą nawet  280 tysięcy żołnierzy. Na co dzień, w czasie pokoju, służbę pełni ok. 8 tys. żołnierzy zawodowych. Nowa strategia także w tym obszarze wprowadza istotne zmiany  organizacyjne. 

    Więcej na temat zmian w fińskich siłach zbrojnych, przede wszystkim, ogromnych inwestycjach w marynarce wojennej w rozmowie Piotra Pogorzelskiego. 

    Podcast został udostępniony bezpłatnie w ramach współpracy pomiędzy autorem i portalem Nowa Europa Wschodnia. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite.

    17 min
  • NEWs: Koniec ery Merkel w niemieckiej polityce wschodniej
    Co zmieni odejście Angeli Merkel w polityce wschodniej Niemiec? Czy kończy się okres wyrozumiałości Berlina dla Warszawy czy Budapesztu? Czy politycy SPD są naturalnymi sojusznikami Rosji? Jak w czasie 16 lat rządów Angeli Merkel zmieniło się patrzenie Niemców na Rosję? Na pytania Michała Żakowskiego odpowiada Agnieszka Łada-Konefał, Wicedyrektorka Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt.
    8 min
  • Z pandemią można sobie poradzić. Trzeba zacząć myśleć racjonalnie

    Jesienią, wraz ochłodzeniem, przyszła kolejna fala pandemii. Wiele czynników powoduje, że epidemia w różny sposób przebiega niejednakowo. Prof. Krzysztof Simon,  kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu zaznacza, że wynika to, między innymi, ze sposobów podróżowania czy stosowania lockdownów, które były katastrofalne dla gospodarki, ale zahamowały choroby. Tak było w Polsce jesienią ubiegłego roku, gdy nastąpił szczyt zachorowań i umieralności. Teraz sytuacja się powtarza i zdaniem eksperta, nie jest to nic nadzwyczajnego bo wynika z reakcji na ochłodzenie.

    - Teraz nie będzie takiego nieszczęścia, bo połowa kraju jest w miarę zaszczepiona, ileś osób przechorowało lub zmarło, to jest ubytek dodatkowych 100 tys. ludzi, nie wiemy ile osób przechorowało bezobjawowo – mówi prof. Simon. – Więc grupa, która potencjalnie mogłaby się zakazić jest zdecydowanie mniejsze. W tej grupie więcej jest młodych niż starych, bo ci po pięćdziesiątce się jednak się zaszczepiło. Skok będzie, choć moim zdaniem nie doprowadzi do ruiny służby zdrowia – dodaje.

    Trwanie pandemii zależy od mutacji, które są uzależnione od liczby chorych. Ona skończyłaby się, gdyby wszyscy nosili maski, myli ręce, trzymali dystans, stosowali pewne lockdowny i się szczepili. Wirus zostałby wyeliminowany.

    Prof. Simon uważa, że współpraca z ministerstwem zdrowia układa się dobrze, natomiast rady specjalistów przechodzą przez opinie ekonomiczne i polityczne, czego skutkami niekiedy są „niezrozumiałe potworki”. Jednak niektóre decyzje, takie jak wprowadzenie trzeciej dawki szczepień dla osób po 50-tce, są słuszne. 

    - Ludzie, którzy mają kontakt z nowymi wariantami wirusa muszą być zabezpieczeni – podkreśla prof. Simon i dodaje, że szczepionki nie są idealne dla wszystkich mutacji, jednak trzeba je stosować. 

    Specjalista podkreśla, że technologie produkcji stosowanych obecnie szczepionek mRNA nie są nowe. Powstały ponad 20 lat temu w czasie pandemii Sars-1, którą jednak udało się zatrzymać. Prof. Simon podkreśla, że nie są to szczepionki genetyczne, a odporność nie jest dziedziczona. Zdaniem lekarza szczepionki mRNA są przyszłości ze względu na szybkość dostosowywania ich do kolejnych wariantów chorób. Dzięki tej technologii nową szczepionkę można wyprodukować w ciągu 4-6 tygodni od rozpoznania takiej potrzeby. 

    Prof. Simon ostrzega przed możliwością wykorzystania chorób, takich jak Covid-19 jako broni. Jego zdaniem agresor może zaszczepić swoich, potrzebnych ludzi, wywołać masowe zachorowania w kraju sąsiednim, połączyć to z propagandą i szerzeniem dezinformacji, na przykład o szkodliwości masek, i wygrać wojnę. To szybka metoda zniszczenia przeciwnika.

    Z perspektywy lekarza, wcześniej czy później ktoś takiej metody użyje, bo jest znacznie tańsza od prowadzenia wojny metodami klasycznymi. Jedyną metodą obrony jest racjonalne myślenie i edukacja. Prof. Simon chciałby także widzieć „normalnych, wykształconych przywódców, którzy mogą się różnić, wykształcone społeczeństwo.

    Podcast został sfinansowany z grantu przyznanego przez Departament Stanu USA. Opinie, stwierdzenia i wnioski zawarte w tym podcaście należą do jego autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska Departamentu Stanu USA.

    26 min
  • Co zrobić z talibami?

    W rozmowie z Piotrem Pogorzelskim w podcaście Po prostu Wschód  dr Ludwika Włodek ze Studium Europy Wschodniej i  Azji Centralnej Uniwersytetu Warszawskiego przypomniała, że najbardziej zdecydowaną pozycję zajmuje Tadżykistan. 

    - Można powiedzieć, że dzięki temu wzrosła popularność samego prezydenta Tadżykistanu, który wspiera antytalibańską  opozycję [...] On miał zawsze na pieńku z talibami i władze Duszanbe są chyba jedynymi w Azji Środkowej, które nie rozpoczęły flirtu z nowymi władzami afgańskimi - mówi. 

    Swoją rolę odgrywa też Rosja, która od wielu lat ma kontakty z talibami. Z drugiej strony, wspiera stanowisko Tadżykistanu. 

    - To jest charakterystyczna polityka Moskwy żeby być w regionie w dobrych stosunkach z dwoma stronami - dodaje. 

    Nie do końca jest jasne też stanowisko Uzbekistanu, który wysyła sprzeczne sygnały.  Więcej na ten temat w najnowszym wydaniu podcastu. 

    Podcast został udostępniony bezpłatnie w ramach współpracy pomiędzy autorem i portalem Nowa Europa Wschodnia. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite.

     

     

    19 min
  • Zapad-2021. Demonstracja siły to część gry

    Ćwiczenia Zapad-2021 zaczęły się dużo wcześniej, niż zakończona niedawno „dynamiczna część” manewrów prowadzona przez kilkanaście tysięcy żołnierzy z Rosji i Białorusi. Skala przedsięwzięcia robi wrażenie. Zdaniem gen. rez. Mirosława Różańskiego, prezesa fundacji Stratpoints, ta demonstracja siły była konsekwencja ekspansywnej polityki Rosji. 

    Jednym z wniosków płynących z obserwacji ćwiczeń jest iluzoryczna niezależność sił zbrojnych Białorusi. Zdaniem Różańskiego armia Białorusi w praktyce jest częścią sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej, co pokazuje nie tylko wyposażenie, ale także procedury. Z tego powodu wojska modelowane i kierowane z Kremla przy naszej wschodniej granicy muszą budzić niepokój, jednak prezes Stratpoints zachęca do racjonalnego, a nie emocjonalnego patrzenia na rzeczywistość. 

    Z tego powodu pamiętać należy że Rosja prowadzi grę globalną, od Bliskiego Wschodu po Biegun Północny i od Chin po Unię Europejską. Także uczestniczy w wyścigu kosmicznym. Zdaniem Różańskiego plan Kremla wobec Europy nie jest militarny militarny i nie należy spodziewać się prób przesuwania granic przez połączone siły rosyjsko-białoruskie. Celem Moskwy na Starym Kontynencie przede wszystkim jest osłabianie Unii Europejskiej, a temu służą, między innymi, narzędzia i metody dostępne w cyberprzestrzeni, szerzenie dezinformacji czy wpływanie na społeczeństwa lub ingerencja w systemy bankowe, energetyczne i inne.

    Różański podkreśla, że przyszłe agresje nie będą opierać się na artylerii czy zagonach pancernych, tylko na wrogim wykorzystaniu czy wykradaniu informacji. Także ćwiczenia Zapad-2021 można analizować pod tym kontem. To była bardzo skuteczna demonstracja siły zarówno na użytek wewnętrzny Rosji i Białorusi, ale także jako metoda oddziaływania na międzynarodową opinię publiczną. Na przykład niemal każdy wie, że ćwiczyło 200 tys. żołnierzy, czyli prawie dwukrotnie więcej niż liczy armia polska. Co więcej, Rosja pokazała, że nie musi liczyć się z kosztami  i potrafi przeprowadzić wielkie manewry, które są znacznie większe niż jakiekolwiek ćwiczenia Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zorganizowanie ćwiczeń przez NATO wymaga wielomiesięcznych uzgodnień międzypaństwowych uwzględniających opinie i interesy każdego z uczestników. 

    Różański podkreśla, że na ostateczną ocenę Zapad-2021 należy poczekać i przestrzega przed pochopnymi wnioskami. Dodanej, że takie ćwiczenia takie są szansą gromadzenia informacji i potwierdzania wiedzy na temat organizacji i działania wojsk rosyjskich i białoruskich. Podczas Zapad-2021 mowa była  o przesuwaniu jednostek wojskowych w Polsce w kierunku granicy, a nie o aktywowaniu zdolności rozpoznawczych. Stąd Różański ubolewa, uwzględniając wrażliwy charakter takich informacji, że Polska nie wykorzystała szansy, którą stwarzały ćwiczenia Zapad-2021.

    Projekt dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

    25 min
  • Religijna zasłona dymna w Czarnogórze

    W rozmowie z Piotrem Pogorzelskim w podcaście Po prostu Wschód  ekspertka podkreśliła, że prezydent Milo Đukanović, którego ugrupowanie do zeszłego roku kontrolowało władzę w Czarnogórze, bardzo obawia się możliwych rozliczeń związanych ze swoimi rządami. Niektórzy analitycy określają je, jako kleptokrację z rozwiniętą na dużą skalę korupcją. Dlatego obecnie, aby pokazać swoją siłę Milo Đukanović przedstawia się, jako patriota i obrońca Czarnogóry. 

    - To jest karta, jaką chętnie gra. On przedstawia obecny rząd i cerkiew, jako agentów, którzy działają przeciwko Czarnogórze - dodaje. 

    Marta Szpala zaznacza przy tym, że rzeczywiście w ostatnich latach pojawia się coraz więcej pytań o rolę Serbskiej Cerkwi Prawosławnej w Czarnogórze, na przykład we wspieraniu antyzachodnich tendencji. 

    Czarnogóra odłączyła się od Serbii i stała się niepodległym państwem w 2006 roku. Prawie jedna trzecia  ludności identyfikuje się jako Serbowie. Cały czas trwają dyskusje, czym jest tożsamość czarnogórska i na czym się ona opiera. 

    Do Serbskiej Cerkwi Prawosławnej należy znaczna większość prawosławnych mieszkańców kraju. 

    Podcast został udostępniony bezpłatnie w ramach współpracy pomiędzy autorem i portalem Nowa Europa Wschodnia. Projekt "Po prostu Wschód" można wesprzeć na Patronite.

    18 min

About NEW

From the publisher's feed

NEW przybliża i odczarowuje "Wschód". Ten cudzysłów został użyty celowo, bo obszar tematyczny, o którym opowiadamy, jest bardzo umownie określony, zróżnicowany pod każdym możliwym względem, a przede…