Czy firma potrzebuje dostawcy ŚOI… czy tylko kolejnego sprzedawcy rękawic czy butów roboczych?
Mocna opinia? Większość firm nadal kupuje ŚOI „na cenę”, a później dziwi się, że pracownicy tych środków po prostu nie używają. Behapowcu — znasz ten scenariusz?
Pracownik mówi, że okulary parują.
Rękawice są „niewygodne”.
Buty „obcierają”.
A dział zakupów pokazuje tabelkę i mówi:
„Ale przecież było najtaniej”.
I właśnie wtedy pojawia się różnica między sprzedawcą a dostawcą ŚOI.
Sprzedawca przyjeżdża z katalogiem.
Dobry dostawca przyjeżdża z pytaniami.
Pyta:
- co realnie robi pracownik,
- gdzie pojawia się problem,
- dlaczego ludzie nie chcą używać ochrony,
- jakie są procesy,
- jakie są koszty rotacji, reklamacji i wypadków,
- i czy ktoś w ogóle rozmawiał z pracownikami przed wdrożeniem. Bo dobre wdrożenie ŚOI nie zaczyna się od ceny.
Zaczyna się od poznania ludzi i pracy, którą wykonują. W czasie rozmowy do podcastu uświadomiłem sobie jeszcze jedną rzecz:
w spotkaniach z dostawcą powinni uczestniczyć nie tylko behapowcy.
Powinny tam być również:
- zakupy,
- kierownicy,
- produkcja,
- a czasem nawet zarząd.
Dlaczego?
Bo ŚOI to nie koszt „na magazynie”.
To element kultury bezpieczeństwa, odpowiedzialności prawnej i często… wizerunku firmy. Dobry dostawca potrafi powiedzieć:
„To rozwiązanie jest tańsze w zakupie, ale droższe w użytkowaniu.”
I czasem właśnie taka rozmowa oszczędza firmie największe pieniądze. Najlepsze firmy, które widziałem, nie wdrażały ŚOI „bo trzeba”.
One robiły:
testy,
audyty,
rozmowy z pracownikami,
pilotaże,
analizy problemów,
a dopiero później zakupy. I nagle okazywało się, że ludzie zaczynają używać ochrony… bez ciągłego przypominania. Bo może problemem nigdy nie był pracownik.
Tylko sposób, w jaki ktoś wcześniej podszedł do bezpieczeństwa?
A jak to wygląda u Was?
Macie w firmie dostawcę ŚOI… czy tylko sprzedawcę? 👇
Jeśli chcecie częściej słuchać takich praktycznych rozmów „po ludzku” o BHP, dajcie znać w komentarzu.
Może ten temat powinien dostać kolejny odcinek podcastu.