Tym właśnie jest kultura popularna. Różnić się w niej to rzecz zbędna, a nawet i gorsząca. Wszyscy jesteśmy tam bowiem wartościowo równi – równe jest też wszystko, co nas otacza, co produkujemy i konsumujemy: nie ma wysokiego, ani niskiego, lepszego, ani gorszego, niezwykłego, ani zwykłego. Różnimy się od siebie tak, by nie robić przez to różnicy. Pozostaje nam wobec tego jedynie sprawiedliwe obdarowywanie siebie złotymi… malinami. Nie boimy się ani obciachowych hip-hopowych wykonawców, ani tandetnych piosenek disco polo, ani kiepskich filmów z Bruce’em Willisem. Wszystkie one są tak złe, że aż dobre. Tak grzeszne, że aż przyjemne. Tak wspaniałe, że aż… słów nam brak.