Latem łatwo się rozpłynąć w snach. Niekiedy srebrnych, brezentowych, amarantowych, hermetycznych które nas przenoszą do starych lat, miejsc w których byliśmy / będziemy, przyjaźni, miłości. Często nas olśniewa (nawet rano kiedy ziewamy - jak to śpiewał Krzysztof Zalewski) i doznajemy takiego niebotycznego, hermetycznego śnienia. (L)śnienia w całej okazałości. I to nie jest kosmiczna katastrofa, zmiana przestrzeni czy formy a wydobywanie z gruzów pamięci danych chwil utkwionych właśnie w dźwiękach. Godzinna dawka dream popu dobrego sortu wam to uzmysłowi, jak bardzo łatwo sięgać po takie o(l)śnienia.