Matuszka Agnia, dziś ihumenia monasteru przybyła tu jako pierwsza w 1995 roku. Gdy tu przyjechałam – wspomina, czułam się, jakbym była za granicą. Ale też miałam poczucie cudownego wyobcowania, niezbędnego dla życia mniszego. Długo nie nacieszyła się samotnością. Sióstr przybywało i nie wiedzieć kiedy mury budynku, z lat trzydziestych ubiegłego wieku rodem, okazały się za ciasne.