Największy przebój w karierze irlandzkiego gwiazdora z lat 70., i jeden z największych w tej dekadzie, choć smutny i wręcz depresyjny, bo opowiadany z perspektywy 21-letniego samobójcy - po odrzuceniu przez narzeczoną i po śmierci obojga rodziców.
O'Sullivan początkowo nie zaprzeczał, że to mogą być fakty z jego biografii, aż w końcu przyznał uczciwie, że nie znał swego ojca (który zmarł gdy syn miał lat 11), zaś matka ciągle żyła w chwili powstania piosenki.
Wielu artystów sięgnęło po ten song, ale warto posłuchać oryginału, i może jeszcze Diany Krall, bo inne wersje (nawet Niny Simone czy Neila Diamonda) to dość bezduszne covery.