By Fundacja GalionSportsEducationWilderness
Download on the App Store

episodes

  • PWPM #018 Poradnik skippera #8
    Poradnik skippera, czyli jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego?

    Ponieważ temat jest bardzo szeroki cykl podzieliłem na 8 odcinków:

    1. Co zabrać oprócz rzeczy podstawowych?
    2. Teoretyczne przygotowanie do rejsu
    3. Praktycznie – przejęcie jachtu #1
    4. Praktycznie – przejęcie jachtu #2
    5. Zakupy przedrejsowe
    6. Dopilnować sztauowania
    7. Pogadanka na temat zasad na jachcie
    8. Pogadanka na temat zasad na jachcie cz. 2
    9. Przeprowadzić szkolenie

    Każdy z bloków omawiam szczegółowo według wcześniej przygotowanej listy. Listę tę sporządziłem w oparciu o własne wieloletnie doświadczenie kapitana, skippera i organizatora rejsów.

    Co w tym odcinku?

    Przeszkolenie załogi.

    Warto przeprowadzić szkolenie załogi jeszcze w porcie bądź w kanale przed wyjściem na otwarte morze. Powód jest dosyć jasny – bezpieczeństwo. Łatwiej stawiać, zrzucać i refować żagle na równej stępce niż na fali. Poza tym jeśli przy okazji np. okaże się, że trzeba wymienić bloczek na topie masztu bo fał się zacina, zdecydowanie będzie nam łatwiej i bezpieczniej w porcie.

    Poświęćmy czas na przeszkolenie załogi. Zaprocentuje nam to sprawnością działania podczas właściwych manewrów.

    Wyobraźcie sobie, że wiatr zaczyna tężeć o 0300 w nocy. Wyciągacie na pokład zaspaną załogę, która nawet nie wie, który fał jest od czego, nie mówiąc już o sposobie wiązania refszkentli. Takie refowanie zamiast sprawnych 15min potrwać może godziny!

    Szkólmy załogę z czego się da, a w szczególności ze stawiania, zrzucania, wymiany i refowania żagli, obsługi szelek i kamizelek, manewrów portowych, manewrów awaryjnych, itp.

    W tym odcinku szczegółowo omówiłem kwestie szkolenia załogi z m.in. powyższych umiejętności.

    Zapraszam!

    https://www.youtube.com/watch?v=pWHacjyW6Ew

    Poniżej zamieszczam transkrypt odcinka

    Cześć!

    Witam Was w kolejnym i ostatnim już odcinku z cyklu „jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego”.

    Do tej pory poruszyliśmy takie kwestie jak: co zabrać oprócz podstawowych rzeczy na rejs morski, jak teoretycznie przygotować się do rejsu morskiego, jak praktycznie przejąć jacht od armatora, na co zwrócić uwagę podczas przejęcia jachtu już na miejscu, jakie zakupy zrobić przed rejsem, żeby nam niczego podczas rejsu nie zabrakło, dlaczego dopilnować sztauowania i na co zwrócić uwagę podczas sztauowania, w jaki sposób przeprowadzić pogadankę na jachcie ze swoimi załogantami, ze swoimi oficerami.

    Tym sposobem doszliśmy do ostatniego punktu, o którym chciał bym Wam opowiedzieć czyli: jak i jakie przeprowadzić szkolenie na jachcie.

    Szkolenie odbywa się po pogadance. Jest to szkolenie praktyczne zatem odbywać się będzie na wodzie, już po odcumowaniu.

    Zapraszam do posłuchania. Przypomnę, że wszystkie punkty, o których mówiłem do tej pory we wszystkich odcinkach dostępne są na naszym newsletterze pod adresem fundacjagalion.pl. Jeśli się zarejestrujecie na newsletter dostaniecie spis, listę tych wszystkich punktów o których mówiłem a dodatkowo tak jak obiecałem w poprzednim odcinku dostaniecie formularz rozpiski wacht, który może się Wam przydać podczas rozplanowania wacht na swoim własnym rejsie.

    Zaczynamy!

    Żagle przy kei

    Od czego ja zaczynam? Przy nabrzeżu, kiedy jeszcze stoicie w porcie, nie oddaliście jeszcze cum i jeszcze nie płyniecie, warto byście przeprowadzili szkolenie ze stawiania i zrzucania, refowania i zmiany żagli. Zatem wszystkie kwestie, które dotyczą żagli. Chodzi o to, że kiedy załoganci płyną po raz pierwszy na tym konkretnym jachcie i nie znają go, żeby wiedzieli w jaki sposób żagle sprawnie obsługiwać. Tu jest bardzo ważna rola oficerów a szczególnie pierwszego oficera.

    Najwygodniej dla Was będzie, mając na pokładzie doświadczonego oficera, scedowanie przeprowadzenia szkolenia na niego. Wy w tym czasie powinniście pilnować czy ów pierwszy oficer nie popełnia błędów. On się nauczy, załoganci się nauczą a i Wy również się czegoś nowego nauczycie. Pierwszy oficer, wiedząc, że musi przeprowadzić szkolenie samodzielnie będzie się starał zrobić dobrze. Jeśli szkolenie przeprowadzicie Wy, a pierwszy będzie Was tylko obserwował, to może stwierdzić: aaa, zawsze w razie potrzeby wyciągniemy kapitana na pokład i niech on się męczy. Nie o to chodzi. I oficer jako wasz zastępca ma myśleć samodzielnie i tylko w razie wątpliwości pozostawiać ostateczną decyzję Wam – kapitanom. Dlatego właśnie warto kwestię szkolenia scedować na pierwszego.

    Zrzucamy, stawiamy, po dwa, trzy razy żagle do momentu aż upewnimy się, że załoga potrafi sprawnie pracować żaglami. Staramy się również zarefować, rozrefować żagle. Pokazujemy jak to się robi, skąd brać krawaty, jak się np.: obsługuje refszkentlę, refhals, jakie są różne patenty do refowania (bo na różnych jachtach są zupełnie inne), jeśli mamy trzy żagle to mamy jeszcze więcej roboty.

    Warto to zrobić jeszcze przed wypłynięciem. Dlaczego? Dlatego, że jeśli rejs będzie już trwał i zacznie się rozwiewać, będziecie chcieli żagle zarefować bądź zmienić, to ludzie nie przeszkoleni zaczną się dopiero zastanawiać, który fał do którego żagla idzie, gdzie jakiego żagla szukać, jak właściwie wiązać reflinki, i na które ucha mocować, itp. Będzie to zdecydowanie problematyczne, ponieważ będzie trwało długo, a w tym czasie może Wam np. podrzeć żagle. Dlatego zdecydowanie polecam przeprowadzić takie szkolenie wcześniej.

    Takielunek

    Bardzo ważne jest żeby wszyscy oficerowie wiedzieli, który szot, który fał jest, do którego żagla. Która lina na pokładzie do czego służy. „Oficerami” będziecie wykonywali prace na jachcie, czyli gdy dacie drugiemu oficerowi polecenie: zarefujcie grota to on pójdzie ze swoją wachtą, tudzież wyciągnie wachtę z pod pokładu i zacznie grota refować. To nie Wy macie iść do tego grota, tylko macie stanąć za sterem, przejąć jacht i patrzeć czy załoganci robią to dobrze. Macie nadzorować, czy robią to co powinni. Wy jako skipperzy czy kapitanowie nie jesteście od tego żeby pracować na pokładzie, tylko żeby nadzorować i sprawdzać, czy praca została wykonana dobrze. Gdy tylko widzicie, że coś idzie nie tak, to od razu powinniście reagować. Np.: słuchajcie, nie postawicie tego grota bo jest zaplątany fał, zobaczcie co się dzieje z fałem. Ze skipperami na wodach ciepłych jest trochę inaczej bo jednak charakter tego pływania jest inny niż na zimnych wodach, no ale mimo wszystko ważne żebyście mieli ludzi, którzy Wam pomogą, żebyście nie musieli wykonywać wszystkiego samemu.

    Obsługa szelek i kamizelek

    Szkolenie z obsługi kamizelek i szelek polecam przeprowadzać w dzień i na spokojnej wodzie. Zwracajcie uwagę na to: jak pracować wąsami, po co to w ogóle one są, jak wpinać wąsy, żeby nie zahaczały się, dlaczego warto dociągać szelki, dlaczego je ubierać na sztormiak, bo najczęściej do pracy będziecie wychodzili w sztormiaku gdy zajdzie taka potrzeba. Objaśnijcie w jaki sposób poruszać się w szelkach i do czego się wpinać. Starajcie się wpoić w załogantów odpowiedzialność za swoją parę szelek. Uczulcie, że szelki mają być w łatwo dostępnych dla nich miejscach, w każdej chwili gotowe do użycia.

    Kamizelki ratunkowe: jak się je zakłada, po co jest gwizdek, jak się go używa, jak używać lampki. Tutaj ważna kwestia, dla przypomnienia: lampkę można włączyć poprzez wyszarpanie zawleczki w większości wypadków. Niektóre lampki jednak skonstruowane są tak, że w momencie kontaktu z wodą, lampka sama się po chwili uruchamia. Jest to bardzo dobre rozwiązanie. Jeśli kamizelki wyposażone są dodatkowo w proszek na rekiny, to również warto zwrócić załogantom uwagę po co to jest i do czego owa saszetka z proszkiem służy. Przypominam zastosowanie: proszek na rekiny bynajmniej nie ma niczego wspólnego z rekinami Chodzi o to, że jeśli np. zatonął Wam jacht, pływacie na powierzchni w samych kamizelkach bo tratwy ratunkowej nie było, (był to czteroosobowy jacht gdzie tratwa nie jest wymagana), czekacie aż nadleci jakiś śmigłowiec, samolot i Was znajdzie. Wtedy, kiedy już usłyszycie bądź zobaczycie, że w okolicy kręci się jakiś statek powietrzny, to dopiero wtedy – nie wcześniej, rozsypujecie proszek wokół siebie. Dlaczego? Bo ten proszek sprawi, że staniecie się dosyć dużą plamą na wodzie. Dużo łatwiejszą do zobaczenia przez pilota jednostki ratunkowej. Nie ma oczywiście sensu zaraz po wpadnięciu do wody proszku rozsypywać, bo się rozpłynie i będzie po plamie. Dopiero wtedy, gdy widzicie lub słyszycie, że coś leci, to wtedy rozsypujcie proszek. Tak działa proszek na rekiny i o to w tym chodzi. Naprawdę nie chodzi o odstraszanie rekinów.

    Manewry portowe

    Zacznijcie od wyjaśnienia: co to są odbijacze, do czego służą odbijacze manewrowe, że te osoby co są wyznaczone do pracy z odbijaczem manewrowym mają z nim przemieszczać się po pokładzie. W momencie, gdy jacht się przykleja do pomostu powinny asekurować, aby nie został uszkodzony. Wytłumaczcie również jak pracować cumami. Jeśli mamy duży jacht to będą dołączone do cum rzutki. Najpierw leci rzutka, dopiero później, za nią cuma. Na takich jachtach które biorą na pokład ok 10 osób będziemy w stanie rzucić samą cumą na ląd, także nie będziemy rzutek używać. Trzeba jednak wiedzieć jak skuteczny rzut wykonać, jak cumę sklarować żeby rozwinęła się w powietrzu oraz jak ją przełożyć przez kosz dziobowy i półkluzy. Częstym błędem jest, że przed dopłynięciem do portu wyciągamy cumy z bakist, idziemy na dziób, wiążemy na knadze, lina jest rozbuchtowana i jesteśmy gotowi do wyrzucenia. Pada komenda Cuma na ląd i Cuma zostaje rzucona ale nad koszem dziobowym. Nie została poprawnie przełożona. Błąd taki może być wręcz niebezpieczny, ponieważ nagle okazuje się, że cumę trzeba ponownie zebrać na pokład, ponownie sklarować i raz jeszcze wyrzucić. Jeśli przy manewrze podejścia mamy nie sprzyjające warunki i liczyliśmy, że np. na cumie zatrzymamy jacht – możemy mieć problem. Dlatego zwracajcie uwagę już podczas szkolenia aby załoga wiedziała jak prawidłowo klarować cumy.

    Do tego skutecznego przeszkolenia z manewrów portowych niezbędna będzie nauka węzła knagowego. Dodatkowo warto aby załoganci a przynamniej oficerowie znali węzeł ratowniczy wiązany „z ręki”, czyli tak zwane ucho cumowe. Na morzu najczęściej cumuje się do polerów. Czyli mamy na nabrzeżu stojący słupek na który nakłada się pętlę. Pętla ta musi być przygotowana wcześniej, ponieważ najczęściej nie ma czasu na wiązanie węzłów w trakcie manewrów.

    Gdy jacht dopływa, desant wychodzi na ląd, odbiera cumę, którą ma po prostu założyć na poler i pójść odebrać kolejną. Dlatego właśnie ucho cumowe ma być już przygotowane.

    Jeśli już wiecie do jakiego portu wchodzicie i wiecie, że w tym porcie będą polery, to warto znacznie wcześniej, będąc nawet jeszcze w kanale powiązać ucha cumowe, żeby nie było problemu.

    Dlaczego w takim razie w ogóle rozwiązywać ucha a nie trzymać ich stale związanych? Bo może się okazać, że gdy wpłyniecie do portu zamiast polerów będą ringi, czyli pierścienie wbite w brzeg, do których możecie się przycumować ale tylko przewlekając linę przez ucho. Wtedy ucho cumowe nic nie da. Nie możecie mieć węzła na końcu, bo nie da się przewlec cumy. Zwracajcie na to uwagę, ale przeszkólcie załogę żeby nie było potem problemów z wiązaniem knagowego i ucha cumowego.

    Warto pokazać załogantom też jak buchtować cumy. Nie zawsze będziemy zdejmować cumy z knag i chować do bakist. Najczęściej na jachtach pływających po ciepłych wodach, koniec cumy który był na knadze zostaje na niej. Często pętla zawiązana na początku cumy przekładana jest przez knagę i mocowana na niej. Zabieg taki powoduje, że Cuma jest zabezpieczonaw sposób, który nie utrudnia knagowania na owej knadze. Naknagowanie węzła knagowego na zawiązany już węzeł knagowy jest dosyć niewygodny bo ten pierwszy węzeł zazwyczaj jest już na tyle gruby, że miejsca na knadze zaczyna brakować.

    Po zacumowaniu/odcumowaniu buchtujemy cumę i wieszamy np. na koszu rufowym czy relingu. Podczas buchtowania buchty prostej, zostawiamy odpowiednią długość końcówki tej buchty i na tym końcu poprzez wyblinkę wieszamy taką buchtę na koszu rufowym, na relingu lub koszu dziobowym. Nie dość, że Cuma wtedy schnie bez problemu, wygląda estetycznie to jeszcze jest na miejscu, gotowa do użycia. Jest to dobry sposób. Często go stosuje, ale głównie na wodach ciepłych gdzie się pływa od rana do zmierzchu albo nawet krócej a nie pływa się po nocy. W nocy jest duże niebezpieczeństwo, że Cuma nam spadnie, wleci do wody, fala ją spłucze. Jest to problem, gdyż w nocy możemy tego nie zauważyć i w konsekwencji ciągnąć ją za sobą całą noc. Ponadto ciągnięta w wodzie cuma może się wyszorować z knagi przez co możemy ją całkiem stracić. Na rejsach gdzie mamy nocne przeloty raczej polecam chować cumy do bakist i w razie czego je z bakist wyciągnąć. Nie ma z tym przecież takiego strasznego problemu.

    Omawianie manewrów.

    Szczególnie manewry portowe powinny być jasno wytłumaczone i omówione. Załoga ma wiedzieć co chcecie zrobić. Szkoląc żeglarzy, przeważnie mówię, że w momencie kiedy dopływacie do portu i dostajecie jakąś komendę od kapitana, skippera to wykonujecie ją tak jak powiedział bez zastrzeżeń i zastanowienia a ewentualne pytania zadajecie dopiero po skończonym manewrze.

    Zdarza się tak, że kapitan nie omówi manewru. Ma pomysł na jego wykonanie ale nie wyjaśnia go załodze. Łatwo wtedy o to, że któryś z załogantów mu ten manewr zbojkotuje, bo nie wykona polecenia. Nie wykona go, bo nie będzie wiedział jak. Na przykład: chcecie się przykleić na szpringu do pomostu. Załogant nie wtajemniczony w wasze zamiary szpring puści, bo przecież jacht płynie więc po co niby miałby szpringu trzymać i nie puszczać. No i już manewr nie udany.

    Dlatego warto wyjaśnić co chcecie zrobić, jak manewr np. podejścia czy odejścia ma wyglądać, tak żeby załoga wiedziała jak ten manewr ma wykona i żeby Wam w tym manewrze pomogła.

    Praca desantu

    Bardzo istotnym jest aby uczulić załogantów wydelegowanych na desant, żeby nie wyskakiwali z jachtu z cumą w ręce. Desant ma wyjść na ląd, najlepiej nie skakać tylko po prostu dać krok na ląd. To już Wasza sprawa aby podejść na tyle blisko lądu i na tyle pomału płynąc blisko lądu aby desant mógł spokojnie wyjść na ląd i odebrać cumy. Desantowy odbiera cumy, zakłada na poler i idzie do następnej cumy. Jeżeli dwie osoby wysiadają to jedna do cumy dziobowej a druga do cumy rufowej. Odbierają cumy i zakładają albo przekładają prze urządzenie cumownicze i oddają cumy na biegowo. Zależy jak będziecie podchodzić, jaki manewr wykonacie. Natomiast na pewno należy zwrócić uwagę żeby nikt nie wyskakiwał z cumą w ręce!

    Przekładanie cum pod cumami innych

    Należy uczulić desant na pewną ważną sprawę. Gdy dopływamy do pomostu, na którym, są polery, a wokół stoją inne jachty to będziemy chcieli wcisnąć się między ni. Tamte jachty będą już zacumowe do swoich polerów. Polery są wspólne, więc nam również wolno z nich korzystać. I tu uwaga: nie zakładamy uch cumowych naszych na ucha innych jachtów. W taki sposób blokowali byśmy tamte jachty. Gdybyśmy napięli mocno nasze cumy to oni nie będą mieli jak odejść, jak swoich cum zwolnić.

    Wkładamy zatem nasze ucha do ucha cum poprzednich i wtedy dopiero zakładamy na poler. Czyli wchodzimy w ich ucha od dołu i wtedy dopiero zakładamy na poler. To powoduje, że w razie czego i my zdejmiemy nasze cumy i oni w razie czego swoje cumy zdejmą. To jest dobra praktyka żeglarska, polecam ją stosować, żeby też ktoś kiedyś nam takiego psikusa nie zrobił. Gdy ktoś na przycumuje ciężkim jachtem to najprawdopodobniej nas uziemi, gdyż nie damy rady zdjąć własnych cum przyrzuconych innymi cumami.

    Odbijacze

    Odbijacze wieszamy na relingach, najlepiej na wyblince czy na węźle odbijaczowym. Warto dodatkowo zabezpieczyć te węzły. Wyblinka czy węzeł odbijaczowy są fajne, bo można dzięki nim regulować wysokość odbijacza, ale mogą się czasem samoistnie rozwiązać. Dlatego zabezpieczamy dodatkowymi półsztykami odbijacze tak, aby nie odpłynęły. Wieszamy je też na odpowiedniej wysokości: jeśli np. podpływacie do Y-bomów, które najczęściej utrzymywane są nisko nad wodą, to musicie opuścić odbijacze prawie do samej linii wody. Jeśli cumujecie do wysokiego nabrzeża betonowego, to odpowiednio wysoko aby nie urwało Wam relingów, szpigatów tudzież innych miejsc na jachcie.  Zatem odbijacie są bardzo istotne. Po odpłynięciu od nabrzeża odbijacze chowamy do bakist.

    Praca bosakiem

    Mówiliśmy już wcześniej o tym, gdzie bosak może „mieszkać” na jachcie (może być na wantach, w maszcie, w bakiście).

    Kiedy się nam przyda? Np. podczas podejścia „long-sidem”, czyli burtą do pomostu. Wykorzystamy go wtedy do asekuracji jachtu.  Na pewno użyjemy bosak podczas cumowania na muringach. Dopływając do muringa załogant idzie na rufę (jeśli podpływamy rufą do nabrzeża), z rufy podnosi muring (albo podawany przez pracownika portu albo wyławia bosakiem muring z wody) i podaje osobie po burcie aż na dziób. Dlatego praca bosakiem jest tutaj bardzo istotna.

    Inny przykład: wejście do Kopenhai, gdzie jest taki system cumowania wpływając do miejsca postojowego (nie ważne już czy dziobem czy rufą) mijamy bojkę, którą powinniśmy złapać i zarzucić na nią cumę. Z jednej strony łapiemy się do brzegu cumami, z drugiej łapiemy się do bojki. Bojkę łapiemy bosakiem, żeby przeciągnąć cumę na biegowo.

    Jak bezpiecznie i skutecznie pracować bosakiem?

    Przede wszystkim nie wolno się odpychać bosakiem trzymając go na wysokości brzucha, bo jeśli coś mocno popchnie bosak, to nabijemy się na niego. Zawsze bosak musi wychodzić pod pachą. Gdy już odpychamy się bosakiem (nie jestem zwolennikiem odpychania się bosakiem, wolę odejść silnikiem np.: na szpringu) to nigdy okutą stroną do brzegu tylko tą gładką – trzonkiem. Jest to istotne, bo jeżeli bosak nam się o coś zahaczy to załogant go nie uwolni. W konsekwencji bosak zostanie na brzegu, więc my zostaniemy bez bosaka.

    Przy podejmowaniu bojki również należy uważać, aby bosak nie wpadł nam do wody.

    Dziennik jachtowy

    Kolejny temat szkolenia to wypełnianie dziennika pokładowego przez oficerów.

    Prowadząc rejs, podczas którego załoga będzie podzielona na wachty oraz wyznaczeni zostaną oficerowie, niezbędnym będzie przeszkolenie oficerów w temacie wypełniania dziennika jachtowego. Oficerowie po skończonej wachcie mają obowiązek wypełnić dziennik wpisując pozycję geograficzną, na której się znajdujemy. Dodatkowo co godzinę oficerowie powinni wykonywać wpis do dziennika zgodnie ze wszystkimi rubrykami jakie się w nim znajdują. Nie będę tutaj tłumaczył jak to dokładnie powinno wyglądać ponieważ od tego jest instrukcja na pierwszych stronach dziennika pokładowego. Znajduje się tam dokładna informacja jak poszczególne rubryki dziennika wypełniać. Wy uczulcie oficerów żeby zawsze te wpisy robili a na koniec swojej wachty stawiali parafkę po prawej stronie. Jest tam miejsce na podpis oficera wachtowego, niech o tym pamiętają.

    Alarm do żagli

    Kolejnym punktem szkolenia, o którym radzę pamiętać to przeszkolenie załogi na ewentualność alarmu do żagli.

    Sugeruję szkolenie to przeprowadzić na pełnym morzu, ale na samym początku rejsu. Jak ja to widzę?

    Ogłaszamy alarm do żagli. Wszyscy, którzy śpią muszą wstać, jak najszybciej się ubrać, wyjść na pokład w szelkach i być gotowymi do pracy przy żaglach. Taki alarm testowy jest o tyle dobry, że pozwoli Wam sprawdzić sprawność Waszej załogi i pozwoli wam ocenić na ile możecie sobie pozwolić. Jeśli przypuszczacie, że refowanie żagli będzie trwało długo to zaczniecie manewr refowania znacznie wcześniej, kiedy tylko pojawią się pierwsze symptomy nadejścia sztormu.

    Przy tej okazji „pro tip” od p. Jaskuły który w swojej książce napisał: jeśli macie wątpliwości czy refować żagle – refujcie. Jeśli macie wątpliwości czy rozrefować żagle – nie rozrefowywujcie.

    Powinniście zawsze zakładać scenariusz bardziej asekuracyjny. To Wam się opłaci.

    Człowiek za burtą

    Ostatni temat z którego przeprowadził bym szkolenie już po wyjściu z portu, to manewr „człowiek za burtą”.

    Manewr ten ze względów bezpieczeństwa przeprowadzał bym w ciągu dnia. Łatwiej będzie wrócić do miejsca w którym coś wyrzucimy za burtę. Jako obiekt szkoleniowy polecam, jeżeli jest na pokładzie, wyrzucić pławkę z chorągiewką. Będzie ona dobrze widoczna w dzień. Wyrzućcie ją i ogłoście: alarm, człowiek za burtą. Załoga powinna sprawnie pojawić się na pokładzie. Zakręćcie manewr. Pokażcie co jest najważniejsze, czyli: po pierwsze ogłoszenie alarmu, wyciągnięcie kapitana na pokład, odpalenie silnika.

    Na morzu inny manewr niż manewr monachijski jest bardzo ciężki do wykonania. Manewr monachijski pozwala Wam na trzy rzeczy: po pierwsze: nie musicie delegować ludzi do pracy żaglami bo wszystkie zostają bez zmian, po drugie macie czas na reakcję, na to by ludzie wyszli spod pokładu, a po trzecie, „opadający” z wiatrem jacht, po torze padającego liścia, będzie zbliżał się do „człowieka”. Możecie dzięki temu silnikiem podpłynąć to do przodu, to do tyłu tak, aby ostatecznie trafić do „człowieka”. Wiatr będzie dryfował jacht, ale Wy będziecie mieli możliwość regulować silnikiem jego dryf tak aby trafić w cel.  Nie będę o tym manewrze opowiadał, mam nadzieję, że go znacie i wiecie jak wykonać.

    I tym oto sposobem dotarliśmy do końca cyklu w którym starałem się przekazać skipperom w jaki sposób przygotować się do poprowadzenia swojego rejsu morskiego . Mam nadzieję, że był to cykl wartościowy. Mam nadzieję, że skorzystacie z tego cyklu. Chciałem to zrobić w sposób jak najbardziej zwięzły, ale sami widzicie ile tego jest, ile jest kwestii na które należy zwrócić uwagę. Dlatego właśnie wyszło tyle odcinków, i dlatego też na samym początku zdecydowałem, że wszystkie punkty, o których mówię, będą dostępne dla Was ab po zapisaniu się na newsletter. Zapraszamy do rejestracji na newsletter, gdzie otrzymacie wszystkie wspomniane materiały.

    Koniec cyklu, koniec tego odcinka, proszę: lajkujcie, sherujcie. W ten sposób bardzo pomożecie.

    Dziękuję

    Tak stoimy!

    Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera.

    Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie.

    Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

    25 min
  • PWPM #017 Poradnik skippera #7 cz.2
    Poradnik skippera, czyli jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego? Część 2

    Ponieważ temat jest bardzo szeroki cykl podzieliłem na 8 odcinków:

    1. Co zabrać oprócz rzeczy podstawowych?
    2. Teoretyczne przygotowanie do rejsu
    3. Praktycznie – przejęcie jachtu #1
    4. Praktycznie – przejęcie jachtu #2
    5. Zakupy przedrejsowe
    6. Dopilnować sztauowania
    7. Pogadanka na temat zasad na jachcie
    8. Pogadanka na temat zasad na jachcie cz. 2
    9. Przeprowadzić szkolenie

    Każdy z bloków omawiam szczegółowo według wcześniej przygotowanej listy. Listę tę sporządziłem w oparciu o własne wieloletnie doświadczenie kapitana, skippera i organizatora rejsów.

    Co w tym odcinku?

    Pogadanka na temat zasad na jachcie przed wypłynięciem. Część 2

    W związku z tym, że temat pogadanki okazał się dosyć szeroki, podzieliłem go na dwie części. Dziś część druga, w której poruszę takie wątki jak: Zasady, które powinniście ustalić na jachcie, warianty tras w zależności od pogody, system wachtowy oraz przekazanie wacht i funkcje oficerów.

    Wy – kapitanowie ustalacie zasady panujące na jachcie, od was zależy decyzja gdzie ostatecznie popłyniecie, jak rozplanujecie wachty i jakie funkcje przydzielicie załodze. Dlatego też warto temat przemyśleć i przygotować się do niego zawczasu.

    Zachęcam zatem do posłuchania. Mam nadzieję, że uda mi się usystematyzować informacje, które powinniście przekazać załodze przed wypłynięciem.

    Zapraszam!

    https://www.youtube.com/watch?v=iUuXk-4tCdI

    Poniżej zamieszczam transkrypt odcinka.

    Cześć!

    Witam Was w kolejnym odcinku z cyklu pod tytułem „jak

    przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego”. Jest to kontynuacja
    poprzedniego odcinka w, którym omawiałem pogadankę na jachcie. Temat ten jest
    na tyle obszerny, że podzieliłem go na dwie części. Pogadanka odbywa się już na
    pokładzie jachtu ze skompletowaną i zasztauowaną załogą.

    Na wstępie przypomnę, że do tej pory przeszliśmy przez

    kwestie związane z bezpieczeństwem.

    Dzisiaj zajmiemy się zasadami, które Wy – kapitanowie – określacie

    na przez Was prowadzonym jachcie, czyli Waszymi zasadami, których ludzie mają
    się trzymać, i ich przestrzegać. Ponadto zajmiemy się kwestią trasy jaką
    planujecie i wariantów rezerwowych tej trasy, kwestią podziału na wachty,
    kwestią obowiązku oficerów i ich odpowiedzialności oraz kwestią przekazywania
    wacht przez oficerów.

    Przypomnę tylko, ze do tej pory w całym cyklu opowiadaliśmy

    o tym: co zabrać oprócz rzeczy podstawowych na rejs morski, jak teoretycznie
    przygotować się do tego rejsu, jak praktycznie przejąć jacht będąc już na
    miejscu, jakie zakupy przedrejsowe zrobić, jak dopilnować sztauowania i
    dlaczego to sztauowanie jest takie ważne. Poprzednim razem analizowaliśmy
    kwestie bezpieczeństwa przedstawiana załodze w trakcie pogadanki przed rejsowej.

    Dzisiaj natomiast kontynuujemy temat pogadanki na jachcie.

    Przypomnę tylko, że pełna lista punktów, o których mówimy,

    mówiliśmy i będziemy mówili jest dostępne dla Was po zapisaniu się na subskrypcję
    newslettera dostępną na stronie powachciepodmasztem.pl oraz pwpm.pl
    (fundacjagalion.pl). Po zapisaniu się otrzymacie całą kompletną listę punktów,
    o których tutaj mówimy.

    Zaczynamy!

    Zasady, które ustalacie Wy – kapitanowie

    Istnieją ogólnie przyjęte zasady, które powinniście bezwzględnie

    przestrzegać Wy i Wasi załoganci. Są to: dobra praktyka morska, przepisy itd. Jednak
    bardzo ważne są też zasady i przepisy, które określacie Wy jako skipperzy. To Wy
    będziecie te zasady egzekwowali od Waszej załogi.

    Alkohol

    Pierwszą taką zasadą, która mi przychodzi do głowy, a która

    jest szalenie istotna jeśli chodzi o prowadzenie własnego rejsu morskiego jest
    kwestia alkoholu. Temat jest bardzo szeroki jeśli chodzi o żeglarstwo. Od
    dawien dawna istnieje taki stereotyp, że żeglarze to straszne pijaki. Skądś to
    się faktycznie wzięło, może coś w tym prawdy jest. Patrząc bowiem po
    statystykach przyczyn utonięć na wodzie tudzież wypadków morskich wydaje się,
    że może być w nim ziarno prawdy.

    Jeśli natomiast Wy wypływacie sporo godzin na morzu, trochę

    rejsów morskich poprowadzicie, to mam nadzieję, że dojdziecie do wniosku, iż alkohol
    na pokładzie podczas przelotów to jest naprawdę wielkie zło i coś co może Wam  sprawić ogromne problemy jako prowadzącym
    jachty.

    Z drugiej strony jeśli znajdziecie się w załodze pod komendą

    innego kapitana, spojrzycie na temat zupełnie inaczej. Jednak jeśli to na
    Waszej odpowiedzialności spoczywa zapewnienie załodze bezpieczeństwa, to jest to
    już zupełnie inna kwestia, zupełnie co innego, zupełnie inne podejście. Jak to
    robię ja i w jaki sposób traktuję kwestie alkoholu?

    Ja jestem całkowitym i zdecydowanym przeciwnikiem pozwalania

    picia alkoholu załogantom w jakichkolwiek ilościach podczas przelotu. Tu
    podkreślam tę kwestię: podczas przelotów. Wiadomo: nie po to tutaj płyniemy aby
    się oddawać abstynencji całkowitej. To nie są rejsy które nas mają z
    alkoholizmu wyleczyć (zazwyczaj). Jak najbardziej, wszystko jest dla ludzi,
    warto pokosztować lokalnych trunków szczególnie, że w różnych miejscach jest ich
    wiele, są zupełnie inne niż u nas w Polsce, (polecam chociażby Sangrię
    hiszpańską, tudzież Karlowaćko chorwackie – jest fantastyczne!) ale pod żadnym
    pozorem nie podczas przelotów, nie podczas płynięcia!

    Dlaczego? Myślę, ze tutaj nie trzeba wiele wyjaśniać. Należy

    natomiast sprawę przedstawić załodze w sposób obrazowy, działający na
    wyobraźnię. Np. słuchajcie: płynący jacht pracuje na fali oraz często jest
    przechylony. Jeśli wy macie chociaż lekko „w czubie” to macie zdecydowanie
    większą szansę, że się o coś potkniecie, zaczepicie, itd. Jeśli do tego dojdzie
    to zapewne głowę czy coś innego sobie rozwalicie. Będzie problem. Będzie trzeba
    wzywać śmigłowiec, próbować organizować akcję ratunkową. Cała sytuacja zatem
    skomplikuje się bardzo mocno.

    Mało tego: bardzo prozaiczna sprawa: dostajecie po alkoholu „kozaka”,

    czyli mogę wszystko, zrobię wszystko, nic mi się przecież nie stanie.
    Wychodzicie, na przykład na pokład w nocy honorowo oddać mocz za burtę, bo
    czemu nie, i nie przypinacie się pasami. No bo przecież jest taki słaby wiatr, przecież
    nie ma fali. Idziecie sobie na ruf. Jacht jednak non stop płynie. Sternik stoi
    przy kole sterowym a więc przed Wami. Nikt was nie widzi. Załoganci
    przebywający w kokpicie mają, mdłe bo mdłe ale jednak, światło kompasu przed
    sobą, które już powoduje poblask i skupienie wzroku tylko na nim. Zatem nie są
    w stanie dojrzeć co dzieje się na rufie.

    Dodatkowo fala szumi, jacht płynąc, pruje wodę, dlatego jeśli

    wypadniecie za burtę okaże się, że zanim ktoś się w ogóle zorientuje, że nie ma
    was na pokładzie minie pewien czas! Cenne minuty od których będzie zależało
    życie załoganta, który wypadł za burtę. Niestety ale prawdopodobnie już go nie
    znajdziecie.

    Owszem, wezwiecie pomoc, wciśniecie na GPSie MOB czyli Man

    Overboard (taki przycisk), wciśniecie DISTRESS-a, wystrzelicie rakiety,
    będziecie kręcić kółka, będziecie trzymać się w okolicy. Mimo to istnieje bardzo,
    bardzo mała szansa, że znajdziecie człowieka jeśli oddali się powyżej dwóch
    minut od Waszego jachtu.

    Zatem uczulam i bardzo mocno przed tym przestrzegam. Wiele

    miałem sytuacji związanych z  alkoholem
    na jachcie. Czasami jest bardzo ciężko sobie poradzić z uporem załogantów,
    szczególnie jeśli są to rejsy po wodach ciepłych i ludzie szukają fajnej
    imprezy na pokładzie a nie możliwości żeglowania. Twierdzą oni wręcz nieraz: co
    mi w ogóle jakiś skipper będzie mówił, że ja na jachcie mam nie pić skoro ja za
    to przecież płacę!

    Ta kwestia pozostaje niestety na Waszej – skipperskiej głowie.

    W Waszym interesie jest, żeby załogę przekonać do ustalanych przez Was zakazów.
    Wytłumaczyć im skąd się te zakazy biorą i dla czego należy ich bezwzględnie
    przestrzegać. Jeśli to Wam się uda zapewnicie sobie spokojny rejs.

    Najlepiej i najskuteczniej jest nie dopuszczać do sytuacji w

    których mógłby się alkohol na pokładzie podczas przelotów pojawić. Mało tego, wyjaśnijcie
    załodze wprost, że to, iż nie ma zakazu spożywania alkoholu w portach nie
    oznacza, że mogą „łoić” do samego wypłynięcia, a następnie wejść chwiejnym
    krokiem na pokład. Podobnie, nie możecie mieć załogi skacowanej, bo w tym
    wypadku również nie będzie zdolna do pracy. Pomijając już fakt, że to żadna
    przyjemność dla nich ani dla Was. Możecie wręcz zagrozić, że jeżeli uznacie, iż
    załoga się nie nadaje do wypłynięcia z portu to po prostu z niego nie
    wypłyniecie i poczekacie aż Wam załoga wytrzeźwieje. Trudno, czasami trzeba
    przedsięwziąć aż tak drastyczne środki żeby załogę opanować. Bez tego będziecie
    mili naprawdę wielkie problemy.

    Przestrzegam przed alkoholem szczególnie mocno, gdyż widziałem

    naprawdę wiele, podobnych do opisanych sytuacji w swojej karierze. Myślę, ze
    każdy z Was miał do czynienia z podobnymi problemami zatem wiecie o czym mówię.
    Zatem pamiętajcie o tym podczas prowadzenia pogadanki przed rejsem. Trzeba
    postawić jasno i klarownie zasady, żeby nie było: a bo mówiłeś, że z tym
    alkoholem to tak z głową, w ramach rozsądku, więc przecież pięć piw to jest
    bardzo rozsądne, co to jest dla mnie pięć piw. Nie. Musicie powiedzieć jasno,
    żadnego, ani najmniejszego kawałka piwa podczas przelotów! Pozwolicie na małe
    piwo to Wam powiedzą, że dwa litry dla niego to małe piwo i będą dyskutować.
    Będą niepotrzebne dyskusje. Nie, po prostu nic i koniec. Nie ma picia podczas
    przelotów i tyle. Jasno, rzeczowo, tak żeby nie miał nikt wątpliwości o co Wam
    chodzi.

    Punktualność wyjścia z portu

    W portach, „wypuszczacie” ludzi na miasto. Niech pozwiedzają,

    przecież o to również w żeglarstwie chodzi żeby poznawać nowe miejsca i to od
    nietypowej strony – od strony wody. Zawsze przed „Wypuszczeniem” załogi w
    miasto powinniście jasno określić godzinę, o której mają stawić się z powrotem
    na pokładzie. Do tego mają się stawić w stanie zdolnym do pracy. O tym wspominałem
    już powyżej.

    Punktualność jest ważna. Leży ona we wspólnym interesie

    Waszym i Waszej załogi. Jeśli się spóźnicie wyjdziecie za późno z portu, może
    się okazać, że nie zrobicie trasy którą planowaliście. Może się okazać, że np.
    nie dopłyniecie na czas do portu końcowego to już wiąże się z karami.

    Zatem wytłumaczcie jasno dlaczego punktualność jest tak

    ważna i czy skutkować może jej brak.

    Załoga powinna Was słuchać, ponieważ to Wy macie

    doświadczenie, Wy planowaliście tę trasę, Wy wiecie jak ten rejs poprowadzić, nawet
    jeśli będziecie zdecydowanie młodsi wiekiem niż załoganci, których macie na
    pokładzie, jeśli będziecie mówić rzeczowo, jeśli będziecie mówić przekonująco
    na pewno Was posłuchają, co ja Wam gwarantuje.

    Klar na jachcie

    To bardzo istotna sprawa. Nie możecie dopuścić do tego żeby części

    takielunku, cumy, fały „walały” się niezabezpieczone po pokładzie. Zwróćcie
    ludziom uwagę, że jest to kwestia bezpieczeństwa. Jeśli macie w załodze osoby,
    które nie maja pojęcia o żeglarstwie, warto ich przeszkolić zawczasu z zakresu
    buchtowania lin, węzła knagowego i odbijaczowego itp. Podczas rejsu na Zawiszy
    Czarnym usłyszałem następującą historię: izba morska podczas analizy wypadku na
    morzu określiła, że gdyby jacht, który uległ wypadkowi był utrzymywany w
    należytej czystości i był klarowany codziennie tak jak to być powinno, do
    tragedii nie doszło by. Izba zacytowała nawet słowa szanty „codziennie pokład
    zmywać”. To nie jest wymysł piosenki, to nie jest wymysł tego który tę szantę
    tworzył. Chodzi o to, że pokład który nie jest zmyty, jest po prostu śliski.
    Łączy się sól z kurzem, prochem co powoduje poślizg na pokładzie. Dlatego
    przemycie pokładu (nie mówię codziennie ale co dwa dni) naprawdę warto stosować.
    Jednak podkreślam: jeśli macie możliwość to przemywajcie słodką wodą a nie
    słoną, żeby spłukać sól z pokładu. Jak wyrobicie taki nawyk u załogantów na
    samym początku to wejdzie im on w nawyk, który sam z siebie będzie się
    utrzymywał. Jeśli odłożycie klar na trzeci, czwarty dzień to będzie już ciężko
    załogę zmobilizować. Dlatego dobre nawyki starajcie się wprowadzać od samego
    początku.

    Godziny posiłków i klar tego kambuza

    Kwestia o tyle istotna, że określenie godzin posiłków

    wprowadza pewien schemat na pokładzie. Jeśli pływacie powiedzmy po Chorwacji,
    gdzie wpływacie na kilka godzin i na noc spływacie do portu, to sztywne godziny
    posiłków nie mają aż takiego znaczenia i nie muszą być aż tak rygorystycznie
    przestrzegane. Natomiast jeżeli płyniecie na rejsie w którym będzie obowiązywał
    system wachtowy i będziecie faktycznie płynąć przez dwie, trzy doby non stop
    bez zawijania do portów, określone pory posiłków są bardzo ważne. Pozwala to wachcie,
    której w tym wypadku wypada wachta kambuzowa ustawić się tak z czasem tak, żeby
    zdążyć przygotować posiłek dla całej załogi i jeszcze odpocząć po wachcie
    nawigacyjnej.

    Nie zawsze jest tak jak na większych żaglowcach, gdzie

    wachta kambuzowa (ona się nazywała na Zawiszy Czarnym wachtą gospodarczą) nie
    bierze udziału w wachtach nawigacyjnych. Na mniejszych jachtach najczęściej
    jest tak, że jednak wachta kambuzowa oprócz kambuzu prowadzi również wachtę
    nawigacyjną.

    Dodatkowo bardzo ważną rzeczą jest poinstruowanie

    załogantów, że kambuz ma zostać przekazany w klarze. Czyli kiedy wachta
    kambuzowa zdaje kambuz to ma go zdać sklarowany, czyli  w takim stanie czystości w jakim ona by
    chciała go przejąć. Nie zgadzajcie się na ustępstwa gdy ktoś stwierdzi, że w
    sumie to może przejąć kambuz z brudnymi naczyniami i samemu pozmywać. Nie,
    zasady są zasadami. A raz złamane zasady będą łamane nagminnie z
    przyspieszeniem lawinowym. W kambuzie przed zdaniem ma być czysto, pozmywane,
    posprzątane i ogólnie klarownie. Przejmująca wachta kambuzowa ma prawo nie
    odebrać kambuza do póki do póty wachta zdająca nie skończy klaru.

    Jasno postawione zasady niwelują szansę powstawiania

    konfliktów. Określając i egzekwując zasady zapobiegacie sytuacjom jak np.: „tamci
    nie zmyli, to czemu ja mam zmywać?”. Właśnie dlatego tamci muszą zmyć, nie
    możecie dopuścić do sytuacji żeby ktoś zostawił kambuz nie sklarowany.

    Podsumujmy zasady, które powinny zostać przez Was ustalone

    podczas pogadanki: przede wszystkim kwestia alkoholu, punktualności wyjść z
    portu, klar na jachcie i w kambuzie.

    Trasa

    Warto zawczasu przygotować min. dwa warianty trasy. Podczas

    pogadanki opierając się na aktualnej prognozie pogody możecie wspólnie z załogą
    podjąć ostateczną decyzję. Konsultujcie ją z załogą, np.: słuchajcie,
    sprawdziłem dzisiaj rano prognozę pogody. Jak wiecie startujemy z Górek
    Zachodnich. Chcieliśmy zrealizować rejs na Bornholm, ale zgodnie z prognozą, przez
    pierwsze trzy dni ma nam wiać z zachodu a potem z kolei ma nam się odwrócić i zacząć
    wiać ze wschodu. Siłą rzeczy przez te 7 dni nie wyhalsujemy się w tę i z
    powrotem: najpierw na Bornholm a potem z powrotem do Gdańska. Chyba żebyśmy
    mieli naprawdę szybki jacht i sprawny no ale ja bym i tak nie ryzykował. Zatem
    wybierzmy wariant B: idealne są wprost warunki abyśmy jak gentelmani polecieli
    półwiatrem na Gotlandię i gentelmanem czyli półwiatrem wrócili do Gdańska.  Tego typu wyjścia, tego typu alternatywne
    trasy są bardzo potrzebne bo pokazują ludziom, że pomimo iż nie zrobimy tego co
    wstępnie zakładaliśmy to zrobimy coś innego równie fajnego. W tym wypadku jest
    Ystad – piękny port, jest Kalmar na Olandii i wiele innych. Zakładając zawczasu
    kilka wariantów tras nie dopuszczamy do sytuacji, w której załoganci odczuli by
    zawód z nie zrealizowanego planu. Oczywiście zależy też na kogo traficie. Ja
    już kiedyś miałem do czynienia z załoga która reklamowała rejs dlatego, że w
    ofercie rejsu było napisane, że będą delfiny skakały koło jachtu, a delfiny nie
    skakały. Podstawa do reklamacji była, ktoś musiał się z tą reklamacją „bujać”.
    Także ostrożnie z tym co oferujecie ostrożnie co mówicie bo czasami może się
    okazać, że to będzie wykorzystane przeciwko Wam.

    Prognozy pogody

    Pogoda ostatecznie decyduje o trasie, jaką podczas rejsu zrealizujemy.

    Warto zatem przy każdej możliwej okazji zaopatrzyć się w najświeższy komunikat meteorologiczny.
    Prognozy pogody można uzyskać np.. w kapitanatach/bosmanatach portów. Ponadto polecam
    ściągnąć GRIB-a świeżego na swój laptop, tudzież.

    Oprócz tego komunikaty meteorologiczne w UKF-ce odbierajcie

    jak regularnie na kanale 16. Na
    tym kanale od czasu do czasu podawane jest “SECURITE, SECURITE, SECURITE, ALL
    SHIPS, ALL SHIPS, ALL SHIPS, THIS IS WITOWA RADIO WITOWA RADIO WITOWA RADIO.
    NAVIGATION WARNING AND WEATHER FORECAST PLEASE LISTEN ON CHANNEL 24, 25, 26”. Dzięki
    temu wiecie na jakie kanały się przełączyć żeby posłuchać prognozy pogody. To
    jest bardzo aktualna prognoza pogody podawana na 12 i kolejne 12 godzin zatem bardzo
    krótka ale najbardziej aktualna i najbardziej rzeczowa. Ja w nią  zdecydowanie wierzę.

    Ponadto polecam bardzo dobry serwis: meteo.pl, niegdyś ICM.

    Zdarz się nierzadko, że na podstawie prognozy pogody skipper

    musi zmienić trasę rejsu. Jest to normalna sprawa zależna od warunków meteo i
    jeśli tylko przedstawicie załodze alternatywę to nikt nie będzie miał pretensji.
    Bezpieczeństwo załogi jest najważniejsze, no chyba, że załoga stwierdzi: dobra nie
    zdążymy to nie zdążymy, składamy się na karę i płyniemy dalej. Ale musicie być
    świadomi, że tak mogą mówić teraz – przed rejsem. Może się jednak okazać, że kiedy
    przypłyniecie do portu końcowego to usłyszycie: ej sorry, myśmy tak mówili ale
    to był żart a trasa była planowana taka jak w ofercie, a my nie dopłynęliśmy. To
    Twój problem więc płać za zwłokę Ty. Także ostrożnie. Może znów demonizuje, ale
    to po to, żeby nie było niespodzianek, wątpliwości. Prognozy pogody na bieżąco
    sprawdzamy i aktualizujemy trasę w zależności od tego jak się prognoza zmienia.

    W tym miejscu po raz kolejny podkreślam: zawrzyjcie w

    ofercie rejsu, który chcecie zorganizować klauzulę: „trasa rejsu może zostać
    zmieniona w zależności od warunków meteorologicznych. Ostateczną decyzję o
    trasie podejmuje kapitan w oparciu o bieżące komunikaty meteorologiczne”. Dzięki
    takiemu zabezpieczeniu będziecie po prostu kryci.

    Wachty

    Wachty rozpisujemy w zależności od akwenu. Kiedyś rozpisałem

    wachty podczas rejsu po wodach Chorwacji. Zobaczyłem, że to faktycznie nie
    działa no bo i tak w nocy nie płyniemy a w dzień z reguły wszyscy są na
    pokładzie. Zatem system wachtowy nie znajduje zastosowania. Rozpisuję natomiast
    wachty kambuzowe, żeby nie było wątpliwości kto kiedy ma przygotować posiłek i
    dlaczego właśnie on. Uczestnikami rejsów po ciepłych wodach najczęściej są ludzie,
    którzy się znają. Oni wspólnie stają do kambuza, przygotowują posiłki, więc nie
    ma z tym problemu. Natomiast jeśli są to ludzie sobie obcy, to żeby nie było
    niesnasek, żeby nie było wątpliwości czemu znowu ja mam stać w kambuzie,  dzięki rozpisce wach kambuzowych nie ma
    wątpliwości – dziś Ty ponieważ dziś wypada Twoja wachta kambuzowa. Jest to
    system sprawiedliwy gdyż każdy będzie miał kambuz tyle razy podczas rejsu ile
    ich na rejsie wypadnie.

    O tym jak dzielić ludzi na wachty, jakie przy tym przyjmować

    kryteria przy doborze oficerów, jak do oficerów dobierać załogantów wspominałem
    wcześniej. Natomiast jak te wachty podzielić? Dodatkowo jaki system wacht
    przyjąć? Tutaj odnoszę do newslettera gdzie za zapisanie się otrzymacie
    rozpiskę wacht z której ja przeważnie korzystam.

    Wy jako skipperzy będziecie przeważnie prowadzić jachty na

    których będzie maksymalnie 10 osób. Nie przypuszczam żeby było więcej. Do
    takich wielkości jachtów sprawdza się wg mnie trzywachtowy system, czyli trzy
    wachty, trzech oficerów. Warto zorganizować te wachty w taki sposób, żebyście
    jako skipperzy nie brali udziału w wachtach. Wyjaśnijcie również załodze
    dlaczego Wy nie bierzecie udziału w wachtach: kapitan, skipper ma być dostępny
    non stop więc jeśli Wy zejdziecie zmęczeni po wachcie nawigacyjnej, położycie
    się spać, zaśniecie jak kamień możecie przegapić ważne sytuacje, możecie podejmować
    przez to błędne decyzje. Wy macie mieć cały czas trzeźwy umysł i cały czas
    musicie być gotowi do podjęcia dobrych i szybkich decyzji, dlatego też Wy
    udziału w wachtach nie bierzecie. Poza tym Wy i tak wychodzicie co jakiś czas
    na pokład, co chwilę właściwie i kontrolujecie każdą z wacht. Nie ma tak łatwo,
    że kładziecie się spać na całą noc. Kładziecie się na chwilę, po czym sprawdzacie
    czy dobrym kursem płyniecie (możecie to nawet ze smartfona sprawdzić pod
    pokładem),  sprawdzacie czy żagle są
    dobrze ustawione, czy wiatr się nie zmienił, co się tam dzieje na pokładzie.
    Kontrolujecie rejs. Musicie mieć wszystko pod kontrolą.

    System wachtowy w formie trzech wacht. Wachty

    czterogodzinne, ja przynajmniej w ten sposób określam wachty, czyli co cztery
    godziny następuje zmiana wachty. Jedynie w południe od godziny 12 do 14 jest
    dwugodzinna wachta i od 14 do 16 kolejna dwugodzinna. Potem 16-20, 20-0, 0-4,
    4-8 i 8-12. Te „łamane” dwugodzinne są po to, aby była rotacja wacht. Rozpiska
    wacht powinna wisieć pod pokładem w widocznym miejscu. Każdy powinien mieć
    możliwość sprawdzenia układu wacht.

    Funkcje oficerów

    Przypominam po krótce już omawiany temat: I oficer odpowiedzialny

    za nawigację, szkolenie z żagli, kontakt z kapitanatem, obsługę UKF-ki, wiedzę
    gdzie co jest na pokładzie, jakie mapy są na pokładzie itd. II oficer odpowiedzialny
    jest  przede wszystkim za kambuz. Gdzie
    co jest, gdzie są jakie artykuły spożywcze i ile ich jeszcze zostało. Czy
    trzeba jeść więcej bo za dużo zostało kupione czy raczej oszczędzać, chociaż do
    tego nie powinniśmy dopuścić aby zapasy prowiantu miały być niedostateczne. III
    oficer – mechaniczny – techniczny. Czyli usuwanie usterek, monitorowanie stanu
    sprzętu i tego typu sprawy.

    Natomiast co jest najważniejszą funkcją oficera? I to zawsze

    podkreślam. Najważniejszą funkcja jest obudzenie kapitana!. Czyli jeśli
    płyniemy i oficer ma jakiekolwiek wątpliwości, czy to światełko, które widzi na
    horyzoncie płynie na nas, czy nie na nas, przy każdej takiej wątpliwości ma do
    Was zejść i Was obudzić i zapytać Was o zdanie. Dlaczego? Dlatego, że to Wy
    podejmujecie decyzje ostateczne i to na Waszą odpowiedzialność spada wszystko.
    A oficerom powiedzcie tak: po co macie mieć problemy z tego tytułu, że
    podjęliście złą decyzję? Waszym d…o chronem jest abyście mnie obudzili i żebym
    to ja podjął decyzję. Jest to oczywiście męczące dla kapitana, ale trudno, Wy –
    kapitanowie się na to świadomie piszecie i Wy wiecie, że będziecie budzeni ale musicie
    być pewien, że oficerowie nie będą działali na własną rękę tylko, że Was obudzą
    w razie potrzeby. Wtedy będziecie mogli zejść spokojnie pod pokład i spokojnie
    zasnąć. Jeśli nie będziecie pewni tego, bo np. zauważyliście, że macie jakiegoś
    kozaka na podkładzie, który chce wszystko po swojemu robić to będziecie
    zdecydowanie częściej go kontrolować. Nie będziecie pewien czy on faktycznie
    zastosuje się do tego o co prosicie i w odpowiednim momencie Was na pokład
    wyciągnie. Także to bardzo ważna kwestia, oficerowie jeśli czegokolwiek pewni
    nie są, to po prostu powinni was zawołać na konsultację. Bywałem już budzony na
    przykład do wstającego księżyca na horyzoncie, do jasnej gwiazdy która się wydawała
    światłem jakiegoś statku. I dobrze, o to właśnie chodzi, bo wtedy miałem
    całkowitą pewność, że do nawet błahych sytuacji wyciągną mnie oficerowie na pokład,
    a to dawało mi spokojne sumienie i spokojny sen.

    Przekazanie wachty nawigacyjnej

    Gdy jedna wachta kończy wachtę nawigacyjną, a druga zaczyna,

    oficerowie powinni się zazębić. Nie może być tak, że pierwszy schodzi i budzi
    drugiego mówiąc: wachta Ci się zaczyna, po czym idzie się kłaść. Nie. Pierwszy
    czeka aż drugi wstanie, wyjdzie na pokład i wtedy mówi mu np.: słuchaj, płyniemy
    tym kursem, za dwie, trzy godziny mamy planowany zwrot, ale kapitan mówił, żeby
    przed zwrotem jeszcze go obudzić, żeby sprawdził jaka jest sytuacja. W okolicy,
    tutaj, jest jakieś światełko ale ono nas już minęło. Z tyłu jest coś na co
    warto zwrócić uwagę bo może nas gonić a poza tym horyzont czysty. Spokojnej
    wachty, cześć.

    Tak mniej więcej powinno wyglądać przekazanie wachty, ważne

    aby takie informacje zostały przekazane bo zaspany oficer wchodzący na wachtę
    zanim on ogarnie wszystko dookoła, potrzebuje trochę czasu. Jeśli jednak
    otrzyma jasne sprawozdanie i polecenia od swojego poprzednika to będzie spokojny
    i będzie wiedział na co zwracać uwagę, czego pilnować i już nie zacznie od zera
    tylko będzie kontynuował to co zrobił poprzedni oficer. Oczywiście oficerowie
    dokonują wpisu w dzienniku pokładowym, po czym dopiero się zmieniają.

    Skończyliśmy kwestię pogadanki na jachcie, czyli

    powiedzieliśmy załodze i oficerom czego od nich będziemy wymagać, jak się
    poruszać, żeby było bezpiecznie, wyjaśniliśmy ogólne zasady bezpieczeństwa, co komu
    wolno, a czego nie, określiliśmy jasno zasady.

    Za to ludzie będą Was lubili. Za to że jasno przedstawiliście to czego od nich wymagacie i czego od nich chcecie. Tyle na dzisiaj. Przypomnę, że wszystkie te tematy są dostępne po zapisaniu się na newsletter na stronie powachciepodmasztem.pl i pwpm.pl (fundacjaGALION.pl), lajkujcie, subskrybujcie a póki co:

    TAK STOIMY!

    Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera.

    Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie.

    Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

    27 min
  • PWPM #016 Poradnik skippera #7
    Poradnik skippera, czyli jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego?

    Ponieważ temat jest bardzo szeroki cykl podzieliłem na 8 odcinków:

    1. Co zabrać oprócz rzeczy podstawowych?
    2. Teoretyczne przygotowanie do rejsu
    3. Praktycznie – przejęcie jachtu #1
    4. Praktycznie – przejęcie jachtu #2
    5. Zakupy przedrejsowe
    6. Dopilnować sztauowania
    7. Pogadanka na temat zasad na jachcie
    8. Pogadanka na temat zasad na jachcie cz. 2
    9. Przeprowadzić szkolenie

    Każdy z bloków omawiam szczegółowo według wcześniej przygotowanej listy. Listę tę sporządziłem w oparciu o własne wieloletnie doświadczenie kapitana, skippera i organizatora rejsów.

    Co w tym odcinku?

    Pogadanka na temat zasad na jachcie przed wypłynięciem.

    Każdy skipper ma zapewne wypracowane własne metody przedstawienia złogom zasad panujących podczas jego rządów. Ja podzielę się z Wami swoją listą rzeczy, o których opowiadam załogantom przed wypłynięciem w rejs. Najczęściej tuż przed wypłynięciem, tzn. jesteśmy już zaokrętowani, zasztauowani, podzieleni na wachty, trasę mamy omówioną i nie pozostaje nic innego jak tylko oddać cumy i ruszać!

    Żeby jednak nie było niedomówień i niejasności, zanim cumy rzucimy, siadamy sobie na pokładzie i mówimy (tzn. ja mówię a załoga słucha) o tym, że np.: trasa może ulec zmianie, ważny jest klar na jachcie, jakie są funkcje oficera, ustalamy godziny posiłków i przekazania kambuza, wprowadzamy abstynencję podczas przelotów, itd., itp.

    Pozycji na liście jest sporo ale wszystkie starałem się rzetelnie omówić

    Zapraszam!

    https://youtu.be/KOKBo-1aBUU

    Cześć!

    Witam Was w kolejnym odcinku z serii pod tytułem: „Jak przygotować się do pierwszego rejsu morskiego i jak go poprowadzić”. Przypomnę, że do tej pory powiedzieliśmy o tym, co zabrać, oprócz podstawowych rzeczy, na rejs morski.. Zaznajomieni z wiedzą teoretyczną, podjęliśmy czynności praktyczne, a więc: zrobiliśmy zakupy przedrejsowe, dokonaliśmy przejęcia jachtu,  oraz dopilnowaliśmy sztauowania rzeczy na pokładzie.

    Dzisiaj zajmiemy się „pogadanką na jachcie”

    Zakładamy, że jesteście już ze swoją załogą na pokładzie. Przed wypłynięciem Waszym obowiązkiem jest dostarczenie załodze niezbędnych informacji na temat rejsu a także przedstawienie naszych oczekiwań wobec załogi i zasad bezpieczeństwa obowiązujących na jachcie a zwłaszcza konieczności bezwzględnego stosowania się do nich wszystkich członków załogi. Należy także odpowiedzieć na wszystkie pytania i wątpliwości załogantów.

    Bezpieczeństwo

    Według mnie powinniśmy rozpocząć od omówienia kwestii bezpieczeństwa. Każdy uczestnik rejsu powinien być świadomy tego, czego od niego będziecie oczekiwać, wymagać i egzekwować, oraz tego, na co może liczyć z waszej strony. A więc jeśli jesteśmy już rozlokowani i zasztauowani na jachcie, to pogadankę na ten temat należy przeprowadzić bezzwłocznie. (Nieważne, czy mamy zamiar wypłynąć dziś i nie chcemy tracić czasu, czy wypływamy nazajutrz). W ten sposób unikniemy też  niedomówień i przykrych sytuacji związanych z ewentualnymi zarzutami, że załoga nie była o czymś informowana przed wypłynięciem.

    Zasady poruszania się po pokładzie

    Bardzo obrazowo przedstawia tę kwestię niezmiernie ważna żeglarska sentencja: „jedna ręka dla jachtu, druga dla siebie.” Określa ona sposób poruszania się po jachcie. A więc przemieszczając się po pokładzie chodzimy zawsze tak, żeby jedną ręką trzymać się jakiegoś stałego elementu jachtu, np. relingu, handrelingu, masztu, czegoś, co po prostu jest trwale przytwierdzone. Nie szotów, nie fałów tudzież wolnych końców fałów! Dlaczego? Dlatego, że fale są bardzo podstępne i czasami potrafią nas naprawdę zaskoczyć. Przykład? Całkiem niespodziewanie mogą nas zwalić z nóg, a jeżeli nie jesteśmy przypięci szelkami, bardzo łatwo i nieoczekiwanie możemy znaleźć się po przeciwległej stronie burty i zatrzymać na relingu. Jeżeli będziemy mieć szczęście, to jedynie odczujemy to boleśnie, ale możemy też wypaść za burtę, a to już jest o wiele poważniejsze zdarzenie.

    Następny element bezpieczeństwa, który należy bezwzględnie przestrzegać – chodzimy zawsze po burcie nawietrznej, czyli tam, gdzie nie ma żagli. Po zawietrznej burcie tylko w sytuacjach bezwzględnie koniecznych. Jeżeli musimy przemieścić się z dziobu na rufę, lub z rufy na dziób, zawsze robimy to po burcie nawietrznej. Jest to związane z bezpieczeństwem – nie ma tam żagli, czyli przeszkód, o które łatwo się potknąć, poza tym jest wyżej i bardziej sucho. (Jeśli idziemy w dużym przechyle, to burta zawietrzna jest podmywana i zalewana przez wodę, co sprawia, że jest tam ślisko). 

    Szelki i kamizelki

    Są to niezbędne elementy wyposażenia jachtu. Na pierwszej pogadance każdy z załogantów powinien otrzymać szelki i kamizelkę dopasowane do swojej postury i wagi. Należy dokładnie zademonstrować załogantom sposób regulacji i zapinania oraz jak pracuje się wąsami. Od tej chwili każdy  odpowiada głową za ten swój ekwipunek. Chodzi o to, żeby na wymagających wodach, nierzadko w porze nocnej, w momencie alarmu – „do żagli!”- nie było problemu z błyskawicznym ubraniem kamizelek i szelek , co pozwoli zaoszczędzić cenne minuty i uchroni np. przed rozdarciem żagla. Na wodach bardziej turystycznych często jest tak, że szelki wraz z kamizelkami ratunkowymi są przechowywane w miejscu łatwo dostępnym. W momencie zagrożenia i alarmu bez problemu wydaje się je załodze unikając chaosu.

    Inne środki bezpieczeństwa

    Należy też zaznajomić ludzi z innymi elementami niezbędnego wyposażenia jachtu takimi jak: tratwa ratunkowa, gdzie ona się znajduje, jak się  ją  zwalnia, co to jest zwalniacz hydrostatyczny, w jaki sposób można  zwolnić ją manualnie itp. Wiedza ta powinna być podana podczas pierwszego przeszkolenia. Następnie – koła ratunkowe: ich liczba i miejsce przechowywania oraz rodzaje. Może się zdarzyć, że jedno będzie z pławką świetlną, drugie z lifeliną, inne z pławką chorągiewką stojącą, jeszcze inne będzie zupełnie swobodne, bez niczego, tylko przymocowane. Ważne jest, żeby wiedzieć, gdzie one są, ale nie tylko. Należy sprawdzić, czy te koła są faktycznie łatwo dostępne. Zdarzały się bowiem takie sytuacje, że kiedy po przejęciu jachtu chciałem sprawdzić koło ratunkowe, to okazywało się, że było ono zawiązane na trzy solidne płaskie węzły! Gdyby trzeba  było je szybko wyszarpnąć z kosza rufowego, żeby je komuś rzucić, to co w takiej sytuacji robić: ciąć? rozwiązywać? szarpać, żeby można było jakoś je oderwać? Takie sytuacje absolutnie nie mogą mieć miejsca! Koła ratunkowe, owszem, muszą być zabezpieczone przed wypadnięciem, ale np. węzłem refowym, który w razie potrzeby momentalnie jesteśmy w stanie rozwiązać i wyrzucić koło. To jest niezmiernie istotna kwestia!

    Pirotechnika

    Na wszelki wypadek pokazujemy też załogantom , gdzie „mieszka” pirotechnika. Nie tylko pierwszy oficer powinien znać miejsce przechowywania tego typu sprzętu. W sytuacji zagrożenia np. braku kapitana i pierwszego oficera, załoga powinna także gdzie znajdują się rakiety, flary, pławki, itp. Nie ma konieczności demonstrowania strzelania rakietami, ale należy pokazać, gdzie znajduje się strzałka, aby w razie konieczności użycia, nikt nie strzelił sobie pod nogi zamiast w powietrze!.

    EPIRB

    Pławka EPIRB. Teraz już w zasadzie na każdym jachcie znajdują się EPIRBy. Też warto omówić co to jest ten EPIRB, dlaczego on jest tak przydatny i w jaki sposób go użyć, a przede wszystkim znać miejsce jego lokalizacji na jachcie.

    UKFka i distress

    Gdzie jest przycisk DISTRESS na UKFce. Też już właściwie w 95% jachty pływające po morzu mają UKFkę z DISTRESSem. Warto zwrócić załodze uwagę, że ta czerwona klapka, którą się podnosi i znajdujący się tam guziczek nie są do zabawy. Tego się nie wciska, choć fajnie wygląda i kusi, żeby coś zdetonować. To jest konkretny sygnał służący do wzywania pomocy, co należy załodze jasno uświadomić. W razie jakichkolwiek niejasności lub wątpliwości na ten temat służę pomocą – objaśnię, a jeśli będzie taka potrzeba, to zrobimy odcinek poświęcony temu zagadnieniu.

    Gdzie są rzutki ratunkowe? Często są na wyposażeniu jachtów, choć nie zawsze. Warto jednak wiedzieć, gdzie się znajdują. Podobnie jak róg mgłowy. Rogi mgłowe są różne. Często występują w postaci przycisku i horna, który jest mocowany pod salingiem. Są to rozwiązania z większych jachtów. Czasami są w formie zwykłego spray-u i tubki jak na stadionach. Ich zaletą jest to, że głośno ryczą. No ale też często zdarzają się standardowe rogi, czyli tuba z ustnikiem, w który się dmucha i róg ryczy. Przypominam, że używa się go podczas mgły, jednym długim sygnałem, gdy chcemy zasygnalizować naszą obecność.

    Lornetka powinna być na standardowym wyposażeniu jachtu. Przydaje się na przykład do rozpoznania, czy bojka, którą widzimy ma wierzchołki skierowane tylko do góry, czy jednak jeden jest do góry a drugi w dół. Czyli co to za kardynałka, co oznacza. Nie mówię natomiast o kolorach bojek. Dlaczego? Z tego względu, że bojki kardynalskie są różne: nowsze, starsze, lepiej lub gorzej utrzymane. Te ostatnie będą jednolicie szare, bez kolorów. Zatem kolorów nie zobaczycie, natomiast znaki szczytowe takiej bojki czy stawy lub pławy jak najbardziej.

    Kingston

    Zasady korzystania z kingstonu zaburtowego. To pozornie jest śmieszną i błahą kwestią, ale śmieszy tylko do momentu pierwszej awarii. Kiedy się kingston zatka i trzeba będzie go własnoręcznie odetkać albo zapłacić powiedzmy te 150 euro za odetkanie – żarty się kończą.

    Instruktaż obsługi tego urządzenia jest prosty ale bardzo istotny. Po pierwsze i najważniejsze, do kingstona nie wolno wrzucać NICZEGO, oprócz tego, co z nas wypada. Ani papieru toaletowego, ani chusteczek higienicznych, ani ręczników papierowych, czy tym podobnych rzeczy. Przekroje rurek w kingstonach są tak małe, że bardzo łatwo i szybko ulegają zatkaniu. Co prawda nawet po takich radykalnych ostrzeżeniach i tak niektórzy będą tam wrzucali papier toaletowy, ale zdecydowanie będą bardziej uważali. Więc co mamy zrobić ze strawionym pokarmem? Reklamówka i do reklamówki a jej zawartość opróżnia się w najbliższym porcie.

    Nie takie to oczywiste…

    Teraz kwestia samej obsługi takiego kingstona zaburtowego. Podczas pogadanki należy zademonstrować działanie tego urządzenia. Po jednej stronie kingstona mamy pompkę, a raczej rączkę z pompką. Obok niej jest przełącznik, który ma dwie pozycje. Jeśli jest rysunek, (choć najczęściej jest zdrapany), to przedstawia on pustą muszę po jednej stronie a po drugiej pełną. Jeżeli jest woda w muszli to należy najpierw tę wodę wypompować, czyli przełącznik ustawić na pozycję pustej muszli i pompować, aż całkowicie ją opróżnimy. Załatwiamy się a następnie przełączamy na muszlę pełną i pompujemy.

    Pompujemy sporo, 15 – 20 razy tak, żeby woda faktycznie została zassana do muszli. Wszystko zostanie spłukane ale woda w muszli zostanie. Musimy się jej pozbyć, żeby nie wracała przez kingston. Przełączamy więc na pustą muszlę i pompujemy, aż usłyszymy takie charakterystyczne puste dźwięki, co oznacza, że w rurach ani w pompce nie ma już wody. I tu kolejna ważna sprawa: zawsze uczulajcie ludzi, aby zostawiali przełącznik w pozycji pustej muszli. Przy pełnej, woda może podchodzić z powrotem i nabierać się, aż do przelania na jacht. Dodam, że w ten sposób możecie sobie jacht zatopić jeśli np.: zatka się pompa zęzowa. Ponadto będzie też wracała cała zawartość rur, więc sprzątanie takiego kingstona może być bardzo nieprzyjemne. Bardzo ważne jest zmobilizowanie załogi do prawidłowej obsługi kingstona zaburtowego, co uchroni załogę przed nieprzyjemnymi problemami. Dobrze byłoby pokazać każdemu z osobna bądź w kilkuosobowych grupach sposób działania i obsługi (bo drzwi do kingstona są małe).

    Zawory wody

    Zdarza się czasami, że jachty idące w przechyle i jeszcze pracujące na fali, jeśli nie mają zakręconych odpowiednich zaworów, nabierają wody. Np. przez umywalkę woda wraca do środka, czyli ciśnienie wpycha ją do wewnątrz jachtu. Mówiłem o tym wcześniej i teraz też zwracam uwagę, że podczas przejęcia jachtu warto zapytać armatora, lub kogoś kto jest z jego polecenia, o położenie zaworów, pokazanie ich i upewnienie się, czy faktycznie należy je zamykać. Jeżeli potwierdzi konieczność ich zamykania, należy uczulić na to załogę i zademonstrować ich użytkowanie. Chcąc skorzystać z umywalki, należy najpierw otworzyć szafkę pod umywalką, odkręcić zawór, puścić wodę i po użytkowaniu zakręcić zawór. Ważna rzecz (bo czasami ludzie o tym zapominają): zawory najczęściej są kulkowe 90-stopniowe. A więc jeżeli dźwignia zaworu jest ustawiona prostopadle do rury to znaczy, że jest zamknięty, jeśli równolegle zawór jest otwarty.

    Instalacja gazowa

    Kolejna kwestia to gaz na jachcie, a konkretnie jego zakręcanie. Jeśli np. wychodzimy gdzieś na miasto, zostawiamy jacht sam, na kilka godzin i chcemy być bezpieczni, mieć spokojne sumienie i wiedzieć na pewno, że nic się nie stanie albo jeśli jacht zostawiamy na kilka dni bo i tak się może zdarzyć to zawsze zabezpieczamy zawory gazu. Dobrą praktyką jest zakręcanie go we właściwy sposób, czyli najpierw przy butli, przez co wypala się do końca ten który jest w rurach. Czekamy aż palniki same zgasną, gdy to nastąpi to znaczy, że gaz w przewodach również się do końca wypalił. Nie jestem zwolennikiem aż tak rygorystycznych zasad, żeby za każdym razem butlę zakręcać, gdy ktoś odpala gaz na herbatę. Jeżeli jednak pozostawiamy jacht bez opieki na dłużej i wychodzimy np. do miasta, należy rygorystycznie przestrzegać zasad bezpieczeństwa, czyli najpierw przy butli a jak się wszystko wypali w przewodach, to zakręcamy resztę.

    Energia elektryczna

    Kolejna kwestia to informowanie o zużyciu akumulatorów.

    Nie zawsze Wy wyłapiecie kiedy akumulatory są już na tyle słabe, że trzeba odpalić silnik w calu podładowania akumulatorów. Oby się nie okazało, ze akumulatory są na tyle słabe, że nie da się silnika odpalić! Do tego np. podczas nocnego przelotu zdechną nam światła nawigacyjne. Skipper tego faktu nie wyłapie, bo np. smacznie śpi.

    Dlatego uczulcie na to przede wszystkim oficerów. To oni najczęściej będą siadywać przy stoliku nawigacyjnym, a tam właśnie umiejscowione są przeważnie urządzenia pomiarowe, takie jak wskaźniki naładowania akumulatorów. W momencie kiedy stan akumulatorów spada poniżej wartości minimalnej (nie wiem jaka bezpieczna wartość jest, poprawcie jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że 12,5V), oznacza to, że można już włączyć silnik i na luzie bez biegu podładowywać akumulatory. No chyba, że widać już główki portu, wiadomo, że za chwilę będziecie cumować a jesteście pewnie, że prądu wystarczy wam na rozruch silnika.

    Podkreślam raz jeszcze, pomimo iż o w kwestii sprawdzania jachtu mówiłem, w odcinku poświęconym przejęciu jachtu przez Was: musicie być pewni w jaki sposób połączone są układy elektryczne na jachcie. Raz już mi się zdarzyło, że akumulatory były połączone w jeden pełen obieg. Widziałem, że baterie są już słabe, więc chciałem odpalić silnik i doładować baterie. Okazało się jednak, że energia najpierw schodziła z małego akumulatora, który był akumulatorem rozruchowym. Silnik nie wystartował, nie było możliwości go odpalić. Wchodziliśmy wtedy do portu na żaglach.

    Można było przepiąć te akumulatory ale akurat wtedy o tym nie wiedziałem,  nikt mi wcześniej nie pokazał takiego kanału YT jak ten co prowadzimy, więc skąd miałem wiedzieć?:) No ale, na żaglach weszliśmy, wszystko się na szczęście udało.

    Sprawdzanie stanu akumulatorów zatem to ważna kwestia, niech Wasi oficerowie zawsze podczas prowadzenia wpisów do dziennika sprawdzą stan akumulatorów, czy jest wszystko z nimi ok.

    Wlewy wody i wlewy ropy

    Na dzisiaj jeszcze jedna ostatnia informacja: wlewy wody i wlewy ropy. W poprzednim odcinku poświęconym sztauowaniu  uczulałem, żeby zwracać na to uwagę załogantom. Powtórzę jeszcze raz, bo to jest kwestia bardzo ważna. Kiedy w porcie tankujecie ropę, czy  wodę i robicie to sami, lub ktoś pod Waszym okiem, wówczas nie może się zdarzyć żadna nieprzewidziana sytuacja. Czasami jednak musicie udać się do kapitanatu, więc zlecacie trzeciemu oficerowi zatankowanie wody do zbiorników. Bardzo ważne jest, aby było wyraźnie powiedziane, w którym miejscu i do jakich celów są przeznaczone wlewy. Oby nie okazało, że wleją Wam wodę do zbiornika ropy, bo czeka was poważny problem. A takie sytuacje się już niestety zdarzały. Należy zwrócić uwagę, że praktycznie przy każdym wlewie są pierścienie na burcie zabezpieczone kluczem, który zazwyczaj pasuje do handszpaka (chociaż nie zawsze). Często są to kluczyki wielokątne, które się wkłada do środka i w tym momencie otwiera się nam wlew. Na pasie, na obejmie wlewu jest podpisane Diesel lub Water. Dosyć oczywiste.

    Jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa to wszystko co chciałem przekazać, zatem na dzisiaj koniec. Przypomnę, że wszystko o czym do tej pory mówiłem, a również to, o czym będę mówił w kolejnych odcinkach, dostępne jest, po zarejestrowaniu się na newsletter.

    Przy tej okazji zwracam się do Was z prośbą: wspomóżcie subskrybując, lajkując i udostępniając. To zawsze na pewno się przyda i zwiększy zasięg.

    Póki co: TAK STOIMY!

    Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera.

    Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie.

    Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

    23 min
  • PWPM #015 Poradnik skippera #6
    Poradnik skippera, czyli jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego?

    Ponieważ temat jest bardzo szeroki cykl podzieliłem na 8 odcinków:

    1. Co zabrać oprócz rzeczy podstawowych?
    2. Teoretyczne przygotowanie do rejsu
    3. Praktycznie – przejęcie jachtu #1
    4. Praktycznie – przejęcie jachtu #2
    5. Zakupy przedrejsowe
    6. Dopilnować sztauowania
    7. Pogadanka na temat zasad na jachcie
    8. Pogadanka na temat zasad na jachcie cz. 2
    9. Przeprowadzić szkolenie

    Każdy z bloków omawiam szczegółowo według wcześniej przygotowanej listy. Listę tę sporządziłem w oparciu o własne wieloletnie doświadczenie kapitana, skippera i organizatora rejsów.

    Co w tym odcinku?

    Zajmiemy się sztauowaniem czyli zabezpieczaniem wszystkich elementów ruchomych pod i na pokładzie.

    Wyjaśnię dlaczego sztauowanie jest tak istotne, zwrócę uwagę żebyście „pogonili” załogę do dobrego zasztauowania własnych rzeczy. Przypomnę funkcje oficerów i wyjaśnię jaką powinni pełnić rolę podczas sztauowania.

    Podpowiem gdzie sztauować poszczególne artykuły tak, żeby przetrwały próbę wilgoci, czasu i zmiennych temperatur.

    Podkreślę, że Wy jako kapitanowie macie obowiązek przynajmniej z grubsza wiedzieć gdzie co zostało zasztauowane.

    Zapraszam!

    https://youtu.be/DqhKEfg2uJM

    Poniżej zamieszczam transkrypt odcinka.

    Cześć! Witam Was w kolejnym odcinku z cyklu „jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego”.

    Przypomnę zagadnienia już omówione: zaczęliśmy od tematu co należy zabrać na rejs morski oprócz rzeczy podstawowych. Jako skipperzy jesteśmy zobowiązani do nieco innego przygotowania, niż załoganci. Poruszyliśmy ten problem w pierwszym odcinku.

    Następnie opowiadałem o tym, jak teoretycznie przygotować się do rejsu. Co, według mojego doświadczenia,  jest istotne na tyle, że  nie wolno zlekceważyć podczas przygotowania rejsu.

    Kolejną kwestią, którą poruszyłem było praktyczne przejęcie jachtu i spełnienie warunków, które pomogą wykluczyć np. problemy z uzyskaniem zwrotu kaucji, lub uzyskać niezbędne informacji od osób  przekazujących nam jacht.

    Następnie omówiłem zakupy przedrejsowe, czyli o czym pamiętać, żeby przed wypłynięciem zaopatrzyć jacht w rzeczy niezbędne tak, aby w trakcie rejsu nie okazało się, że czegoś bardzo ważnego brakuje. Niestety, przeoczenia zdarzają się często, dlatego poświęciłem temu tematowi cały odcinek i sporządziłem listę, która w moim mniemaniu jest takim rejsowym „must have”.  Warto ją mieć ze sobą, dlatego zachęcam do zapisania się na newsletter na stronie powachciepodmasztem.pl tudzież pwpm.pl, gdzie po zapisaniu otrzymacie wyczerpującą i przetestowaną w wielu rejsach taką właśnie listę. Zachęcam i zapraszam.

    O czym dziś?

    Dziś powiem o tym, że skipper powinien dopilnować ształowania na jachcie. Wyjaśnię czym jest sztauwanie oraz dlaczego jest to tak ważne.

    Zaczynamy, zapraszam!  

    Czym jest sztauowanie?

    Sztauowanie jest bardzo ważną czynnością podczas przygotowania jachtu do wypłynięcia.

    Samo sztauowanie jest to zabezpieczenie i umocowanie  wszelkich przedmiotów pod,  oraz na pokładzie tak, żeby nie przemieszczały się samoistnie. Terminu „sztauowanie” używa się również podczas zabezpieczania ładunku na samochodach ciężarowych. Mniej więcej chodzi o podobną kwestię.

    Najczęściej sztauowanie polega na pochowaniu do różnych skrytek – np. bakist, jaskółek itp. takich  przedmiotów, które leżą luzem i w czasie przechyłu mogą stanowić zagrożenie. Chowamy je jednak tak, żeby w razie potrzeby mieć do nich możliwie łatwy dostęp.

    Gdzie tu rola skippera?

    Zarówno skipper jak i oficerowie wyznaczeni do konkretnych funkcji powinni wiedzieć, „gdzie co mieszka”. Nie mam tu na myśli prywatnych rzeczy, ale tych istotnych, będących  wyposażeniem jachtu.

    I tak: kapitan ma obowiązek wiedzieć  co znajduje się  w stoliku nawigacyjnym. Czyli między innymi: zasztauowane tu mapy, dziennik jachtowy, instrumenty nawigacyjne, locje itp. Kapitan powinien przed rejsem przejrzeć zawartość, aby  wiedzieć czym dysponuje. Ten obowiązek dotyczy również I oficera, który ponadto powinien szczegółowo wiedzieć: jakie mapy są na pokładzie, powinien te mapy posegregować numerami zgodnie ze spisem (bądź sprawdzić czy np. poprzednia załoga nie wymieszała map). Dzięki temu jesteśmy w stanie w krótkim czasie odszukać tę mapę, która jest nam aktualnie potrzebna, a zlecając segregację I oficerowi będziemy mieć pewność, że w razie potrzeby  odszuka żądaną mapę.

    Porządkowanie map przez I oficera jest rozwinięciem obowiązków oficerów, o których mówiłem w poprzednim odcinku. I oficer również podpisuje się w dzienniku jachtowym na lewej stronie. Warto o tym pamiętać, gdyż dziennik jachtowy jest ważnym dokumentem. Na podstawie tego dokumentu będziecie bowiem w stanie w razie potrzeby wybronić się np. przed zarzutem niewłaściwego prowadzenia przez was jachtu czy podejmowania przez was niewłaściwych decyzji, itp.

    Jeśli podczas rejsu skrupulatnie będziecie opisywać  wszystkie zdarzenia w dzienniku jachtowym, (do czego bardzo mocno zachęcam), a I oficer podpisze wam na bieżąco strony dziennika, to stworzycie rzetelny dowód tego,  co faktycznie działo się na jachcie.

    O dzienniku jachtowym mógłbym opowiadać znacznie dłużej. Wiążą się z tym różne historie, ale nie jest to tematem dzisiejszego odcinka.

    Uczulmy załogę na „dobre sztauowanie”

    Jest to bardzo ważna i jakże oczywista kwestia bezpieczeństwa.    Podczas przechyłu czy pracy jachtu na fali niezabezpieczony, nawet lekki przedmiot  może wyrządzić komuś poważną krzywdę. Przyczyną nieszczęścia może być zarówno scyzoryk wypadający z jaskółki, czy ciężki powerbank. Dlatego na skipperze spoczywa obowiązek uczulenia załogantów niemających doświadczenia morskiego na kwestie prawidłowego sztauowania jachtu, oraz sprawdzenia stanu bezpieczeństwa przed wyjściem w rejs.

    Przy okazji planowania rejsu i zapoznawania przyszłych załogantów z wymogami bezpieczeństwa należy wyraźnie zaznaczyć,  żeby w żadnym wypadku nie pakowali ekwipunku w sztywne walizki! Przyczyna jest prozaiczna: na jachcie miejsce jest ograniczone. Zatem polecam zdecydowanie pakować rzeczy w worki żeglarskie, które bardzo łatwo możemy skompresować po rozpakowaniu, lub popularne  plecaki ale jedynie z płaskim stelażem. Plecak bowiem, po opróżnieniu można położyć pod materacem w koi,  dzięki czemu nie będzie zajmować miejsca.

    Reasumując: „opakowania” na bagaże powinny być na tyle kompresowalne i miękkie, żeby nie utrudniały życia ich właścicielom i pozostałym załogantom.

    Sztauowanie kambuza

    leży w kwestii II-go oficera. Polecam scedować odpowiedzialność za tę czynność właśnie na niego.

    Oczywiście dobrze, jeśli Wy – skipperzy chcecie wiedzieć gdzie np.. „mieszkają” ziemniaki, cebula, gdzie są sztućce, wafelki, itp. Te informacje mogą się wam się przydać.

    Czyja to odpowiedzialność?  Jest jednak wśród załogi osoba, do której obowiązków należy sztauowanie kambuza. Jest nią właśnie II oficer. On też powinien mieć rozeznanie dotyczące rozlokowania przedmiotów w kambuzie oraz  ilości i przechowywania produktów spożywczych. W razie potrzeby pytacie o to II oficera.  

    Sztauowanie i I oficer

    I oficer natomiast, oprócz pieczy nad mapami i obowiązków, o których mówiłem w poprzednich odcinkach,  powinien mieć ogólne pojęcie o lokalizacji i przeznaczeniu wszystkich przedmiotów na jachcie. I-go oficera powinniście traktować jako swojego zastępcę. Wy musicie bezwzględnie wiedzieć gdzie i co „mieszka” na Waszym jachcie albo być pewnymi, że możecie polegać na odpowiedzialności waszych oficerów. Dobrym zwyczajem skipperów jest jednak niezrzucanie wszystkich obowiązków  na oficerów ale   zainteresowanie się samemu i poznanie lokalizacji poszczególnych „szpei”, czy nawet osobiste nadzorowanie, sztauowania. Wy jako skipperzy bowiem, owszem, macie władzę najwyższą, ale wiąże się z tym również największa odpowiedzialność. To na was patrzeć będzie załoga w sytuacjach stresowych, w których od was wymagane będzie podjęcie szybkich i prawidłowych decyzji.

    III oficer również w sztauowaniu udział bierze

    Jest on odpowiedzialny za kwestie mechaniczne na jachcie. Zatem powinien wiedzieć,  gdzie znajdują się naprawcze sprzęty  typu: walizka narzędziowa, bezpieczniki zapasowe, zawleczki, szekle, i inne. Również kanistry z płynami, zbiorniki z dodatkowym paliwem, itd. Ważne jest, żeby IIII oficer znał lokalizację rumpla zapasowego oraz sposób jego montażu. Powinien tez wiedzieć, jak w razie potrzeby dostać się do sterociągów.

    Warto ponadto przejść się z III oficerem po całym jachcie,  w szczególności po nadbudówce i wspólnie sprawdzić: podwięzie wantowe, sztagowniki – czy nie są np. naruszone, czy pokład nie pęka w miejscach dużych naprężeń. Jeśli takie usterki się pojawią należy je natychmiast zgłaszać armatorowi. Sprawdzamy dalej,  czy zawleczki nie są wygięte, czy kontry beczek ściągaczy są dokręcone. Sam naciąg want na morskim jachcie nie jesteśmy w stanie dokładnie sprawdzić, gdyż mierzy się to specjalnymi miernikami parametryzującymi naprężenie stalowych lin. Nie posiadając tego typu narzędzi możemy ocenić jedynie wizualnie,  czy wanty nie są luźne, czy ewentualnie po szarpnięciu ręką nie czujemy luzu.

    Wszelkie niepewności budzące nasze obawy, co do prawdopodobieństwa wystąpienia  awarii zgłośmy od razu, przed wypłynięciem z portu. Niech ekipa armatora usunie usterki zanim ruszymy w rejs.

    Gdzie wlać wodę, a gdzie ropę?

    Kolejną bardzo ważną kwestią, na którą powinniśmy zwrócić uwagę nie tylko oficerów, ale całej załogi są wlewy. Konkretnie wlew wody słodkiej i wlew paliwa. Wspomnę o tym również przy okazji pogadanki na jachcie, ale i  teraz zwrócę uwagę, że zdarzały się pomyłki takie,  jak wlanie wody do zbiornika paliwa czy na odwrót. Usunięcie takiego problemu jest kosztowne oraz pochłania sporo czasu.

    Lifelinki

    Jeśli np. planujecie dłuższy przelot po trudniejszych akwenach  – np. mórz północnych warto rozpiąć lifelinki na samym początku rejsu, nawet jeszcze w porcie. Rozpinamy je po obu burtach. Po co się to w ogóle stosuje? Podczas pracy na pokładzie w warunkach trudnej pogody załoganci powinni wpinać się właśnie w lifelinki. Wpinanie się w reling jest niewygodne a wręcz niebezpieczne.. Przechodzenie pomiędzy słupkami relingów znacznie utrudnia poruszanie się po pokładzie i pracę na nim. Lifelinki za to mają tę zaletę, że wpinamy się w nie już w kokpicie i przechodzimy na sam dziób bez konieczności przepinania po drodze.

    Jeszcze jedna ważna uwaga. Grubość lifelinki nie powinna być większa, niż możliwości karabińczyków  znajdujących się przy wąsach pasów asekuracyjnych, którymi będziemy wpinać się w lifelinki. Z takiej sytuacji możemy wybrnąć oplatając lifelinkę wąsem dookoła i zapinając karabińczyk właśnie na wąsie. Jest to jednak znacznie mniej wygodne,  niż w przypadku dobrze dobranej średnicy lifelinki do karabińczyków.

    Warto zatem zwrócić baczną uwagę na lifelinki, a zwłaszcza: czy na pewno są dobrze zapięte, czy nie mają przetarć, czy przeprowadzone są przez pokład w sposób nienarażający na zaplątanie się w nie czegoś, czy nie leżą np. na szocie czy cumie. Ponadto należy  sprawdzić ich naprężenie, choć niekiedy mogą być luźne . W takim wypadku ten luz powinien być możliwie najmniejszy,  a jeśli się nie da tego sprawdzić,  to lepiej podzielić lifelinki na dwie na jednej burcie ale dobrze naprężone, itd., itp.

    Na tym kończymy kwestie sztauowania. Przypomnę, że wszystkie omówione kwestie dostępne są po zarejestrowaniu się na newsletter na stronie powachciepodmasztem.pl

    Co w następnym odcinku?

    Poruszymy bardzo istotną kwestię, jaką jest…. pogadanka na jachcie. Zatem usiądziemy razem z załogą już na zasztauowanym jachcie i będziemy opowiadać jej o tym, co na rejsie dziać się będzie, naszych wymaganiach względem załogi, regulaminie rejsu, obowiązkach i odpowiedzialności załogi, zasadach bezpieczeństwa na jachcie  itd., itd.

    Póki co – TAK STOIMY!

    Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera.

    Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie.

    Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

    17 min
  • PWPM #014 Poradnik skippera #5
    Poradnik skippera, czyli jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego?

    Ponieważ temat jest bardzo szeroki cykl podzieliłem na 8 odcinków:

    1. Co zabrać oprócz rzeczy podstawowych?
    2. Teoretyczne przygotowanie do rejsu
    3. Praktycznie – przejęcie jachtu #1
    4. Praktycznie – przejęcie jachtu #2
    5. Zakupy przedrejsowe
    6. Dopilnować sztauowania
    7. Pogadanka na temat zasad na jachcie
    8. Pogadanka na temat zasad na jachcie cz. 2
    9. Przeprowadzić szkolenie

    Każdy z bloków omawiam szczegółowo według wcześniej przygotowanej listy. Listę tę sporządziłem w oparciu o własne wieloletnie doświadczenie kapitana, skippera i organizatora rejsów.

    Co w tym odcinku?

    Zakupy.

    Teoretycznie sprawa oczywista – chodzi o to, żeby podczas rejsu nie paść z głodu i mieć w co wytrzeć ręce. Jednak jeśli nie opracujemy sobie za wczasu przemyślanej listy zakupów, może się okazać, że zapomnieliśmy np. kupić papieru toaletowego. Konsekwencje łatwo sobie wyobrazić (choć może lepiej jednak sobie nie wyobrażać!).

    Zwrócę zatem uwagę na produkty, które według mnie są niezbędne do zakupienia na rejs. Powiem o produktach spożywczych, higienicznych, użytkowych, itp. Podpowiem jak rozwiązać niektóre problemy, np. z umocowaniem ręczników papierowych, które znacznie ułatwią nam życie na jachcie. 

    Wspomnę również o tym, co warto przygotować wcześniej – przed rejsem – i w jaki sposób (np. pasteryzowane mięso do obiadu).

    Zapraszam!

    https://youtu.be/lLqbvijhp88

    Poniżej zamieszczam transkrypt odcinka

    Cześć, witam was w kolejnym odcinku z cyklu „jak przygotować

    się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego”.

    Do tej pory omówiliśmy kwestie: co zabrać prócz podstawowych

    rzeczy na rejs, jak teoretycznie przygotować się do takiego rejsu, jak
    praktycznie przejąć jacht. Na tym zakończyliśmy jak dotąd.

    Dziś chciałbym opowiedzieć o tym, jakie zrobić zakupy

    przedrejsowe żeby nic nas nie zaskoczyło podczas rejsu.

    Tytułem wstępu załóżmy taką sytuację: przyjechaliśmy

    wreszcie na jacht, załoga podekscytowana, chcemy już ruszać, wreszcie wypłynąć,
    zatem do sklepu jedziemy jak najszybciej, kupujemy co wpadnie nam w rękę i…
    dopiero na morzu okazuje się, że czegoś zapomnieliśmy, coś pominęliśmy.

    Zachęcam i polecam zrobić sobie listę rzeczy niezbędnych. Nie

    wdawajmy się w szczegóły typu jakie smaki zupek chińskich chcemy mieć na
    pokładzie, ale że w ogóle zupki chińskie mieć chcemy. Czyli spiszmy artykuły na
    tyle istotne, że ich brak na pokładzie okazać się może uciążliwy.

    Nieraz zdarza się, iż produkty się powielają. Choćby z tego

    względu, iż po poprzednich załogach zostają często ich zapasy. To nic, lepiej
    mieć więcej niż za mało.

    Proponowaną przeze mnie listę zakupów podzieliłem na dwie

    kategorie: wyżywienie i chemię.

    Zacznijmy od wyżywienia.
    1. Kisiele – jest to nieodłączny element wyposażenia kambuza na każdym jachcie!
      Kisiel ma dwie niepodważalne zalety: po pierwsze – wracając podczas choroby morskiej smakuje podobnie, po drugie – nie powybija zębów, gdyż jest rzadki. Zatem kisiele są bardzo lubiane szczególnie przez załogantów chorujących na chorobę morską.
      A tak poważnie – kisiele mają wiele zalet: zajmują mało miejsca, są energetyczne i rozgrzewające. Zatem zakup kisieli jest bardzo wskazany na rejs morski. Na pewno zostaną wykorzystane podczas rejsu.
    2. Gorące kubki – świetne właściwości rozgrzewające. Np. podczas „psiej” wachty, kiedy jest zimno, my jesteśmy zmarznięci, wieje zimny wiatr, pada deszcz, marzymy o tym żeby się dogrzać. Wtedy z pomocą przyjdzie nam załogant z naszej wachty, który zagotuje wodę i zaleje właśnie gorący kubek. Robi się go łatwo, szybko i przyjemnie a daje bardzo fajnego „kopa” energetycznego i świetnie dogrzewa nas wewnętrznie. Ponadto gorący kubek jest dosyć treściwy. Szczególnie podczas choroby morskiej spożyty taki gorący kubek zawsze w pewnym stopniu pozostanie w żołądku.
    3. Pieczywo – świeże pieczywo nie za bardzo chce się trzymać podczas rejsu. Po dwóch, trzech dniach może zacząć pleśnieć ze względu na wszechobecną wilgoć. Zatem otwarte chleby czy bułki powinniśmy pochłaniać w pierwszej kolejności bo w przeciwnym razie nakarmimy nimi ryby.
      Ja osobiście bardzo mocno polecam chleby „Baltonowskie”. Są on dobrze pakowane i naprawdę bardzo długo się trzymają. Są po prostu trwałe.  Można je dostać w większości marketów. Smak tych chlebów jest według mnie bardzo przyzwoity. Zachęcam do zaopatrzenia się w tego typu pieczywo.
    4. Mięso – zdecydowanie polecam mięso pakowane próżniowo. Zalet jest wiele, m. in. Mięso pakowane w ten sposób jest porcjowane dokładnie w taki sposób, w jaki my zdefiniujemy podczas zakupu. Ponadto tak pakowane mięso jest bardzo trwałe. A po trzecie zajmuje znacznie mniej miejsca niż pakowane w sposób tradycyjny ponieważ odciągnięte powietrze powoduje, iż zawartość kompresowana jest do możliwie najmniejszych rozmiarów. Zatem tego typu mięska zmieści nam się więcej oraz znacznie dłużej poleży. Ponadto jeśli np. nasz jacht nie jest w lodówkę wyposażony to tym bardziej próżniowo pakowane mięso sprawdzi się świetnie.
      Jeśli nasz jacht nie posiada lodówki to ważnym jest zaształowanie produktów wymagających chłodzenia w najniższych partiach jachtu, np. pod gretingami a nawet w zenzie. Pakowane próżniowo artykuły z powodzeniem mogą znajdować się w zenzie, która nigdy nie jest przyjemna, gdyż szczelne, hermetyczne pakowanie zabezpieczy zawartość przed kontaktem ze światem zewnętrznym.
    5. Pasteryzowane słoiki z przetworami – polecam bardzo mocno! Swego czasu będąc w dwutygodniowej podróży poślubnej w Norwegii zapakowaliśmy właśnie pasteryzowane mięsko do spaghetti. Jedliśmy je pod różną postacią, z makaronem, czy ziemniakami. Mięso to pasteryzowane było w słoikach i wytrzymało bez najmniejszego problemu dwa tygodnie.
      Jednak ważny jest sposób pasteryzacji. Należy słoik zapasteryzować trzykrotnie. Taki proces daje gwarancję, iż zapasteryzowany  produkt będzie świeży nawet po 2 tygodniach w warunkach „bezlodówkowych”.
      Zachęcam zatem do przygotowania takich słoików przed rejsem – jeszcze w domu. Ogromną zaletą takiego zapasteryzowanego słoika jest jego przygotowanie podczas rejsu. Nie musimy bowiem kroić mięsa czy warzyw. Szczególnie istotne jest to w pierwszych dniach rejsu, gdzie część załogi chorobę morską ma już za sobą jednak druga część czuje się wciąż niepewnie, zapachy unoszące się z kambuza mogą przyczyniać się do nawrotów choroby. Słoik natomiast wystarczy odkręcić, wrzucić zawartość do garnka i podgrzać. Szybko, łatwo i bezpiecznie.
      Przy tej okazji podpowiem: proponujcie swoim załogantom żeby przygotowywali takie właśnie pasteryzowane słoiki. Oczywiście możemy kupować co tylko załogantom się podoba, bo przecież składka na wyżywienie to ich pieniądze, ale  żeby kupione poszczególne składniki przekształcić w potrawę potrzebujemy czasu i zdrowia. Nie zawsze przygotowywać posiłek będziemy w porcie, na równej stępce bez żadnych problemów. Nie raz przyjdzie nam to wykonać na fali podczas przechyłu. Zatem z doświadczenia biorąc, warto namówić załogantów na sprawdzone metody ratujące nie jeden posiłek na fali. Wystarczy, że każdy załogant weźmie ze sobą po 3-4 słoiki. Dzięki temu kilka obiadów macie z głowy.
    6. Przyprawy – często pozostają po poprzedniej załodze. Warto wysłać II oficera do kambuza przed zakupami, żeby dokonał inwentaryzacji. Przyprawy są jednym z najczęstszych artykułów nie zużytych przez poprzednią załogę. Jeśli jednak przypraw brakuje, kupcie je w takiej ilości, żeby wystarczyło na cały rejs. Co prawda możemy doprowiantować się w portach po drodze, ale zazwyczaj wtedy będzie znacznie drożej. Na przykład Szwecja czy Dania ma bardzo wysokie ceny w porównaniu do polskich. Pod hasłem „przyprawy” mam na myśli również rzeczy bardzo podstawowe jak sól czy cukier. Zdarzyć się bowiem może, iż sami nie słodzimy więc zapomnimy o zwykłym cukrze.
    7. Woda – zachęcam do zaopatrzenia się w kilka zgrzewek gdyż podczas rejsów pić się chce. Nie wolno zapomnieć nam o zapasie wody pitnej! Czy ma to być woda gazowana czy nie gazowana to już kwestia indywidualnych preferencji załogi. Jednak zapas wody na jachcie jest bezwzględnie konieczny.
    8. Słodkie napoje – również zachęcam do zaopatrzenia się w nie głownie z tego względu, iż skoro te napoje są słodzone to są również w pewnym stopniu energetyczne. Ponadto nie wszyscy preferują czystą wodę do picia a wolą np. soki. Ich sprawa ale wasza, żeby takie zapotrzebowanie uzupełnić.
    9. Czekolada – jest bardzo dobrym produktem energetycznym. Nie koniecznie w czystej postaci ale nawet batony, ciasteczka czekoladowe czy wysokoenergetyczne batoniki ze zbożami, miodem, itp. Tego typu produkty świetnie sprawdzają się np. podczas nocnej wachty. Dostajemy dzięki nim zastrzyk energii nie musząc gotować czy przygotowywać skomplikowanych potraw.
      Przy okazji TIP dla osób chorujących na chorobę morską: gorzka czekolada działa bardzo dobrze na chorujące osoby. Po pierwsze przyjęta do żołądka zawsze choć w części w nim pozostanie a po drugie gorzka czekolada właśnie niweluje nieprzyjemne uczucie w żołądku spowodowane chorobą morską. Czekolada słodka nie posiada takich właściwości. Zatem gorzką czekoladę zdecydowanie warto na pokładzie mieć.
    10. Świeżynka – czyli świeże pieczywo i świeże owoce. Podejdźmy do tematu z rozsądkiem, tzn. kupmy taką ilość, która wystarczy nam pierwsze dni rejsu, ale nie zdąży się zepsuć. Żeby nie okazało się, iż po musimy zepsute owoce i warzywa wyrzucać za burtę. W portach uzupełnimy zapasy. Zapewne wyniesie nas to więcej niż kupując w kraju ale trudno. Musimy jedynie wkalkulować taką stratę w budżet kambuzowy rejsu. Na samych chlebach baltonowskich po kilku dniach może być ciężko. Mogą się nam one przejeść, znudzić a wręcz obrzydnąć. Natomiast kupiona w porcie np. świeża bagietka zdecydowanie podnosi morale załogi. Podobnie świeże warzywa czy owoce – warto kupować na bieżąco.
      Dwa słowa odnośnie owoców. Pływając po wodach Chorwacji w porze późnego lata macie możliwość skosztować wyśmienitych fig bezpośrednio z krzewów. W tym okresie rośnie ich mnóstwo właściwie przy każdej alejce. W smaku są naprawdę przepyszne, nieporównywalnie lepsze od kupionych nawet na targu.
    Chemia
    1. Ręczniki papierowe – polecam zaopatrzyć się w sporą ilość. Ręczniki podczas rejsu schodzą szybko i w dużych ilościach. Stosuje się je w wielu wypadkach, jak np. w kambuzie, podczas prac „brudnych” np. przy silniku czy po prostu dla higieny osobistej. Zdecydowanie łatwiej i szybciej wykorzystać taki papierowy ręcznik niż prać i suszyć tradycyjny czy używać szmat. Dwie bardzo ważne uwagi odnośnie papierowych ręczników: po 1. NIGDY nie pozwólcie żeby załoganci wrzucali ręczniki papierowe do kingstona! Ręczniki papierowe bowiem nie rozpuszczają się tak jak papier toaletowy więc jest prawie pewnym, że wrzucony do odpływu ręcznik papierowy zatka go. W konsekwencji czeka was bardzo nieprzyjemna robota, bądź kilkaset euro za tego typu usługę. Po 2. ręczniki papierowe są nieco mniej ekologiczne niż papier toaletowy zatem ja nie polecam wyrzucania ręczników za burtę.
    Co wyrzucać za burtę?

                    Według prawa morskiego oraz

    według dobrej praktyki żeglarskiej jest tak, że jeśli znajdujemy się w
    odpowiedniej odległości od brzegu, czyli min. 5 Mm od brzegu, to rzeczy biodegradowalne
    wolno nam wyrzucić po prostu za burtę. Zatem wszelkie ogryzki, skórki z bananów,
    obierki z pomarańczy możemy swobodnie za burtę wyrzucić. Mało tego, wręcz
    powinniśmy to zrobić a nie powinniśmy trzymać tego typu śmieci pod pokładem!
    Dlaczego? Z dwóch powodów: po 1. śmieci organiczne rozkładając się wydzielają
    bardzo nieprzyjemny zapach, który pod pokładem byłby szczególnie uciążliwy. Po
    2. zalegające śmieci zmniejszają i tak niewielką przestrzeń pod pokładem.
    Wyrzucając bio śmieci nie zanieczyszczamy środowiska, no bo przecież jest to
    czysta natura.
    Podobnie wygląda sytuacja z papierem toaletowym. Jest to czysta celuloza (w
    większości przypadków) więc w pełni ekologiczna. Po użyciu z powodzeniem możemy
    taki papier wyrzucić za burtę.
    Ponadto wyrzucać za burtę możemy szkło białe, nie barwione. Szkło bowiem
    wykonane jest głównie z kwarcu, który z kolei jest w pełni ekologicznym
    surowcem. W odległości min. 5Mm od brzegu wyrzucona przez nas (ale zatopiona!) butelka
    nie zagrozi nikomu natomiast jakieś zwierzątko żyjące przy dnie morza ma szansę
    na nowe mieszkanko w takiej butelce. Prawdą jest, ze szkło rozkłada się długo,
    jednak w żaden sposób nie wpływa negatywnie na środowisko.
    Podobnie wygląda sytuacja z metalowymi puszkami. Są one zwykłym metalem. Metalem,
    który rdzewieje – koroduje. Możemy z powodzeniem takie puszki wyrzucać gdyż
    skorodują szybko a środowiska nie zanieczyszczą. Pamiętajmy jednak o minimalnym
    dystansie od brzegu – 5Mm.

    1. Papier toaletowy – zaopatrzmy się w taką ilość rolek, żeby każdy kingston na jachcie został „zaspokojony”, żeby go po prostu nie brakło.
    2. Płyn do mycia naczyń – zdarza się o nim zapomnieć, na przykład w sytuacji kiedy w kambuzie widzimy pozostawiony po poprzedniej załodze płyn. Może się bowiem okazać, że był on tylko jeden a do tego w połowie pusty. Warto zatem sprawdzić stan płynu na jachcie i w razie potrzeby dokupić
    3. Gąbki do mycia naczyń – polecam większe niż mniejsze. Są znacznie wygodniejsze
    4. Talerze i sztućce jednorazowe – ja używam mając co prawda świadomość, iż przez to dokładam się do zanieczyszczenie Planety poprzez zakup plastiku, nawet jeśli później śmieci zostaną posegregowane. Jednak komplety jednorazowych nakryć świetnie sprawdzają się na jachcie!
      Żeby przybliżyć powód, dla którego zachęcam do używania jednorazowych naczyń i sztućców przybliżę w jaki sposób odbywa się mycie naczyń podczas przelotów: myjemy albo pod kranem, gdzie do mycia używamy wody słodkiej uszczuplając tym samym jej zapasy (chyba, że poprowadzony jest dodatkowy obieg wody zaburtowej, wtedy polecam umyć naczynia w wodzie słonej a spłukać jedynie słodką) albo czerpiemy wodę wiadrem zza burty i myjemy naczynia w tym wiadrze. Tak czy inaczej sposoby te nie są wygodne i albo marnujemy słodką wodę albo ryzykujemy utopieniem wiadra, nie dokładnym spłukaniem soli, itp., itd.
      Dlatego też bardzo wygodnym jest wyrzucenie jednorazowych naczyń i sztućców po posiłku do śmieci. Co prawda sposób ten powoduje szybki wzrost ilości śmieci pod pokładem ale według mnie mimo wszystko warto. No chyba, że nasz rejs ma charakter długich przelotów bez zawijania do portów a tym samym bez możliwości wyrzucenia śmieci, to w takim wypadku jednorazowe naczynia nie zdadzą egzaminu.
    5. Worki na śmieci – duże i małe. Skąd to rozbicie? Otóż duże worki (np. 160l) instalujemy w okolicy kambuza (nierzadko w dwóch miejscach w mesie) gdzie traktujemy je jako klasyczne, domowe kosze na śmieci. Natomiast małe worki (np. 35l) instalujemy w kingstonach. Dlaczego? Dlatego, że papieru toaletowego nie wrzucamy do muszli, ale właśnie do worków na śmieci, które w portach wyrzucamy. O obsłudze kingstona wspomnę więcej w rozdziale poświęconym pogadance na jachcie.

    Wszystkie powyższe punkty dotyczą zakupów, których dokonujemy

    już na miejscu, po przyjeździe do portu startu rejsu. Wysyłacie II oficera z
    listą (np. taką, jaką tu opisuje) przez co możecie mieć pewność, że nic z rzeczy
    kluczowych nie zostanie pominięte. Jeśli natomiast mamy możliwość przygotować coś
    wcześniej, np. opisywane w tym rozdziale pasteryzowane słoiki z mięsem, to
    wiadomo, że składniki na nie kupimy znacznie wcześniej.

    To wszystko na dziś,

    Dziękuję za uwagę,

    Tak stoimy!

    Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera.

    Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie.

    Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

    21 min
  • PWPM #013 Poradnik skippera #4
    Poradnik skippera, czyli jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego?

    Ponieważ temat jest bardzo szeroki cykl podzieliłem na 8 odcinków:

    1. Co zabrać oprócz rzeczy podstawowych?
    2. Teoretyczne przygotowanie do rejsu
    3. Praktycznie – przejęcie jachtu #1
    4. Praktycznie – przejęcie jachtu #2
    5. Zakupy przedrejsowe
    6. Dopilnować sztauowania
    7. Pogadanka na temat zasad na jachcie
    8. Pogadanka na temat zasad na jachcie cz. 2
    9. Przeprowadzić szkolenie

    Każdy z bloków omawiam szczegółowo według wcześniej przygotowanej listy. Listę tę sporządziłem w oparciu o własne wieloletnie doświadczenie kapitana, skippera i organizatora rejsów.

    Co w tym odcinku?

    Ciąg dalszy praktycznych wskazówek i informacji niezbędnych podczas przejmowania jachtu.

    Omówię tym razem na co przede wszystkim zwrócić uwagę podczas liczenia osprzętu, czyli czy na pewno mamy ilość zgodną z check-listą handszpaków, odbijaczy, cum, map, pirotechniki, itp.

    Uczulę Was na sprawdzenie czy na pewno mamy czasem pomijane, ale mogące uratować na „rufę” przedmioty, jak: zapasowy rumpel, przejściówki do ładowania akumulatorów, pławka świetlna – sprawna!, itp.

    Zejdziemy również do kambuza, gdzie wskażę kilka według mnie niezbędnych elementów typu: czy lodówka zasilana jest z 12V czy 230V, czy kuchenka jest na kardanie, czy ma piekarnik, itp.

    Zapraszam!

    https://youtu.be/32IO239hsz0

    Kolejny odcinek

    dotyczyć będzie zakupów przedrejsowych i całego z tym związanego amoku. Czekajcie cierpliwie:)

    Poniżej zamieszczam transkrypt odcinka.

    Cześć!

    Witam Was w kolejnym odcinku cyklu „Jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego”. Przypomnę, że do tej pory powiedzieliśmy sobie, co zabrać na rejs morski oprócz rzeczy podstawowych, jak przygotować się teoretycznie do takiego rejsu, w jaki sposób zabezpieczyć się praktycznie. Ten właśnie punkt zaczęliśmy omawiać w poprzednim nagraniu. Ze względu na obszerny zakres zagadnienia zmuszeni byliśmy podzielić go na dwie części. Dziś ciąg dalszy, czyli przejęcie jachtu i sprawdzanie niezbędnego wyposażenia. Są to niezmiernie istotne czynności, ponieważ skrupulatne przestrzeganie ich rzutuje zarówno na bezpieczeństwo całego rejsu, jak i na możliwość ewentualnego odzyskania kaucji po jego zakończeniu. W Waszym dobrze pojętym interesie jest odpowiedzialne podejście do tych kwestii.

    Zapraszam.

    Dodam jeszcze, że te wszystkie punkty, które sobie omawiamy są dostępne po zarejestrowaniu się na newsletter na stronie internetowej.

    Zapraszam i zaczynamy

    A więc, na co powinniśmy zwrócić baczną uwagę sprawdzając zgodność wyposażenia jachtu z check – listą:

    Handszpaki

    czyli korby do kabestanów. To są elementy, które wprost uwielbiają się topić. Topią się nagminnie a kosztują niestety sporo. Koszt dobrego, łożyskowanego handszpaka wynosi od 150 euro w górę. Uczulam więc i zachęcam do skrupulatności – jeżeli macie wpisane na liście, że handszpaków jest dwie sztuki, to sprawdźcie, czy te dwa handszpaki na pokładzie rzeczywiście są.

    Odbijacze

    również należy przeliczyć, ponieważ może się okazać, że w spisie widnieje 7, a gdzieś nam jakiś uciekł. Sprawdzamy – no jest ich rozwieszonych na wantach sześć, ale gdzie jest ten siódmy? Najczęściej będzie on wisiał na pawęży z tyłu na rufie, który jako ten odbijacz przy podejściu rufą amortyzuje, chroni w momencie gdybyście nie zdążyli zatrzymać jachtu, ale nie zawsze. Czasem odbijacz mógł zostać utopiony, a poprzednia załoga nie zgłosiła tego faktu. Armator albo nie zauważył, albo zauważył, ale z premedytacją czeka na kolejnych „frajerów”, którzy za ten odbijacz zapłacą. Zatem obliguję do policzenia odbijaczy.

    Pagaje

    Jeśli w ogóle są. Zakładam, że nikt z Was nie pomyślał, że pagaje potrzebne będą do napędzenia jachtu morskiego – raczej nie, gdyż pagajem możemy pomieszać jedynie wodę wokół jachtu a 12-13 ton raczej nie ruszymy z miejsca. Chodzi o pagaje do pontonu.

    Czasem na jachtach mamy dodatkowy ponton (dingi), który najczęściej posiada swój silniczek, ale oprócz tego wyposażony jest również w pagaje. Powinien mieć te pagaje na wyposażeniu, bo co w momencie, w którym silnik na „dingim” nam siądzie? Musicie jakoś „dowiosłować” się do jachtu czy do brzegu. Bo czym bez pagajów? Rękami? Chodzi zatem o to, żeby te pagaje bezwzględnie były na wyposażeniu. Komplet pagajów to 2szt.

    Bosak

    Często bosaki na jachtach ulokowane są w dość nietypowych miejscach. Ja się spotkałem z umieszczaniem bosaków w bakistach. Jest to mało intuicyjne pomieszczenie przechowywania tego narzędzia. Bosak powinien bowiem być pod ręką, a w bakiście często przywalony jest cumami, zbiornikami czy odbijaczami. Trudno go zatem znaleźć.
    Najczęściej na morzu stosuje się drewniane bosaki, które montuje się na wantach. Stoją one pionowo, w razie potrzeby są łatwe do wyjęcia.

    Częstym patentem jest montowanie bosaków w bomie. Bosak :mieszka sobie” w rurze bomu, skąd wyciągany jest w razie potrzeby.
    Zatem bez wątpienia musimy sprawdzić, miejsce przechowywania i ilość bosaków, aby było to zgodne z check-listą i oby przypadkiem nie było ich za mało.

    Kanistry i płyny

    Wy, jako przejmujący jacht, czyli kapitan z oficerem macie wiedzieć gdzie są kanistry. Macie wiedzieć, że w ogóle są kanistry oraz z czym one są.

    Płyn chłodniczy

    Powinniście mieć na pewno kanister z płynem chłodniczym. Jachty morskie, w zdecydowanej większości, mają podwójny układ chłodzenia, czyli to nie jest tak, że woda jest wyłącznie zaciągana zza burty i wyrzucana ze spalinami po przejściu przez kolektor. Silniki morskie mają podwójny układ. Czyli z jednej strony właśnie ten gdzie wykorzystana jest woda zaburtowa, i to jest chłodzenie zaburtowe. Drugim układem jest układ wewnętrzny – zamknięty. Wykorzystuje on zwykły płyn chłodniczy, taki jak w samochodach. Zatem warto, żeby kanister z płynem chłodniczym znalazł się na pokładzie.

    Kanister z olejem do silnika

    Tak samo jak w samochodzie – w jachcie również należy pilnować oleju, aby silnik nam się nie zatarł i nie było z nim problemu.

    „Mieszanka”

    Co jeszcze może znajdować się w kanistrach? – Benzyna, jeśli mamy silniczek do „dingiego” , czyli do pontonu dodatkowego. Najczęściej więc jest to „mieszanka” do takiego właśnie silnika. Kanistry z zapasami zatem warto na jachcie mieć.

    Musimy znać zawartość każdego kanistra, aby uniknąć nieprzyjemnych pomyłek, np, żeby nie wlać ropy, która znajduje się w kanistrach zapasowych do małego silnika od „dingiego”. Taki manewr może mieć katastrofalne dla silnika skutki.

    Dodatkowo zaraz po przejęciu jachtu warto informację o ich rozlokowaniu oraz zawartości kanistrów przekazać III oficerowi. Objaśnijmy mu: „tu jest tyle kanistrów, z tym i z tym, tu mieszkają. Pamiętaj o tym, bo ja zapomnę, a ty masz pamiętać, bo jesteś trzecim oficerem”

    Cumy

    Powinniśmy również wiedzieć, jakie liny mamy na pokładzie i ile ich jest.

    Cumy zazwyczaj również wpisane są na check-listę. Dlatego trzeba sprawdzić, czy faktyczna liczba cum się zgadza. W bakistach mieszkają najczęściej cumy dodatkowe. Przeliczcie te cumy, choćby były nie wiem jak stare i głęboko mocno zakopane. Jeśli na check-liście wpisana jest liczba cum – wyciągajcie każdą cumę i liczcie. Bo to przecież o Wasze pieniądze chodzi.

    Pirotechnika

    Ważną informacją dla Was – Kapitanów, oraz dla I oficera jest to, iż powinniście o każdej porze dnia i nocy, po ciemku, na ślepo wiedzieć gdzie włożyć rękę, skąd tę pirotechnikę wyciągnąć!

    W skład pirotechniki wchodzi m. in.

    Czerwone rakiety spadochronowe

    Służą one do wzywania pomocy. Zatem czerwone rakiety spadochronowe.

    Uczulam – na rakietach narysowana jest strzałka pokazująca, w którą stronę rakieta poleci!

    O pomyłkę wbrew pozorom nietrudno, jakkolwiek dziwnie to brzmi, ponieważ na rakietach najczęściej są dwa kapturki po obu stronach. Odkręcamy nakrętkę z jednej a następnie z drugiej strony. Po odkręceniu jednej z nich pokazuje się nam albo cyngiel do złamania, albo zawleczka do pociągnięcia. W trudnej sytuacji, kiedy niezbędne jest użycie rakiety, możemy nie myśleć logicznie. Zatem zakodujmy sobie z tyłu głowy, że strzałka wskazuje nam kierunek strzału. Obyśmy w trudnym momencie nie strzelili sobie pod nogi.

    Rakiety strzelamy z wiatrem czy pod wiatr?

    Informacja typowo szkoleniowa, z kursów żeglarskich, o której jako Skipperzy powinniście wiedzieć – rakiety strzelamy zawsze pod wiatr! Dlaczego? Dlatego, że jeśli strzelimy ją z wiatrem to poleci gdzieś tam, gdzie nas nie ma. A nam chodzi przecież o to, żeby rakieta pokazała komuś, kto nas szuka miejsce, w którym my jesteśmy. Zatem strzelamy pod wiatr, żeby wróciła mniej więcej na naszą pozycję.

    Nie bójcie się, że rakieta Was spali! Wypali się ona bowiem znacznie wcześniej, a ponadto trafienie z takiej odległości i wysokości małej rakiety w de facto mały jacht na tak dużym obszarze jest naprawdę bardzo mało prawdopodobne.

    Flary świetlne

    Również czerwone. Podobnie jak rakiety służą do wzywania pomocy. Występują najczęściej dwojakiego typu: albo posiadają rozkładaną rączkę, przy czym część spalająca się zostaje na zewnątrz a my trzymamy za rączkę właśnie albo mają rączkę rozsuwaną, dokładnie z tego samego powodu. Ta część, która będzie na górze będzie się spalała. Zatem nie trzymamy za spalającą się część, ale za rączkę przeznaczoną do tego celu. We flarach mamy już tylko jedną nakrętkę, mamy zawleczkę, którą wyszarpujemy. Flarę/racę świecimy z daleka od siebie.

    Ważna informacja odnośnie bezpieczeństwa i zdrowia: nie patrzymy w światło flary! Dlaczego? Ponieważ jest to bardzo mocne światło – ok. 15k kandeli (z tego co kojarzę) czyli mniej więcej tyle, ile generuje spawarka. Wiadomo, że patrząc w światło spawarki narażeni jesteśmy na bardzo poważne problemy ze wzrokiem ponieważ światło spawarki jest ba tyle mocne. Zatem nie patrzymy w płomień!

    Tutaj również bardzo ważna uwaga odnośnie wiatru: flarę świecimy zawsze z wiatrem! Dlaczego? Myślę, że to dość oczywista sprawa – chodzi o to, żeby nie nawiewał nam wiatr gorących opiłków z powrotem na jacht. Żebyśmy przypadkiem przy okazji wzywania pomocy nie wzniecili pożaru na jachcie! Zatem flary palimy zawsze z wiatrem.

    Po wypaleniu takiej flary, tutaj ekolodzy zapewne mnie zjedzą, ale wypaloną flarę wyrzucamy od razu po wypaleniu za burtę. Owszem, jest to śmieć, ale trudno ponieważ ten śmieć jest tak bardzo gorący, że jeżeli chcieli byście go gdziekolwiek odłożyć to może on uszkodzić Wam jacht, może uszkodzić Was, może uszkodzić kogoś, kto akurat będzie w okolicy i przypadkiem się tego złapie. Zatem niwelujemy tego typu ryzyko. Wyrzucamy za burtę, do wody.

    Pławka dymna

    Może znaleźć się na wyposażeniu pirotechnicznym jachtu. Jest to pomarańczowa „beczółka” wielkości słoika 1,5L, która również posiada nakrętkę na górze. Pod tą nakrętką znajduje się zawleczka. Zawleczkę wyrywamy,  pławkę rzucamy do wody.

    O ile rakiety i flary stosuje się przede wszystkim w nocy, o tyle pławkę dymną stosuje się zazwyczaj wszystkim w dzień. Świecące rakiety czy flary w dzień niewielki odniosą skutek.  Niewiele pokażą. Natomiast pławka dymna działa na tej zasadzie, że po wpadnięciu do wody (ponieważ my ją wyrzucamy za burtę po wcześniejszym wyszarpnięciu zawleczki) zaczyna się palić i wyrzucać z siebie bardzo mocny, jaskrawy, pomarańczowy / żółty dym. Ten dym właśnie ma pokazać naszą lokalizację np. śmigłowcowi / helikopterowi, który leci nas szukać, zlokalizować nas.

    Reasumując zagadnienia pirotechniczne na wyposażeniu jachtu mamy:

    rakiety spadochronowe czerwone, flary świetlne czerwone, pławki dymne pomarańczowe.

    Pirotechnika koloru innego niż czerwony

    Na wyposażeniu pirotechnicznym jachtu mogą pojawić się rakiety czy flary koloru białego. Biały kolor przeznaczony jest do zwrócenia uwagi. Nie jest to zatem wezwanie pomocy, ale zwrócenie czyjejś uwagi. Przykład:  opowiadał mi kiedyś znajomy, że płynąc niegdyś we mgle po torze wodnym zdechł im silnik. Były to bowiem czasy kiedy to silniki pracowały raczej słabo i zawodnie. Wiatru było „0 w porywach do nic”, zatem nie mieli możliwości wydostać się z tego toru wodnego. We mgle szedł na nich jakiś tankowiec. Szedł ewidentnie kursem kolizyjnym. Mógł ich doszczętnie rozjechać. Znajomy najpierw go usłyszał, a dopiero później wraz z załogą zobaczyli zarys dziobu. Kapitan zdał sobie sprawę z zagrożenia i jedyną rzecz, którą mógł zrobić to wyciągnąć spod pokładu białą rakietę i strzelić. Opowiadał, że po wystrzeleniu usłyszał brzęk tłuczonego w nadbudówce tankowca szkła.

    Sternik tankowca momentalnie zmienił kurs. Dzięki temu jacht, na którym płynął ów znajomy uniknął rozjechania przez tankowiec. Czy to legenda, czy prawda – nie wiem. Słyszałem jedynie taką opowieść, która jest świetnym praktycznym przykładem zastosowania białych rakiet.

    Mapy

    Są to kolejne przedmioty, które trzeba policzyć. Wspominałem o tym już wcześniej, mówiąc iż armator ma obowiązek dostarczyć Wam oprócz map elektronicznych, również mapy papierowe. Wy natomiast powinniście sprawdzić jakie te mapy są, ile ich jest a przede wszystkim, czy są mapy akwenu, po którym planujecie poprowadzić rejs. Jest to bardzo ważne. Papierowe mapy musicie mieć zawsze w odwodzie.

    W check-liście przeważnie nie ma informacji co to są za mapy oraz ile ich jest. Jeśli jednak zdarzy się inaczej – będziecie zobligowani do policzenia. W check-liście często widnieje ogólny wpis – narzędzia nawigacyjne. Zawiera on w sobie: kroczek, ołówek, gumkę, itd.

    Rumpel zapasowy

    Jest to niezmiernie ważna rzecz! Wierzcie mi, że zdarza się, nawet na nowych, „lepszych” jachtach, że sterociągi się urywają. Mnie osobiście kilka razy zdarzyło się, że sterociągi w postaci stalowej linki się zerwały. Co ciekawe, sterociągi w postaci tłoka hydraulicznego również się zepsuł. W tej ostatniej sytuacji co prawda zawinił człowiek – błąd ludzki. Ze sworznia, który wychodzi z tłoka, obejmy na nim założone były tak mocno ściśnięte, że po prostu nie miały luzu. Musiały się zatem wypracować a w efekcie wyłamać.

    W pewnym momencie słyszę od oficera „ty Mateusz – steru nie mam”. Ja na to ze zdziwieniem: no jak to nie masz steru? Ale patrzę – faktycznie, kręci kółkiem a jacht zupełnie nie reaguje. W tym momencie (a wiało ok 6B) zrobiły nam się ze dwa zwroty (ster został w wychylonej pozycji). Rozdarł się grot – jego róg szotowy a właściwie grot był zarefowany zatem była to refszkentla i ucho refowe na szkentli zatem niezbyt „fajne” miejsce rozdarcia. Niestety jednak nie mogliśmy niczego zrobić w momencie kiedy straciliśmy ster.

    Jak płynąć dalej? Co dalej robić? Właśnie wyciągnąć z bakisty rumpel zapasowy. Musimy być jednak pewni, że ten rumpel zapasowy na pokładzie jest.

    Rumpel zapasowy w mojej opinii jest jedną z najistotniejszych rzeczy podczas sprawdzania. Choć bywa on często zapominany przez skipperów i często lekceważony przez obsługę jachtów, która przekazuje Wam jacht. Nierzadko nawet rumpel zapasowy nie jest wpisany na check-listę.

    Zatem PRO TIP: zawsze sprawdzajcie czy na jachcie znajduje się rumpel zapasowy!

    Kabel do ładowania akumulatorów z przejściówkami

    Prostownik z jachtu gdzieś ma wyjście, swoje gniazdko. Tam podpinamy bez problemu kabel. Natomiast może się okazać,  że przy słupkach na brzegu w portach prąd płynie właściwie ten sam – 230V ale wtyczki są różne. Dlatego wiedząc do jakich państw chcecie zawitać, warto się zorientować znacznie wcześniej, nawet podczas teoretycznego przygotowania rejsu, jakiego standardu wtyczki używane są w tych krajach, i tak się zabezpieczyć, żeby armator wyposażył was w odpowiednie wtyczki/złączki.

    Zatem niezbędny jest przewód do ładowania włącznie z wtyczkami.

    Kolejny PRO TIP (choć może śmieszny) podczas odejścia od nabrzeża sprawdźcie PIĘĆ RAZY czy na pewno odpięliście się od prądu! Naprawdę wiele widziałem sytuacji gdzie jachty wychodziły sobie radośnie z portu, załoga pozrzucała wszystkie cumy, a tu nagle takie bghhhh – trzask. Wyrwało wtyczkę ze słupka z prądem! Załoga zwyczajnie zapomniała odłączyć się od prądu.

    Pamiętajmy – kabel elektryczny nie jest cumą! Choć przecież przy komendzie „cumy rzuć” nikt nie wspomina o kablu do prądu!

    Wąż do tankowania wody

    Również z odpowiednimi końcówkami. Często jest tak, iż na słupkach do tankowania wody jest zwykły gwint, na który nakręca się szybkozłączkę. Jeśli nie macie szybkozłączki – macie problem. Problem z podłączeniem do źródła wody. Dlatego szybkozłączki, wtyczki, przejściówki, szlauchy to bardzo ważne części wyposażenia, które trzeba sprawdzić przy przejęciu jachtu.

    Atest tratwy ratunkowej

    Sprawdzamy, czy jest aktualny. To kwestia bezpieczeństwa załogi. Bez tego teoretycznie jacht nie powinien przejść przeglądu, nie powinien dostać karty bezpieczeństwa, nie powinien zostać dopuszczony do żeglugi. Jednak bywa różnie. Sprawdźcie – warto.

    Kamizelki

    Ich ilość. Przypominam ze szkoleń z przepisów i ratownictwa, kamizelek ma być co najmniej tyle, ile osób na pokładzie. Zatem sprawdźcie, policzcie, czy na pewno liczba kamizelek jest wystarczająca i gdzie one mieszkają, gdzie ich szukać. Więcej na temat kamizelek opowiem przy okazji pogadanki przedrejsowej. Wspomnę dlaczego trzeba załodze zwracać na nie uwagę, ale to później.  

    Szelki

    Czyli pasy asekuracyjne. Zapina się je jak tornister. Wyposażone są w wąsy. Również sprawdzamy ile ich jest, w jaki są stanie, czy na pewno karabińczyki na wąsach działają poprawnie, czy w ogóle są te wąsy. 

    Pławka świetlna

    Sprawdzamy czy świeci. Przypominam, że pławka świetlna jest to taka pławka, która mieszka w koszyczku najczęściej przy koszu rufowym w okolicy koła ratunkowego. W stanie spoczynku pławka umiejscowiona jest diodą w dół.

    Jest to bardzo proste urządzenie, choć niezmiernie sprytne.

    Pławka w górnej części posiada pływak, nad nim jest lampka, a pod nim taki sztyft, w którym umiejscowione są baterie. Najczęściej są to ciężkie baterie R20 w ilości 3-4 sztuk. Zatem dół jest ciężki, góra lekka a na szczycie znajduje się lampka.

    Co to daje? Pławka wpadając do wody zostaje ciągnięta w dół przez ciężkie bateria a utrzymywana na powierzchni  przez pływak znajdujący się w górnej części. Zatem pławka obraca nam się sama z siebie żarówką do góry.

    Mało tego, ktoś na tyle sprytnie obmyślił tę konstrukcję, że po obróceniu pławki baterie opadają pod wpływem zwykłej grawitacji, obwód elektryczny się zamyka a lampka automatycznie zaczyna błyskać.

    Jednak działanie pławki trzeba sprawdzić. Jak? Po prostu należy wyciągnąć ją z koszyczka postawić lampką ku górze. Jeśli światło zacznie błyskać – wszystko jest ok, możemy odstawić.

    Stery strumieniowe

    Należy je sprawdzić. Oczywiście jeśli takowe posiadamy na jachcie.

    Odpalamy silnik jachtu i testujemy działanie sterów strumieniowych. Dlaczego wspominam o konieczności odpalenia silnika? Dlatego, że to jest ta sama kwestia co przy windzie kotwicznej. Jest to bardzo duży pobór prądu. Zawsze i każdy armator powinien uczulić na to, że sterów strumieniowych jak i windy kotwicznej używamy przy włączonym silniku!

    Jeśli jesteśmy podpięci do 230V to ok, ale mimo wszystko warto wyrobić w sobie nawyk sprawdzania sterociągów zawsze przy włączonym silniku.

    Przestroga: sterów strumieniowych, w szczególności tych elektrycznych, należy używać nie dłużej niż 10 sekund na raz. Czyli jeśli chcemy narzucić dziób – trzymamy joystick ale maksymalnie po 10s odpuszczamy. Chodzi o to, że silniczki sterociągów się przegrzewają i w konsekwencji mogą się spalić.

    Winda kotwiczna

    Wspominałem już wcześniej (odcinek 012) o bezpieczniku, który może strzelić podczas dużego obciążenia na windzie kotwicznej, kiedy np. kotwica zahaczy nam się o skały. Musimy wiedzieć gdzie ten bezpiecznik się znajduje. Musimy wiedzieć również gdzie na tablicy rozdzielczej elektryki w nawigacyjnej jest włącznik tej windy kotwicznej. Może się okazać, że łapiemy za pilot od windy kotwicznej – a on nie działa. Gdzieś jest ten włącznik – o jego umiejscowienie warto spytać osobę przekazującą nam jacht.

    Zresztą wszystkie przełączniki i przyciski znajdujące się na tablicy rozdzielczej powinny być wam znane. Powinniście wiedzieć, jaką funkcję pełni każdy z nich. Tych informacji i instrukcji ma obowiązek udzielić Wam osoba przekazująca jacht.

    Światła nawigacyjne

    Sprawdzamy WSZYSTKIE!  Światła nawigacyjne sprawdzamy, czy na pewno działają. Zatem: światła pozycyjne na dziobie, światło pozycyjne na rufie, światło masztowe, światła topowe (jeśli takie mamy), światło kotwiczne, słowem sprawdzamy wszystkie światła, które mamy – sprawdzamy. Żeby było konieczne wywindowanie członka załogi na top masztu ponieważ np. żarówka się spaliła.  Ja wiem, że taka wycieczka jest fajna, fanie sobie wyjechać na maszt, warto jednak żebyśmy nie robili tego z musu ale z przyjemności i w kontrolowanych warunkach.

    Roler genui

    Sprawdzamy czy działa. Jest to ważna rzecz. Zdarza się, jak wspominałem na wstępie odcinka, że zacina się trochę, ale działa. Wtedy to już jest nasza decyzja: czy bierzemy ten jacht, czy jednak rezygnujemy.

    Ważne, żeby roler nie kleszczył się całkowicie i nie zacinał. W takiej sytuacji może to rzutować na bezpieczeństwie. Powinniśmy się wtedy poważnie zastanowić czy nie żądać wymiany jachtu na inny – sprawny. Lub szybkiego serwisu rolera. Choć raczej szybko nie będzie, gdyż nie jest to prosta sprawa.

    Roler grota

    Sprawdzamy, czy nie kleszczy się w maszcie. Jeśli mamy grot rolowany do masztu. Jest to częsta przypadłość starszych, wysłużonych jachtów czarterowych, że gdzie tam po drodze coś się zacina. Otwórzmy zatem żagiel, zrolujmy, sprawdźmy czy chodzi płynnie, czy się nie zacina.

    Rzecz ważna: kiedy będziecie zwijać / rozwijać żagle podczas rejsu – będzie wiatr. W porcie natomiast bardzo często jest zacisznie i wiatr nie wieje. Warto zatem fałem przytrzymać kontrafał żeby kontrafał miał opór, żeby możliwe było przetestowanie, czy podczas naprężenia potrzebna jest bardzo duża siła, czy coś się zacina, czy coś się kleszczy, czy wszystko idzie gładko.

    OK, ostatnia ważna kwestia odnośnie sprawdzania podczas przejęcia jachtu – pamiętajmy, że podczas przejęcia jachtu od osoby z ramienia armatora, która nam go przekazuje należy cały czas być na jachcie, cały czas go sprawdzać. Przypominam, że powinniśmy być na pokładzie wraz z I oficerem oraz osobą, która jacht nam przekazuje i wraz z nimi idziemy pod pokład Patrzymy do kambuza.

    Kambuz

    Jest to miejsce, które warto a nawet trzeba sprawdzić bo to zaniechanie sprawdzenia może kosztować nas później przede wszystkim kaucję.

    Lodówka

    Co sprawdzamy? Czy jest lodówka. Czy ta lodówka jest na 12V czy na 230V. Jest to bardzo ważna informacja, ponieważ jeśli jest lodówka zasilana 230V to wiemy, że będzie ona działała tylko i wyłącznie w porcie. Podczas płynięcia, nawet na silniku, prostownik generuje tylko i wyłącznie 12V, a nie 230V.

    Zatem tak musimy rozplanować zakupy,  tak rozplanować rzeczy, które do lodówki wrzucamy żeby wytrzymały one okres przelotów między portami. Żeby nie porozmrażały nam się artykuły tym samy sprawiając problemy.

    Jeśli natomiast lodówka zasilana jest przez 12V to również uwaga: wcale nie jest to taka radosna informacja, ponieważ 12Voltowa lodówka czerpie nam energię z akumulatorów. Jeśli nie płyniemy na silniku a jedynie pod samymi żaglami to nic nam tych akumulatorów nie ładuje. Za to sporo urządzeń nam ten prąd czerpie. Między innymi właśnie lodówka. Lodówka jest naprawdę bardzo mocno „energożerna” dlatego też dobrą praktyką jest wyłączanie 12V lodówki podczas przelotów. Po prostu podczas płynięcia na żaglach nie używamy lodówki 12V. Żeby nie zaskoczył nas brak energii.

    Piekarnik

    Na temat piekarnika warto zorientować znacznie wcześniej –już podczas wyboru jachtu – zwróćmy uwagę czy na wyposażeniu jachtu jest piekarnik. Piekarnik bowiem fajny jest Możemy dzięki niemu upiec np. zapiekanki, inne rzeczy, które tak naprawdę robią się same, nie trzeba ich mieszać, nie trzeba podczas przechyłów pilnować garów, które ledwie trzymają się na palnikach. Kuchenki co prawda zawieszone są na kardanie na morskich jachtach, ale mimo wszystko jest to dosyć uciążliwe.

    Czajnik elektryczny

    Sprawdzamy czy mamy go na wyposażeniu kambuza. Jest to o tyle ważna informacja, że stojąc w porcie możemy z łatwością z niego skorzystać, znacznie wygodniej dodatkowo nie czerpiąc gazu, za który jesteśmy rozliczani po skończonym rejsie. Kwestia praktyczna powinna nas skłonić do wyposażenia załogi w ten przedmiot użytkowy.

    Komplety nakryć

    Jeśli mamy 8 osobowy jacht to czy wystarczy dla nich tyle samo nakryć stołowych. Kwestia z pozoru prozaiczna ale jeśli okaże się, że brakuje jednego kubka, to robi się. Załoganci niekiedy biorą ze sobą swoje kubeczki, z którymi są nierozłączni ale może się okazać, że tym razem nikt nie wziął i mamy o jeden kubek, czy talerz za mało. Dlatego właśnie liczymy.

    Na check-listach najczęściej wyszczególniona jest ilość kubków, sztućców, talerzy, itd. Zatem jest to ważne. Uważajmy również podczas mycia naczyń zwłaszcza poza burtą (jest to normalna praktyka morska), żeby nie potopić tych rzeczy. W takim przypadku bowiem zmuszeni będziemy odkupić, lub oddać z kaucji równowartość określoną przez armatora.

    Ręczniki papierowe

    PRO TIP dla skipperów: wieszamy je nad umywalką / zlewem. Jest to bardzo praktyczny patent, który ja stosuję nawet u siebie w domu. Na jachcie pojawia się zwykle,  gdzie te ręczniki są? Powinny być gdzieś przy zlewie, żeby były pod ręką. Jeśli są po prostu w okolicy zlewu postawione, to wypadają. Walają się po całym jachcie i robi się niebezpieczny bałagan.

    Najczęściej nad zlewem jest możliwość, zahaczenia o końcówki linki, na której wieszamy rolkę ręczników papierowych. Jest to mega wygodne. Rolka wisząca nad zlewem – super, naprawdę polecam.

    OK jeśli chodzi o drugą część punktu, o który omówiłem, czyli przejęcie jachtu morskiego to wszystko co mi się nasunęło z praktycznego punktu widzenia.

    Jeśli macie pomysły, co więcej do tej listy można dopisać, na co jeszcze zwrócić uwagę, piszcie w komentarzach. Postaram się ustosunkować do tych Waszych uwag. Możemy wspólnie rozbudować tę listę, co byłoby świetne i przydatne dla wszystkich! Zatem zachęcam do komentowania.

    Zachęcam również do pomocy, czyli udostępniania postów i wideo oraz lajkowania. Jak wiadomo, to nam pomaga, generuje ruch w Internecie.

    Przypominam jeszcze o kwestii praktycznej, cała lista, o której tu rozmawiamy jest dla Was dostępna po zapisaniu się na subskrypcję / newsletter. W momencie, w którym się zapiszecie lista wpadnie Wam w postaci pliku .pdf, który możecie mieć zawsze przy sobie, choćby jadąc na rejs mieć ją przy sobie. Tak,  żeby z mojego punktu widzenia nie pominąć żadnego, bo każdy z nich jest bardzo ważny.

    Jeśli chodzi o kwestie przejęcia jachtu, z mojej strony temat wyczerpany.

    Przejęliście jacht, wychodzi od Was osoba, która ten jacht Wam przekazywała, Wy podpisaliście protokół zdawczo/odbiorcy czyli check-listę – możecie zacząć się ształować.

    W następnym odcinku

    powiem właśnie między innymi o ształowaniu, o zakupach, które powinniśmy na jacht zrobić, czego nie pominąć, bo to wydaje się również prozaiczną kwestią, ale często jest tak, że nagle w trakcie rejsu okazuje się: „kurde papieru toaletowego nie kupiliśmy!”.

    Dlatego warto mieć listę podstawowych artykułów, które ze sobą na rejs bezwzględnie zabrać musimy.

    Wątkiem poruszonym w kolejnych odcinkach będzie pogadanka na jachcie, czyli na co załogantom zwracać uwagę w momencie zanim jeszcze rozpoczniemy na dobre rejs. Zatem określenie zasad, określenie pór posiłków, obowiązkowych czynności i tego typu kwestie.

    Ostatnią sprawą, na którą zwrócę Wam uwagę w cyklu będzie szkolenie praktyczne – już po oddaniu cum, już na wodzie.

    Póki co – TAK STOIMY!

    Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera.

    Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie.

    Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

    30 min
  • PWPM #012 Poradnik skippera #3
    Poradnik skippera, czyli jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego?

    Ponieważ temat jest bardzo szeroki cykl podzieliłem na 8 odcinków:

    1. Co zabrać oprócz rzeczy podstawowych?
    2. Teoretyczne przygotowanie do rejsu
    3. Praktycznie – przejęcie jachtu #1
    4. Praktycznie – przejęcie jachtu #2
    5. Zakupy przedrejsowe
    6. Dopilnować sztauowania
    7. Pogadanka na temat zasad na jachcie
    8. Pogadanka na temat zasad na jachcie cz. 2
    9. Przeprowadzić szkolenie

    Każdy z bloków omawiam szczegółowo według wcześniej przygotowanej listy. Listę tę sporządziłem w oparciu o własne wieloletnie doświadczenie kapitana, skippera i organizatora rejsów.

    Co w tym odcinku?

    Praktyka. Dojechaliśmy już na miejsce, z którego ruszamy w rejs. Widzimy już nasz jacht. Chcemy jak najszybciej wejść na pokład i zacząć się ształować, jednak najpierw…

    No właśnie: przejęcie jachtu.

    Temat bardzo ważny, gdyż od tego na ile dokładnie sprawdzimy jacht i wyłapiemy wszelkie awarie i braki na jachcie zależeć będzie bezpieczeństwo i komfort żeglugi, a także to, czy kaucja zostanie nam zwrócona.

    W tym odcinku opowiem o tym: kto i w jaki sposób powinien przejmować jacht, co to jest „check lista”, o co wypytać armatora, co przede wszystkim sprawdzić, i tak dalej. Zwrócę również uwagę na „maniery” armatorów i osób wydających nam jacht.

    Odcinek ze względu na obszerną tematykę podzieliłem na dwie części. Dziś pierwsza z nich.

    Zapraszam!

    https://youtu.be/vv5EXkQyi14

    Następny odcinek

    będzie kontynuacją obecnego. Wymienię w nim kolejne ważne kwestie związane z przejęciem jachtu.

    Poniżej zamieszczam transkrypt odcinka.

    Cześć,

    Witam Was w kolejnym odcinku z cyklu „jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego”.

    Do tej pory odbyły się dwa odcinki, w których powiedzieliśmy sobie: w pierwszym – co zabrać oprócz rzeczy podstawowych na rejs morski. W drugim odcinku mówiliśmy sobie o teoretycznym przygotowaniu do rejsu morskiego.

    Trzeci odcinek, bardzo szeroki, będzie dotyczył praktycznego przygotowania do rejsu czyli przejęcia jachtu.

    To jest już kwestia, która będzie się odbywała bezpośrednio na jachcie. Dojechaliście już do jachtu. Będziecie jacht przejmować. Ja będę wam zwracał uwagę na istotne kwestie. Przejdziemy po poszczególnych etapach tego punktu.

    Temat jest bardzo obszerny

    Dodam, że ten punkt jest dosyć szeroki, więc najprawdopodobniej nie uda mi się go zrealizować w jednym odcinku. Dlatego też prawdopodobnie zostanie on rozbity na dwa / trzy odcinki. Zobaczymy jak to wyjdzie czasowo. Ile czasu będzie potrzeba.

    Będę się starał mówić na tyle szczegółowo żeby  niczego nie pominąć, Jeśli się zdarzy, że czegoś nie dopowiem, jeśli mieli byście jakieś uwagi – piszcie w komentarzach. Dogramy, dopowiemy, uzupełnimy całą listę.

    Dodam, że lista o której wspominam jest dostępna po zapisaniu się na newsletter. W momencie, w którym się zarejestrujecie wpadnie Wam przygotowany dokument w formacie .pdf, w którym otrzymacie kompletną listę punktów, o których tutaj mówimy.

    Nie przedłużamy, zaczynamy!

    Praktyczne przejęcie jachtu.

    Będę się chciał tutaj skupić na kwestiach przede wszystkim praktycznych, czyli takich jak: kto powinien jacht przejmować? W jaki sposób jacht powinien zostać przejęty? Co to jest check lista? Na co zwracać uwagę przy check liście? Co sprawdzać na jachcie, itd., itd.

    Winny zawsze kapitan, a następnie pierwszy oficer

    Przejmować jacht powinien kapitan i pierwszy oficer. Dobrze, żeby były to dwie osoby. Dodatkowo dobrze, żeby te osoby były najbardziej zaawansowane w kwestiach żeglarskich. Powód? Zarówno kapitan jak i pierwszy oficer muszą wiedzieć gdzie co na tym jachcie się znajduje, co na tym jachcie działa, co nie działa bo i tak może się zdarzyć, że są jakieś awarie, nazwijmy je permanentne i niemożliwe do usunięcia przed waszym rejsem, czasami się na to godzimy, czasami się na to nie godzimy, bo oczywiście jeśli się okaże, że jacht jest na tyle nie sprawny, że może to zagrażać bezpieczeństwu żeglugi to pod żadnym pozorem nie wolno nam się na przyjęcie takiego jachtu zgodzić, natomiast, jeżeli to są takie drobne kwestie jak zacinający się roler to nie jest to taka drobna kwestia ale jest jeszcze do przeżycia pod warunkiem, że nie jest to zacinanie jakieś bardzo mocne. Wiadomo, że kiedy przyjdzie silny wiatr i będzie my chcieli zarefować genuę i roler nam się zatnie, nie pozwoli zarefować to może być niebezpiecznie. Może to skutkować w najlepszym wypadku podarciem żagli a w gorszym np.: siadnięciem na mieliźnie gdybyśmy mieli wiatr dopychający.

    Należy dokładnie sprawdzić jacht przed przejęciem

    W przypadku jakichkolwiek  wątpliwości co do sprawności jednostki należy

    negocjować z armatorem wymianę tego jachtu na inny. Wiem, że jest wtedy duża
    presja ze strony załogi,  bo przecież już
    jesteśmy na miejscu, zapłaciliśmy i chcemy jak najszybciej tym jachtem
    popłynąć, jesteśmy przygotowani do rejsu itp. Czasem jednak warto zmienić
    nastawienie, jeżeli macie obawy, że ewidentnie mogłoby to zagrażać
    bezpieczeństwu.

    Bezpieczeństwo jest najważniejsze

    Pierwszy oficer i kapitan zajmują się przejęciem

    jachtu. Jak takie przejęcie jachtu wygląda? Różnie armatorzy do tego podchodzą.
    Najczęściej na jachtach polskich jest jeden właściciel, jeden armator, który
    obsługuje przejęcia jachtów. Jeśli chodzi o firmy czarterowe duże np.: na
    Chorwacji, Hiszpanii czy innych takich popularnych miejscach najczęściej firma
    czarterowa ma swoje biuro, w którym pracuje sekretarka  oraz skipperzy, zajmujący się przekazywaniem jachtu
    innemu skipperowi czyli Wam.

    Przejmujcie jacht zanim pojawią się na nim załoganci

    I zanim się tam pojawią ich bagaże. Starajmy się to

    zrobić jak najwcześniej. Jest to wskazane dlatego,  aby mieć miejsce i możliwość pootwierania
    wszelkich bakist, pozaglądania pod gretingi, otworzenia komory silnika itd. Żeby
    móc zrobić to na spokojnie i  po prostu nie
    przeszkadzać sobie w sprawdzaniu jachtu.

    Checklist

    Kapitan i pierwszy oficer kontaktuje się z osobą z

    ramienia armatora, przejmuje jacht od niego. Przejęcie jachtu odbywa się na
    podstawie tzw check-listy. Jest to zdecydowanie najbardziej popularna forma. Po
    prostu mamy kartkę, na której są różne punkty do odhaczania. Zazwyczaj są to
    dwujęzyczne listy.  W Polsce nie ma tego problemu,
     bo polskie jachty są  najczęściej czarterowane polskim skipperom,  czy kapitanom, natomiast na przykład na
    Chorwacji check-listy są w wystawiane w języku chorwackim i angielskim, żeby
    nie było wątpliwości o czym w ogóle rozmawiamy.

    Na takiej liście jest bardzo dużo punktów. Teraz uwaga

    praktyczna: najczęściej niestety tak jest, że gdy przejmujemy  jacht pierwszego dnia to ci, którzy ten jacht
    Wam przekazują chcą przejść jak najszybciej przez check-listę czyli: check,
    check, check, jest, jest, to działa, tego nie ruszamy, tego nie ma co sprawdzać,
     bo na pewno działa, podpis i nie ma go.
    Natomiast kiedy wracacie np.  po  tygodniu i chcecie zdać jacht, przychodzi ta
    sama osoba i stawia Was w zupełnie innej sytuacji. Zwraca baczną uwagę dosłownie
    na wszystko. Już nie będzie mówił, że „to działa więc tego nie sprawdzam”.  Nie, właśnie wtedy drobiazgowo wszystko
    sprawdzi. Dlatego bardzo ważne ostrzeżenie: gdy przejmujecie jacht, to dopóki
    nie sprawdzicie wszystkiego, nie wypuszczajcie osoby, która Wam ten jacht
    przekazuje.

    Jacht przyjmujemy i zdajemy wg tej samej listy

    Check lista są w dwóch egzemplarzach: w jednym

    pierwszego dnia przy przejęciu podpisujecie się, po tym odhaczamy również to,  co ewentualnie utopiliście, czyli to,  co może zostać potrącone z kaucji. Dlatego osoby
    przekazujące wam jacht mają taką metodę,  że na początku sprawdzają bardzo szybko i
    pobieżnie a potem bardzo szczegółowo. W sytuacji, gdy Wy czegoś nie zauważycie przy
    przejmowaniu jachtu tego pierwszego dnia,  a przy  zdawaniu
    będzie brakować np. wiadra na pokładzie, to armator udowodni, że  podpisaliście wiadro na wyposażeniu,  w związku z tym trzeba za nie zapłacić. Więc
    musicie zapłacić  z Waszej kaucji,  ponieważ nie zauważyliście, że tego wiadra nie
    było.  Waszym obowiązkiem jest dokładne
    sprawdzenie,  czy na jachcie jest
    wszystko to, co znajduje się na tej liście.

    Dodatkowo ta osoba, która przekazuje Wam jacht jest do

    Waszej dyspozycji i w Waszym interesie jest również wypytać o wszystko, co
    budzi Wasze najmniejsze  wątpliwości.
    Jeśli nie macie pewności np. w jaki sposób otwiera się grot rolowany do masztu
    zapytajcie, niech on Wam pokaże, otwórzcie z nim i pierwszym oficerem, abyście poznali
    sposób działania. Jeżeli nie wiecie,  gdzie są bezpieczniki od windy kotwicznej,
    które potrafią czasami wyskakiwać, zapytajcie. Jeśli nie ma takiego
    bezpiecznika zapasowego, to warto, abyście go otrzymali od  armatora i odnotowali od razu w tej
    check-liscie.

    Co jeszcze sprawdzić?

    O co jeszcze powinniśmy zapytać, co powinniśmy

    sprawdzić? Wg mnie bardzo ważne są zawory wody, ponieważ  co często się zdarza, jacht idąc w
    przechyle  może zacząć nabierać wody,  gdy zawór jest niezamknięty. Pompy zęzowe mogą
    działać dopiero od pewnego poziomu, bo nawet jeżeli  studzienka w zęzie jest głęboka, szlauch
    pobierający wodę jest głęboko w tej studzience,  ale jeżeli pójdziemy w dużym przechyle,  to ta woda już będzie w innym miejscu. Często
    okazuje się, że gretingi pod pokładem już pływają i dopiero wtedy pompa zęzowa się
    włącza. Dlatego też warto pamiętać, aby zapytać osobę przekazującą nam jacht, czy 
    zawory z wodą trzeba zamykać a jeżeli tak,  to poprosić o wskazanie miejsca, gdzie te
    zawory się znajdują.

    Dwa zbiorniki z wodą

    Czasem nawet trzy, czasami są połączone ale czasami

    również są niezależne.  W związku z tym, aby
    przełączyć się z jednego zbiornika na drugi (jeśli skończy się nam woda),
    trzeba wiedzieć, gdzie jest zawór, którym przełączamy kierunek przepływu wody. Jest
    to bardzo ważna informacja, aby nie przeżyć przykrej niespodzianki, że mimo
    zatankowania wody pitnej w porcie, tak szybko nam się skończyła.  Czemu nie idzie z drugiego zbiornika?

    I tu uwaga, jeżeli przestaje lecieć woda w kranie to

    od razu ją wyłączamy i wyłączamy pompę. Po pierwsze dlatego, aby nie
    zapowietrzyć układu wody, bo odpowietrzenie może być dosyć skomplikowane, a po
    drugie pompa pracując na sucho może się po prostu spalić. Uszkodzeniu również
    mogą ulec łopatki turbiny,  która  właśnie tę wodę pompuje.

    Czy w kingstonie są jakieś zawory,  które należy zamykać?

    O to również warto zapytać: gdzie jest zawór gazu i

    gdzie jest butla. Powinna się znajdować gdzieś w achterpiku, w forpiku, a więc gdzieś
    na zewnątrz jachtu. Jest to podyktowane względami bezpieczeństwa, bowiem w
    przypadku wybuchu zostałby uszkodzony  tylko kawałek jachtu: dziobu lub rufy a nie
    cała nadbudówka. Na większych jachtach jednak się spotyka, że te butle znajdują
    się wewnątrz jachtu,  na szczęście  dosyć dobrze 
    są zabezpieczone.

    Najpierw zakręcamy zawór na butli, dopiero później
    kurki gazu w kuchence!

    Tak jest bezpieczniej i lepiej tak robić,  gdy wychodzicie w morze  na dłuższy czas. Ta  praktyka stosowana jest zarówno na wodzie jak

    i na lądzie.  Chodzi o to, aby przewody były również opróżnione. Jeśli
    wychodzimy na krócej,  to możemy
    oczywiście zakręcić tylko kurki przy kuchence pod warunkiem jednak, że jesteśmy
    pewni szczelności instalacji. Jak sprawdzić szczelność instalacji? Jeżeli mamy
    podejrzenie,  skąd może się gaz ulatniać,
    wówczas  polewamy to miejsce wodą z
    mydłem. Jeżeli pojawią się bąbelki to znaczy, że jest nieszczelność. Jest to
    najprostszy ale skuteczny sposób.

    Nie sprawdzamy szczelności instalacji gazowej
    zapalniczką!

    Chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego!

    Ok. Kolejną ważną czynnością jest sprawdzenie   umiejscowienia  hebli prądu (wyłącznik główny). Może nas

    zaskoczyć taka sytuacja –  wiemy już co i
    jak. Odebraliśmy jacht. Wszystko było wszystko w porządku.   W międzyczasie weszła  ekipa sprzątająca, po nich wchodzimy i okazuje
    się, że nie ma prądu, nie działa nic. Gdzieś na pokładzie będzie tak zwany
    główny hebel, czyli główny wyłącznik prądu.  Częstą praktyką jest to, że wyłączamy go, gdy
    schodzimy z jachtu. Wyciągając  czerwony (zazwyczaj)
     kluczyk odcinamy zasilanie całego
    jachtu. Musimy też znać lokalizację i ilość hebli . Czasami jest ich dwa,
    czasami trzy.  Zazwyczaj znajdują się pod
    stolikiem nawigacyjnym, mogą być również w kajucie rufowej, tam gdzie „ mieszkają”
    akumulatory.  Jest to już  kwestia rozwiązań na danym jachcie.

    Jak jest zbudowana instalacja elektryczna?

    Jak połączone są ze sobą akumulatory, jak w razie

    potrzeby te akumulatory przełączyć. Instalacje są przeróżne, rozwiązania także.
    Najczęściej mamy dwa lub  trzy
    akumulatory duże na serwis, czyli oświetlenie , GPS itd. Jeszcze jeden (dodatkowy)
    jest połączony tylko z rozrusznikiem silnika w tym celu, aby zawsze móc  uruchomić ten silnik do naładowania
    pozostałych akumulatorów  i aby on  nie został rozładowany przez żadne
    urządzenie. Nie zawsze jednak tak jest.

    Kiedyś przez brak prądu zmuszony byłem wpływać do
    portu na żaglach.

    Dlatego powinniśmy również wiedzieć jak w razie

    potrzeby przełączyć te akumulatory.

    Kolejną rzeczą jaką powinniśmy wiedzieć to miejsce

    zapasowych bezpieczników. Wspominałem już o bezpieczniku do windy kotwicznej
    ale na jachcie może być kilka różnych,  dlatego warto wiedzieć gdzie one są, jak je
    wymienić i gdzie znajdują się zapasowe.

    Odnośnie jeszcze akumulatorów –  czasami nie musimy przepinać się ręcznie,

    poprzez zmianę klem na akumulatorze, 
    wystarczy tylko przełączyć w odpowiedni sposób przełączniki, heble,  aby zmienić obieg prądu na akumulatorach. Jednak
    o taki sposób postępowania  należy  oczywiście zapytać, ponieważ na każdym
    jachcie jest inaczej. Warto tym się zainteresować i uzgodnić póki istnieje  taka możliwość. Na fali,  w czasie sztormu, gdy port się zbliża a silnik
    nie startuje, jest nerwowo, mało czasu i trudno w tym momencie podjąć takie
    działania. Lepiej zabezpieczyć się na spokojnie,  niż szukać gwałtownych rozwiązań.

    Gdzie jest studzienka logu?

    To również jest istotna informacja. Log to urządzenie,

    które mamy wyciągnięte do kokpitu i pokazuje nam naszą prędkość i głębokość.
    Bardzo często zdarza się, że log nie działa jeśli chodzi o prędkość. Zazwyczaj jest
    to spowodowane nieprawidłowym działaniem czujnika prędkości w studzience. W
    studzience, czyli w dnie jachtu jest otwór, przez który wchodzi takie małe
    śmigiełko. To śmigiełko, (jeżeli się kręci) ustala z jaką prędkością
    płyniemy.  Może się jednak okazać, że nie
    działa  (nie kręci się).  Być może  dlatego, że na nim urosła jakaś muszelka, która
    jest w stanie zablokować całe śmigiełko. Warto wiedzieć, gdzie to jest. W
    przypadku, gdy  stracimy odczyt prędkości
    wystarczy wykręcić log (wykręcenie go  poprzez studzienkę spowoduje, że do jachtu
    zacznie się wlewać  woda. Warto zabezpieczyć
    studzienkę na ten czas!), wyczyścić go i możemy go odstawić na miejsce.

    Zawsze powinniśmy odpalić główny silnik i silnik
    pomocniczy

    Armator zawsze będzie zapewniał, że działa i

    prawdopodobnie sami będą chcieli ten silnik uruchomić, ale gdyby z jakiegoś
    powodu zaniechano tej czynności,  to zawsze
    odpalcie jeden i drugi, bo w razie jakichkolwiek komplikacji, wy będziecie
    ponosić konsekwencje. Poza tym nie stracicie cennego czasu w oczekiwaniu na
    ewentualny  serwis. Może się też zdarzyć,
    że w przypadku niesprawnego głównego silnika, w ogóle nie wyjdziecie z portu.

    Stawiamy żagle i sprawdzamy ich stan!

    Należy faktycznie je otworzyć i dokładnie sprawdzić.

    Żagle mogą się podrzeć nawet od bardzo małych dziurek.  Jeżeli więc zauważycie minimalne uszkodzenie
    to od razu zgłaszajcie.  Zbagatelizowanie
    tego może skutkować podarciem żagla nawet przy niewielkim wietrze.   Dokładne
    sprawdzenie żagli jest zatem  niezmiernie
    ważne i należy na to zwrócić uwagę.

    Może się też zdarzyć,  że w komplecie będą żagle już nie raz łątane. Na

    to, niestety,  nic nie poradzicie. Armator
    będzie Was zapewniał, że żagle są sprzed roku tylko na słońcu spłowiały albo
    coś w tym rodzaju. Nie wierzcie w to. Jeśli są postrzępione, materiał
    pożółknięty, wywiany, co widać po żaglach, zwróćcie dokładną uwagę na nie. Uwagę
    trzeba zwrócić również na lik wolny, zwłaszcza gdy jest postrzępiony,  bo wówczas  może tam dojść do uszkodzeń i istnieje poważne
     ryzyko, że żagiel się w trakcie rejsu
    podrze.

    W kolejnym odcinku

    Co trzeba policzyć, czy mamy odpowiednie rzeczy, co

    mamy w kambuzie. To również istotne kwestie ale to już w następnym odcinku.

    Te punkty dostępne są po zapisie na newsletter w

    postaci dokumentu PDF.

    Dziękuję za dzisiaj

    Tak stoimy!

    Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera.

    Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie.

    Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

    24 min
  • PWPM #011 Poradnik skippera #2
    Poradnik skippera, czyli jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego?
    https://youtu.be/LLVze-2tPVw

    Ponieważ temat jest bardzo szeroki cykl podzieliłem na 8 odcinków:

    1. Co zabrać oprócz rzeczy podstawowych?
    2. Teoretyczne przygotowanie do rejsu
    3. Praktycznie – przejęcie jachtu #1
    4. Praktycznie – przejęcie jachtu #2
    5. Zakupy przedrejsowe
    6. Dopilnować sztauowania
    7. Pogadanka na temat zasad na jachcie
    8. Pogadanka na temat zasad na jachcie cz. 2
    9. Przeprowadzić szkolenie

    Każdy z bloków omawiam szczegółowo według wcześniej przygotowanej listy. Listę tę sporządziłem w oparciu o własne wieloletnie doświadczenie kapitana, skippera i organizatora rejsów.

    Co w tym odcinku?

    Drugi odcinek poświęciłem kwestiom teoretycznego przygotowania się do poprowadzenia samodzielnie rejsu.

    Zakładamy, że do rejsu jest jeszcze sporo czasu – powiedzmy kilka miesięcy. Mamy zatem czas dokładnie przemyśleć i zaplanować niektóre kwestie.

    Skupimy się zatem między innymi na opracowaniu wariantów tras – tych, które chcieli byśmy zrealizować i tych awaryjnych. Dla czego mieli byśmy nie zrealizować założonej trasy? Dowiecie się w tym odcinku.

    Spróbujemy rozeznać się w akwenie, po którym chcemy pływać. Zebrać informacje na jego temat, dopilnować żeby armator dostarczył nam niezbędnych pomocy. Jakich? Oglądajcie, słuchajcie

    Opowiem również o roli oficerów i zaproponuję podział załogi na wachty. Kiedy i jak na wachty dzielić? Odpowiedź w tym właśnie odcinku

    Zapraszam!


    Kolejny odcinek

    poświęcony będzie praktyce, czyli przejęciu jachtu

    Poniżej zamieszczam transkrypt odcinka. Forma wciąż nie idealna, ale przygotowujemy się do redagowania transkryptu na bardziej „ludzki język”.

    Cześć. Witam i zapraszam Was na drugi odcinek z cyklu jak

    „Jak przygotować się do samodzielnego rejsu morskiego”.

    W poprzednim odcinku mówiliśmy o kwestiach: co oprócz

    podstawowych rzeczy zabrać ze sobą na jacht, czyli co skipper powinien mieć ze
    sobą, żeby podczas rejsu, mówiąc prozaicznie, nie zginąć i żeby go jakaś
    niespodziewana sytuacja nie zaskoczyła.

    O czym tym razem?

    Tym razem zajmiemy się kwestią teoretycznego przygotowania

    do rejsu. Rejs planujecie zdecydowanie wcześniej, dlatego też warto się do niego
    teoretycznie przygotować. Na ten temat będziemy dzisiaj mówili. Zapraszam

    Newsletter dobra
    rzecz

    Przypomnę, że wszystkie punkty, o których będziemy mówili

    podczas dzisiejszego nagrania będą dla was dostępne po zapisaniu się na newsletter.
    Wszyscy nasi subskrybenci otrzymują w formie elektronicznej dokument, który
    zawiera wszystkie omawiane punkty. Zatem nie ma konieczności robienia notatek.
    Po zapisaniu się do newsletteru punkty te będą dla Was dostępne. Zapraszam!
    Startujemy!

    Teoretyczne
    przygotowanie do rejsu

    Rejs planujemy ze znacznym wyprzedzeniem. Z jakiego powodu?

    A no z takiego, że po pierwsze musimy pozbierać załogę, po drugie musimy
    znaleźć jacht. A jeszcze wcześniej tak naprawdę akwen po którym chcemy pływać. Na
    tym akwenie znaleźć konkretny jacht, pozbierać od ludzi zaliczki, wpłacić na
    jacht zaliczki, i tak dalej i tak dalej.

    Bardzo trudnym jest zorganizowanie rejsu last minute. Żeby

    się to udało musiałaby zaistnieć np. taka sytuacja, że nagle zbierze się Wam
    komplet załogi. Po prostu. Dodatkowo w tym momencie będzie akurat dostępny jakiś
    jacht i uda Wam się taki jacht wyczarterować.

    Największy problem jest
    z załogą

    Niestety. Czynnik ludzki. Jeśli zbieracie chętnych, to na

    początku tych chętnych jest mnóstwo. Wszyscy Wasi znajomi chcą na Wasz rejs
    płynąć. Kiedy zaczyna się problem? Kiedy przychodzi do płacenia zaliczki.
    Dlatego też warto się uczulić na to, że do momentu kiedy nie będziecie
    mieli  na koncie wpłaty od danego
    załoganta to on dla Was nie istnieje jako potencjalny załogant.

    Dopiero w momencie kiedy wpadną pierwsze pieniądze od danego

    załoganta to Wy go możecie traktować jako osobę pewną dla której można zarezerwować
    miejsce. No niestety, brutalna prawda ale tak jest. Ja już się przejechałem
    kilka razy na tym, że 100 procentowych deklaracji miałem sporo ale okazywało
    się, że gdy przychodziło co do czego to: „no wiesz Mateusz, sorry, taka
    sytuacja losowa, tak wyszło, nie mogę, bo tamto bo siamto”. Nie. Dopóki
    faktycznie nie ma wpływu na konto to wszystko może się zdarzyć czyli na
    przykład taki załogant może nam uciec. Stąd też warto, żeby te osoby były pewne
    i potwierdzone również zostały.

    Od czego zacząć
    teoretyczne przygotowanie rejsu?

    Ok. Doszliśmy do tego, że mamy czas na przygotowanie rejsu.

    Od czego zacząć? Przede wszystkim jeśli mamy możliwość opracujemy kilka
    wariantów trasy w zależności od kilku czynników.

    Oczekiwania załogi
    wpływają na wybór jachtu

    Wiemy skąd chcemy płynąć. Załóżmy, że organizujemy rejs po Chorwacji.

    Możemy wyczarterować jacht z wielu miejsc. No i załóżmy, że zbiera nam się
    ekipa która nie ma preferencji co do tego gdzie i skąd będziemy startować.
    Fajnie, mamy całą bazę czarterową Chorwacji do dyspozycji. Szukamy jachtu i
    załóżmy, że nam wyszło, że najlepszą ofertę na jacht z taką ilością osób jaką
    będziemy mieli na jachcie otrzymujemy w Trogirze. Wybraliśmy jakiś jacht. I
    teraz: jak dobrać jacht do załogi?

    Tutaj się pojawiają preferencje załogi. A preferencje załogi

    będą rzutowały nam nie tylko na jachcie ale i na całym charakterze rejsu. O co
    chodzi? Jeśli mamy ludzi, którzy szukają komfortu, luksusu no to wiadomo, ze
    nie zamkniemy ich w jachcie dwudziestoletnim, który ma co prawda fantastyczne
    właściwości nautyczne i jest bardzo dzielny, radzi sobie ze sztormami, jest
    bardzo fajny pod kątem żeglarstwa tradycyjnego, ale nie ma kostkarki, nie ma
    lodówki, nie ma prysznica i tego typu rzeczy.

    Tacy ludzie nie będą zadowoleni z tego rejsu bo oni po

    prostu nie tego oczekują. Oni szukają czegoś innego. Dla takich osób, którzy
    szukają komfortu bierzemy jachty nowe, bierzemy jachty wygodne, bierzemy jachty
    dobrze wyglądające bo to też jest ważne i dopiero takie jachty będą się
    spotykały z aprobatą naszych załogantów.

    Oczekiwania załogi
    wpływają na wybór charakteru rejsu

    Do tego dostosujemy trasę rejsu. Jeśli są to osoby które

    szukają luksusu i wygody to ich nie będą interesowały dwudobowe przeloty w
    deszczu na przykład. Ich będzie interesowało przede wszystkim zwiedzanie,
    dlatego też określamy trasę pod kątem przelotów niedługich. Może być przeskok
    jakiś pięcio, ośmio godzinny w ciągu dnia: to już jest naprawdę dużo dla osób,
    które nie szukają mocnych żeglarskich wrażeń. I po tych maksymalnie ośmiu
    godzinach wpływamy do kolejnego portu.

    Czyli patrzymy na mapę i organizujemy, planujemy trasę tak,

    aby dostosować się do tych właśnie preferencji załogantów.

    Zjedzą nas (skipperów) jeśli obiecacie, że dopłyniecie do Gibraltaru, a uda się tylko na Hel!

    Dlaczego kilka wariantów tras powinniśmy opracować? A no

    dlatego, że z wiatrem może być różnie. I tutaj też ważny tip dla skipperów:
    zawsze kiedy oferujecie jakimś ludziom rejs mówcie, że trasa może ulec zmianie
    w zależności od pogody. To jest Wasz du*ochron, żebyście w razie czego nie
    mieli pretensji od załogi typu: przecież tak było napisane w ofercie! Miała być
    taka trasa, więc jak mamy takiej trasy nie zrealizować?! Ja to podpisałem, ja
    się na to pisałem i na to się deklarowałem!

    Bardzo ważne jest abyśmy uprzedzili ludzi, że trasa może

    ulec zmianie w zależności od warunków atmosferycznych i to kapitan, to skipper
    podejmuje decyzję o zmianie trasy. To jest bardzo ważne bo to Was będzie
    chroniło.

    Meteo, meteo i
    jeszcze raz meteo!

    Trasy uzależniamy również od prognozy pogody. Już w momencie

    gdy jesteśmy przed rejsem, tydzień czy nawet dzień przed, jesteśmy już w porcie
    z którego chcemy wychodzić, nawet w tym momencie może ulec zmianie nasza trasa.
    Dlatego warto mieć przygotowanych kilka wariantów trasy.

    Jeśli np. okaże się, że wypływając z Trogiru będzie nam walił cały czas południowy wiatr i on nie chce się odwracać no to nie ma sensu się daleko zapuszczać na południe, bo może się okazać, ze będziemy mieli problem żeby dopłynąć do jakiegoś celu, który sobie ustaliliśmy.

    Tym bardziej nie ma sensu uciekać na północ bo potem z północy

    będziemy mieli problem, żeby wrócić, żeby zdążyć na czas oddać jacht. To jest ważna
    rzecz, którą trzeba wziąć pod rozwagę zawsze.

    Osobiście lubię podejście tego typu, i przeważnie to

    podejście stosuje, że na początku rejsu płynę jak najdalej, do najdalszego
    portu jaki miałem w planie i potem wracając już na spokojnie wpływam do portów
    pobocznych, które gdzieś tam miałem w planie w okolicy. Po to, żeby na
    spokojnie zdążyć, żeby nie mieć problemów z gonitwą, że nie oddamy jachtu w
    terminie i będziemy musieli płacić karę bądź ludzie się spóźnią na samolot, do
    pracy i tak dalej i tak dalej. Będą pretensje i będzie nieprzyjemnie.

    Także planowanie trasy, kilka wariantów trasy jest bardzo

    istotne.

    Dobry skipper i drzwi
    od hangaru poprowadzi, ale…

    Powinniśmy wziąć również pod uwagę właściwości nautyczne

    jachtu. Czyli z jakimi prędkościami dany jacht potrafi pływać. Jeden będzie
    pływał bajdewindem ostro i pięć węzłów dla niego przy sześciu w skali Beauforta
    nie jest problemem. Dla takiego jachtu możemy liczyć trochę bardziej ambitne
    trasy. Inny jacht z kolei będzie pływał półwiatrami, ostro na wiatr nie będzie
    chciał chodzić w ogóle, będzie miał bardzo wysoką burtę przez co będzie go
    mocno zwiewało, na przykład. Taki jacht raczej nie będzie nam pływał ostro na
    wiatr, nie uda nam się dopłynąć do odległych nawietrznych portów. Trzeba to
    również wziąć pod uwagę podczas planowania trasy.

    Góra, dół i boki

    Możliwości techniczne jachtu: tu są bardzo ważne kwestie jeśli chodzi o wchodzenie do konkretnych portów. Musimy znać przed wypłynięciem zanurzenie jachtu, do jak głębokich portów możemy tym jachtem wchodzić, żeby po prostu się nie okazało, że siądziemy na mieliźnie przy wejściu do portu. Istnieje takie ryzyko jeśli nie będziemy na to uważali.

    Wysokość masztu również jest ważna pływając np. po Chorwacji.

    Żebyśmy nie zahaczyli jachtem o jakiś most pod którym będziemy przepływać
    jeżeli taką trasę sobie wymyśliliśmy musimy wziąć pod uwagę również tan
    parametr.

    Długość, szerokość jachtu. To również kwestia istotna. Zdarzają

    się czasem bardzo wąskie wejścia do marin. Również na przykład boksy, Y-bomy, mooringi
    mogą być tak rozstawione, że długim jachtem do mariny po prostu nie wejdziemy. Dlatego
    też musi by to brać pod uwagę, musimy zwracać na to uwagę.

    Tyle jeśli chodzi o warianty tras i opracowywanie wariantów

    tras.

    Locja

    Druga kwestia czyli locja. Locja jest kolejnym, bardzo

    ważnym punktem z teoretycznego przygotowania się do rejsu. Jest to istotne
    szczególnie dla skipperów którzy chcą po raz pierwszy pływać na nie znanym im
    akwenie.

    Załóżmy, że wymyśliłem sobie, że chce popływać po Balearach

    ale Nie byłem tam nigdy, nie znam tych portów, nie znam tych akwenów. Warto się
    zorientować w takim razie jaka jest locja danego akwenu. Locja czyli po prostu
    opis, w jaki sposób żeglować do określonych portów, po określonych miejscach.

    Nie tylko tradycyjne
    książeczki

    Pierwszym naszym źródłem informacji wg mnie powinny być po

    prostu mapy Google’owe, tudzież Google Earth czyli mapy, które pokazują rzut
    satelitarny danego akwenu. Będziemy znali linię brzegową mniej więcej, będziemy
    mniej więcej znali głębokości w okolicy, będziemy mniej więcej wiedzieli gdzie
    są jakie mariny, gdzie są jakie porty, gdzie będzie można stanąć. Bardzo dużo
    informacji z takich map jesteśmy w stanie wczytać.

    Są oczywiście dostępne papierowe wersje locji, które polecam. Również odsyłam do takich locji jak np.: na Bałtyk powstało bardzo dużo locji. Opisany został każdy port Bałtyku, pod względem głębokości wejścia, ilości miejsc postojowych, zaplecza chociażby sanitarnego w portach, zaplecza elektrycznego w portach, czyli czy możemy się podładować czy nie i tak dalej i tak dalej.

    Są całe almanachy danych akwenów, danych obszarów, które obfitują nie tylko w informacje odnośnie infrastruktury ale na przykład odnośnie pływów, odnośnie wiatrów zmiennych tudzież stałych. Warto w coś takiego się zaopatrzyć wiedząc na jakim akwenie będziemy pływali. Nie zaskoczy nas wtedy nic tak na prawdę. Wczytując się w locję uzyskujemy spokój ducha, iż nie zaskoczą nas jakieś nieprzewidziane sytuacje.

    Armator ma pewne
    obowiązki wobec nas

    Przed rejsem należy dopilnować armatora o komplet map na dany akwen. Armator ma obowiązek nam dostarczyć na ten jacht mapy papierowe akwenu po którym chcemy pływać, natomiast nie zawsze będzie o tym pamiętał. Dlatego w naszym interesie jest dopilnować armatora, powiedzieć mu: chcemy płynąć ze Świnoujścia przez Kanał Kiloński, kawałek możem północnym, wracać cieśninami duńskimi do Świnoujścia z powrotem. Chcemy na ten akwen mapy papierowe i jeśli ma locje to fajnie aby nam na te akweny locje udostępnił. Mapy jak najbardziej oprócz tych elektronicznych papierowe koniecznie być muszą. A Wy jako skipperzy koniecznie musicie chociażby potrafić nanieść pozycje na mapę papierową z samych cyferek, czyli jak odczytacie pozycje z jakiegoś GPSu, telefonu, powinniście tę pozycję nanieść na mapę papierową, wytyczyć kurs i policzyć odległość, która jest do jakiegoś punktu Wam potrzebna. OK

    Przed rejsem również należy dopilnować armatora o komplet

    banderek. To jest też istotna kwestia ponieważ: wymyśliliście sobie, że w
    trakcie tego rejsu zawiniecie do Niemiec, Danii i Szwecji. Powinniście mieć co
    najmniej te trzy banderki na pokładzie, żeby je powiesić pod prawym salingiem w
    momencie kiedy będziecie wchodzić do konkretnych portów. Ważne, żeby armator
    Wam to zagwarantował. Oczywiście możecie mieć swoje banderki, nie ma problemu,
    jeśli tylko macie takiego banderki to wtedy macie święty spokój, nie musicie armatora
    prosić.

    Hmm, utrzyma, czy nie
    utrzyma?

    Ostatnia rzecz jeśli chodzi o locję. Sprawdzić dno na zaplanowanych kotwicowiskach. Jeśli na przykład rejs ma się odbywać na wodach ciepłych, chociażby po Chorwacji, w wielu miejscach można stanąć w zatoczce, przy jakiejś wysepce, na kotwicy. Tylko warto sprawdzić jakiego typu dno jest na tym kotwicowisku.

    W Chorwacji akurat nie ma większego problemu, bo tam dno nie jest szczególnie urozmaicone: albo kamienie i skały, albo piach albo glony. Na dwóch pierwszych, kotwice pługowe będą trzymały się dobrze. Względnie dobrze na piachu. Na glonach akurat nie ma kotwicy, która dobrze by się trzymała. Jeśli na przykład macie podłoże muliste to kotwica pługowa będzie się owszem dobrze trzymała ale może się potem okazać, że ją tam zostawicie, że jej nie wyciągniecie. Podobnie w skałach: jeśli rzucicie sobie kotwicę dunforta, może się okazać, że już jej z tamtej skały nie wyciągniecie. Także to jest, co prawda, kwestia raczej przygotowania przez armatora jachtu na Wasza akwen po którym chcecie pływać, ale warto z armatorem na ten temat podyskutować jeśli są jakiekolwiek anomalie od tego co na pokładzie się obecnie znajduje.

    Ok, czyli drugi punkt teoretycznego przygotowania mamy z

    głowy.

    A ja z kim będę na
    wachcie…?

    Trzecim punktem na który chciałem zwrócić uwagę jest podział

    na wachty.

    Jeśli znacie swoją załogę już przede rejsem, wiecie co to są

    za ludzie, wiecie jakim doświadczeniem żeglarskim oni dysponują warto podzielić
    ich na wachty wcześniej. Dlaczego?

    Dlatego, że nie będzie już najmniejszego problemu podczas

    wejścia na pokład kto z kim, jaki oficer, kto ma większy staż, kto ma mniejszy
    staż, kto ma większe doświadczenie, kto ma mniejsze doświadczenie. Już będzie
    wszystko jasne.

    Mało tego: przyjedziecie na jacht. Zanim zrobicie pogadankę

    i ogólną organizację tego rejsu to już możecie np. drugiego oficera wysłać na
    zakupy, chociażby z jakimś załogantem, bo wiecie kto jest tym drugim oficerem.
    Już możecie w międzyczasie pierwszego oficera wysłać do kapitanatu portu, żeby
    chociażby ściągną prognozę pogody, żeby dopełnił odpowiednich formalności. Już
    możecie wysłać trzeciego oficera chociażby do przeglądu silnika, bakist, płynów
    eksploatacyjnych, które będą na tym jachcie potrzebne. Dzięki temu zyskujecie
    dużo większą wygodę.

    Widziałem kiedyś film
    „Gniew oceanu”! Wiem już wszystko! Chcę być oficerem!

    Co do oficerów myślę, że jest to kwestia oczywista:

    dobieracie po stażu odbytym na morzu. Jeśli to są ludzie, którzy pływali to weźcie
    pod uwagę: ilość rejsów przebytych, ilość godzin wypływanych, ilość różnych
    jachtów, na których pływali, akwenów na których byli. To wszystko ma wpływ, bo
    powinniśmy wybrać najbardziej doświadczonych oficerów.

    A ja nie chce być
    drugim, bo on tylko gotuje

    Jakie funkcje który oficer pełni? Powiem o tym tutaj, ale

    powiem to również przy okazji pogadanki na jachcie.

    Pierwszy oficer jest odpowiedzialny przede wszystkim za nawigację,

    za kontakty w portach, za  obsługę UKFki.
    Pierwszy oficer również przejmuje razem z Wami jacht, ma wiedzieć, gdzie co na
    jachcie się znajduje. Jest to bardzo ważna funkcja, bardzo odpowiedzialna
    funkcja. Dlatego na pierwszego oficera wyznacza się najbardziej doświadczonego
    spośród załogantów.

    Drugi oficer jest oficerem odpowiedzialnym za kambuz. I

    tutaj nie chodzi o to, że ten oficer ma gotować posiłki dla wszystkich.
    Bynajmniej. Drugi oficer ma wydawać dyspozycje załogantom, tudzież oficerom,
    którzy będą mieli akurat wachtę kambuzową. Drugi oficer, co bardzo ważne, ma
    wiedzieć gdzie znajdują się poszczególne rzeczy kambuzowe, czyli gdzie znajduje
    się jaka część prowiantu: gdzie jest chleb, gdzie woda, gdzie masło. Ma tak
    gospodarować prowiantem, który kupiliście na początku rejsu, żeby nie zostało,
    ale żeby za dużo nie brakło. To jest funkcja drugiego oficera.

    Trzeci oficer, jest to osoba odpowiedzialna za kwestie

    techniczne i mechaniczne na jachcie. Zatem trzeci oficer musi wiedzieć gdzie
    jest silnik na jachcie. Musi wiedzieć w razie potrzeby jak dolać oleju do
    takiego silnika. Musi wiedzieć gdzie, na przykład, znajduje się skrzynka
    narzędziowa na jachcie itd. Dlatego gdy już mamy awarię na jachcie, to pierwszą
    osobę jaką bierzecie do pomocy jest właśnie trzeci oficer. On powinien wiedzieć
    gdzie są narzędzia, jakie te narzędzia zabrać. Ma Wam w danej kwestii pomóc.

    Nie tylko staż u
    oficerów się liczy

    Czyli tutaj przy drugim i trzecim oficerze staż morski nie

    jest już aż tak ważny, chociaż też, bo oni również będą prowadzili wachty
    nawigacyjne. Ważne są jedna „skille” dodatkowe, czyli ważne jest aby drugi
    oficer, nie musi być jakimś zaawansowanym kucharzem, chodzi o to aby był
    zorganizowaną osobą, żeby pamiętał w której bakiście która rzecz się mieści. Trzeci
    oficer powinien mieć trochę pojęcia mechanicznego, technicznego, majsterkowego,
    żeby był w stanie Wam pomóc w razie jakiejś awarii. I tak w większości te wszystkie
    awarie spadną na Was bo to Wy jesteście tą osobą, która jak już nikt inny nie
    podołał to Wy podołać musicie. Bo tym jesteście właśnie na jachcie, no ale
    warto mieć jakiekolwiek zaplecze, warto mieć pomoc z jakiejkolwiek strony.

    Epilog

    Ok. jeśli chodzi o drugi odcinek i drugi blok tematyczny o którym chciałem porozmawiać odnośnie przygotowania do rejsu to wszystko co miałem do powiedzenia. Gdybym coś pominą, gdyby wydawało się Wam że coś można dodać, dopisać: napiszcie w komentarzach. Jeśli się podobało: subskrybujcie, lajkujcie dawajcie komentarzem na stronie powachciepodmasztem.pl.

    Dodam jeszcze to, co na początku. Newsletter. Po zapisaniu

    się wszystkie punkty, o których mówiliśmy będą dostępne dla subskrybenta. Zatem
    zachęcam i

    Tak stoimy!

    Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera.

    Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie.

    Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

    20 min
  • PWPM #010 Poradnik skippera #1
    Poradnik skippera, czyli jak przygotować się do poprowadzenia własnego rejsu morskiego?
    https://youtu.be/Q01lF5kULoo
    Poradnik skippera #1

    Niniejszym rozpoczynam cykl nagrań, w których chcę podzielić się z wami wiedzą na temat samodzielnego prowadzenia rejsów morskich.

    Ponieważ temat jest bardzo szeroki cykl podzieliłem na 8 odcinków:

    1. Co zabrać oprócz rzeczy podstawowych?
    2. Teoretyczne przygotowanie do rejsu
    3. Praktycznie – przejęcie jachtu #1
    4. Praktycznie – przejęcie jachtu #2
    5. Zakupy przedrejsowe
    6. Dopilnować sztauowania
    7. Pogadanka na temat zasad na jachcie
    8. Pogadanka na temat zasad na jachcie cz. 2
    9. Przeprowadzić szkolenie

    Każdy z bloków omawiam szczegółowo według wcześniej przygotowanej listy. Listę tę sporządziłem w oparciu o własne wieloletnie doświadczenie kapitana, skippera i organizatora rejsów.

    Co w pierwszym odcinku?

    Pierwszy odcinek poświęcam niezbędnym rzeczom, które każdy skipper powinien zabrać ze sobą na rejs. Jest to uzupełnienie listy rzeczy niezbędnej dla załoganta, o której opowiadałem w odcinku PWPM #008 Co zabrać na rejs morski? Skipper bowiem obarczony jest odpowiedzialnością za jacht i załogę. Dlatego też jego bagaż zawierać musi specyficzne elementy.

    Na mojej liście „must have” skippera znalazły się takie pozycje jak: elektronika w tym laptop/tablet z mapami, przybory nawigacyjne jak kroczek i ekierki, dokumenty i narzędzia. Wszystkie według mnie warte zabrania ze sobą omawiam szczegółowo podając przykłady zastosowań.

    Zapraszam i zachęcam

    A co w następnym?

    Drugi odcinek poświęcony będzie teoretycznemu przygotowaniu do rejsu.

    Poniżej zamieszczam transkrypt odcinka. Jest on w miarę wiernie odzwierciedlony i nie przetworzony z „języka mówionego” na „język pisany”. Chodzi bowiem o przekazanie treści a nie redagowanie artykułu na podstawie nagrania

    Zaczynamy

    Cześć. Witam Was w kolejnym moim odcinku. Odcinek tym razem

    będzie właściwie cyklem odcinków. Będzie składał się z kilku odcinków pod
    wspólnym tytułem „Jak przygotować się do prowadzenia własnego rejsu morskiego”.

    Kwestia jest bardzo szeroka dlatego też materiału będzie

    bardzo dużo. Nie musicie bynajmniej robić notatek podczas słuchania tego o czym
    będę rozmawiał, ponieważ jeżeli zapiszecie się na newsletter, otrzymacie w
    prezencie tę właśnie listę. Dlatego też zachęcam do zapisywania się do
    newslettera, dzięki temu będziecie mieli sporo korzyści. W poprzednim odcinku
    wpada z newsletterem, po zapisaniu się do newslettera lista odnośnie tych
    kwestii o których mówiłem poprzednio, czyli co zabrać na rejs morski. Jest to
    fajna kompletna lista którą możecie się posiłkować podczas pakowania się,
    przygotowania się do rejsu morskiego, natomiast tym razem będziemy omawiać
    rzeczy, które wg mnie są niezbędne dla początkującego skippera, który chce
    rozpocząć prowadzenie własnych rejsów, chce na te rejsy się przygotować tak,
    żeby niczego nie zapomnieć, niczego nie pominąć.

    Lista jest szeroka, temat jest bardzo szeroki, bardzo dużo

    można o tym mówić. Będę się starał o tym mówić szeroko ale też na tyle zwięźle
    aby nie lać niepotrzebnie wody, tylko uwzględnić te najpotrzebniejsze rzeczy,
    które będą dla Was najbardziej przydatne.

    Jakie konkretnie zagadnienia chce poruszyć? Przedstawię Wam

    konkretne punkty, takie grupy tematyczne , bloki na które sobie podzieliłem
    całą tę listę. Ile się uda zrealizować podczas każdego odcinka? Zobaczymy. Zobaczę
    jak to będzie wychodziło w czasie, natomiast wracając do newslettera: każdy kto
    zapiszę się na newsletter będzie dostawał powiadomienia kiedy będzie następny
    odcinek i co w tym następnym odcinku będę omawiał.

    Omówienie cyklu

    Pierwszym punktem, który chcę przedstawić jest lista „co

    zabrać na rejs oprócz rzeczy podstawowych”, bo o tych rzeczach które powinien
    na rejsie mieć każdy załogant mówiłem poprzednio. Jest również ta lista,
    zachęcam do wysłuchania poprzedniego odcinka. Natomiast co oprócz tych
    podstawowych rzeczy powinien zabrać ze sobą Skipper? Są tutaj ważne, istotne
    rzeczy. Jest to pierwszy punkt, który będę chciał poruszyć.

    Jeśli już omówimy sobie wszystkie rzeczy niezbędne, które

    powinien mieć ze sobą skipper podczas rejsu pójdziemy dalej czyli do
    teoretycznego przygotowania rejsu. Co w skład takiego teoretycznego
    przygotowania rejsu wchodzi? A no na przykład opracowanie kilku wariantów tras,
    w jaki sposób to zrobić, na co zwrócić uwagę planując te trasy.

    Locje: będę zwracał uwagę na to żeby dokładnie locje akwenu

    po którym macie zamiar pływać przejrzeć, przygotować, poszukać informacji;
    kwestie bezpieczeństwa.

    Podział na wachty: o tym będę również mówił. Jeśli jest to

    możliwe fajnie jest opracować to wcześniej, zanim wejdziecie na pokład.
    Oczywiście często zdarza się tak na rejsach, zwłaszcza na wodach ciepłych, że
    nie znacie wcześniej ludzi, że nie wiecie jakie mają doświadczenie żeglarskie,
    nie wiecie jaki mają poziom zaawansowania, więc dopiero na pokładzie dzielicie
    się na wachty. Jeśli natomiast macie rejs wcześniej przygotowany, np.: ze
    swoimi znajomymi, wiecie jakie mają predyspozycje żeglarskie, umiejętności
    żeglarskie to warto podzielić się na wachty wcześniej. To jest drugi punkt
    czyli teoretyczne przygotowanie się do rejsu.

    Trzecim punktem, który wyszczególniłem, jest praktyczne

    podejście czyli przejęcie jachtu. Przejęcie jachtu to jest bardzo szeroki temat.
    Wiele na ten temat można mówić. Poruszę między innymi takie tematy jak: kto
    powinien ten jacht przejmować? Co to jest checklista? w jaki sposób tę
    checklistę czytać? Na co przy niej zwracać uwagę? Na co ogólnie zwracać uwagę podczas
    rozmowy z osobą, która Wam jacht będzie przekazywała, bo bardzo ważne jest
    kilka elementów na które czasami nie zwracamy uwagi, ponieważ już chcemy
    płynąć, już jest fajnie , już jesteśmy na jachcie, już byśmy chcieli z tamtego
    portu wyjść ale w tej kwestii spieszyć się nie wolno. Trzeba to zrobić bardzo
    dokładnie i szczegółowo.

    Trzeba sprawdzić wszystko co jest możliwe, odpalać silniki,

    otwierać żagle, policzyć odpowiednie rzeczy i wiele, wiele innych. O tym
    wszystkim będę mówił przy okazji trzeciego punktu czyli praktycznego przejęcia
    jachtu.

    Kolejną kwestią, którą będę chciał poruszyć to będzie jako

    czwarty punkt: zakupy przedrejsowe. Prozaiczna wydawałoby się sprawa, ale o
    wielu rzeczach zapominamy, a później się okazuje: a ręczników papierowych na
    przykład nie wziąłem a przydały by się bo bez tego życie na jachcie jest
    naprawdę trudne. Sporo rzeczy podrzucę, które są ważne, o których ja pamiętam,
    które wg mnie są niezbędne na rejsie i na które trzeba uwagę zwrócić.

    Kolejny, piąty, główny punkt to dopilnowanie sztauowania. To

    jest bardzo ważna funkcja skippera, żeby zawsze dokładnie sprawdził na
    pokładzie czy wszystkie rzeczy są dobrze zabezpieczone, czy są dobrze zaszalowane.

    Szósty punkt: pogadanka na temat zasad na jachcie. Jesteście

    już na jachcie, weszliście na pokład, siadacie sobie z załogą, która już się zasztauowała,
    zakupy są zrobione i również zasztauowane pod pokładem. Musicie chwilę
    poświęcić na to, żeby przedstawić załodze zasady, które na tym jachcie będą
    panowały. Kwestie bezpieczeństwa, kwestie zasad, które Wy ustalacie, omówienie
    trasy, podział na wachty jeżeli ten podział nie został wcześniej zrobiony,
    omówienie przekazania wacht nawigacyjnych, ustalenie pór posiłków. Takie rzeczy
    są bardzo ważne podczas takiej pogadanki.

    No i kolejny, ostatni taki główny punkt, czyli szkolenie. To

    szkolenie będzie się już odbywało częściowo w porcie a częściowo już po wyjściu
    z tego portu. Też będę starał zwrócić się uwagę w jaki sposób, jakie manewry są
    ważne żeby na początku przeszkolić załogę aby później nie było problemów.
    Jeżeli w momencie przejęcia jachtu, nie znacie załogi, nie wiecie jaki jest ich
    stan zaawansowania żeglarskiego musicie przeprowadzić tak zwaną unifikację,
    czyli pokazać jak postawić, zrzucić żagle, przekazać oficerom konkretne miejsca
    na tym jachcie, oficerowie muszą być pewni tego jaki fał gdzie na przykład się
    znajduje, żeby na przykład w nocy w czasie sztormu nie był problemów. To wszystko
    są bardzo ważne kwestie i to będę starał się poruszyć w tym siódmym punkcie
    nazwanym szkolenie.

    Elektronika

    Ok, zajmiemy się zatem pierwszym punktem z mojej listy czyli

    co zabrać oprócz rzeczy podstawowych. Te rzeczy podstawowe tak jak mówiłem
    wymieniłem już w poprzednim odcinku, teraz będę chciał się skupić na tym co
    powinien zabrać skipper, już jako skipper a nie jako załogant, czyli osoba która
    ma zdecydowanie więcej funkcji i zdecydowanie więcej odpowiedzialności na tym
    jachcie.

    Ten punkt podzieliłem na kilka podpunktów: po pierwsze

    zajmiemy się elektroniką czyli nadmiarową, dodatkową elektroniką, którą skipper
    powinien ze sobą mieć. Przybory nawigacyjne, to jako dwa, dokumenty jako trzy i
    narzędzia jako czwarty podpunkt.

    Laptop

    Elektronika: wg mnie warto ze sobą zabrać laptopa z mapami.

    Pomimo tego, że na jachtach w 99% są odbiorniki GPS z chartplotterem czyli
    urządzeniem które wyświetla nam mapę i oprócz tego pozwalają nawigować,
    wyznaczać trasy, wyznaczać prędkość, odczytywać kurs i wszystkie inne jakie są
    potrzebne do nawigacji, mimo wszystko polecam mieć do tego laptopa z mapami i
    odbiornikiem GPS. Dlaczego? Dlatego, ze zawsze elektronika na jachcie może
    paść. Zawsze mogą paść akumulatory. W tym momencie zostajecie pozbawieni
    jakiegokolwiek źródła nawigowania. Ok, mamy mapy papierowe, które zresztą
    powinniśmy z resztą przy okazji checklisty sprawdzić. Na mapach papierowych
    odnajdziemy się w sposób zliczeniowy, ale po pierwsze: zliczeniówka nie każdemu
    skipperowi jest znana, nie każdy to praktykuje i pamięta w jaki sposób tę zliczeniówkę
    wykonać. Po drugie do zliczeniówki również potrzebujemy tych konkretnych map i
    potrzebujemy wiedzieć jak tę zliczeniówkę wykonać. Miałem mówić, ze
    potrzebujemy jakiegoś urządzenia ale akurat do zliczeniówki nie potrzebujemy.
    Natomiast przydałby się jakiś namiernik, sekstant, tego już praktycznie w
    dzisiejszych czasach się nie praktykuje. Mamy aktualnie jakieś urządzenia mobilne,
    każdy smartfon w tej chwili może korzystać z GPS i każdy smartfon potrafi nam
    tę pozycję geograficzną podać. Jeśli będziemy mieli pozycję geograficzną to już
    nie potrzebujemy nawet zliczeniówki tylko po prostu tę pozycję geograficzną,
    cyfrową jesteśmy w stanie przenieść na mapę. Na tej podstawie na mapie
    papierowej jesteśmy w stanie się odnaleźć, nawigować, wytyczać trasę, obliczać
    jaka odległość nam pozostała, możemy zrobić wszystko. Tylko, że znowu: trzeba
    wiedzieć jak to się robi a po drugie mogą nam te urządzenia elektryczne
    wszystkie wysiąść z powodu braku energii, możemy zalać urządzenia, może być mnóstwo
    rzeczy które mogą się stać, które mogą pozbawić nas urządzeń elektrycznych,
    dlatego nadmiarowość wg mnie jest w tym miejscu wskazana. Dlatego też tablet
    tudzież komputer jest wg mnie fajnym wynalazkiem.

    Po pierwsze skupie się na komputerze. Warto abyśmy do

    takiego laptopa zabrali ładowarkę na 12V. Czyli z tym takim okrągłym wtykiem
    jak do ładowarki samochodowej. Na jachtach w większości instalacja jest właśnie
    12V, dlatego też na tych 12V możemy sobie laptopa podładować, tudzież używać go
    non stop podłączonego do sieci. Jeżeli nie mamy do laptopa naszego ładowarki
    samochodowej bo na przykład nie ma takich ładowarek do tego typu, modelu
    laptopa, bo i tak się zdarza przychodzą nam z pomocą takie urządzenia, które
    się nazywają przetwornicami. To jest urządzenie, które wpina się do gniazdka
    12V i ono nam z tego generuje 230V. Czyli wtedy możemy się do normalnego
    gniazdka podpiąć przez normalną ładowarkę do laptopa  i mamy prąd. Tylko tutaj uwaga, przetwornice
    ciągną dużo prądu z akumulatorów, dlatego jeżeli będziemy szli na żaglach, bez
    silnika akumulatory nie będą doładowywane może się okazać, że szybko zostaniemy
    bez energii elektrycznej, dlatego tutaj zalecam rozsądek.

    Przedłużacz

    Ważne również jest przy okazji laptopa aby mieć ze sobą przedłużacz. Rzecz wydawałoby się prozaiczna. Często na jachtach takie przedłużacze są, ale nie zawsze. Może się okazać w porcie, że chcemy się podładować, jest gniazdo, ale nie mamy się w jaki sposób wpiąć do naszego gniazda bo po prostu nie ma żadnego przedłużacza. Zdarzały się takie sytuacje, dlatego też polecam nawet mały przedłużacz z trzeba wejściami. Warto ze sobą mieć. Nie jest to bardzo duże a może się przydać.

    Nawigacja elektroniczna

    Do laptopa jeszcze wracając: GPS dongle – chodzi o moduł GPS który wpina się w port USB. Na  ten temat poświęcę jeszcze kiedyś odcinek jak nawigować w ogóle na laptopie, jakie mapy dobierać, jak poruszać się w odpowiednim oprogramowaniu, jakich urządzeń używać. Teraz tylko zaznaczam, że GPS taki nie jest drogi. Taki moduł można dokupić do komputera za ok 100zł albo nawet mniej. Bardzo wygodna rzecz, jesteśmy niezależni od GPS jachtowego, mamy cały swój system do nawigacji. Żeby nam to dobrze działało potrzebujemy jeszcze map morskich i programu, który nam takie mapy morskie obsłuży. Tutaj ja korzystam z oprogramowania, które się nazywa OpenCPN. Jest to oprogramowanie darmowe, które możemy sobie zainstalować na Windowsie, Linuxie czy na Macku. Jego ogromną zaletą jest po pierwsze to, że jest darmowe ale również możemy do niego podłączyć darmowe mapy. Nie jest to co prawda proste, bo takie darmowe mapy musimy sobie sami stworzyć na podstawie albo papierowych, zeskanowanych map albo innych darmowych dostępnych map. Wymaga to trochę konwertowania, obróbki ale da się.

    Innym sposobem jest wykupienie map tak zwanych CM93 czyli tzw.

    C-Map. Były to mapy kompatybilne z OpenCPN, nie wiem czy inne mapy są
    kompatybilne, dlatego nie będę o tym mówił, natomiast starsze mapy były
    kompatybilne z OpenCPN. Długo korzystałem z tych map dlatego polecam. Kolejnym
    udogodnieniem, z którego  polecam
    korzystać na laptopie jest GRIB. GRIB to są informacje udostępniane przez
    brytyjski instytut albo brytyjskiej marynarki wojennej albo biura
    kartograficznego. Są to informacje pogodowe. Aby te informacje pociągnąć potrzebujemy
    program kliencki, który nam te pliki będzie pobierał i interpretował. Jest
    narzędzie, które nazywa się ZyGrib, można go pobrać darmowo. Możemy zaznaczyć
    teren który nam odpowiada, który jest nam potrzebny w danym momencie. Możemy
    pobrać te Griby, nanieść je na mapę świata czy akwenu. Pokazują nam siłę
    wiatru, kierunek. Pokazują nam wszystkie ważne informacje, które są nam
    potrzebne do zaplanowania trasy. Warto to ze sobą mieć.

    Czyli podsumowując: laptop z ładowarką z przedłużaczem z

    rozgałęźnikiem, GPS dongle czyli ten dopinany moduł USB, który pozwala nam
    łapać sygnał GPS, oprogramowanie z mapami, które obsłuży nam na tym komputerze
    oraz Griby z mapami jeżeli chodzi o komunikaty pogodowe zbierane poprzez
    komputer.

    Oprócz laptopa polecam zastanowić się nad zabraniem ze sobą

    tabletu. Jest bardzo fajna aplikacja, która nazywa się Navionix i na takim
    tablecie fantastycznie navionix działa. Jest to niedroga stosunkowo aplikacja ,
    ponieważ tam się właściwie płaci za same mapy. Poza tym jest chyba darmowa
    trzydziestodniowa wersja, okres próbny dlatego też jeżeli macie ochotę to
    polecam wypróbować właśnie Navionix. Również na smartfonie jak i na tablecie
    macie cały kompletny system do nawigacji. Nie musicie nawet wstawać z koi żeby
    sprawdzić jakim kursem płyniecie, czy sternik kurs trzyma, czy nie wpływamy na
    jakieś mielizny, czy nie ma jakichś zagrożeń. Po prostu macie pełną kontrolę z
    każdego miejsca.

    Tablet warto by było aby był w opakowaniu wodoszczelnym,

    wtedy można taki tablet wyciągnąć na pokład i przy kole sterowym używać takiego
    tabletu.

    Jeżeli chodzi o elektronikę to wszystko.

    Przybory nawigacyjne

    Kolejną rzeczą, którą warto mieć ze sobą to przybory

    nawigacyjne. Dlaczego je warto mieć ze sobą? Teoretycznie armator powinien
    zaopatrzyć jacht we wszystkie niezbędne przyrządy nawigacyjne, czyli powinien
    dać mapy papierowe, powinien dać mapy elektroniczne połączone z tym systemem
    GPS jaki macie na jachcie i powinien dać narzędzia do obsługi tych map
    papierowych. Nie zawsze jednak tak się dzieje. Z doświadczenia wiem, że jeśli
    sami weźmiecie te przyrządy będzie Wam zdecydowanie łatwiej, jeśli się okaże,
    że zabraknie właśnie tego na pokładzie. A te przybory nawigacyjne na pokładzie
    to są: ekierka nawigacyjna z podziałką i z kątomierzem, kroczek, czyli taki
    dwuostrzowy cyrkiel bez ołówka tylko z dwoma szpikulcami służący do mierzenia
    odległości na mapie oraz takie narzędzia, najbardziej prozaiczne, czyli ołówki,
    gumka do mazania, bo czasem mapy nie są przez poprzednich skipperów wymazane.
    My po sobie powinniśmy wymazać ten ślad, który nanosiliśmy na mapę, także gumka
    do mazania jak najbardziej się przyda, długopisy chociażby do wypełniania
    dziennika jachtowego, jak najbardziej mogą się przydać.

    Dokumenty

    Kolejną rzeczą którą polecam mieć skipperom ze sobą są

    dokumenty. Najczęściej jest tak, że spisywany jest numer patentu. Przeważnie
    armatorzy nie chcą oglądać tego patentu, dlatego wystarczy im, że podyktujecie
    im swój numer patentu, ale nie zawsze. Poza tym w razie kontroli warto ten
    patent ze sobą mieć.

    Poza tym książeczka żeglarska, jak najbardziej zachęcam aby mieć.

    Zachęcam, żeby prowadzić historię swojego żeglowania. To jest bardzo fajne bo
    Wam daje ogląd na to w jaki sposób Wasza kariera żeglarska się odbywała. Po
    skończonym rejsie dokonujecie sobie sami wpisu jako prowadzący ten jacht,
    piszecie w polu funkcja pełniona na jachcie kapitat i na końcu podpisujecie się
    swoją parafką, ewentualnie jeżeli macie wyrobioną to przybijacie swoją
    pieczątkę. Bardzo fajna kwestia.

    Bardzo ważne dwa dokumenty to druk karty rejsu oraz druk

    opinii z rejsu.

    Karta rejsu to jest ten dokument, w którym potwierdzacie Wy

    sami dla siebie odbyte godziny na tym jachcie, odbycie tego rejsu. Po
    skończonym rejsie wypełniacie kartę rejsu i idziecie do kapitanatu portu gdzie
    kapitan bądź bosman, tudzież armator, tego portu parafuje Wam po prostu to, że
    taki rejs faktycznie się odbył, potwierdza, że uczestniczyliście w tym rejsie.

    Opinie z rejsu są z kolei dla Waszych załogantów. To wy jako

    kapitanowie wystawiacie opinie z rejsu. Opisujecie wszelkie porty odwiedzone,
    godziny na silniku, godziny na żaglach, każdą rubrykę wypełniacie i się
    podpisujecie. Rozdajecie je na koniec rejsu załogantom.

    Narzędzia

    Ostatni punkt to narzędzia. Z narzędziami jest tak: im nowszy jacht tym mniej narzędzi na jachcie. Nowy jacht ma się nie psuć, chociaż z doświadczenia wiem, że nowe jachty może rzadziej ale tez się psują. Warto mieć trochę tych narzędzi. Nie mówię, aby wozić całą walizę narzędzi takie jak w samochodzie, na przykład, bo to nie o to chodzi. Ważne jest aby mieć te podstawowe narzędzia, które w razie potrzeby uratują Wam po prostu tyłek. Wiele awarii które zdarzają się na jachcie są proste do usunięcia tylko trzeba mieć czym te awarie usunąć.

    Do takich niezbędnych narzędzi, które ja wyszczególniłem, należą

    kombinerki. Jest wiele miejsc gdzie kombinerki mogą się przydać, chociażby
    zapieczone beczki od ściągaczy want. Wiele przykładów można by było podawać.

    Multitool to bardzo fajne narzędzie, czyli kombinerki

    składane, które po rozłożeniu mają jeszcze zestaw McGywera, czyli nożyki, otwieracze,
    śrubokręt płaski, krzyżakowy. Polecam.

    Szeklownik jest to typowo żeglarski wyrób. Jest to taki kawałek

    metalu który pozwoli nam odkręcić zapieczoną szeklę. Często jest tak, ze nie
    jesteśmy w stanie w palcach odkręcić szekli bo jest bardzo mocno zapieczona.
    Tutaj ważny i wartościowy tip: jeżeli nie jesteście w stanie w palcach szekli
    odkręcić to złóżcie linę na pół i przez tę linę spróbujcie tę szeklę odkręcić.
    Wiele szekli w ten sposób puści, ale nie wszystkie. Te najbardziej oporne,
    najbardziej zapieczone będziemy odkręcać właśnie szeklownikiem. Do tego on
    służy.

    Śrubokręty: warto mieć ze sobą jakiś śrubokręt gwiazdkowy,

    płaski, żeby nie być zaskoczonym na tym jachcie gdy się okaże, że takiego śrubokrętu
    nie ma a by nam się do czegoś przydał.

    Silikon. Tutaj już poszedłem trochę po bandzie. Nie chodzi

    mi o taką tubkę do wyciskania z silikonem  na podproża, ale są bardzo fajne wersje w
    postaci takiej tubki jak do pasty do mycia zębów. To jest niewielkie, zajmuje
    niewiele miejsca, ale silikonem możemy już uszczelnić wiele miejsc. Drobnych
    oczywiście miejsc, bo jeżeli będziemy mieli dziurę w burcie to silikonem tego
    nie załatamy, ale jeżeli chodzi o niewielkie nieszczelności to może się okazać,
    ze ten silikon nam bardzo pomoże. Przykład? Było jedno takie zdjęcie na naszym Instagramie
    gdzie na niebieskim pokładzie był sobie słupek od relingu i był klucz płaski
    pod słupkiem oblepiony silikonem.

    Sytuacja była następująca: kolega swego czasu wchodząc na

    pokład rozpędził się troszeczkę za mocno. Reling był na słupku, słupek był na
    tyle słabo zamocowany w pokładzie, że wpadł do pokładu wywalając sporą dziurę.
    Potrzeba matką wynalazków, nie mieliśmy nic innego pod ręką więc podłożyliśmy
    klucz na płasko, tak żeby się słupek trzymał. Na ten klucz staną słupek. Oblepiliśmy
    silikonem aby było szczelne. Do tego jeszcze okazało się, że silikon był rowerowy,
    bo kolega zapalony kolarz – rowerzysta miał akurat czerwony silikon rowerowy.
    Trzymało bez najmniejszego problemu. Silikon – fajna rzecz, warto ją ze sobą
    mieć.

    WD40. Chyba nie muszę tłumaczyć co to jest. Mała taka puszka

    tego sprayu naprawdę może się przydać do ciężko zapieczonych śrub, zapieczonych
    nakrętek, w wielu miejscach może się coś takiego przydać.

    Krawaty. Co to są krawaty to chyba wiecie. Są to linki,

    które nie mają konkretnego zastosowania ale mają być wykorzystywane do „czegoś”.
    Polecam mieć kilka krawatów w różnych rozmiarach, różnych grubościach i w
    różnych długościach. Zachęcam abyście mieli ze sobą jakąś buchtę dłuższej
    linki, która Wam posłuży do np. prozaicznej kwestii jak pajączek dookoła pokładu,
    aby po ciężkim sztormie można było rozwiesić sztormiaki do wyschnięcia. Między
    wantami a sztagiem, achtersztagiem można spokojnie sobie zrobić sznury do
    wieszania swoich rzeczy. Krawaty mogą się przydawać w wielu sytuacjach, jeśli
    pływaliście, a skoro chcecie być skipperami to pływaliście, macie trochę
    doświadczenia, takie krawaty na prawdę warto ze sobą mieć.

    Szekle: warto mieć ze sobą kilka szekli różnych rozmiarów, żeby

    cokolwiek ze sobą połączyć. Szekle mają to do siebie, że bardzo lubią się topić,
    a szczególnie sworznie tych szekli. Jak odkręcamy sworzeń to on robi chlup i
    niestety zostajemy bez szekli. Dlatego warto komplet szekli ze sobą wozić.
    Podobnie karabińczyki. Też są to fajne rzeczy, które można zastąpić szeklami,
    ale karabińczyk ma ten plus, że jest zdecydowanie szybszy w użyciu niż szekla.

    Zawleczki bardzo lubią się topić również. To są takie kółeczka

    jak do kluczy, które zakańczają sworzeń. Sworzeń przechodzi między czymś a
    czymś, na końcu ma taki otworek, a przez ten otworek przechodzi zawleczka.
    Takie zawleczki często się topią, a jeśli nie to szoty pracujące przy
    podwięziach wantowych bardzo lubią takie zawleczki wypracować, złamać,
    powyginać. Pasowałoby mieć takie zawleczki na wymianę. Ważne aby te zawleczki
    były ze stali nierdzewnej. Owszem, tydzień rejsu przetrwają ale potem jak
    zaczną rdzewieć to ktoś może mieć niespodziankę. Wcale to nie kosztuje więcej
    dlatego zachęcam, żeby takich kilka zawleczek ze stali nierdzewnej ze sobą
    mieć.

    Mocna gruba igła. Oj zdarza się czasami, że żagle się podrą.

    Zdarza się czasami, ze trzeba taką łatę na żaglu przyszyć i wtedy jeśli macie
    czym, jeśli macie juzing to może się okazać, że igła, którą dysponujecie
    może być za słaba, może się wygiąć. Na jachtach czasami są takie drobne zestawy
    krawieckie, którymi za żadne skarby nie idzie takiego grubego materiału jak
    dakron łatwo przebić. Nawet jeżeli kilka razy się uda to za którymś razem może
    się nie udać. Warto mieć ze sobą grubą mocną igłę do szycia żagli.

    Z tym związana jest również rękawica bosmańska. Rękawica

    bosmańska to jest taki wynalazek: pasek skóry, a na kciuku (nasadzie kciuka)
    mamy zgrubienie obszyte skórą i taki pierścień, którym możemy popchać igłę. Po pierwsze
    mamy stabilizację główki igły bo on tam ma takie dziurki w środku, żeby nam ta
    igła nie jeździła a po drugie palcami, kombinerkami wepchać igłę w materiał
    kilkukrotnie złożony. Szycie łat jest bardzo trudne, dlatego też rękawica
    bosmańska przychodzi nam tutaj z pomocą i pozwala nam problem rozwiązać.

    Juzing również warto ze sobą mieć i to jak najbardziej zawsze.

    Juzing czyli nić żeglarska do szycia żagli. Najczęściej w kolorze białym.

    Płótno lub taśma żaglowa, jak już jesteśmy przy tych

    uszkodzeniach żagli. Ja nie mówię o tym bez kozery bo już miałem
    niejednokrotnie żagle podarte i gdybym nie miał czym tego zszyć, czym tego
    połatać to byłby problem z odbyciem rejsu, dokończeniem takiego rejsu.

    Warto, jeśli macie jakieś stare żagle, ze starych żagli po

    prostu odciąć kawałek materiału, mieć ten kawałek materiału ze sobą, żeby w
    razie czego uciąć go na łatę, zatopić ładnie zapalniczką krawędzie tego
    dakronu, żeby się nie rozwalał i po prostu przeszyć z jednej, z drugiej strony
    naszyć łatę żeby to się dobrze trzymało.

    Takie kwestie jak powertape czyli ta srebrna taśma, taśma McGywera

    jak często na nią mówią. W różnych sytuacjach się przydaje. Faktycznie jest to
    dobra taśma – polecam.

    Taśma izolacyjna. Również bardzo fajna rzecz. Często się

    przydaje. Czasami może się okazać, że na jachcie będziecie mieli problem z
    elektryką, czy elektroniką. Będziecie potrzebowali zaizolować jakieś przewody.
    Warto ją ze sobą mieć.

    SuperGlue – również w różnych sytuacjach przydać się może.

    Polecam się w coś takiego zaopatrzyć.

    No i ostatnia kwestia, kwestia nadmiarowa. Miernik prądu lub

    próbówka. Fajnie gdybyście coś takiego ze sobą mieli, gdyż może się okazać, że
    oszczędzi wam sporo pracy. Nie zawsze mamy ze sobą próbówkę, nie zawsze mamy ze
    sobą mierniki. Przez to może się okazać, że prace naprawcze, które potrzebujemy
    wykonać podczas np. naprawy naszej elektryki na jachcie będą dużo bardziej
    skomplikowane. Gdybyśmy taki miernik mieli – było by dużo prościej.

    Dobra, skończyliśmy pierwszy punkt, ten główny, czyli „co

    oprócz rzeczy podstawowych zabrać na jacht skipper powinien”. Na tym zakończymy
    dzisiejszy, pierwszy odcinek.

    Przypominam, że lista tych rzeczy, o których mówiłem jest

    dostępna po zapisaniu się do newslettera. Także nie musicie tego notować. Jak
    najbardziej zachęcam do tego, żebyście się na newsletter zapisali, bo takie
    fajne bonusy będziecie dzięki temu otrzymywali.

    Jeśli się podobało, zachęcam również „sherowania”, do

    „lajkowania” i do oglądania kolejnych odcinków.

    Póki co dzięki

    Tak stoimy!

    Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera.

    Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie.

    Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

    30 min
  • PWPM #009 Gdzie spędziłem kiedyś Wigilię? Świątecznie!
    Dziś odcinek przedświąteczny

    Ze względu na zbliżające się Święta składamy Wam wszystkim najserdeczniejsze życzenia! Życzymy Wam w formie wideo i audio.

    Odcinek nie jest długi. Oprócz życzeń opisuję w nim również jedne ze Świąt, które miałem okazję spędzić na Morzu Śródziemnym.

    https://youtu.be/GHTiFU-WtEo

    Zachęcam i zapraszam!

    Aby otrzymywać powiadomienia o wszystkich informacjach związanych z Fundacją Galion dopisz się do newslettera.

    Powiadomienia wszystkich filmach otrzymasz gdy zasubskrybujesz nasz kanał oraz klikniesz dzwoneczek wybierając wszystkie.

    Możesz również wesprzeć nasze działania poprzez dotację dla Fundacji Galion

    6 min