- Pierwszym krokiem w handlu emisjami CO2 była zasada, że ten, kto truje, ten płaci, czyli kupuje prawo do emisji. Dyskusyjne jest, czy powinna to być stawka rynkowa. Dopóki jednak prawo do emisji tony CO2 kosztowało pięć euro, to nie przejmowaliśmy się tym. Wtedy była szansa na to, by zmieniać model energetyki. Dopiero gdy zaczęło to nas kosztować 70 euro, to zorientowaliśmy się, że dzieje się nam krzywda - mówił w Polskim Radiu 24 europoseł Lewicy Bogusław Liberadzki.