Mówią, że każdy ma swój moment, gdy rusza w tany, ale nasze pokolenie naprawdę nie miało wyjścia. Wszystko zaczęło się w 2006 roku, gdy na ekrany wszedł film „Step Up – Taniec zmysłów”. Wtedy nawet najbardziej oporni zaczęli podrygiwać, a szkoły tańca pączkowały szybciej niż grzyby po deszczu. Szerokie spodnie, bling-bling, kaszkiety i… Channing Tatum. To była prawdziwa rewolucja, po której już nic nie było takie samo…. nawet szkolne dyskoteki.
„Step Up” z Channingiem Tatumem, film w tym roku kończy (sic!!!) 20 lat wywołał prawdziwą taneczną rewolucję. Polacy masowo ruszyli do szkół tańca, a potem przed telewizory, by kibicować uczestnikom „You Can Dance”.
Każdy nastolatek chciał tańczyć hip pop. Dlaczego tak łatwo wierzyliśmy, że złamane serce uleczy parkiet? Dlaczego ufaliśmy, że po „You Can Dance” każdy może zostać królem parkietu? Miliony nastolatków zasiadały w środowe wieczory przed telewizorami i wzdychały do swoich faworytów. Telewizyjne tanet show wgniatały w ziemię i gnoiły uczestników w imię szlifowania charakteru. Pogadamy o telewizyjnych realiach 2007.