Około 10 minut gwałtownego, intensywnego deszczu wystarczyło, by w Głuchołazach i Bodzanowie znów pojawiła się woda. W tym krótkim czasie spadło tam ponad 31 litrów na metr kwadratowy. Wody Polskie przekonują, że tym razem nie była to fala powodziowa od strony rzeki, a gwałtowny spływ wód opadowych.
Sprawdzamy więc, co po ubiegłorocznej powodzi zrobiono w Głuchołazach i czy miasto jest przygotowane na kolejne ekstremalne ulewy. Tak intensywny opad błyskawicznie przeciążył system odwodnienia w Głuchołazach. Woda w Bodzanowie spływała z pól, dróg i terenów położonych wyżej. W przypadku Potoku Bodzanowskiego dodatkowym problemem okazały się naniesione przez wodę gałęzie, namuł i inne zanieczyszczenia.Wody Polskie podkreślają jednak, że podtopienia w Bodzanowie nie były skutkiem wylania rzeki. - Dzisiejsza hydrologia pokazuje i dzisiejsze opady, zmiany klimatu, że niestety przekrój tego cieku jest niewystarczający. Mamy tutaj do tego dwa czynniki. Stokowa woda, która była pozbawiona roślinności, bo te zboża zostały wykoszone, do tego wysoka temperatura, spływ powierzchniowy - mówi Jacek Drabiński, zastępca dyrektora RZGW we Wrocławiu. Wody Polskie zapewniają, że prace przy Potoku Bodzanowskim trwają…