Z moją gościnią Martyną Gonciarz, koleżanką z KNF, rozmawiamy o Żyć własnym życiem – filmie Godarda, którym zaskoczył wszystkich. Chociaż z Wenecji wyjechał z Nagrodą Specjalną Jury, pierwszymi reakcjami były gwizdy. Radykalna zmiana estetyki, zupełnie nowe podejście filozoficzne do tworzenia filmu, które Rossellini pogardliwie skwituje „antonionizmem”, oraz pierwsza poważna, wielka, solowa rola Anny Kariny. Wędrujemy przez 12 ożywionych obrazów, niekoniecznie trzymając się chronologii, i staramy się z każdego z nich wyciągnąć dowody, jakby chciał tego sam Godard, na niesamowity postęp, jaki wymusiły na nim warunki pracy z nowym sprzętem oraz rola producenta.
„Są filmy, które człowiek podziwia, ale w pewnym sensie zniechęcają do pracy: jaki jest sens kontynuowania po czymś takim. Te nie są najlepsze, ponieważ najlepsze dają poczucie otwartych drzwi, narodzin nowego kina, odrodzenia kina. Vivre sa vie jest właśnie takim filmem” – Francois Truffaut o Żyć własnym życiem