Przeżycie duchowe w szkole nie jest rzeczą łatwą. Nie ma ich (na szczęście) w podstawie programowej. Jednak może właśnie to powoduje ich brak, jakieś takie przekonanie, że nie ma na nie miejsca pośród „materiału do przerobienia”. Jestem przekonany, że młodzi ludzie doświadczają szkoły na poziomie duchowym i mają w niej duchowe przeżycia. Nie jest wpisane w zadanie szkoły doprowadzenie młodych ludzi do zakochania, ale jednak często to właśnie w jej murach zadurzamy się po raz pierwszy. Moja dzisiejsza refleksja ma zachęcić uczących i uczących się do spojrzenia na siebie w szkole z perspektywy duchowej, na dostrzeżenie, że często bliżej takim przeżyciom do fizyki, matematyki, W-Fu czy biologii niż lekcji religii. Mam też przekonanie, że psychologia zajmuje się właśnie takimi duchowymi przeżyciami. Jednak nie będę nikogo przekonywał, że tak jest.
Kiedy przeżywamy duchowe rzeczy:
jedność z wszechświatem, poczucie, że jestem częścią czegoś niewidzialnego
doświadczenie tożsamości - jestem całkowicie sobą
doświadczenia autoteliczne
bezinteresowne pomaganie i otrzymywanie bezinteresownej pomocy Doświadczeniami duchowymi są też przeciwieństwa powyższych:
osamotnienie
dezintegracja, konflikt wewnętrzny
monotonia i bezsens
zmuszanie do działań i oczekiwanie wdzięczności
świadomość, współczucie i medytacja
introspekcja, poznawanie swojej odrębności
wiele aktywności podejmowanych i porzucanych bez konsekwencji
przytulanie, umiejętność szukania potrzeb, odłączenie pomocy od pieniędzy