
Sign up to save your podcasts
Or


Pod koniec lutego 1991 roku, w Krakowie na wylocie ulicy św. Tomasza przy placu Szczepańskim, policja odnalazła zabetonowaną beczkę, w której znajdował się poszukiwany od blisko miesiąca Mariusz Kuzaj, niespełna 30-letni przedsiębiorca budowlany.
Bardzo szybko organy ścigania skierowały światła śledztwa na Emila Pasternaka, wielokrotnego recydywistę, oszusta i złodzieja.
Jednak zanim policja zorientowała się, kogo szuka, Emil Betoniarz (jak nazwą go media) rozpłynął się w powietrzu.
Jeśli Emil Pasternak żyje, ma dzisiaj około 86 lat.
Jeszcze niedawno, dosłownie kilka lat temu, odgrażał się, że jeśli wyjdzie na wolność (a miało mieć to miejsce w 2017 roku), zemści się na tych, przez których trafił do więzienia. Wśród jego przyszłych ofiar miał znaleźć się redaktor Michał Fajbusiewicz, znany nam chyba wszystkim twórca i prowadzący Magazynu Kryminalnego 997, który prowadził prawie nieprzerwanie od października 1986, nieprzerwanie do 2017 roku.
W roku 2000 z Emilem Betoniarzem spotkał się Edward Miszczak, kręcąc odcinek programu Cela nr. Emil liczył wtedy jeszcze na to, że niedługo opuści zakład karny za dobre sprawowanie, ale być może bojąc się powrotu do nowej rzeczywistości, której już nie rozumiał, sam się sabotował, aby nie wyjść na wolność. Otóż wraz z prośbą o skrócenie kary wysłał do Fajbusiewicza list z pogróżkami. Za to nie tylko nie został wcześniej zwolniony, ale do jego kary sąd dorzucił półtora roku…
Podczas całej rozmowy z redaktorem Miszczakiem Pasternak waży każde słowo, które wypowiada, bacznie pilnuje mimiki swojej twarzy, choć od czasu do czasu można dostrzec błysk w oku, kiedy sobie coś przypomina. A zaczyna od ckliwej historii, jak to w wieku 14 lat uciekł z domu, bo mama chciała go wysłać do zakonu. Ale czy to prawda? Czy można wierzyć w choć jedno słowo Emila Betoniarza?
Żródła:
https://dziennikpolski24.pl/tajemnica-sprzed-22-lat/ar/3130644
https://gazetakrakowska.pl/morderca-i-jego-beczka/ar/255485
https://opole.wyborcza.pl/opole/7,35086,15490850,archiwum-x-od-20-lat-zna-morderce-opolanina-ale-wciaz-szuka.html
Cela Nr – odc. 16 – Emil Pasternak
https://player.pl/programy-online/cela-nr-odcinki,1001/odcinek-16,S01E16,15208
Zabetonował zwłoki w beczce, potem szykował zemstę |
https://www.youtube.com/watch?v=sdCg94wrMnQ
Duszniki Zdroj-skarby,zagadki,ciekawostki – posty | Facebook
https://twarzedepresji.pl/wazne-telefony-szukac-pomocy/
W przypadku depresji należy szukać pomocy w następujących
– Poradnie Zdrowia Psychicznego,
– Centra Zdrowia Psychicznego,
– Ośrodki Interwencji Kryzysowej,
– Poradnie
– Szpitale psychiatryczne.
W Telefonie Zaufania Fundacji „Twarze Depresji” dyżuruje psycholog dla osób dorosłych we wtorki i środy od 9.00 do 11.00. Więcej o telefonie: TELEFON
Linia
Antydepresyjny Telefon Zaufania (22) 484 88 01
„Antydepresyjny Telefon Zaufania” prowadzi Fundacja ITAKA – Centrum
Forum Przeciw Depresji prowadzi Antydepresyjny Telefon pod
Więcej
116 111 to pierwszy bezpłatny i ogólnopolski telefon zaufania dla
Telefon
Telefon dla Rodziców i Nauczycieli w sprawie Bezpieczeństwa
Więcej
800121212 – Dziecięcy
Blisko dwa tygodnie temu, tj. 10 czerwca, świat obiegła wieść, że Ted Kaczynski, znany szerzej jako
Nie sądzę, aby komukolwiek ze słuchaczy mojego podcastu Theodore Kaczynski był nieznany, ale skoro
Świat usłyszał o naszym rodaku 3 kwietnia 1996 roku, kiedy do jego chatki pośrodku lasu w Montanie wdarła
Według raportów, Theodore Kaczynski nie stawiał jednak oporu podczas aresztowania przez FBI.
W chatce śledczy odnaleźli dowody łączące go z serią wspomnianych przed chwilą ataków z wykorzystaniem materiałami
Ludzie opowiadali o nim niestworzone historie. Jedni przekonywali, że pracuje dla tajnych służb, że jest agentem, jak James Bond, i jeździ po świecie, wykonując misje dla polskiego rządu. Był ponoć w Iraku i w Afganistanie. Inni temu zaprzeczali. Szeptali, że zajmuje się przemytem, że ma konszachty z gangusami. Widywano go nie raz z takim jednym, co to kieruje jedną z najgroźniejszych szajek.
Jeździł drogimi samochodami, a wymieniał je co kilka miesięcy. Ubierał się w markowe ciuchy, przypominając przy tym amerykańskiego biznesmana na wakacjach. Kardigan, koszula w kratkę, skórzana kurtka. W okresie letnim koszulki polo i drogie zegarki na nadgarstku, które wymieniał równie często, co samochody.
On sam, przy pierwszych kontaktach, był skromny. Nie przyznawał się do bycia agentem ani gangusem, mówił, że jest budowlańcem. Miał własną firmę, która tworzyła Wrocław na nowo. Na telefonie miał zdjęcia swoich inwestycji, którymi często, choć skromnie się chwalił. Kiedy jeździł z którąś z pań po mieście, wskazywał czasem na jakiś piękny budynek i z melancholijną dumą mówił, że to jego, że on to zbudował.
We Wrocławiu znali go chyba wszyscy. To znaczy ci, którzy się liczyli. Kiedy Robert zabierał jakąś kobietę na randkę do restauracji, klubu, knajpy ta odnosiła wrażenie, że każdy mu się kłania, każdy chce się z nim witać, a on, ze skromności i szacunku, tych ludzi nie zbywa. Nie był anonimowy i kiedy rozpytywało się o nim w tzw. towarzystwie, mało było takich, którzy go nie kojarzyli. Choć przyznać trzeba, że był przy tym bardzo tajemniczy, jak Wielki Gatsby.
„11 października, kilka minut przed godziną 14:00, dyspozytorka pogotowia ratunkowego w Stargardzie Szczecińskim odebrała telefoniczne zgłoszenie o omdleniu dziecka. Kobieta, która wzywała pogotowie, była bardzo zdenerwowana i mówiła niezrozumiale. Dyspozytorka nie potrafiła pojąć, o co chodzi, ale wysłała na miejsce karetkę. Lekarz pogotowia ratunkowego, który zjawił się w kilkanaście minut po wezwaniu, znalazł w mieszkaniu dziecko leżące na podłodze.”
Natychmiast przystąpił do resuscytacji, bo nie potrafił wyczuć oddechu, ani bicia serca. Później miał zeznawać, że dziecko było zaniedbane, że było brudne, miał nawet użyć sformułowania, że cuchnęło.
Dzisiaj udamy się na północny-zachód od Lachna, do niewielkiego miasta o długiej i barwnej historii, sięgającej wczesnych lat średniowiecza, zanim jeszcze w ogóle powstało państwo Piastów. Choć my aż tak daleko nie będziemy się zagłębiać. Miasto to nazywa się dzisiaj Stargardem, tuż po wojnie było Starogrodem, a później, aż do 2015 roku Stargardem Szczecińskim. I narażając się wszystkim mieszkańcom tegoż pięknego miasta, muszę Wam wyznać, że od zawsze myli mi się ono ze Starogardem Gdańskim.Tzn. wiem, który gdzie na mapie, ale nie potrafię zapamiętać, który jest Stargardem, a który Starogardem. Zatem mieszkańcy tych okolic, komentarze są Wasze – przyjmę każdą krytykę i każdy hejt.No ale nie o mnie przecież jest ta historia. Opowiemy sobie dzisiaj o pewnej babci Jadzi, która miała bardzo poprzestawiane swoje priorytety i chyba rozumienie świata jako takiego. Miała poważne problemy z wyrażaniem emocji, z wymaganiem i egzekwowaniem pewnych zachowań, wreszcie ze zrozumieniem potrzeb innej istoty ludzkiej. A to wszystko doprowadziło do tragedii, jaka stopiła serca najzimniejszych kryminalnych.
Najbardziej dotknięci patologicznym sposobem myślenia i postępowania babci Jadzi zostały jej wnuki, ale najprawdopodobniej także ich matka, a córka pani Jadwigi, Nadia też przeżyła gehennę, nie tylko jako dziecko, ale także jako nastolatka i najpewniej, kiedy była już dorosłą kobietą, ale tych szczegółów raczej nigdy nie poznamy.
Opowiadanie to powstało na podstawie rozdziału „Babcia de Sade” z książki o prawdziwych zbrodniach „Bestie – zbrodnie i kary” autorstwa Janusza Macieja Jastrzębskiego
Henryk Niewiadomski, o czym wspominałem już wielokrotnie, był człowiekiem, mającym się za osobę niezwykle inteligentną. I w zasadzie odmówić mu tego nie można. Jeśli weźmiemy choćby pod uwagę encyklopedyczną, czy też słownikową definicję inteligencji, która mówi, że to „zdolność rozumienia, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy i umiejętności w sytuacjach nowych”, to Henryk wpisuje się tu idealnie. Na pewno też był sprytny i cwany. Choć nie tak bardzo, jak jemu samemu się wydawało.
Na warszawskiej Pradze przy ulicy Płowieckiej panował już mrok. Pojedyncze i słabe
Kiedy przekręcił klucz i pociągnął klamkę, usłyszał za sobą pisk opon i zanim zdążył
Oczami powiódł za samochodem, z którego padły strzały. Rozpoznał kierowcę. Rozpoznał
Już nigdy jej nie odzyskał.
Nigdy też nie dowiedziano się, kto jechał samochodem, z którego padły strzały. Kto
Kochani,
wybaczcie cenzurę, którą wprowadziłem w tym nagraniu. Jest jej dużo. Spowodowana jest ona jednak tym, że język księdza Woźnickiego, który jest niechlubnym bohaterem tego podcastu, nadaje się do rynsztoku i nie potrafiłbym sobie spojrzeć w twarz, gdybym opublikował to bez cenzury.
Zrozumiem jednak, jeśli komuś się to nie spodoba.
Wszystkich innych zapraszam do wysłuchania.
From the publisher's feed

9 Listeners

90 Listeners

19 Listeners

15 Listeners

12 Listeners

11 Listeners

17 Listeners

6 Listeners

15 Listeners

33 Listeners

7 Listeners

12 Listeners

6 Listeners

7 Listeners

9 Listeners