
Sign up to save your podcasts
Or


Lany Poniedziałek, znany też jako śmigus-dyngus, ma na Śląsku Opolskim długą i bogatą tradycję. Dawniej był to jeden z najbardziej wyczekiwanych dni świąt wielkanocnych, szczególnie przez młodych mieszkańców wsi. Zwyczaj polewania wodą miał nie tylko charakter zabawy, ale także symboliczny - woda oznaczała oczyszczenie, zdrowie i pomyślność. Kawalerzy od wczesnych godzin porannych chodzili od domu do domu, polewając panny wodą. Im bardziej dziewczyna…
- To była też okazja do pokazania swoich uczuć, bo dawniej w środowiskach wiejskich nie można było tego uzewnętrzniać, póki nie było narzeczeństwa - mówi Elżbieta Oficjalska, etnografka. - Bardzo często oblewał chłopak, który miał jakiś sentyment do dziewczyny i szczególnie tę dziewczynę oblewał. Kiedy dziewczyna była oblewana przez wielu chłopaków, to wiedziała, że jest popularna, że jest ładna albo bogata i dlatego jest właśnie na tym rynku matrymonialnym pożądana. Więc dziewczyny chciały być zlane do suchej nitki, bo to świadczyło o tym, że jest właśnie taką dobrą partią na rynku matrymonialnym.- Miało to też głębszy wydźwięk, bo polewanie niezamężnych dziewczyn, symbolizowało odradzenie się sił natury na wiosnę - dodaje Oficjalska. - Polanie takiej dziewczyny było też polaniem ziemi po to, żeby ona wydała plony w przyszłości. Wcześniej, jeszcze oprócz tego, bo jeszcze się zachowała…Jedne oznaczały miłość i sympatię, inne 'czarną polewkę'. Jajka przez lata były nie tylko symbolem życia, ale ofiarowane drugiej osobie niosły ze sobą konkretne przesłanie.
- Kolorystyka jajek była dawniej bardzo ważna, a rozdawano je w Poniedziałek Wielkanocny - mówi Ewa Giemza, twórczyni ludowa z Muzeum Ziemi Prudnickiej. - Chłopcy oblewali panienki wodą, a one się odwdzięczały i dawały jajka w różnych kolorach. Jak jakiejś dziewczynie spodobał się chłopak, to oczywiście dostawał jajko w kolorze czerwonym. I właśnie z czasem chłopcy dodawali do wody jakiś perfum, a dziewczyny skrobały właśnie te jajka, ozdabiały. Czasem na tym czerwonym jajku był jakiś wierszyk, jakaś rymowanka. Natomiast jak dziewczyna jakiegoś chłopaka nie chciała, to było jajko żółte. I to było jedyne jajko, które było nieugotowane. Ona wkładała je do kieszeni chłopaka i zgniatała. I on już wiedział, że już nie ma szans u niej do końca życia. - Tych barw było mnóstwo, a każdy kolor oznaczał coś innego - dodaje Ewa Giemza. - Czarne jajka rozdawano osobom na wysokich stanowiskach, do których…Kilka metrów za południową granicą tradycje wielkanocne wyglądają już nieco inaczej niż u nas.
Czesi nie kultywują śmigusa-dyngusa. W Wielkanocny Poniedziałek młodzi mężczyźni uganiają się za kobietami z 'pomlazkami' To ma zapewnić przedstawicielkom płci pięknej udany rok przeżyty zdrowiu. - U nas w ruch idą wszelkie naczynia z dużą ilością wody, a w Czechach 'pomlazki' - tłumaczy znawca czeskiego folkloru i przewodnik sudecki Paweł Szymkowicz. - To jest swego rodzaju rózga. Rózga wykonana z witek wierzbowych, którymi chłopcy w poniedziałek wielkanocny okładają dziewczęta, oczywiście delikatnie, żeby nikomu krzywdy nie zrobić. Natomiast te, które zostaną uderzone taką 'pomlazką', taką witką, odwdzięczają się pisanką, ponieważ pisanki w Czechach są, bo to jest jeszcze zwyczaj słowiański. W niektórych częściach Republiki Czeskiej tradycja nakazuje 'pomlazkę' umieścić w ziemi. Rózga jest upleciona ze świeżych gałązek, więc niewykluczone, że wyrośnie z nich nowe drzewko.Nie chcemy, by ktoś w święta był samotny - mówili dziś (05.04) zgodnie przedstawicie Fundacji Wolne Miejsce z Głuchołaz.
Już po raz drugi zorganizowano Wielkanocne Śniadanie bez Samotności. Przyszło ponad 100 osób, które są w potrzebie. Tym razem śniadanie zorganizowano w Centrum Kultury w Głuchołazach. - Wsparcie dla naszych mieszkańców jest dla nas kluczowe - powiedział burmistrz Paweł Szymkowicz. - Czwarta impreza w ogóle, organizowana wspólnie z Fundacją Wolne Miejsce, dla osób, które Wielkanoc spędzają samotnie. Chcemy tego uniknąć, żeby nikt nie był samotny. - Jest to dla mieszkańców Głuchołaz, jak i gminy, z uwzględnieniem osób przede wszystkim, które potrzebują bliskości, spotkań z drugim człowiekiem, rozmów, no i przede wszystkim ciepła - powiedziała Aneta Wiatr z Fundacji Wolne Miejsce. - Jestem wolontariuszką, jak jakieś osoby tutaj już wchodzą, żeby dać im jajko, babeczkę i później idę do stoiska dla dzieci - informuje Ola, wolontariuszka. - Ja jestem sama, bo dzieci powyjeżdżały. Ponieważ ja chodzę…Śląski stół wielkanocny to połączenie mięsnych pasztetów, pieczeni oraz słodkich wypieków, często przygotowywanych według przepisów przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Domowe pasztety przygotowuje się z różnych rodzajów mięs, wieprzowiny, wołowiny, dawniej często z królika lub z dziczyzny. W opolskich domach królują też wielkanocne sałatki, m.in. kartoffelsalat.
Za przygotowanie wielkanocnej pieczeni w swoim domu odpowiada m.in. Roman Gawlik, sołtys wsi Grodzisko.- Mięso, jakie najlepiej się nadaje, to jest łopatka albo karczek, przyprawy, a jak na Wielkanoc to musi być jajko w środku. Potem wystarczy dosmakować i upiec. Jak długo pieczemy? Około godziny, w temperaturze 180 stopni - mówi. W domu Sabiny Miśko z Koła Gospodyń Wiejskich w Sieroniowicach Wielkanocy nie obrażają sobie bez pasztetu z królika. - Tam jest mięso królicze, ale nie tylko, bo również tam jest i wątróbka wieprzowa oraz kurza. Mięso jest gotowane, pieczone razem, to trzeba zapiekać, potem robi się taki farsz. Trzeba pokroić cebulkę do środka dać, doprawić, wymieszać, wszystko zmielić - wyjaśnia.O tym, co powinno znaleźć się w tradycyjnej kartoffelsalat mówi Krystyna Richter, przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Krośnicy. - Jajka, ziemniaki, kartofle, groszek, marchewka, seler ugotowany, ogórki…Choć dziś Śląsk Opolski kojarzy się przede wszystkim z kroszonkami, warto pamiętać, że to nie one były pierwsze. Początki wielkanocnego zdobienia jaj w regionie sięgają tradycyjnych pisanek. To właśnie pisanki, wykonywane różnymi technikami - najczęściej przy użyciu wosku - pojawiły się wcześniej jako symbol odradzającego się życia i nadziei.
- Pisanka jest starsza i ona od początku istniała tutaj na naszych terenach - mówi Helena Wojtasik, twórczyni ludowa. - Historycznie wiadomo, że pisanka była pierwsza. Mamy zresztą potwierdzenie tego faktu w Muzeum Śląska Opolskiego. Mamy skamienielinę pisanki z X wieku, która została znaleziona na opolskim Ostrówku w trakcie budowy amfiteatru. To jest potwierdzenie, ona jest z X wieku, opisana prawdopodobnie łojem i zabarwiona w barwniku z kory olchowej albo z orzecha, albo dębu. W ten sposób powstawały pisanki, więc one były historycznie pierwsze.Dodajmy, że pisanki znajdujące się w zbiorach Muzeum Śląska Opolskiego liczą ponad tysiąc lat. Można je zobaczyć na stałej wystawie historycznej MŚO.Wielkanocne potrawy na Śląsku Opolskim to nie tylko tradycja kulinarna, ale przede wszystkim bogata symbolika, która od pokoleń towarzyszy świątecznemu śniadaniu. Najważniejsze miejsce zajmuje jajko - symbol nowego życia i odrodzenia. Dzielenie się nim podczas śniadania wielkanocnego ma podkreślać jedność rodziny i wzajemną życzliwość.
- Kolejną symboliczną potrawą była babka drożdżowa, a także ciasto i chleb, które były związane z fermentacją - mówi Elżbieta Oficjalska, etnograf. - Proces był bardzo taki tajemniczy. Z czegoś, czego było niewiele, robiło się nagle dużo, bo ciasto rośnie i to był taki symbol właśnie obfitości, wzrastania, więc przenoszono to na przyrodę, że jak właśnie taką babkę się zje, to ona też będzie właśnie pomagała przyrodzie powrócić do życia i obficie plonować polom. Baranek wielkanocny był może mniej do zjedzenia, ale był takim symbolem Chrystusa Zmartwychwstałego, dlatego znajdował się też na stole.- Taką symboliczną potrawą, która przyszła do nas z tradycji niemieckich to było robienie zająca wielkanocnego w kształcie formy lub pasztetu, pulpeta z długimi uszami z boczku - dodaje Oficjalska.Wiele osób nie wyobraża sobie polskiej Wielkanocy bez drożdżowej babki z charakterystycznym kominem w środku i sporą warstwą lukru. Dawniej pieczono ją w Wielki Piątek, a użyta do niej duża ilość jaj miała symbolizować nowe życie i dostatek. Jedna wielka baba miała wystarczyć dla całej wieloosobowej rodziny. Dziś te preferencje się zmieniły, gospodynie na Opolszczyźnie stawiają częściej na babki ucierane, z dodatkiem skórki z cytryny czy olejku migdałowego…
- U mnie są piaskowe z kakaem, są cytrynowe babki też. Co zrobić, żeby ta babka nam taka piękna wyszła? Sercem, sercem trzeba robić. Jajka muszą być dobrze ubite, jak do wszystkiego. A każda gospodyni już zna swój piec. Zawsze można skrócić trochę sobie, bo można białka najpierw ubić, a potem żółtka dodać. To zawsze się skraca, różne są szkoły - mówi Edyta Zettelmann z KGW w Krośnicy. W przypadku baby drożdżowej znaczenie mają cierpliwość, ciepłe warunki i dobre drożdże.- Podstawą są dobre drożdże. Do tego właśnie takie ciepłe warunki i dobrze wygniecione to ciasto. Wtedy, nie ma bata, żeby nie urosło. Na pewno będzie fajne - dodaje Sabina Miśko z Koła Gospodyń Wiejskich w Sieroniowicach. Do ozdoby można użyć lukru, przygotowanego z białek.Niedzielny poranek wielkanocny na Śląsku to czas, kiedy wiele dzieci szuka 'gyszynków łod hazoka', czyli prezentów ukrytych przez zajączka. Słodycze i drobne upominki są zwykle ukryte w domu lub w ogrodzie. Dawniej symbolizowały płodność i radość z wiosny, a tradycja ta przywędrowała z Niemiec po I wojnie światowej.
- Przeważnie tu na Śląsku, gdzie indziej to nie jest stosowane, ale właśnie to szukanie tych gyszynków łod hazoka pod tymi stromami, czyli po polsku pod drzewami, pod krzakami, gdzie śląskie bajtle po prostu bardzo to lubią. I to nie chodzi o zawartość tych gyszynków, to chodzi o sam symbol, o te emocje - mówi Joanna Knopik z Zawadzkiego, w powiecie strzeleckim, znana jako Johanka, która przybliża dawne zwyczaje i tradycje pielęgnowane na Śląsku.Wśród tych podarków były głównie słodkości: czekoladowe zajączki i jajeczka, ale zdarzały się też proste małe zabawki wystrugane z drewna lub tworzone np. na szydełku.Śniadanie wielkanocne nie jest już tak wielkim przeżyciem i ucztą jak dawniej. Nasi przodkowie bardzo rygorystycznie podchodzili do zachowania wstrzemięźliwości w czasie postu. Stąd też, śniadanie było dla nich wyjątkowym wydarzeniem. Był to pierwszy obfity, kaloryczny i niepostny posiłek od 40 dni. Na stołach królowało mięso, jaja i ciasta.
- Zwłaszcza ostatni tydzień postu był traktowany bardzo rygorystycznie - mówi Elżbieta Oficjalska, etnograf. - To było tak poważne podejście, że wręcz nawiązywano niejako do tradycji żydowskiej, czyli stosowania osobnych garnków właśnie na ten Wielki Post, albo szorowano garnki, ponieważ starano się, ażeby ani kropla tłuszczu nie dostała się do tego właśnie posiłku. To była monotonia, żur, który my znamy teraz jako żurek z kiełbaską, z wkładką, to dawniej była to po prostu skwaśniała mąka rozprowadzona wodą i to właściwie był główny posiłek przez 40 dni na stołach bogatych i biednych.- Śniadanie wielkanocne było bardzo wyczekiwane i takim spełnieniem marzeń o tym, żeby zjeść dobrze - dodaje Oficjalska. - Kiedyś, kiedy jeszcze rezurekcja odbywała się rano, to związane były też z tym zwyczaje, związane z dotarciem na śniadanie wielkanocne po rezurekcji. Często się ścigano właśnie czy…From the publisher's feed