Z ogromnym zdziwieniem, ale i zaskoczeniem przyjąłem malarstwo młodego tajwańskiego artysty Lo Chan Penga, który, mimo młodego wieku maluje tak, jakby zdrapywał naskórek piękna, ukazując, co ciało skrywa pod urodziwą powłoką. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem w galerii jego obrazy miałem wrażenie, że są one jak jakiś magiczny portal służący do wydobycia ukrytych emocji, pasji i lęków. Długo stałem przed obrazami i wpatrywałem się w nie. I doszedłem do wniosku, że są one doskonałą ilustracją tej części świata, która przypomina nam o ulotności piękna, które jest jak mydlana bańka, która przez moment cieszy nasze oko feerią mieniących i skrzących się kolorów, w których odbija się cały świat, by potem, w mgnieniu oka rozpaść się na błyszczące krople i w ciszy zniknąć.