
Sign up to save your podcasts
Or


Francja stoi na krawędzi kolejnego kryzysu politycznego. Rząd premiera Michel Barniera przygotował projekt budżetu, który zakłada podwyżki podatków i cięcia warte 60 mld euro. Paryż zmaga się z pięcioprocentowym deficytem budżetowym i jest objęty procedurą nadmiernego deficytu przez Komisję Europejską. Dług publiczny sięga 112 proc. PKB.
Francji nie grozi scenariusz grecki czy wenezuelski. Nie ma takiej możliwości, żeby druga gospodarka strefy euro, stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ i G7 zbankrutował. Natomiast zadłużenie jest wysokie i stanowi duży problem, szczególnie, jeśli mówimy o państwie, które ma ogromne ambicje jeśli chodzi o politykę międzynaordową, gospodarczą czy kulturalną.
Potrzebny będzie więc inny scenariusz, na przykład Szwedzki. Szwecja w latach 80. Także borykała się z dużym zadłużeniem, jednak dzięki zdrowym reformom udało się pokonać problemy. Budżet Barniera jest rzeczywiście sanacyjny i został przygotowany przez technokratów. Teraz jednak do gry wchodzą demagodzy i Barnierowi bardzo trudno będzie znaleźć poparcie w Zgromadzeniu Narodowym
- tłumaczy Marcin Giełzak, autor podcastu Dwie Lewe Ręce.
Izrael i Hezbollah zaakceptowały zawieszenie broni wynegocjowane za pośrednictwem Stanów Zjednoczonych i Francji. Izrael zobowiązał się wycofać swoje wojska z Libanu w ciągu 60 dni. Hezbollah ma przenieść swoje bojówki na północ kraju. Na granicy bezpieczeństwa mają pilnować siły libańskie.
Szczegóły porozumienia nie są znane. Według nieoficjalnych informacji zdobytych przez Agencję Reutera, Izrael ma raportować naruszenia umowy Stanom Zjednoczonym oraz Francji, które ocenią, czy rzeczywiście do nich doszło i podejmą odpowiednie kroki.
Według The New York Times Izrael ma obawy, że powtórzy się sytuacja z 2006 roku, kiedy po zawieszeniu broni siły libańskie nie były w stanie powtrzymać Hezbollahu. Chciał więc uzyskać zgodę na samodzielne, siłowe powstrzymywanie organizacji w razie potrzeby. Stany Zjednoczone miały ją wydać.
Obawy Izraela dotyczące powtórki z 2006 roku, kiedy to po zawieszeniu broni Hezbollah powoli rósł w siłę, nie zostały zaadresowane. Mówiło się wiele o międzynarodowych siłach pokojowych, ale niewiele z tego wyszło. Siły libańskie okazały się natomiast zbyt słabe
- tłumaczy Marcin Krzyżanowski.
Călin Georgescu wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich w Rumunii, zdobywając prawie 23 proc. głosów. Było to zaskoczeniem, ponieważ sondaże przedwyborcze, jak i exit poll, wskazywały na wejście do drugiej tury obecnego premiera Marcela Ciolacu z Partii Socjaldemokratycznej oraz Eleny Lasconi, liderki centroprawicowego Związku Zbawienia Rumunii. Niektóre sondażownie wskazywały na wynik Georgescu w granicach 5 proc.
Bardzo dobry wynik Georgerscu wynika z jednej strony z radykalnego rozczarowania Rumunów obecną klasą polityczną, w szczególności Partią Socjaldemokratyczną oraz Partią Narodowo-Liberalną. W szczególności kandydat tej ostatniej wypadł słabo. Z drugiej strony jest oczekiwanie na silnego lidera, który będzie dbać o narodowe interesy rumuńskie, bazującego na etosie nacjonalistycznym, odwołującym się jeszcze do Nicolae Ceaușescu czy Iona Antonescu
- komentuje Jakub Pieńkowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania Benjamina Netanjahu, premiera Izraela oraz Joawa Galanta, byłego ministra obrony. Decyzja ma związek z oskarżeniami o zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko ludzkości, do których miało dojść w Strefie Gazy.
Sędziowie trybunału stwierdzili, że istnieją uzasadnione przesłanki mówiące o tym, że izraelscy przywódcy odpowiadają za morderstwa, prześladowania oraz blokowanie Strefy Gazy, co doprowadziło do głodu i śmierci wielu jej mieszkańców, w tym dzieci.
Ściślej mówiąc, zarzuca im się tzw. sprawstwo kierownicze na podstawie zapisów Konwencji Genewskiej z 1949 roku. Nakaz aresztowania raczej nie zmieni postępowania Izraela w Strefie Gazy. Utrudni natomiast relacje dyplomatyczne Tel Awiwu z państwami, które deklarują, że będą respektować postanowienie
- tłumaczy Marcin Krzyżanowski.
Rosja wystrzeliła międzykontynentalny pocisk balistyczny w kierunku Ukrainy – przekazał prezydent Wołodymyr Zełeński. Zdaniem ukraińskich sił powietrznych miejscem wystrzału był Astrachań, znajdujący się 700 km od celu, czyli miasta Dniepr. Ukraińska Prawda, powołując się na anonimowe źródła, twierdzi, że był to pocisk RS-26 Rubież, zdolny do przenoszenia ładunków nuklearnych. Miał trafić w zakłady zbrojeniowe w Dnieprze.
Nie jest do końca jasne, czy był to pocisk RS-26 Rubież. Strona ukraińska potwierdza jednak atak. Amerykańskie media na początku zasiały wątpliwość, czy do niego doszło, powołując się na anonimowe źródła w administracji. Pocisk trafił w zakłady zbrojeniowe Piwdenmasz w Dnieprze, często atakowane przez Rosjan. Mieszkańcy miasta zaobserwowali inny niż dotychczas wybuch.
- tłumaczy Jakub Ber, ekspert ds. wschodnich.
Europejski Bank Centralny ostrzega, że strefa euro może znaleźć się w kryzysie zadłużenia, jeżeli nie znajdzie sposobu na pobudzenie wzrostu gospodarczego, obniżenie długu publicznego oraz wyjście z politycznej niestabilności.
Państwa strefy euro objęte przez Komisję Europejską procedurą nadmiernego deficytu to Włochy, Francja, Malta, Słowacja i Belgia. Zwiększa się rozdźwięk pomiędzy rentownością 10-letnich obligacji francuskich a niemieckich. Obecnie Francja pożycza o 0,78 proc. drożej niż Niemcy, a w czasie niedawnych wyborów parlamentarnych wskaźnik ten był najwyższy od 12 lat.
W czasie pandemii koronawirusa państwa Unii Europejskiej prowadziły ekspansywną politykę fiskalną i działania osłonowe, by zapobiec kryzysowi. Komisja Europejska złagodziła obostrzenia dotyczące zadłużania się.
Ekspansywna polityka fiskalna przyczyniła się do wzrostu rentowności obligacji skarbowych. Oznacza to, że kraje muszą płacić wyższe odsetki od nowo emitowanego długu. EBC ostrzega, że jeżeli ta sytuacja w połączeniu z powolnym wzrostem gospodarczym będzie się utrzymywać, pojawią się wątpliwości dotyczące wypłacalności poszczególnych państw.
Dotyczy to zwłaszcza Hiszpanii i Włoch, gdzie stosunek długu do PKB jest wysoki. Pojawiają się obawy o powtórkę z kryzysu sprzed ponad 15 lat, kiedy Grecja znalazła się na skraju bankructwa, zagrażając całej strefie euro
- tłumaczy Sebastian Sajnóg z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Mija tysiąc dni wojny na Ukrainie. Przez ten czas populacja kraju zmalała o jedną czwartą – tysiące ludzi zginęły, a około 6 mln uciekło. Ukraińska gospodarka skurczyła się o 22 proc. W niedzielę Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak na ukraińską infrastrukturę energetyczną.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński powiedział, że wojna musi się zakończyć w przyszłym roku. Żadna ze stron nie sygnalizuje jednak chęci złagodzenia żądań. Ukraina chce odzyskać zajęte terytoria, Rosja natomiast dąży do ich utrzymania, oczekując jednocześnie deklaracji, że Ukraina nie zostanie przyjęta do NATO.
Donald Trump planuje powołać Marca Rubio na stanowisko sekretarza stanu, czyli szefa amerykańskiej dyplomacji. Informację podała Agencja Reutera, powołując się na anonimowe źródła. Rubio jest pochodzenia latynoskiego i jego wybór może być podyktowany chęcią skonsolidowania poparcia wśród tej grupy amerykańskich obywateli, którzy chętniej niż dotychczas głosowali na Republikanów i Donalda Trumpa.
Rubio pochodzi z Florydy i od 2011 roku zasiada w senacie z ramienia Partii Republikańskiej. Jest uznawany za polityka o jastrzębich poglądach, w szczególności wobec Chin, Iranu oraz Kuby. W 2019 roku Rubio wezwał Departament Skarbu do zbadania przejęcia przez TikToka platformy Musical.ly. Domagał się także całkowitego zakazu współpracy amerykańskich firm z chińskim Huwawei.
Marco Rubio jest uważany za polityka, który jest zwolennikiem silnej konfrontacji z Chinami i oddzielenia technologicznego od tego państwa. Wskazuje na konieczność współpracy z sojusznikami i powstrzymywania wojskowego. Podobnie zresztą jak Mike Walz, typowany z kolei na doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego, były żołnierz Zielonych Beretów
- tłumaczy Marek Stefan, zastępca redaktora naczelnego Układu Sił.
Władimir Putin pogratulował Donaldowi Trumpowi zwycięstwa w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Chwalił też jego postawę podczas zamachu, do którego doszło w lipcu na wiecu w Pensylwanii. Przede wszystkim jednak powiedział, że na uwagę zasługują słowa Trumpa o przywróceniu relacji z Rosją oraz zakończeniu wojny na Ukrainie.
Jednocześnie rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że Rosja nie zamierza wycofywać się z warunków, które stawia Ukrainie i Zachodowi.
Do objęcia rządów przez Trumpa pozostały jeszcze prawie trzy miesiące. Przez ten czas Rosja, mam wrażenie, nasili presję wojskową. Będzie się starała uzyskać jak najwięcej, by zacząć negocjacje z pozycji siły. Wojna będzie bardzo intensywna.
The Wall Street Journal, powołując się na otoczenie Trumpa, pisze o planie pokojowym przyszłego prezydenta. Po pierwsze chodzi o uznanie terytorialnego status quo, co jest spełnieniem warunków rosyjskich. Rosjanie od początku mówili, że nie zgadzają się na oddanie zajętych ziem.
Po drugie, w planie jest utworzenie specjalnej strefy buforowej, rozgraniczającej Ukrainę od Rosji, na wzór rozwiązania koreańskiego. Nie ma mowy o traktacie pokojowym, chodzi raczej o prowizoryczne rozwiązanie, ale jak pokazuje historia Półwyspu Koreańskiego, ta prowizoryczność może trwać kilkadziesiąt lat
- komentuje Marek Budzisz, ekspert ds. Rosji i postsowieckiego Wschodu.
Koniec niemieckiej koalicjRozpada się niemiecka koalicja rządząca. Kanclerz Olaf Scholz z SPD zdymisjonował ministra finansów Christiana Lindnera z liberalnej Wolnej Partii Demokratycznej. Oprócz tych dwóch ugrupowań w skład koalicji wchodzili jeszcze Zieloni.
Koalicjanci od miesięcy byli w sporze w sprawie przyszłorocznego budżetu i polityki gospodarczej. Lindner i jego partia domagali się obniżenia podatków, ale i wydatków publicznych. Pozostałe ugrupowania skłaniały się ku większej interwencji finansowej państwa w obliczu problemów gospodarczych.
Niemiecka gospodarka drugi rok z rzędu znajduje się w recesji. Różne pomysły na uzdrowienie gospodarki nie byłyby niczym dziwnym. Problem w tym, że zaistniał zasadniczy spór pomiędzy Robertem Habeckiem, szefem Zielonych oraz Christianem Lindnerem.
Habeck chciał pobudzać wzrost zadłużeniem, chciał wpompować pieniądze w zbudowanie np. infrastruktury cyfrowej, której w Niemczech brakuje, czy w zieloną gospodarkę.
Lindner uważał, że dalsze zadłużanie się, po pakietach pomocowych w obliczu pandemii i wzrostu cen energii to już za dużo i należy szukać oszczędności.
- tłumaczy dr Piotr Andrzejewski z Instytutu Zachodniego.
i rządowej
From the publisher's feed