
Sign up to save your podcasts
Or


W końcu zostaliśmy zauważeni przez świat - pisano o najbardziej wyrównanej lidze Europy, w której nawet drużyny ze strefy spadkowej wciąż miały szansę na mistrzostwo, albo przynajmniej na awans do europejskich pucharów. A Polak statystyczny niczego bardziej nie kocha, niż zostać dostrzeżonym przez tak zwany Zachód. Pochylamy się więc i my nad fenomenem najbardziej wyrównanej ligi. I przyznajemy - jesteśmy płaskotabelowcami.
Marie-Louise Eta została tymczasową trenerką Unionu Berlin. Ma wszystko, ku temu, by tę posadę dostać - była asystentką poprzednich szkoleniowców, prowadziła drużynę do lat 19 (męską), zna klub, zawodników, sytuację w jakiej Union się znajduje. Gdyby to był mężczyzna ta zmiana przeszłaby pewnie całkowicie niezauważona. A jednak mówimy o sytuacji absolutnie wyjątkowej. Po raz pierwszy w historii kobieta została trenerką w jednej z pięciu największych lig Europy. Czy to zapowiedź większego trendu? Czy może tylko odosobniony incydent?
W jednym półfinale czeka nas maestria, a żaden z trenerów nie umie do końca przewidzieć, czym zaskoczy go przeciwnik i z której strony nadejdzie niebezpieczeństwo, w drugim do boju staną królowie pragmatyzmu. Wiemy oczywiście, że obecne Atletico nie jest typową drużyną Diego Simeone, ale jednak wciąż pozostaje ono na przeciwnej stronie skali niż półfinaliści z pierwszej pary. Na przeciw nim wyjdzie Arsenal, który z jednej strony bardziej boi się katastrofy niż pragnie zwycięstwa, ale, który bardzo szybko może też odwrócić narrację wokół siebie - wystarczy nie przegrać z City w weekend.
Stało się. Nie jedziemy na mistrzostwa świata w USA, Meksyku i Kanadzie, zostajemy w domu po naprawdę... dobrym meczu. To my byliśmy drużyną lepiej grającą w piłkę, ale to Szwedzi pojadą na mundial i to oni się zmierzą z Holandią, Japonią i Tunezją. Czy jednak naprawdę możemy mówić o „dobrym meczu”, skoro daliśmy sobie strzelić trzy koszmarnie naiwne bramki (no dobra, dwie koszmarnie naiwne). Czy rzeczywiście „Nic się nie stało, hej Polsko nic się nie stało”?
Tym razem oddaliśmy lejce w wasze ręce i to wy poprowadziliście 109. odcinek słuchowiska #CafeKopalnia. Czyli wy pytacie o kadrę, Albanię, Pietuszewskiego i przyszłość Urbana, ale i o zdecydowanie bardziej ponadczasowe rzeczy. Wyszedł najdułuższy dcinek w historii słuchowiska, a i tak wszystkich Waszych pytań nie daliśmy rady zadać. Wielkie dzięki za wspaniały odzew. Musimy to powtrzyć.
Skończył się? Miał się skończyć już półtora roku temu (wtedy zresztą też pytaliśmy, czy to już ten moment). A może się jeszcze wymyśli na nowo? Czy w nowym futbolu dążącym do chaosu, stałych fragmentów gry, fizyczności, jest jeszcze miejsce na kontrolę poprzez podania i posiadanie piłki?
W sobotę doszło do niemeczu - Wisła Kraków nie pojechała na mecz ze Śląskiem we Wrocławiu. Dlaczego? Bo kibole (wybaczcie te słowo, ale na potrzeby chwili musimy je zastosować) z Wrocławia wymogli na klubie, by nie wpuścił ich byłych braci po szalu z Krakowa. Kto ma decydujący głos w polskich klubach? Czy nazbyt często nie dzieje się tak, że ludzie ukrywający się za szalikami w barwach klubowych, mają decydujący głos?
Meldujemy się po dłuższej przerwie - z solennym postanowieniem poprawy. Na rozgrzewkę postanowiliśmy porozmawiać o tym wszystkim, co było, gdy nas nie było. A zatem każdy z nas wytypował po jednej rzeczy, która go zachwyciła, zaskoczyła, i która się wydarzyła, ale lepiej by było, gdyby w ogóle nie miała miejsca. Tym sposobem mamy dla Was dziś słuchowisko opowieść - o włoskich dramach, o Trumpie (a jakże), o rzutach rożnych, o drużynie, która opuściła boisko i nie chciała na nie wrócić, a także o bandytach wzywających pod płot piłkarzy, którym udają, że kibicują.
Postaraliśmy się zrozumieć, co się wydarzyło w 2025 roku w piłce nożnej. A jak już co nieco zrozumieliśmy, to się z wami tą wiedzą dzielimy. Futbol potrzebuje wielkich postaci, wspaniałych historii, dlatego nie mogło u nas zabraknąć takiej kategorii jak działacz roku. Solą futbolu są bramki, dlatego u nas nie zabrakło samobója roku. No i oczywiście czekamy na Wasze propozycje - zarówno kategorii jak i nagrodzonych.
Piątkowe losowanie grup mistrzostw świata było wielką akademią ku czci Donalda Trumpa. Pokłon, w który wpadł Gianni Infantino, był tak głęboki, że sympatyczny Szwajcar nosem zahaczał o podłogę. Jego uległość wobec Pomarańczowego Donalda była tak olbrzymia, tak bezapelacyjna i tak całkowita, że można by wręcz pomyśleć, że to Trump jest gospodarzem wieczoru. A przecież to wielki Gianni niesie pokój światu poprzez futbol. To dzięki Infantino i mistrzostwom świata skończą się wszelkie wojny (te, których nie zdąży zakończyć laureat pierwszej Pokojowej Nagrody FIFA), głód i kataklizmy. A wszyscy będą mogli wziąć się za ręce i połączać w śpiewaniu YMCA. Oprócz tego rozlosowano grupy mundialu, ale to nikomu niepotrzebny drobiazg.
From the publisher's feed

39 Listeners

43 Listeners

44 Listeners

8 Listeners

1 Listeners

42 Listeners

60 Listeners

31 Listeners

2 Listeners

24 Listeners

34 Listeners

3 Listeners

5 Listeners

5 Listeners