Jak to wcale nie chcesz mieć dzieci!? – oburzyła się dziewczyna siedząca za moimi plecami.
- Serio!? Ty chcesz mieć aż czwórkę? – odpowiedział jej narzeczony.
– Czy Ty w ogóle mnie znasz? I na dodatek nie chcesz domku na wsi, który od dziecka mi się marzy? – kontynuowała, a w jej głosie słychać było niedowierzanie i zagubienie.
– Zawsze myślałem, że kupimy jakieś mieszkanie. – krzyczał szeptem (chyba każdy wie jak się to robi) zdenerwowany chłopak, a w jego głosie słychać było rodzące się zwątpienie.
Spotkaliśmy ich z Anią jeszcze po południu. Tak się zdarzyło, że trafiliśmy na obiad do tej samej knajpy co oni. My mówiliśmy do siebie, że ta ankieta, którą rano mieliśmy uzupełnić i omówić w ramach naszego kursu przedmałżeńskiego, była dość oczywista. Przecież zawierała tylko naprawdę podstawowe pytania, jak to, ile chciałoby się mieć dzieci, gdzie chciałoby się żyć, czy jak widzimy podział obowiązków domowych.
Tymczasem, dwa stoliki dalej, oni nadal się kłócili…