
Sign up to save your podcasts
Or


W audycji omówienie przemówienia przywódcy Hezbollahu Naima Kassema oraz przegląd zimowych atrakcji Libanu. Gościem audycji jest Tony Chury.
W audycji również omówienie kondycji polskiego łyżwiarstwa szybkiego w kontekście zbliżających się igrzysk olimpijskich w Mediolanie-Cortinie d"Ampezzo.
Zakończenie negocjacji umowy handlowej między Unią Europejską a Indiami ma wymiar znacznie szerszy niż cła i eksport. W rozmowie z Radiem Wnet Krzysztof Iwanek wskazuje, że to przede wszystkim sygnał polityczny.
Unia Europejska, po latach presji na New Delhi, zdecydowała się pójść dalej z umową, mimo że Indie nie potępiły rosyjskiej agresji na Ukrainę i nadal kupują rosyjską ropę.
„Unia Europejska przeknęła gorzką pigułkę w postaci współpracy indyjsko-rosyjskiej i uznała, że niezależnie od tego potrzebuje współpracy gospodarczej z Indiami.”
Jeszcze w 2022 roku Indie były ostro krytykowane przez Zachód. Dziś ten ton wyraźnie się zmienił. Zdaniem Iwanka Bruksela doszła do wniosku, że interesy strategiczne są ważniejsze niż presja polityczna.
„Unia uznała, że presja presją, Rosja Rosją, ale są też inne biznesy niezwiązane z Rosją.”
To właśnie dlatego umowa została doprowadzona do końca — mimo wcześniejszych zastrzeżeń wobec relacji New Delhi z Moskwą. W tym sensie to duży sukces Indii, które zdołały zbalansować relacje z Rosją i jednocześnie zacieśnić współpracę z Unią.
„Indiom udało się nie oddać wszystkiego ze współpracy z Rosją, a zyskać na zupełnie innym froncie – w relacjach z Unią Europejską.”
Zdaniem Iwanka ten manewr pokazuje rosnącą samodzielność Indii jako globalnego gracza, który nie wpisuje się już jednoznacznie w zachodnie podziały świata.
/fa
W rozmowie w Radiu Wnet Michał Karnowski zwraca uwagę na jeden moment przełomowy: autonomizację Szymona Hołowni wobec Donalda Tuska. Jego zdaniem to nie jest już tylko retoryka ani medialna zagrywka.
„Jeśli Hołownia ma kilkanaście szabel, to zaczyna się nowa jakość. To już nie targowanie się z Tuskiem, tylko realna próba szantażu politycznego.”
Karnowski podkreśla, że w wywiadzie dla Polsatu Hołownia jasno dał do zrozumienia, że nie czuje się związany jednym obozem. Rozmawia z Tuskiem, ale nie wyklucza rozmów z PiS-em ani z prezydentem.
„On mówi wprost: możemy być z Tuskiem, ale na własnych warunkach. Albo wcale.”
Zdaniem publicysty to szczególnie groźne dla premiera, bo większość sejmowa opiera się dziś na bardzo kruchych fundamentach. Kilkunastu posłów może w kluczowych momentach decydować o losach ustaw, a nawet rządu.
„Szesnastu posłów przy sprawnej grze może przełożyć się na potężne wpływy. Większość decyduje, czy rządzisz.”
Karnowski zwraca też uwagę na motywację samego zaplecza Hołowni. Dla wielu posłów Polski 2050 obecna koalicja nie daje realnych korzyści ani perspektyw na przyszłość.
„Oni wiedzą, że dziś są tylko masą upadłościową. Hołownia mówi im: nie bądźcie popiołem, zagrajmy twardo.”
W tej logice oferta Hołowni może być dla nich atrakcyjna — nawet jeśli oznacza polityczne ryzyko.
„Jeżeli wejdziemy w ich buty, ta propozycja naprawdę ma sens. Daje im podmiotowość.”
Karnowski nie przesądza, czy dojdzie do rozpadu koalicji, ale podkreśla jedno: to pierwszy od dawna realny czynnik destabilizujący władzę Donalda Tuska, a nie tylko medialny szum.
/fa
Najnowsze:
Prosto z anteny:
Jak zapowiada polityk, Konfederacja będzie dalej optować za odrzuceniem paktu migracyjnego UE.
Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego uruchomił nowe wydawnictwo – półrocznik naukowy poświęcony badaniom nad polskimi stratami wojennymi, ze szczególnym uwzględnieniem agresji sowieckiej. Jak podkreśla dyrektor instytutu Bartosz Gondek, to efekt wielomiesięcznej pracy zespołu badawczego.
Pierwszy numer półrocznika koncentruje się przede wszystkim na wydarzeniach po 17 września 1939 roku oraz na losach ziem wschodnich II RP. Znajdują się w nim także teksty dotyczące przesiedleń i problemów tożsamościowych po 1945 roku.
– „Zajmujemy się nie tylko liczeniem strat, ale także długofalowymi skutkami II wojny światowej dla naszego kraju. Ta tożsamość jest dla nas bardzo ważna” – podkreślał Gondek.
Dyrektor zaznaczył, że badania obejmują kilka kluczowych okresów: od agresji ZSRR w 1939 roku, przez lata powojenne, aż po dekady obecności Armii Radzieckiej w Polsce.
– „Ostatnie oddziały Armii Radzieckiej opuściły nasz kraj dopiero w latach 90. Dopiero wtedy ten ciężki sowiecki but ostatecznie zniknął” – przypomniał.
Instytut działa w niewielkim, ale wyspecjalizowanym zespole.
– „Nas jest łącznie około 30 osób, a naukowo badawczo pracuje od 8 do 10 osób. To mała, ale zgrana drużyna” – mówił.
Jednym z największych problemów są ograniczone źródła i zamknięte archiwa rosyjskie.
– „Cały system bardzo mocno pracował, żeby te straty fałszować i zakopywać pod dywan. Skala jest naprawdę ogromna, wręcz przerażająca” – zaznaczył dyrektor.
Gondek wskazywał także na konieczność przeciwstawiania się rosyjskiej propagandzie historycznej.
– „Pojawiają się teksty, ile to zawdzięczamy Związkowi Radzieckiemu. To jest straszna propaganda. Bardzo dobrze napisana i dla ludzi nieświadomych niezwykle groźna” – ostrzegał.
W pierwszym numerze półrocznika znalazły się m.in. teksty o losach profesorów Uniwersytetu Wileńskiego, zrabowanych dobrach kultury ze Lwowa oraz problemach przesiedleńców.
– „Już niedługo numer będzie dostępny na naszej stronie. Każdy będzie mógł go pobrać i przeczytać” – zapowiedział.
Instytut planuje w tym roku wydanie dwóch numerów oraz kolejnych zeszytów źródłowych. W planach są także monografie i nowe projekty badawcze.
Najważniejszym celem pozostaje jednak dokumentowanie prawdy historycznej, zanim odejdą ostatni świadkowie.
– „To jest ostatni moment. Świadkowie mają dziś 70–80 lat. My musimy to wszystko zbierać i dawać odpór fałszowi” – mówił nasz rozmówca.
Jak podkreślił, działalność Instytutu ma znaczenie nie tylko naukowe, ale także państwowe.
– „To jest polska racja stanu. Z jednego okupanta wpadliśmy w ręce drugiego. O tym trzeba mówić systematycznie i konkretnie” – podsumował.
https://instytutstratwojennych.pl/
Rozmowa z Iwo Benderem, dziennikarzem związanym z EWTN, zaczyna się od genealogii i rodzinnych historii, ale szybko prowadzi znacznie głębiej. Do pytania, skąd właściwie wzięła się cywilizacja, w której dziś żyjemy.
Bender cofa się do czasów sprzed trzech tysięcy lat, gdy załamał się świat wielkich, despotycznych imperiów basenu Morza Śródziemnego. W ich miejsce zaczęło powoli rodzić się coś nowego.
Po upadku tego systemu Grecja na kilkaset lat straciła nawet umiejętność pisania, ale właśnie tam pojawiły się warunki, w których nie dało się rządzić jak na Wschodzie– mówił.
Geografia – wyspy, góry i rozdrobnienie – sprawiła, że nie powstała jedna wszechwładna władza. Rolnicy posiadali własną ziemię, mieli kilka niezależnych źródeł utrzymania i – co kluczowe – czas na myślenie. Jak mówi, „zaczęli się zastanawiać, jak zorganizować społeczeństwo bez jednego despoty”.
Drugim momentem przełomowym było pojawienie się alfabetu. Nie w Fenicji – jak często się uważa – lecz wcześniej, w Egipcie.
Jakiś geniusz wpadł na pomysł, by hieroglifom nadać wartość dźwiękową. Dzięki temu nie trzeba było znać tysięcy znaków – wystarczyło kilkadziesiąt liter– dodał.
To pozwoliło zapisywać myśli, prawa i idee. Grecy przejęli alfabet, a wraz z nim możliwość budowania filozofii, polityki i nauki, które można było przekazywać kolejnym pokoleniom.
W tej perspektywie Bender przechodzi do współczesności – i stawia ostrą diagnozę.
Zachód postanowił popełnić samobójstwo. Amerykanie dziś mówią Europie: ogarnijcie się, bo jak nie, to was nie będzie– komentuje,
Jego zdaniem obecne spory polityczne nie są oderwane od historii. To spór o to, czy Zachód jeszcze rozumie własne fundamenty – wolność, odpowiedzialność i zdolność do samoorganizacji – czy już o nich zapomniał.
/fa
Paweł Kukiz krytycznie ocenia siłowe wejście do KRS i hurtowe tymczasowe aresztowania. W działaniach Waldemara Żurka widzi jednak też próbę naprawy wymiaru sprawiedliwości po rządach Zbigniewa Ziobro.
Ostatnie 24 godziny przyniosły na Ukrainie kolejną falę zmasowanych ataków. Rosja uderzyła jednocześnie rakietami i dronami w kilka dużych miast. Jak mówi korespondent Radia Wnet na Ukrainie Dmytro Antoniuk, „około 80 procent miasta Charkowa i obwodu charkowskiego jest pozbawione elektryczności. To skutek kombinowanego ataku Rosji”.
W nocy silny atak bezzałogowcami dotknął również Odessę.
22 osoby są ranne, trzy mogą być pod gruzami. Ratownicy odgruzowują zniszczone bloki. Drony prawie zawsze uderzają w wielopiętrowe budynki cywilne– dodał.
Problemy dotknęły także stolicę. Jak wskazał, „w Kijowie ponad tysiąc domów wciąż jest bez elektryczności i ogrzewania. Woda na szczęście jest prawie wszędzie”.
Sytuację pogarszają warunki pogodowe: marznący deszcz, opóźnienia pociągów i zapowiadane mrozy do minus 20 stopni. W tym kontekście szczególnie ważna jest pomoc z zagranicy. Antoniuk wskazał, że „agregaty z polskiej pomocy dla Kijowa i innych miast są absolutnie ratujące. Za to bardzo dziękujemy”.
Na froncie walki nie ustają. Rosja koncentruje się przede wszystkim na południowym i wschodnim odcinku. Najwięcej starć odnotowano jednak w Donbasie. Coraz trudniejsza jest sytuacja w miastach zaplecza frontu. Mimo zimna i braków sprzętowych ukraińska armia nadal się broni.
/fa
Pierwszą i fundamentalną tezą dr Artura Bartoszewicza jest uznanie Krajowego Systemu e-Faktur nie za neutralne narzędzie fiskalne, lecz za mechanizm systemowej kontroli zachowań gospodarczych. Ekonomista odrzuca narrację, według której KSeF to jedynie uproszczenie rozliczeń.
KSeF to jest symbol państwa opresyjnego. To jest mechanizm totalnej inwigilacji obywateli, podważenie zasad wolności w działaniu gospodarczym i wejście państwa w miejsce rynku– ocenia.
Jak podkreśla, pojedyncza faktura rzeczywiście niewiele mówi o przedsiębiorcy. Problem zaczyna się w momencie agregacji danych – gdy państwo ma dostęp do pełnej sieci relacji finansowych, cen, terminów, kontrahentów i wolumenów.
Jeżeli zbierze się wszystkie faktury od wszystkich kontrahentów, z datami i opisami, jestem w stanie określić strategię biznesową, relacje cenowe, preferencje i zachowanie na rynku– wskazuje.
W ocenie Bartoszewicza oznacza to realną możliwość modelowania całych branż – zarówno przez państwo, jak i przez podmioty zewnętrzne, jeśli dane przestaną być bezpieczne.
Jeżeli zagreguję te dane dla całego sektora, jestem w stanie przygotować strategię eliminacji tej branży– mówi.
Ryzyko wycieku danych i iluzja bezpieczeństwa państwowej „chmury”
Drugim kluczowym wątkiem rozmowy jest bezpieczeństwo danych. Bartoszewicz jednoznacznie odrzuca zapewnienia o pełnej ochronie informacji gromadzonych w KSeF.
Ja twierdzę, że dane są niezabezpieczone – tak jak wszystkie dane publiczne, do których co jakiś czas dochodzą ataki cybernetyczne– ocenia.
Ekonomista zwraca uwagę, że nawet systemy bankowe i wielkie sieci handlowe padają ofiarą ataków, szantażu i blokad danych. W jego ocenie państwo polskie nie dysponuje zasobami, by skutecznie zabezpieczyć tak ogromną bazę informacji.
Polska nie jest w stanie wytworzyć i ochronić własnej chmury danych. Projekt europejskiej chmury Gaia-X powstał jako idea, ale nigdy nie został realnie wypełniony danymi– dodaje.
Bartoszewicz rozszerza ten argument, wskazując na zjawisko tzw. nadwyżki behawioralnej – wtórnego przetwarzania danych, które pozwala przewidywać i kształtować zachowania społeczne.
Na podstawie zagregowanych danych nie trzeba mieć informacji o wszystkich obywatelach. Wystarczy próba, by opisać zachowania całej populacji
– mówi.
W tym kontekście KSeF jawi się nie jako pojedyncze rozwiązanie, lecz element szerszego trendu, który – zdaniem rozmówcy – prowadzi do pełnej kontroli finansowej obywateli.
/fa
From the publisher's feed

11 Listeners

9 Listeners

39 Listeners

44 Listeners

7 Listeners

42 Listeners

12 Listeners

14 Listeners

8 Listeners

60 Listeners

30 Listeners

23 Listeners

24 Listeners

34 Listeners

3 Listeners