
Sign up to save your podcasts
Or


Szczyt w Davos przyniósł jednoznaczny sygnał: spór o Grenlandię nie był incydentem, lecz elementem długofalowej strategii Donalda Trumpa wobec Europy. W ocenie Łukasza Jasiny, byłego rzecznika MSZ, amerykański prezydent osiągnął swój cel już samym pokazem siły, a dalszy ciąg będzie rozgrywany mniej spektakularnie, ale równie konsekwentnie.
Posłuchaj całej rozmowy:
Trump już doskonale wie, że jego szarża odniosła sukces. Europa, mimo głośnych połajanek i oświadczeń, jest ustępliwa. Gdyby naprawdę chciał przejąć Grenlandię, mógłby to zrobić. Ale nie musi – wystarczyło, że pokazał, że może– mówi gość Radia Wnet.
Patryk Jędrasiak — doktor inżynierii i wieloletni pracownik naukowy jednej z brytyjskich uczelni — zawiesił karierę akademicką i ruszył w podróż rowerową dookoła świata. Wyprawa trwa już ponad dwa lata, a jej cel jest konkretny: 100 tysięcy kilometrów. Wszystko opisuje na swojej stronie internetowej.
Podróż ma też wymiar osobisty: Jędrasiak mówi wprost, że ważnym impulsem był jego brat — niepełnosprawny intelektualnie od urodzenia.
Zdaniem prof. Krzysztofa Szczuckiego kolejne działania rządu wobec instytucji państwowych – w tym interwencja policji w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa – wpisują się w szerszy mechanizm, który prowadzi do „oswajania bezprawia” i stopniowego osłabiania państwa. Poseł PiS przekonuje, że nie chodzi już wyłącznie o wizerunek na zewnątrz, ale o rzeczywiste obniżenie odporności Polski na presję i działania hybrydowe ze strony wrogich państw.
W rozmowie Szczucki wraca do tezy, że w Polsce wprowadzany jest system „dwóch porządków”: formalnego prawa oraz „prawa” tworzonego doraźnie przez rządzących.
To kolejna odsłona bezprawia w wydaniu tego rządu. Ludzie przyzwyczajają się do zła, stają się mniej wrażliwi. Najpierw przejęto nielegalnie media, później prokuraturę, wiele rzeczy złych się działo i dziś to, co stało się w KRS, już w pewnym sensie nie zaskakuje— mówi prof. Krzysztof Szczucki.
Sprawa schroniska Happy Dog w Sobolewie ponownie wróciła na ogólnopolską agendę. W rozmowie na antenie Radia Wnet Joanna Gumińska — komentatorka życia społecznego i osoba zaangażowana w temat od miesięcy — przekonywała, że Sobolew jest tylko jednym z przykładów szerszego, wieloletniego problemu: połączenia dramatycznego losu zwierząt z mechanizmem, w którym kluczową rolę odgrywają pieniądze z gminnych budżetów.
Gumińska podkreślała, że zainteresowała się Sobolewem nie z daleka, lecz jako osoba, która weszła w tę historię bezpośrednio.
Śledzę tę sprawę od początku, dlatego że wiosną ubiegłego roku adoptowałam dwa bardzo stare pieski z Sobolewa. Wzięłam je, żeby dokonały żywota w godniejszych warunkach– informuje Gumińska.
Jak mówiła, dla niej to nie jest wyłącznie kwestia „dobrostanu zwierząt”, ale także test społecznej wrażliwości i ostrzeżenie przed przemocą wobec słabszych.
Jeżeli ktoś potrafi i jest w stanie źle traktować zwierzęta, to znaczy, że jest w stanie źle traktować każdą istotę słabszą i zależną„Układ” i pieniądze
W ocenie Gumińskiej sedno sprawy ma charakter systemowy i — jak to ujęła — „nieprzejrzysty”.
Od ośmiu lat w gminie Sobolew trwa niepojęty i nieprzejrzysty układ. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądzeWskazywała na relacje między władzami gminy a prywatnym schroniskiem, opisując warunki finansowe i mechanikę odłowów.
Gmina dzierżawi schronisku teren za 500 zł, a płaci za odłowienie każdego psa 3 tysiące złotychW jej opinii problem nie kończy się na jednym miejscu.
Problem Sobolewa i innych patoschronisk w Polsce polega na dwóch poziomach: dobrostan zwierząt i układ korupcyjny z milionami złotychCo dzieje się po odłowie
W relacji Gumińskiej kluczową rolę odgrywa konstrukcja finansowania: gmina płaci za odłów, a potem — jak sugerowała — znika realna motywacja, by zwierzę miało zapewnioną opiekę i szansę na adopcję.
Raz odłowiony pies za kilka tysięcy złotych dobrze by było, żeby szybko zniknął i zrobił miejsce następnemuWskazywała też na odpowiedzialność instytucji kontrolnych.
To są miliony, dziesiątki milionów złotych, które trafiają do kieszeni samorządowców i lekarzy weterynarii, którzy nie sprawdzają i nie stwierdzają nieprawidłowościPostępowanie i przewlekłość
Gumińska przypominała, że wątek Sobolewa ma również wymiar procesowy. Mówiła o wieloletnim postępowaniu wobec właściciela schroniska i o tym, że sprawa — w jej ocenie — była przeciągana.
Przeciwko właścicielowi schroniska od ośmiu lat toczy się postępowanie. Zgromadzono 40 tomów akt: zdjęć i zeznań„Nie tylko zwierzęta. To też gminne pieniądze”
W rozmowie mocno wybrzmiał także argument, że skala finansowa tego typu mechanizmów uderza w mieszkańców, bo środki publiczne można byłoby przeznaczać na realne, profilaktyczne rozwiązania.
To nie tylko dobro zwierząt, ale prywatny biznes robiony na gminnych pieniądzach. Te pieniądze mogłyby być przeznaczone na coś innego, chociażby na kastracjęGumińska przekonywała, że bez działań „u źródła” proceder będzie się odtwarzał.
Nie można namnażać bezdomności, bo patologie na styku samorządu i biznesu prywatnego robią na tym gigantyczne pieniądzePostulaty zmian: czipowanie i kastracja
Jako najpilniejsze rozwiązania wskazywała obowiązkowe czipowanie i kastrację — także zwierząt właścicielskich — by przerwać „dopływ” bezdomnych psów, które napędzają rynek odłowów.
Konieczne są zmiany prawne: czipowanie wszystkich zwierząt i kastracja. Po prostu nie można namnażać bezdomnościProtest w Sobolewie i apel „ponad podziałami”
Na koniec Gumińska zachęcała do udziału w obywatelskim proteście w Sobolewie i podkreślała, że sprawa może stać się rzadkim polem porozumienia ponad politycznymi podziałami.
Niewiele rzeczy nas w Polsce łączy. A taka kwestia jak protest przeciwko znęcaniu się nad istotami zależnymi łączy nas jednakPadł też bezpośredni apel do polityków opozycji, by wzięli tę sprawę na siebie.
Wzywam posłów i działaczy opozycji: weźcie się za tę sprawę. To jest ponad jakimikolwiek podziałamiJak wskazuje Aleksandra Fedorska w rozmowie z Jaśminą Nowak, minister Sikorski zaskakująco wypowiadał się na temat relacji między Polską a Ukrainą; snując nietrafioną analogię do relacji indyjsko-brytyjskich.
Oczywiście, w rozmowach dyplomatycznych trzeba mówić prawdę, ale należy unikać pouczaniamówi gość "Popołudnia Wnet", komentując różnicę występującą między Warszawą a Delhi w podejściu do wojny rosyjsko-ukraińskiej; Indie nigdy nie poparły sankcji nakładanych na Rosję po dokonaniu pełnoskalowej inwazji 24 lutego 2022 r.
My w Polsce od dawna wiemy, że minister Sikorski nie kontroluje swoich słów; w Indiach pokazał się od najgorszej stronyMiarą niepowodzenia pobytu szefa polskiej dyplomacji w Indiach jest fakt, iż nie doszło do jego spotkania z premierem ani prezydentem państwa, które odwiedzał.
Tomasz Wybranowski i Bogdan Feręc odnotowują, że irlandzkie media w swoich relacjach "zręcznie" ominęły kontrowersje, jakie w wielu krajach Europy wzbudziło wystąpienie prezydenta Trumpa w Davos.
W 163 rocznicę Powstania Styczniowego z klasztoru franciszkanów patrzymy na zryw nie tylko historycznie, lecz duchowo – jako żywą pamięć, która łączy narody i uczy wolności.
Rafał Wojasiński, prozaik i dramaturg, w rozmowie o współczesnej kondycji pisania, dramatycznych losach bohaterów, tajemnicy zła i roli języka jako narzędzia docierania do rzeczywistości.
Pośród licznych wydarzeń kulturalnych w Warszawie szczególne miejsce zajmują wystawy prezentowane na Rakowieckiej. Jak podkreśla dr Janusz Janowski, to właśnie tam historia nie jest opowiadana abstrakcyjnie, lecz poprzez konkretne dokumenty, przedmioty i ludzkie losy.
Wystawa „Metodą katyńską” w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL to niewielka, ale bardzo gęsta narracja o powojennych egzekucjach w więzieniu mokotowskim. Jedna sala poświęcona jest katom – z ich życiorysami, dokumentami i archiwaliami – druga ofiarom: zwykłym ludziom, działaczom podziemia, zamordowanym bez wyroków. Ekspozycja została pomyślana tak, by nie epatować przemocą, ale jednocześnie nie pozwolić widzowi pozostać obojętnym. Obowiązuje tu granica wieku – 13 lat – a wstęp jest wolny.
Równolegle na Rakowieckiej prezentowana jest wystawa „Ślady, których miało nie być”, wyjątkowa w kontekście tego miejsca. To efekt współpracy muzeum z Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie i prac młodych artystów, którzy po raz pierwszy w tak bezpośredni sposób sięgają po temat powojennego terroru i losów ofiar komunizmu. Jak zaznacza Janowski, przez lata ten obszar historii był w sztuce niemal nieobecny.
Na wystawie zobaczyć można obrazy, rzeźby i instalacje – prace bardzo osobiste, emocjonalne, często stworzone przez młode artystki. Projekt wyrósł z bezpośredniego kontaktu twórców z przestrzenią dawnego więzienia i jego historią, co nadaje ekspozycji szczególną autentyczność. Wystawa planowana jest do końca miesiąca, z możliwym przedłużeniem.
Rakowiecka – jak pokazują te ekspozycje – nie jest dziś tylko miejscem pamięci, ale także przestrzenią dialogu między historią a współczesną wrażliwością artystyczną.
/fa
W czwartek ogłoszono nominacje do Oscarów, które natychmiast rozpaliły filmowe dyskusje. Najwięcej wskazań – rekord w historii – zdobyli Grzesznicy, a wśród faworytów znalazł się też nowy film Paula Thomasa Andersona Jedna bitwa po drugiej. Tegoroczna lista pokazuje, że Akademia postawiła na kino ambitne, mocno autorskie i wyraźnie zanurzone w sporach politycznych i społecznych.
Rozmowa Łukasza Adamskiego z Konradem Mędrzeckim w „Odysei wyborczej” Radia Wnet szybko zeszła z prostego liczenia nominacji na szerszą refleksję o relacji kina i polityki. Adamski przypomniał, że – parafrazując Lenina – kino od zawsze było „najważniejszą ze sztuk”, bo najsilniej oddziałuje na masową wyobraźnię.
W kontekście Oscarów warto jednak żenić te dwie namiętności ze sobą – kino i politykę– komentował gość Radia Wnet.
Najwięcej emocji wzbudzają „Grzesznicy” Ryana Cooglera – quasihorror, który zebrał aż 16 nominacji, więcej niż kiedykolwiek wcześniej miały „Titanic” czy „La La Land”.
To liczba zdumiewająca. Żaden horror w historii Hollywood nie dostał tylu nominacji– ocenił.
Choć Adamski docenia wizualną stronę filmu i jego energię, podchodzi do tego rekordu z rezerwą.
To dobre, rozrywkowe kino – mieszanka horroru, musicalu i filmu o problemach rasowych – ale nie do końca rozumiem, dlaczego aż 16 nominacji– mówi.
Zdaniem krytyka prawdziwym artystycznym ciężarem tegorocznych Oscarów jest „Jedna bitwa po drugiej” Paula Thomasa Andersona z obsadą, w której znaleźli się Leonardo DiCaprio, Sean Penn i Benicio Del Toro.
Uważam, że ten film bardziej zasługuje na Oscara dla najlepszego filmu niż Grzesznicy– ocenił.
Adamski przewiduje też, że Anderson – twórca „Magnolii”, „Mistrza” czy „Boogie Nights” – wreszcie doczeka się statuetki za reżyserię.
Najbliższy sercu Adamskiego jest jednak Wielki Marty Josha Safdiego – kino sportowe w stylu lat 50., w filmie tym główną rolę zagrał Timothée Chalamet.
W kategorii aktorskiej krytyk widzi też „czarnego konia”.
Może nim być Ethan Hawke za Blue Moon – kameralny film Richarda Linklatera, który u nas prawie nie zaistniał– wskazał.
Wśród aktorek Adamski wskazuje na niemal pewną zwyciężczynię. Jak mówi, to „Jesse Buckley za roe w filmie Hamnet. Duże wrażenie robi na nim także norweski dramat Wartość sentymentalna Joachima Triera, który zdobył dziewięć nominacji. W ocenie komentatora „Stellan Skarsgård ma ogromne szanse na statuetkę za rolę drugoplanową”.
Choć w tym roku zabrakło nominacji dla polskiego filmu nieanglojęzycznego, Adamski odnotowuje obecność Polaków w innych kategoriach.
Jest nominacja za kostiumy dla Małgorzaty Turzańskiej przy Hamnecie i polski współreżyser animacji krótkometrażowej– mówi.
/fa
From the publisher's feed

11 Listeners

9 Listeners

39 Listeners

44 Listeners

7 Listeners

42 Listeners

12 Listeners

14 Listeners

8 Listeners

60 Listeners

30 Listeners

23 Listeners

24 Listeners

34 Listeners

3 Listeners