
Sign up to save your podcasts
Or


W audycji „Limes Inferior” Radia Wnet gośćmi byli przedstawiciele Seraphim Defence Systems – założyciel i dyrektor generalny Łukasz Gmys oraz współzałożyciel i dyrektor technologiczny Łukasz Grzybowski. Rozmowa dotyczyła jednego z najszybciej zmieniających się obszarów współczesnego bezpieczeństwa: dronów i systemów, które mają je wykrywać oraz neutralizować.
Dlaczego stare metody przestają działać
Jeszcze niedawno główną odpowiedzią na zagrożenie ze strony dronów było zagłuszanie sygnału radiowego. Dziś – jak tłumaczyli goście audycji – to często za mało. Na polu walki i poza nim pojawiają się drony, które po wskazaniu celu potrafią działać samodzielnie, bez stałego kontaktu z operatorem.
Operator oznacza cel, a dalej dron nie musi już mieć sygnału – po prostu leci i niszczy– tłumaczyli.
Do tego dochodzą drony sterowane światłowodem, praktycznie odporne na klasyczne zakłócenia. W efekcie rozwiązania, które działały rok temu, dziś mogą być nieskuteczne.
Twórcy Seraphim podkreślają, że kluczowy etap obrony to nie samo „strącanie”, ale rozpoznanie. System musi wiedzieć, czy w powietrzu faktycznie jest zagrożenie, czy tylko ptak, cywilny dron albo bezzałogowiec wykonujący legalne zadanie. Jak podkreślają, „najważniejsze jest rozpoznanie: czy to jest dron i czy on naprawdę zagraża.”
Dlatego ich podejście opiera się na tzw. sensor fusion – łączeniu danych z różnych źródeł: radarów, kamer dziennych i termowizyjnych, a nawet mikrofonów. Dopiero po zebraniu tych informacji algorytmy sztucznej inteligencji klasyfikują obiekt i wspierają decyzję, co zrobić dalej.
MACS – obrona wtedy, gdy liczą się sekundy
Centralnym punktem rozmowy był rozwijany przez firmę system MACS – mobilny, autonomiczny zestaw do zwalczania dronów. Nie jest on projektowany jako wielki system chroniący całe miasto, ale raczej jako „ochrona w ruchu”: dla konwojów, pojazdów wojskowych czy niewielkich jednostek. Jak tłumaczyli goście audycji, „są sytuacje, w których zagrożenie pojawia się z kilku czy kilkunastu metrów. Wtedy człowiek może nie zdążyć zareagować”.
MACS ma być stosunkowo lekki, szybki w rozstawieniu i zdolny do samodzielnego działania po uruchomieniu. Jego zadaniem jest wykryć zagrożenie, sklasyfikować je i – jeśli trzeba – zareagować automatycznie, bez czekania na decyzję operatora
Choć rozmowa często odnosiła się do doświadczeń wojny w Ukrainie, goście podkreślali, że problem dronów nie dotyczy wyłącznie frontu. Bezzałogowce są wykorzystywane do przemytu, zakłócania pracy lotnisk czy obserwacji infrastruktury krytycznej. I wskazywali, że „nawet jeśli wojna się skończy, potrzeba ochrony lotnisk, portów czy elektrowni z nami zostanie”.
/fa
Gościem Popołudnia Wnet był Wojciech Reszczyński, który w rozmowie nawiązał zarówno do bieżącej polityki, jak i do myśli Feliksa Konecznego. Reszczyński odrzuca prosty podział geopolityczny, który – jego zdaniem – od lat narzucany jest Polakom.
Polska oczywiście leży między Wschodem a Zachodem – takie jest nasze położenie geopolityczne. Ale my, Polacy, nie możemy być ani Wschodem, ani Zachodem. Musimy dbać przede wszystkim o własne interesy– podkreślał.
Publicysta bardzo krytycznie ocenił kierunek, w jakim zmierza Unia Europejska, wskazując na postępującą centralizację i deficyt demokracji.
Unia Europejska jest dziś organizacją niedemokratyczną, autokratyczną, narzucającą swoje rozwiązania. Celem jest opanowanie państw Europy Środkowej i stworzenie jednego centralistycznego państwa– mówił Reszczyński.
W jego ocenie ideowym patronem tych zmian nie są już klasyczni myśliciele marksistowscy, lecz Spinelli, którego koncepcje – jak zaznaczył – realizowane są dziś w praktyce: jeden rząd, jedna armia i jedna polityka zagraniczna.
Rozmowa dotknęła także dylematów polskiej prawicy: reformować Unię czy ją opuścić. Reszczyński uznał ten spór za źle postawiony.
Stworzono fałszywą alternatywę: albo Wschód, albo Zachód. Polska zawsze była w Europie – w jej centrum. Chodzi o to, żebyśmy w tej Europie zachowali niepodległość– podkreślał.
Zdaniem publicysty największym wyzwaniem na dziś jest obrona suwerenności – zwłaszcza w sytuacji, gdy suwerenność gospodarcza została już w dużej mierze utracona.
Musimy walczyć o zachowanie niepodległości. Nie możemy liczyć ani na pomoc ze Wschodu, ani na współczucie z Zachodu– podsumował.
/fa
Decyzja Parlamentu Europejskiego o skierowaniu umowy handlowej UE–Mercosur do Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zaskoczyła wielu obserwatorów brukselskiej sceny politycznej. Jak podkreśla w rozmowie z Radiem Wnet politolog prof. Tomasz Grosse, choć układ sił w Parlamencie był od miesięcy bardzo wyrównany, zwolennicy porozumienia do końca liczyli na jego przepchnięcie.
Do ostatniej chwili, szczególnie zwolennicy tego projektu, liczyli na to, że parlament nie będzie – mówiąc krótko – sypał piachem w szprychy. A okazało się, że jednak ugiął się pod protestami rolniczymi, które przetoczyły się przez Brukselę i całą Unię Europejską– tłumaczy prof. Grosse.
Skierowanie umowy do TSUE w praktyce oznacza zawieszenie procesu ratyfikacyjnego w Parlamencie Europejskim. Zdaniem politologa to najbardziej prawdopodobny scenariusz na najbliższe miesiące, choć – jak zaznacza – sprawa wciąż pozostaje otwarta.
Mieliśmy deklarację, że jeżeli uda się sformułować wniosek do Trybunału, parlament wstrzyma ratyfikację do czasu wyroku. Ale napięcie jest ogromne, a presja polityczna bardzo silna– mówi gość Popołudnia Wnet.
Presja ta płynie przede wszystkim z Berlina i z Komisji Europejskiej. Niemcy, jak wskazuje Grosse, są szczególnie zainteresowane jak najszybszym wejściem umowy w życie, bo traktują ją jako kluczowy instrument otwierania nowych rynków zbytu dla swojego eksportu.
Symbolicznym potwierdzeniem tej presji była publiczna reakcja kanclerza Friedrich Merz, który skrytykował decyzję Europarlamentu i wezwał do tymczasowego wdrożenia umowy, mimo trwających sporów prawnych.
To jest wynik brutalnego przetargu politycznego. Niemcy dążą do tego, żeby ta umowa w praktyce zaczęła obowiązywać jak najszybciej– ocenia prof. Grosse.
Jak dodaje, w teorii możliwe byłoby wdrożenie umowy bez zgody Parlamentu Europejskiego, ale taki scenariusz byłby sprzeczny z prawem unijnym i oznaczałby poważny kryzys instytucjonalny.
Zdaniem politologa reakcja eurodeputowanych nie jest przypadkowa. Parlament Europejski staje się coraz bardziej eurosceptyczny, przynajmniej w sprawach handlowych i rolnych.
Środowiska powiązane z rolnikami i produkcją żywności od wielu miesięcy głośno protestują. Część europosłów, która nie ma odwagi głosować wprost przeciwko umowie, uznała, że zapytanie Trybunału to wygodna gra na czas– tłumaczy.
Jak przypomina, niedawne masowe protesty rolników przed siedzibą Parlamentu w Strasburgu wywarły realną presję polityczną. Większość, która przesądziła o skierowaniu sprawy do TSUE, była bardzo niewielka – i równie krucha może się okazać przy ewentualnym głosowaniu nad ratyfikacją.
W ocenie prof. Grosse’a spór o Mercosur odsłania głębszy problem Unii Europejskiej: konflikt między interesami wielkich eksporterów a bezpieczeństwem żywnościowym kontynentu.
Po jednej stronie mamy interesy ekonomiczne – otwieranie rynków zbytu dla Niemiec. Po drugiej bezpieczeństwo żywnościowe, czyli pytanie, czy Europa będzie w stanie wyżywić Europejczyków– podkreśla.
Jak dodaje, połączenie konkurencji spoza UE z restrykcyjną polityką klimatyczną może w dłuższej perspektywie doprowadzić do osłabienia europejskiej produkcji rolnej.
Jeżeli doszłoby do eskalacji konfliktu w Europie, moglibyśmy mieć ogromne trudności z samowystarczalnością w tym kluczowym obszarze– ostrzega politolog.
/fa
Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych Przemysław Radzik w rozmowie z Łukaszem Jankowskim komentuje kolejne najście prokuratury na biuro jego urzędu. Padają słowa o bandytyzmie.
Choć zapowiadane jako wystąpienie poświęcone gospodarce, przemówienie prezydenta Donalda Trumpa podczas dorocznego Światowego Forum Ekonomicznego szybko zostało zdominowane przez wątek geopolityczny. W szwajcarskim Davos Trump odniósł się wprost do kontrowersyjnej kwestii przejęcia Grenlandia, stanowczo wykluczając użycie siły.
Ludzie myśleli, że użyję siły, ale nie muszę. Nie chcę używać siły. Nie użyję siły– powiedział prezydent USA do zgromadzonych w sali konferencyjnej liderów biznesu i polityki.
Jednocześnie Trump zarysował ambicje Waszyngtonu wobec strategicznie położonej wyspy. Jego zdaniem jedynie Stany Zjednoczone są w stanie zagwarantować Grenlandii realne bezpieczeństwo w zmieniającym się układzie sił na świecie.
Potrzebujemy jej dla strategicznego bezpieczeństwa narodowego oraz bezpieczeństwa międzynarodowego. Ta ogromna, niezabezpieczona wyspa jest w istocie częścią Ameryki Północnej. To nasze terytorium– stwierdził.
Zabiegam o natychmiastowe negocjacje, aby ponownie omówić przejęcie Grenlandii przez Stany Zjednoczone– dodał.
Prezydent bagatelizował obawy sojuszników, określając sprawę jako „niewielką prośbę” dotyczącą „kawałka lodu”. Podkreślał przy tym, że ewentualne przejęcie wyspy nie stanowiłoby zagrożenia dla NATO, którego członkami są zarówno Stany Zjednoczone, jak i Dania.
Chcemy kawałka lodu dla ochrony świata, a oni nie chcą go oddać– mówił Trump, wskazując na globalny wymiar bezpieczeństwa Arktyki.
Wystąpienie prezydenta USA przyciągnęło szczególną uwagę w kontekście narastających napięć transatlantyckich. Przywódcy NATO ostrzegają, że strategia Waszyngtonu wobec Grenlandii może poważnie zachwiać spójnością Sojuszu. Z kolei władze Danii i samej Grenlandii sygnalizują gotowość do zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej i infrastrukturalnej na wyspie – bez zmiany jej statusu politycznego.
Źródło: Agencja Reutera
/fa
Gościem programu jest Marcin Szczypiorski – doświadczony jeździec, trener, działacz sportowy oraz były prezes Polskiego Związku Jeździeckiego.
Rozmowa koncentruje się na historii i aktualnych wyzwaniach polskiego jeździectwa, w tym braku integracji między sportem a hodowlą koni oraz deregulacji zawodu trenera, która negatywnie wpłynęła na jakość szkolenia. Rozmówca dzieli się osobistymi doświadczeniami oraz apeluje o wprowadzenie programów wsparcia dla mniej zamożnych rodzin pragnących uprawiać jeździectwo. W audycji pojawia się też wątek niepewnej przyszłości warszawskiego toru wyścigowego na Służewcu.
Przegląd wiadomości z Białorusi:
Tym razem nie tylko o drogich zegarkach i tych, co je noszą, ale o samej audycji Prawo cytatu i o zaskakujących ścieżkach życiowych, które nie zawsze się przecinają...
21 stycznia w Brukseli rusza proces Pfizer kontra Polska dotyczący odmowy odbioru i zapłaty za szczepionki przeciw COVID-19.
Zdaniem publicysty i filmowca Macieja Pawlickiego to nie tylko spór finansowy, ale test relacji państwa z UE, koncernami farmaceutycznymi i własnymi obywatelami.
Tajna umowa i rola Unii Europejskiej
Sprawa dotyczy kontraktu negocjowanego przez Komisję Europejską, bez pełnej transparentności. Polska – według krytyków – została pozbawiona realnego wpływu na jego warunki, w tym zapisy o płatnościach za nieodebrane dawki.
Jeśli Polska poprowadzi ten proces mądrze i odważnie, z gotowością ujawnienia prawdy, może go wygrać. Wydano dziesiątki miliardów euro w nietransparentny sposób, a państwa członkowskie miały tylko wykonać umowęprzekonuje Maciej Pawlicki w rozmowie z Magdaleną Uchaniuk.
From the publisher's feed

11 Listeners

9 Listeners

39 Listeners

44 Listeners

7 Listeners

42 Listeners

12 Listeners

14 Listeners

8 Listeners

60 Listeners

30 Listeners

23 Listeners

24 Listeners

34 Listeners

3 Listeners