
Sign up to save your podcasts
Or


Ks. Jacques Mourad od 2023 roku jest arcybiskupem Kościoła katolickiego obrządku syryjskiego w Homsie. Przez piętnaście lat opiekował się klasztorem Mar Elian w miejscowości Karjatejn, położonej na skraju Pustyni Syryjskiej. W 2015 roku został porwany przez bojowników "państwa islamskiego", którzy więzili go w ciężkich warunkach w mieście Raqqa. Po sześciu miesiącach, przy pomocy muzułmańskich przyjaciół, udało mu się zbiec.
Jak zauważa Mourad, upadek reżimu Asada stworzył szansę na odnowę Syrii. Niestety o ile w czasach Asada udało się utrzymać koegzystencję w bardzo zróżnicowanej pod względem wyznaniowym prowincji Homs, pomimo prób podejmowanych przez rząd w Damaszku, aby te relacje zniszczyć, o tyle po jego upadku pojawił się poważny problem zemsty. Arcybiskup zwraca ponadto uwagę na ogromną biedę dotykającą społeczeństwo syryjskie. Krytycznie odnosi się do działań nowych władz, które według niego nie wykonały dostatecznych gestów wobec różnych składowych społeczeństwa syryjskiego, pozwalających na odbudowanie jedności narodowej.
22 czerwca 2025 roku doszło do zamachu terrorystycznego na kościół św. Eliasza w damasceńskiej dzielnicy Dueila. Zamachowiec-samobójca otworzył ogień do wiernych podczas wieczornej mszy św., po czym zdetonował ładunki wybuchowe. W wyniku ataku zginęły 22 osoby. Wśród ofiar znalazła się dwudziestojednoletnia Meriem, studentka czwartego roku farmacji na Uniwersytecie Damasceńskim. Młoda dziewczyna została przewieziona w stanie krytycznym do szpitala, gdzie po trzech dniach zmarła.
Rodzina Meriem przeprowadziła się do Dueili w 2018 roku, po tym jak dom rodzinny w Homsie został zniszczony w wyniku działań wojennych. Meriem była najstarsza z trojga rodzeństwa. Zaangażowała się w życie wspólnoty lokalnej i kościelnej. Jak podkreśla jej ojciec, jej jazdom na uniwersytet zawsze towarzyszył duży niepokój i obawa o jej bezpieczeństwo.
Dzisiaj rodzice Meriem zwątpili w jakąkolwiek przyszłość w Syrii. Zdjęcia tej, która uznawana jest za męczennicę są wszechobecne w małej izdebce, w której jesteśmy podejmowani. Wywiad kończą przepełnione goryczą słowa ojca Meriem: "Może Bóg chce, abyśmy opuścili to miejsce?" - pytanie, które zadaje sobie większość chrześcijan pozostających dzisiaj w Syrii.
Kolejna rozmowa na antenie Radia Wnet przyniosła temat, który – jak przyznała sama rozmówczyni – w Niemczech wywołał autentyczny szok. Aleksandra Fedorska, redaktor naczelna Radia Debata, opowiedziała o serii kradzieży amunicji i sprzętu wojskowego z zasobów Bundeswehry oraz o narastających pytaniach, gdzie tak naprawdę trafia wojskowe uzbrojenie.
Fedorska zwróciła uwagę, że w ostatnich latach doszło do kilku podobnych incydentów, które układają się w niepokojący wzór.
Na przestrzeni ostatnich lat parokrotnie doszło do różnych napadów czy kradzieży. Wewnątrz Bundeswehry znikają duże ilości amunicji – amunicji do broni, z której korzysta mafia, z której korzysta świat przestępczy
– mówiła w Popołudniu Wnet.
Punktem wyjścia do najnowszej fali dyskusji był incydent sprzed kilku dni. Jak relacjonowała Fedorska, transport amunicji opuścił teren koszar, by… zniknąć podczas postoju.
Z bramy koszar wyjeżdża ciężarówka z całą amunicją. Kierowca, czy był zmęczony, czy miał randkę, nie wiem, zatrzymuje się w hotelu i spędza tam parę godzin. A w międzyczasie jego ciężarówka pustoszeje– opowiadała. Dla niemieckiej opinii publicznej był to moment graniczny. Jak wskazała, "mówimy o dziesiątkach tysięcy nabojów. To jest śmiercionośne. To może się skończyć tragicznie”.
Fedorska powołała się na analizy Thomasa Weigolda, wieloletniego komentatora i autora specjalistycznego bloga poświęconego Bundeswehrze, który od lat śledzi jej funkcjonowanie.
On widzi poszlaki, które wskazują na to, że Bundeswehra ma większe problemy, niż myślimy. Najprostsze wytłumaczenie to brak kontroli– ocenia. Według rozmówczyni nie chodzi już wyłącznie o pojedyncze zaniedbania logistyczne.
Skala tych kradzieży, bo kradziony jest także sprzęt, nie tylko amunicja, świadczy o tym, że w Bundeswehrze muszą być osoby, które współpracują– dodaje. Fedorska podkreśliła, że scenariusz przejęcia amunicji przez obce służby jest mało prawdopodobny.
Mało prawdopodobne jest, że to trafia do jakiegoś obcego państwa. Wiele wskazuje raczej na to, że trafia do świata przestępczego– mówi. Jej zdaniem rodzi to pytania o mechanizmy naboru do armii. Rozmówczyni wskazała na systemowy problem, z którym boryka się niemiecka armia.
Rekrutacja jest w Niemczech bardzo trudnym procesem. Bundeswehra cieszy się z każdego żołnierza, który nie ucieka z koszar. Zdarza się, że ktoś jest trzy tygodnie i potem go nie ma– mówi.
W ocenie ekspertów, na których się powoływała, prowadzi to do nadmiernego poluzowania procedur.
Kontrola musi być lepsza. Proces aplikacyjny musi być szczelniejszy, bo teraz właściwie każdy jest przyjmowany, kto się zgłosi
– zaznacza.
/fa
Mówi się, że Nicolas Maduro byłby gotowy opuścić Wenezuelę w zamian za całkowitą amnestię - mówi Zbigniew Dąbrowski, prowadzący audycji "Republica Latina" w Radiu Wnet.
Szkolenie obejmie m.in. wykład prof. Macieja Nowickiego, byłego ministra środowiska i wiceprzewodniczącego Komisji ONZ ds. Rozwoju Zrównoważonego.
Wokół Centralnego Portu Komunikacyjnego – dziś przez rząd nazywanego „Portem Polska” – znów narasta spór. Premier Donald Tusk poinformował o złożeniu sześciu zawiadomień do prokuratury dotyczących nieprawidłowości sprzed zmiany władzy oraz zapowiedział rebranding projektu. W Radiu Wnet do tych deklaracji odniósł się Mikołaj Wild, założyciel i były prezes spółki CPK oraz przedstawiciel stowarzyszenia TAK dla CPK. Już na wstępie Wild zakwestionował wykonalność ogłoszonej zmiany nazwy, wskazując na twarde ramy prawne.
Ta deklaracja jest niewykonalna, dlatego że nazwa CPK występuje w ustawie, której zmiana wymaga współpracy z prezydentem. W tym przypadku wątpię, aby premier mógł na to liczyć. To samo dotyczy nazwy spółki oraz pełnomocnika rządu do spraw CPK – to są regulacje ustawowe
– wskazał. Jak podkreślił, dodatkowy chaos rodzi rozróżnienie między nazwą programu a nazwą samego lotniska.
Plan generalny lotniska został zatwierdzony dla nazwy Port Solidarność. Nazwa lotniska i nazwa programu inwestycyjnego to dwie różne rzeczy. Mówimy tu co najmniej o wprowadzeniu chaosu komunikacyjnego i o działaniu, które trudno oceniać inaczej niż jako marketing polityczny– zaznaczył.
Prowadząca zapytała także o sześć zawiadomień do prokuratury, o których mówił premier. Wild zachował dystans, wskazując, że bez znajomości treści trudno o ocenę.
Szczerze mówiąc, nic nie sądzę, ponieważ nie wiem, czego dotyczą te zawiadomienia. Należy oczekiwać, że właściwe organy podejmą sprawę. Nie chcę komentować działań organów ścigania– mówił. Zaznaczył jednak, że mogą one dotyczyć głośnego wątku działki, która, jak przypomniał, nie była bezpośrednio „pod CPK”.
Być może wiąże się to z tak zwaną aferą działkową, choć nie była to działka pod CPK, tylko oddalona od Centralnego Portu Komunikacyjnego, o którą spółka wnioskowała do KOWR– mówił.
W jego ocenie pozytywną informacją jest to, co padło na konferencji rządu w sprawie dalszych losów tej nieruchomości.
Ta działka wróciła do KOWR-u i ma być przekazana w dysponowanie spółki CPK. To byłaby dobra wiadomość, która kończyłaby sprawę o co najmniej podejrzanym, mocno aferowym charakterze– podkreślił.
„Zmieniła się tylko nazwa na Twitterze”
Wild wrócił też do samej operacji rebrandingu, wskazując, że w praktyce niewiele się zmieniło.
Zmieniła się nazwa spółki na Twitterze. Pomimo że wciąż korzysta z adresu cpk.pl, teraz funkcjonuje jako Port Polska. Nie zmieniła się nazwa spółki, pełnomocnika rządu ani program inwestycyjny
– zaznaczył. Jak dodał, byłaby to zmiana kosztowna i – jego zdaniem – nieuzasadniona.
To przekaz czysto PR-owy i wizerunkowy. Sama zmiana niczego nie wnosi, a byłaby kosztowna, wiązałaby się ze zmianą identyfikacji wizualnej spółki– wskazuje.
Zdaniem Wilda w cieniu konferencji rządowej umknął fakt o realnym znaczeniu dla inwestycji.
Wczoraj został osiągnięty ważny kamień milowy – złożenie wniosków o pozwolenie na budowę terminala oraz łącznie 19 wniosków dla obiektów towarzyszących– przekazał. Przyznał, że to krok opóźniony, ale istotny.
To jest spóźnione o prawie rok, ale ważne, bo za około dziesięć miesięcy można oczekiwać pozwolenia na budowę i rozpoczęcia palowania pod terminal, czyli pierwszego etapu budowy– zaznaczył.
Spór o kolej: prędkość kontra realne potrzeby
Najostrzej Wild krytykował zmiany w komponencie kolejowym CPK.
Na siłę forsowane są decyzje podnoszące prędkość w oparciu o zmyślone dane o skróceniu czasu przejazdu o 40 minut. Realnie mówimy o 10–12 minutach na najdłuższej relacji Warszawa–Poznań– komentował.
Na koniec Wild podkreślił znaczenie zaangażowania społecznego w obronie projektu.
CPK jest realizowany wbrew początkowym deklaracjom rządzących. To niespotykany przykład zaangażowania społecznego, które realnie wpłynęło na decyzje koalicji rządzącej
– mówił. Ostrzegł jednocześnie przed decyzjami zakupowymi, które – jego zdaniem – mogą uderzyć w polski interes.
Zakupy pociągów o 30 procent droższych, których prędkość nie będzie wykorzystana i które nie będą produkowane przez polskich producentów, naruszają interes gospodarczy i interes pasażerów
– powiedział.
/fa
W tym wydaniu audycji nie tylko omówienie aktualnych wydarzeń politycznych, ale i wspomnienia z okresu stanu wojennego.
Wielką moc chagi, wrośniaka czy reichi poznała pani profesor Marta Ligaj z Uniwersytetu Adama Mickiewicz a w Poznaniu . Ich tajemnice odkryje dziś przed słuchaczami.
W Zespole Szkół Drzewnych i Leśnych w Garbatce-Letnisku od kilku tygodni narasta kryzys, który podzielił społeczność szkolną i wywołał szeroką debatę publiczną. Po przeprowadzonej przez samorząd województwa mazowieckiego kontroli, wskazującej na nieprawidłowości finansowe, z funkcji dyrektora zrezygnował wieloletni szef placówki Mirosław Dziedzicki. Jego odejście – oficjalnie motywowane względami zdrowotnymi – nie zakończyło jednak sprawy.
Część nauczycieli, absolwentów i sympatyków szkoły publicznie stanęła w obronie byłego dyrektora, kwestionując zarówno okoliczności jego rezygnacji, jak i sposób zarządzania szkołą po zmianach personalnych. W tle pojawiają się zarzuty dotyczące mobbingu, kontrowersje wokół monitoringu, możliwych konfliktów interesów oraz zawiadomienia skierowanego do Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Radio Wnet relacjonuje sprawę z Garbatki-Letniska, oddając głos kolejnym osobom związanym ze szkołą.
Kolejna rozmowa Radia Wnet poświęcona kryzysowi w Zespole Szkół Drzewnych i Leśnych w Garbatce-Letnisku odsłania nowe, poważne wątki. Gościem audycji był Piotr Tomczak, były nauczyciel tej placówki, który – jak sam podkreślał – dziś może mówić otwarcie, ponieważ nie jest już jej pracownikiem. Jego relacja dotyczy zarówno atmosfery panującej w szkole, jak i konkretnych działań administracyjnych oraz możliwych konfliktów interesów.
Tomczak wrócił do momentu, gdy rozpoczynał pracę w szkole, opisując wieloletniego dyrektora Mirosława Dziedzickiego jako osobę, która cieszyła się autorytetem wśród uczniów i nauczycieli.
Pan dyrektor otworzył nowy kierunek architektury krajobrazu, który do tej pory w szkole nie funkcjonował. Dał się poznać jako osoba, która emanuje energią pozytywną. Człowiek uśmiechnięty, uwielbiany przez młodzież, będący dla nich ideałem– wspomina w rozmowie z Magdaleną Uchaniuk.
Były nauczyciel zaznaczył jednak, że po odejściu dyrektora sytuacja w szkole, obserwowana już „spoza murów”, wygląda zupełnie inaczej.
Nie mam lęku przed wypowiadaniem się, bo nie jestem już pracownikiem, a myślę, że w tej sytuacji, która jest, panuje lęk i taki mały terror– ocenia.
Mobbing i ankieta ZNP
Jednym z najpoważniejszych wątków poruszonych w rozmowie były zgłoszenia dotyczące mobbingu. Tomczak przypomniał, że jeszcze w czasie jego pracy w szkole Związek Nauczycielstwa Polskiego przeprowadził ankietę wśród pracowników.
Wyniki były druzgocące. Jako główny duch sprawczy pojawia się pani Cichawa-Grabowska. To wszystko było opublikowane przez media– zaznacza.
Jak dodał, sprawa nie jest zamknięta, ponieważ w sądzie w Radomiu ma toczyć się postępowanie dotyczące zarzutów mobbingowych. Szczególnie mocno wybrzmiał fragment dotyczący kondycji psychicznej nauczycieli.
Z ankiety wynikało, że wśród nauczycieli pojawiały się także deklaracje dotyczące myśli samobójczych – według relacji rozmówcy dotyczyło to około dwunastu–trzynastu procent pracowników, z czego część osób doświadczała takich myśli często, a część sporadycznie. W jego ocenie był to sygnał alarmowy, który wymagał natychmiastowej reakcji.
Tomczak zwrócił uwagę, że o wynikach ankiety wiedziały struktury związkowe, w tym władze ZNP, jednak – jak twierdzi – nie podjęto realnych działań.
Monitoring i interwencja PIP
Kolejnym spornym tematem była instalacja monitoringu w szkole. Według byłego nauczyciela system został wprowadzony z naruszeniem prawa oświatowego.
Monitoring w szkole reguluje prawo oświatowe. Został założony z pominięciem Rady Rodziców, bez oznakowania i bez poinformowania uczniów o zakresie działania
– mówi. Sprawa trafiła do Państwowej Inspekcji Pracy.
Otrzymałem informację, że monitoring był zamontowany z pominięciem przepisów prawa. Wyłączono obserwację sal gimnastycznych i usunięto podgląd z ekranów w gabinecie pani dyrektor, gdzie na żywo oglądano dzieci i nauczycieli– opisuje.
Fundacja, szkolenia i zawiadomienie do CBA
Najdalej idące zarzuty dotyczyły działalności Fundacji Instytut Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego. Tomczak opisał swoje wątpliwości związane z funkcjonowaniem fundacji na terenie szkoły.
Okazało się, że w KRS fundacji jako członek zarządu widnieje pani Cichawa-Grabowska, a drugim członkiem była jej sekretarka. Prezesem był generał Pacek– mówi.
Były nauczyciel zwrócił uwagę na szkolenia organizowane w szkole.
Pani dyrektor jako członek zarządu fundacji przeprowadzała w szkole szkolenia finansowane przez władze województwa mazowieckiego. To jest ewidentny konflikt interesów– stwierdza. Jak dodał, sprawa została zgłoszona do Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Skierowałem zawiadomienie do CBA półtora roku temu. Poinformowano mnie, że czynności trwają, ale nie mam wiedzy o ich zakresie– dodaje.
W końcowej części rozmowy Piotr Tomczak odniósł się do zarzutów formułowanych wobec byłego dyrektora szkoły i szerzej, do sposobu zarządzania placówką.
Do pracy z dziećmi trzeba mieć serce. Szkoła nie jest miejscem na biznes ani na politykę. Trzeba mieć wykształcenie pedagogiczne i doświadczenie– komentuje.
Jego zdaniem odpowiedzialność za kwestie administracyjne była jasno przypisana.
Czy dyrektor ma liczyć papier toaletowy i płyn do mycia naczyń? Za administrację odpowiadała pani Cichawa-Grabowska. To były jej kompetencje
– mówi.
/fa
Nadchodzi największy od dekad wzrost wydatków rządowych na zbrojenia.
From the publisher's feed

11 Listeners

9 Listeners

39 Listeners

44 Listeners

7 Listeners

42 Listeners

12 Listeners

14 Listeners

8 Listeners

60 Listeners

30 Listeners

23 Listeners

24 Listeners

34 Listeners

3 Listeners