Polski atom nie ruszy w 2033 roku, jak miał, a 2036 też jest zagrożony. Ale za to od 2020 roku spółka Polskie Elektrownie Jądrowe miała sześciu prezesów i sześciu pełnomocników, a zatrudnienie skoczyło ze 118 do 430 osób. Czyli reakcja łańcuchowa zachodzi. Na razie na stanowiskach.
Prezesi krążą jak elektrony, zderzają się z odprawami, a jeśli zatrudnienie będzie rosło w takim tempie, to zanim wybudujemy pierwszy reaktor, w spółce będzie pracowała połowa mieszkańców Pomorza, a druga połowa będzie ich nadzorować.
Tomasz Olbratowski proponuje więc zacząć stopniowo. Najpierw wybudować elektrownię atomową na węgiel, bo przecież węgiel składa się z atomów. Potem na wodę, a może nawet na kiszoną kapustę. Przy okazji rolnicy zarobią!
Bo choć nie mamy wielkich tradycji w budowaniu monumentalnych obiektów, jesteśmy mistrzami w budowaniu przyszłości. Czego się nie dotkniemy, od razu przesuwamy to w przyszłość.