
Sign up to save your podcasts
Or


Afera w komisariacie w Piasecznie odsłania głębszy, systemowy problem polskiej policji – od braków kadrowych po utratę zaufania społecznego - mówi prof. Mariusz Miąsko.
Strefa Czystego Transportu (SCT) w Krakowie wywołała sprzeciw gmin ościennych. Radny z Wieliczki wskazuje na dyskryminację, chaos prawny i brak realnych efektów ekologicznych.
Wprowadzenie Strefy Czystego Transportu w Krakowie wywołało silny sprzeciw nie tylko wśród mieszkańców miasta, ale także w gminach ościennych. Jednym z najbardziej zdecydowanych krytyków obecnych rozwiązań jest Bartłomiej Krzych, radny Rady Miejskiej w Wieliczce, który zaskarżył uchwałę i zapowiada dalsze działania prawne oraz społeczne.
W rozmowie na antenie Radia Wnet Krzych wskazuje, że obecna wersja SCT jest nie tylko niesprawiedliwa, ale także prawnie wadliwa i wprowadzona w atmosferze chaosu.
„To jest jawna dyskryminacja mieszkańców spoza Krakowa”
Radny podkreśla, że już na etapie prac nad uchwałą gminy ościenne alarmowały władze Krakowa, iż przyjęte rozwiązania będą uderzać w mieszkańców regionu.
Mieszkańcy spoza Krakowa, jeśli nie mają samochodów spełniających normy Euro 6 dla diesla i Euro 4 dla benzyny, muszą płacić za wjazd albo ryzykować mandat. Tymczasem mieszkańcy Krakowa z tych opłat są zwolnieni. To jest jawna dyskryminacja– mówi Bartłomiej Krzych.
Jak dodaje, sprzeciw wobec takiego podziału zgłaszały praktycznie wszystkie gminy otaczające Kraków, jednak ich głos został zignorowany.
Chaos zamiast przejrzystych zasad
Kolejnym problemem, na który zwraca uwagę radny, jest sposób wprowadzenia SCT. Procedury wjazdu do strefy zostały opublikowane tuż przed świętami, co – jego zdaniem – uniemożliwiło mieszkańcom realne przygotowanie się do nowych zasad.
Wielu ludzi nie miało żadnej szansy zapoznać się z tym, jak legalnie wjechać do Krakowa. Wszystko zostało wprowadzone w atmosferze pośpiechu i dezorientacji– wyjaśnia.
Dlaczego – zdaniem radnego – projekt SCT należy odrzucić?
Bartłomiej Krzych wskazuje kilka kluczowych powodów, dla których obecna wersja Strefy Czystego Transportu nie powinna funkcjonować:
„Strefa czystego absurdu”
Szczególne emocje budzi fakt objęcia SCT parkingów Park&Ride.
Parkingi Park&Ride powstały po to, żeby zostawić samochód i przesiąść się do komunikacji miejskiej. Tymczasem dziś, żeby do nich dojechać, trzeba zapłacić, a za kilka lat w ogóle nie będzie to możliwe. To jest absurd– mówi radny.
Jak dodaje, to właśnie dlatego wśród mieszkańców coraz częściej pojawia się określenie „strefa czystego absurdu”.
Protest i spór prawny
Krzych zapowiada udział w proteście przeciwko SCT oraz oczekuje na rozstrzygnięcie sądu.
14 stycznia może się okazać, że uchwała zostanie unieważniona. Wtedy pojawi się pytanie o zwrot pobranych opłat i odpowiedzialność miasta za wprowadzony chaos– podkreśla.
Radny liczy, że niezależnie od decyzji sądu, władze Krakowa wycofają się z obecnej wersji projektu i wrócą do rozmów z mieszkańcami regionu.
W ostatnich dniach media informowały o incydencie w jednej z pomorskich szkół, gdzie nauczycielka miała zdjąć krzyż ze ściany sali lekcyjnej, a następnie wyrzucić go do kosza.
Gościem Radia Wnet był Maciej Pawlicki, reżyser i producent, który komentując sprawę, zwracał uwagę, że nie mamy do czynienia z odosobnionym przypadkiem, lecz z powrotem znanych z historii mechanizmów.
Miałem poczucie, że wraca stare. To już było w polskiej historii i było tylko kwestią czasu, kiedy coś takiego znowu się wydarzy– mówił.
Pawlicki stanowczo odrzucał argument, że nauczycielka „miała prawo” w ten sposób postąpić. Jak podkreślał, nawet część przedstawicieli rządu dystansowała się od tego zdarzenia.
Oczywiście nie miała prawa tak robić. To nie był jednorazowy akt – to był proces, którego finałem było wyrzucenie krzyża do kosza na śmieci– dodał.
Reżyser wskazywał, że uczniowie otrzymali w ten sposób bardzo wyraźny przekaz światopoglądowy, który trudno uznać za przejaw tolerancji.
To była wstrząsająca lekcja pokazująca, jak rozumie się dziś tolerancję – przez upokorzenie symbolu ważnego dla innych– zaznaczył.
W rozmowie pojawiły się także historyczne analogie, szczególnie protest uczniów w Miętnem w 1984 roku, gdy w czasach komunistycznych próbowano usuwać krzyże ze szkół.
Sądziliśmy, że takie czasy nie wrócą. A jednak wracają – tylko innym językiem i innymi metodami– komentował.
Pawlicki zwracał uwagę na podwójne standardy obecne w debacie publicznej – jego zdaniem symbole chrześcijańskie mogą być bezkarnie obrażane, podczas gdy wobec innych religii obowiązuje daleko idąca wrażliwość.
Dlaczego na temat chrześcijaństwa można mówić wszystko, a wobec innych wyznań nagle wszyscy rozumieją, że coś może kogoś obrażać?– pytał. Źródłem tej sytuacji, jak podkreślał, jest bierność samych wierzących. Jak mówił, „mamy za mało ludzi, którzy nie boją się stanąć w obronie krzyża i swojego systemu wartości. Nasze zdziwienie wynika z naszej bierności”.
/fa
Rozbudowa amerykańskich sił zbrojnych jest niezbędna do podporządkowania sobie przez USA półkuli zachodniej i przyszłego starcia Chinami - mówi gen. Bogusław Samol.
Gościem Radia Wnet był Leszek Żebrowski, historyk i publicysta, który odniósł się do głośnego wywiadu z Wojciechem Olszańskim i Marcinem Osadowskim oraz do pytania, czy tego typu rozmowy w ogóle powinny pojawiać się w przestrzeni medialnej.
Żebrowski jasno zaznaczył, że sam unika takich treści i nie zgodziłby się na udział w podobnym programie, z jednym wyjątkiem – gdy konfrontacja służy obnażeniu fałszu.
„Zgodziłem się na konfrontację tylko raz, po to, żeby pokazać błędną ideologię i obnażyć to wszystko punkt po punkcie. Innego sensu w tym nie widzę.”
Jego zdaniem działalność tego typu postaci opiera się na mitomanii, prowokacji i tworzeniu fałszywych narracji historycznych, które trafiają na podatny grunt.
„To jest kategoria mitomanów, ludzi szukających niszy. Oni ją znaleźli, bo ludzie historii nie znają albo jej nie rozumieją.”
Publicysta szczególnie ostro krytykował gloryfikację PRL i Związku Sowieckiego, uznając ją za zjawisko realnie groźne społecznie.
„Chwalenie Gomułki czy generała Sierowa z NKWD jest bardzo niebezpieczne. To byli zbrodniarze. Jeśli ktoś mówi, że PRL był najlepszym okresem w historii Polski, to prowadzi ludzi całkowicie na manowce.”
W rozmowie pojawił się też wątek internetowej popularności radykalnych treści. Żebrowski studził interpretacje, że wysokie zasięgi zawsze oznaczają realne poparcie.
„Wielu ludzi wchodzi po to, żeby się pośmiać, poszydzić. Ale część zostaje rzeczywiście zmataczona – i to jest problem.”
Zapytany o cenzurę i rolę mediów, podkreślał, że kluczowa jest merytoryczna konfrontacja, a nie wyciszanie tematu czy nieprzygotowane debaty.
„Z takimi ludźmi trzeba rozmawiać, ale trzeba umieć rozmawiać. Nieprzygotowana konfrontacja tylko napędza im koniunkturę.”
Na koniec Żebrowski wskazywał, że popularność skrajnych przekazów wynika z próżni – braku autorytetów i jasnego, uczciwego przekazu historycznego.
„Jeśli nie ma wzoru i nie ma przekazu, to ten wzór pojawia się sam. A system antywartości bywa nośny właśnie dlatego, że jest inny.”
Gościem Radia Wnet był Aleksander Olech, redaktor naczelny Defence24 i analityk polityki międzynarodowej. W krótkiej rozmowie odniósł się do ostatnich działań Stanów Zjednoczonych wobec Wenezueli, zapowiedzi Donalda Trumpa dotyczących Grenlandii oraz konsekwencji tych ruchów dla Europy i Polski. Olech podkreślał, że porównywanie Wenezueli z Grenlandią jest nieuprawnione, a scenariusz militarny w Arktyce nie wchodzi w grę.
Na pewno nie spodziewamy się tego, że prezydent Trump zrobi podobne działania względem Grenlandii jak wobec Wenezueli. Wojska amerykańskie są już na Grenlandii, a mówimy raczej o budowaniu obecności – militarnej, biznesowej, politycznej i naukowej– ocenił.
Zdaniem eksperta, działania USA wobec Wenezueli były zapowiadane i wpisują się w szerszą strategię administracji Trumpa, w której Europa traci na znaczeniu.
To jest polityka Trumpa, którą widzimy od roku. Na pierwszej półce jest Ameryka Południowa i Indo-Pacyfik, a Europa Środkowo-Wschodnia spada niżej– wskazał.
W tym kontekście Olech zwracał uwagę, że prezydent USA celowo „rzuca informacje w eter”, by testować reakcje sojuszników i przeciwników.
Trump sprawdza reakcje, testuje granice. Tak właśnie jest w kontekście Grenlandii – reakcja stolic europejskich była zupełnie inna niż w przypadku Wenezueli– dodał.
Pytany o polską politykę zagraniczną, analityk wskazywał na konieczność trzymania się Europy i jednoczesnego realistycznego dialogu z Waszyngtonem.
Grenlandia to nie jest Wenezuela. Tu trzeba jasno postawić warunek: trzymamy się z Europą. Trump lubi twardych przywódców, więc stawianie granic jest czymś wartościowym– stwierdził.
Jednocześnie zaznaczał, że realna obecność Polski w Arktyce jest dziś symboliczna, dlatego kluczowe są relacje z państwami nordyckimi.
Musimy zdecydować, jak chcemy pracować z Danią, Norwegią czy krajami nordyckimi i czy w ogóle możemy tam swoją obecność zwiększyć
– mówił.
/fa
Członkowie grupy słowodaje goszczą w studiu Radia Wnet i opowiadają o swojej drodze artystycznej od grania coverów do autorskiego projektu.
Jak mówi perkusista zespołu Janek Walewski, dziś sam fakt funkcjonowania w zespole i nie podążanie za solową karierą już ich wyróżnia:
Grupa słowodaje tworzy w nietypowym składzie, w którym instrumenty smyczkowe są podstawowym instrumentarium, a nie dodatkiem. Co ważne, każdy w zespole pisze własne utwory.
Każdy z nas ma trochę inną wrażliwość, trochę inną estetykę.~ podkreśla altowiolistka Tosia Bartyś. Proces twórczy polega na tym, że gotowy szkic piosenki trafia na próbę, gdzie całość jest wspólnie aranżowana.
Dzięki temu myślę, że czuć rękę każdego z nas w każdym utworze. Oczywiście te utwory się różnią w zależności od tego, kto je napisał, ale dzięki temu, że wspólnie aranżujemy finalną wersję, to czuć, że to jest właśnie nas wszystkich.~ dodaje perkusista.
Teksty zespołu zmieniają się wraz z życiem jego członków. Na początku dotyczyły wchodzenia w dorosłość, relacji rodzinnych i pierwszych zawodów miłosnych, dziś coraz częściej opowiadają o nowych etapach.
Te teksty są chyba odbiciem naszego codziennego życia. Myślę, że też trochę się zmieniają, im jesteśmy starsi. (...) Teraz, gdy przygotowujemy nowe utwory, to jak patrzę na tę tematykę, której nie chcę do końca zdradzać, to ona bardzo literalnie ilustruje, że jesteśmy już te pięć lat później, czy tam trzy lata później, w kompletnie innych momentach życiowych, już część z nas ma założone rodziny.~ mówi Tosia Bartyś. Jak podkreśla, zespół nie stawia sobie stylistycznych ograniczeń.
Trochę robimy, co chcemy. Nie mamy w głowie takiej myśli, że nie zrobimy czegoś, bo tak się nie robi, bo utwory nie wydają się spójne w stosunku do siebie.~ przyznaje altowiolistka, zaznaczając, że najważniejsze jest przekonanie do własnej muzyki. Jeśli twórcy wierzą, że coś jest dobre, zwykle znajduje się też publiczność, która myśli podobnie.
Członkowie zespołu słowodaję zapraszają na koncert 15 stycznia o godz. 19:00 do Centrum Kultury i Sztuki w Skierniewicach, gdzie będzie można usłyszeć ich muzykę na żywo. Bilety dostępne są TUTAJ. Zachęcają też do śledzenia ich profilu w mediach społecznościowych.
Poseł Radosław Fogiel odpiera zarzuty o kryzys w jego ugrupowaniu i groźbę jego rozpadu. Podkreśla, że pozostające od 25 lat na scenie politycznej Prawo i Sprawiedliwość prowadzi debatę programową.
W środę media obiegła wstrząsająca informacja o gwałcie na młodej policjantce w jednostce policji w Piasecznie. Jak ujawnili dziennikarze TV Republika, Sąd Rejonowy w Piasecznie aresztował na trzy miesiące jednego z dowódców Oddziałów Prewencji Komendy Stołecznej Policji. Funkcjonariuszowi postawiono zarzut zgwałcenia młodej policjantki oraz zmuszenia jej do poddania się innej czynności seksualnej, a informacje te potwierdził rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Według ustaleń dziennikarzy, do zdarzenia miało dojść podczas libacji alkoholowej w koszarach przy ul. Puławskiej w Piasecznie, gdy podejrzany zaprosił policjantkę do pomieszczenia i tam miało dojść do napaści. Inni funkcjonariusze usiłowali dostać się do środka, gdy kobieta wołała o pomoc.
W Poranku Radia Wnet sprawę komentował dziennikarz Cezary Gmyz. Już na początku podkreślał, że najbardziej wstrząsająca była dla niego agresja skierowana nie wobec sprawcy, lecz wobec dziennikarzy, którzy sprawę ujawnili.
Ta agresja wobec osób, które ujawniły tę sprawę, czyli wobec mnie i Marcina Dobskiego, była rzeczą absolutnie niebywałą. Gdyby nie Telewizja Republika, ta sprawa zostałaby zakopana i nikt by się o niej nie dowiedział– stwierdził.
Zdaniem dziennikarza, odpowiedź władz na pytanie o stan policji jest jednoznacznie negatywna. Wskazywał bezpośrednio na odpowiedzialność polityczną ministra spraw wewnętrznych.
Ta sprawa mówi nam niedobrze o policji, dlatego że Marcin Kierwiński nie radzi sobie z zarządzaniem największą formacją mundurową w Polsce. To wpływa na poziom bezpieczeństwa obywateli– ocenił.
Gmyz zwracał uwagę, że sytuacja, w której ofiarą przestępstwa pada policjantka, a sprawcą jest inny policjant, podważa fundament zaufania do państwa.
Skoro ofiarą może paść policjantka, a sprawcą jest inny policjant, to jak ma się czuć obywatel, który nie nosi munduru?– pytał.
Szczególnie ostro oceniał brak natychmiastowej reakcji służb po zdarzeniu, które – jak podkreślał – miało miejsce w zamkniętej jednostce policyjnej, w obecności innych funkcjonariuszy.
Ten człowiek został pochwycony na gorącym uczynku w koszarach policji, a mimo to przez dwanaście godzin chodził na wolności. Jeżeli to ma być "natychmiastowa reakcja", to my zupełnie inaczej rozumiemy to pojęcie
– dodał. Dziennikarz wskazywał również na brak konsekwencji wobec przełożonych i dowódców odpowiedzialnych za funkcjonowanie jednostki.
W poprzednich latach komendanci tracili stanowiska po podobnych aferach. Tutaj, jak się wydaje, konsekwencje spotkają tylko bezpośredniego sprawcę, a tych, którzy dopuścili do libacji w koszarach, nie spotka nic– wskazał.
/fa
Rozmowa w Poranku Radia Wnet miała nietypową formułę – w studiu spotkali się dwaj goście: Mariusz Pilis, reżyser i korespondent wojenny, oraz ks. Jarosław Wąsowicz, kapelan prezydenta RP. Goście rozmawiali o środowisku kibiców, pielgrzymce na Jasną Górę i znaczeniu filmu "Bunt Stadionów" po trzynastu latach od premiery.
Punktem wyjścia była informacja, że Karol Nawrocki weźmie udział w najbliższej pielgrzymce kibiców na Jasną Górę. Ks. Wąsowicz podkreślał, że obecność prezydenta nie jest gestem jednorazowym ani politycznym, lecz konsekwencją wieloletniej relacji.
Był na pielgrzymce jako zwykły kibic Lechii Gdańsk, był jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, był jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej. Bardzo się cieszymy, że ten nowy etap pielgrzymowania rozpoczynamy już z prezydentem Rzeczypospolitej– mówił kapelan.
W rozmowie pojawił się także wątek wypowiedzi premiera Donald Tusk o „dociskaniu śruby” i określeniu „król kiboli”. Obaj rozmówcy zgodnie dystansowali się od tej retoryki, wskazując, że nie ona jest dziś najważniejsza.
Nieważne są słowa pana premiera, ale to, że od tylu lat kibice z całej Polski, często ze sobą zwaśnieni, potrafią się jednoczyć wokół spraw naprawdę ważnych– podkreślał ks. Wąsowicz.
Kolejnym tematem rozmowy stał się film Bunt Stadionów, którego projekcja zaplanowana jest podczas pielgrzymki. Mariusz Pilis zwracał uwagę, że po trzynastu latach film trafia do zupełnie nowego pokolenia.
To jest zupełnie nowa generacja. Ludzie, którzy wtedy mieli po osiem czy dziesięć lat, dziś są dorosłymi Polakami. Oni rozumieją, co się dzieje w Polsce i bardzo często angażują się w różne inicjatywy– mówił reżyser. W tej perspektywie pojawiła się idea kontynuacji filmu – nie jako nostalgicznego powrotu, lecz zapisu współczesnych sporów i napięć.
Co jakiś czas to samo wyzwanie wraca. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają, ale spór o wartości pozostaje– zauważył ks. Wąsowicz, dodając, że decyzja o ewentualnej drugiej części mogłaby zapaść właśnie na Jasnej Górze.
Rozmówcy szeroko mówili o roli stadionów jako miejsca artykulacji społecznego sprzeciwu. Pilis przypominał, że to właśnie z trybun płynęły hasła, które w ostatnich latach obiegły całą Polskę.
To był bardzo autentyczny, oddolny głos. Trybuny mówiły wyraźnie, że coś jest nie tak i że ten fałsz, który znowu przebija się do przestrzeni publicznej, trzeba nazwać po imieniu– podkreślał.
Ks. Wąsowicz sięgał głębiej w historię ruchu kibicowskiego, pokazując jego zakorzenienie w doświadczeniu oporu wobec komunizmu i w obronie narodowej tożsamości.
Od lat 70., przez Solidarność, po lata 80. – kibice zawsze stawali w obronie pryncypiów: kultury, historii, języka i wartości chrześcijańskich. Te fundamenty są dziś podkopywane, dlatego pojawia się głos oddolny, społeczny– mówił.
W końcowej części rozmowy obaj goście zgodzili się, że kibice nie są jednolitą grupą ani zapleczem żadnej partii politycznej.
Nie da się stworzyć portretu kibica. To może być lekarz, student, kierowca autobusu, ksiądz czy filmowiec. Kibice to Polacy – to jesteśmy my– podsumował Mariusz Pilis.
/fa
From the publisher's feed

11 Listeners

9 Listeners

39 Listeners

44 Listeners

7 Listeners

42 Listeners

12 Listeners

14 Listeners

8 Listeners

60 Listeners

30 Listeners

23 Listeners

24 Listeners

34 Listeners

3 Listeners